Najlepsze jest zakończenie sezonu

/ 3 komentarzy / 6 zdjęć


Nie zmiennie, co roku dla nas, czyli dla większości wędkarzy przychodzi czas, że z drzew spadają ostatnie liście, za oknami szarówa, pojawiają się pierwsze przymrozki. Z sentymentem zaczynamy wspominać nasze letnie wypady i z niepokojem śledzimy informacje pogodowe o nadchodzącej zimie. Z niepokojem, ponieważ dla większości z nas oznacza to kolejny koniec sezonu. Nie wspominam tu o fanach łowienia z pod lodu (ale i też pewnie to odczuwają). Niestety rozstanie z wędką jest nieuchronne i za bardzo nic na to nie poradzimy. Aby jednak zakończyć taki sezon z satysfakcją i uśmiechem zamiast grymasem oraz z kolejną historią do opowiadań podczas zimowych spotkań z kolegami proponuje zrobić to w sposób następujący. Kiedyś robiłem to sam, ponieważ dopiero od nie dawna mam odpowiedniego kompana do wypraw wędkarskich, który właśnie to zaraził się tym wspaniałym hobby podczas naszego 1 wspólnego zakończenia sezonu!!

Zawsze staram się łowić jak najdłużej, aż do pierwszego lodu. Wiec, jeżeli słyszę w pogodzie, że idzie zima to chwytam za telefon i umawiam się z Leszkiem na ”zakończenie”. Taki wyjazd różni się jednak od normalnego. Tutaj już podchodzimy bardziej ceremonialnie. Obowiązkowo wędki z zestawami szczupakowymi, bo o tej porze roku ciężko u nas o inne ryby. Raczej już nie przywiązujemy uwagi do szczegółów. Na taki wyjazd mamy zawsze małe spokojne jeziorko położone w lesie z daleka o hałasu, ruchu, osłonięte drzewami, co przy tej pogodzie chroni przed zimnym przenikliwym wiatrem. W tym dniu zapewniamy sobie transport na wodę, bo bez przysłowiowego toastu obejść się nie może. Obowiązkowo zawsze zaopatrujemy się termosy z kawą i herbatą oraz dbamy o stronę gastronomiczną. Zawsze jakieś kiełbaski, kawałki przygotowanego kurczaka, karkóweczkę itp. Nad wodą meldujemy się tuż o świcie, bo dzień krótki. Wypakowujemy z auta sprzęt i organizujemy wygodne stanowiska. Pierwsze te wędkarskie, a 2 to równie przyjemne „gastronomiczne”.

I wtedy przechodzimy do rozpoczęcia świętowania. Uzbrajamy różnego typu żywcówki, bo chcemy zlokalizować miejsca żerowania ryb, posyłamy je do wody w różnych miejscach. Następnie obowiązkowy toast, zważywszy na otoczenie to najlepiej sprawdza się tu żubróweczka i przechodzimy do budowy paleniska. Układamy kamienny krąg z małym zagłębieniem w środku mocujemy nad nim ruszt, rozpalamy ognisko i wrzucamy pierwsze sztuki mięsa. Ognisko nie może być wielkości typowego „grillowego”, bo musi nam służyć do ogrzania się. Wszystko jest umiejscowione w bezpiecznej odległości od drzew oczywiście, aby panowie ze straży nie sprawili, że będzie to jeden z droższych wyjazdów. Wygodne krzesełka mały stoliczek i wszystko już mamy co potrzeba. Przy zapachu dochodzącego mięska wspominamy miniony sezon co rusz to zerkając na nasze żywczyki. Często się zdarza, że przegapiamy moment brania i tylko widzimy uciekającą z kołowrotka żyłkę, co dodatkowo podnosi adrenalinę i rangę tego wyjazdu. Jak dotąd to zawsze meldowały się mniejsze, większe szczupaczki, ale jako że w tym dniu to goście honorowi, więc w dobrej kondycji wracają do wody. Marzy nam się oczywiście zawsze jakiś piękny metrowy esox jako uwieńczenie kończącego się sezonu, ale na to jeszcze musimy poczekać.

Późnojesienne jezioro spowite lekkim dymem unoszącym się z naszego ogniska sprawia, że pejzaż jest niesamowicie tajemniczy i uśpiony. Warto czekać ten rok, aby znowu przyjechać i to zobaczyć. Od strony wędkarskiej staramy się eksperymentować i próbować różnych zestawów, bo kiedy jak nie teraz. Bardzo dobrze sprawdzają się zestawy z ciężarkiem na bocznym troku. Są one zawsze tam gdzie chcemy i przy wietrznej pogodzie nie spływają. Żywcowe karasie zachowuje się naturalnie i przyciągają sporo młodego szczupakowego towarzystwa. Czasami i okoń zagości na naszej biesiadzie. Majestatycznie uciekający pod lustrzaną taflę wody spławik dodatkowo umila pobyt. Wokół zbiornika panuje już absolutna cisza, w którą wcinana się szum drzew. Umilkły już ptaki, przyroda przechodzi w uśpienie. Czasem jeszcze widać na wodzie pojedyncze spławy ryb.
Konsumując nasze „grillowane” mięsko i popijamy ciepłą herbatką, które to w tym dniu smakują najlepiej. Obowiązkowo robimy zdjęcia naszych okazów jak i obozowiska, aby podczas zimowych spotkań było co wspominać. Niestety taki dzień też musi się skończyć, ale pakując tobołki i rozkręcając wędki na części pierwsze czujemy teraz ze sezon jest jakby bardzie dopełniony i będziemy wracać do domów bez grymasu, a wrażenia jeszcze pozostaną na kolejne tygodnie. Będzie teraz czas na posumowania, zmiany strategii, łowisk. Będzie można uzupełnić braki, dokonać napraw, wyczyścić i zakonserwować sprzęt.

Wszystkim kolegą życzę takiej organizacji zakończenia każdego sezonu. Wybierzcie miejsca, które najbardziej lubicie, stwórzcie własną oprawę takiego dnia, a na pewno odkładanie wędek w kąt nie będzie takie bezduszne jak dotychczas. Jesienny zapach jeziora i ogniska będzie wam się zawsze wspominał przy przeglądaniu zdjęć. I można wtedy już myśleć o przygotowaniach do rozpoczęcia sezonu, co też staram się już zaplanować. Tego wam też życzę, abyście mogli odpoczywać i relaksować się podczas ostatnich zasiadek. Na pewno poprawi to samopoczucie i sprawi, że okres zimowy upłynie jeszcze szybciej.

Pozdrawiam
TF

 


4.9
Oceń
(21 głosów)

 

Najlepsze jest zakończenie sezonu - opinie i komentarze

u?ytkownik60174u?ytkownik60174
0
Super opisane. Oby do wiosny! :) Piąteczka
(2011-01-26 13:14)
kostekmarkostekmar
0
Bardzo fajnie opisane. Ja zeszły sezon zakończyłem ze szwagrem podobnie tylko, że spinningując i bez żubróweczki. Obaj byliśmy zmotoryzowani. Piątal i pozdrawiam. (2011-01-26 19:28)
u?ytkownik27896u?ytkownik27896
0
No panowie jak przeczytałem to zacząłem zazdrościć takiego finału.
(2011-01-27 16:14)

skomentuj ten artykuł