Zaloguj się do konta

Nad wodą

piątek godzina 17 postanawiamy z kolegą udać się na ryby na nockę nad zalew radzyny który koledzy i koleżanki dobrze znacie,około godziny 18 jesteśmy na miejscu i zaczynamy przygotowania do łowienia oraz żeby jakoś przetrwać tą zimną nockę,wędki rozłożone łowisko podkarmione oczywiście piwko otwarte i zaczynamy wędkowanie ,pierwsze zestawy lądują w wodzie a my badamy teren żeby wiedzieć gdzie w nocy można nogę postawić.Mija godzina za godziną a tu rybek zero ,ba nawet brania nie ma ,co rusz zmieniamy przynęty a tu nadal cisza ,około godziny pierwszej zmęczenie wygrywa i wsiadam do auta(który stał 2 metry od łowiska)na lekką drzemką ,co pół godzinki wstaję żeby przerzucić zestawy ale rybek ani widu ani słychu ,i tak dotrwałem do świtu jest godzina około 5 rano gdy dociera reszta wędkarzy którzy zajmują wnęki obok mnie ,przyjechała grupka trzech kolegów i zajmują miejsca ,oczywiście mają nadzieję na jakąś rybkę i zaczyna się mieszanie zanęt i rozpakowywanie sprzętu, w pewnym momencie słyszę od wędkarza najbliżej mnie słowa coś mnie ukuło ,a że jeszcze prawie ciemno to nie wiadomo co to było ,wychodzi na brzeg ogląda się ale nic nie widać ,więc schodzi do wnęki i bierze pierwszy kijek w rękę żeby zarzucić zestaw ,po paru chwilach zaczyna wykonywać ruch jakby robił rozgrzewkę przed jakimś maratonem ,myślę sobie co jest?wali gościa czy jak?jesssssu facet zaczyna krzyczeć że wdepnął w gniazdo os i go tną jak diabli ,brzeg był śliski i nie mógł wyjść koledzy jego dają oczywiście dobre rady typu skacz do wody a ja jestem już przy aucie po gaśnice ,ale jak tu zapodać gaśnicę gościowi który ma osy pod koszulą ,pod woderami ?wyciągamy faceta z wnęki i otrzepujemy z os gości jest nieźle pożądlony wiec pytam czy go nie zawieźć do szpitala ponieważ kompani już po piwku,facet mówi że raczej nie jest uczulony ,ale zaczyna puchnąć ,dostał około 20 strzałów a ja zdałem sobie sprawę jacy jesteśmy malutcy wobec siły przyrody,pierwszy raz widziałem taką akcję na żywo i powiem jedno nikt z nas żadnym sposobem nie uchroni się przed rojem rozwścieczonych os czy innych owadów ,opisuję to zdarzenie ku przestrodze żebyśmy zawsze pamiętali że nad wodą to my jesteśmy intruzami a zwierzątka tam żyjące łaskawie pozwalają nam korzystać ze skrawka ziemi na którym rozbijamy swoje obozowiska.


tekst jest jakoś dwuletni ,wstawiony z lekkim opóźnieniem.

Opinie (2)

kuba234p

Super opis i ostrzeżenie , tylko szkoda że rybek brakowało. Ode mnie ***** [2014-02-23 00:30]

Kowal73

Natura nie da se w kaszę dmuchać, podziwiajmy ją i bądźmy ostrożni :)***** [2014-06-03 21:11]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Zasiadka na karpie

Zasiadka na karpie Na wspólną zasiadkę wybrałem się wraz żoną i syne…