Zaloguj się do konta

Największe są zawsze te nie złapane

[p]Znacie to?
– Ale mi poszła! Kij prawie złamało! Miałem już na wierzchu, z naście kilo!
Po kilku tygodniach opowieści ten sam potwór ma już około 30kg, na koncie połamane dwie wędki, w tym jedną nie wyciągniętą jeszcze z pokrowca, a podobno tak się rzucał, że przesunął koryto rzeki o dobre 100 metrów na zachód…
Znacie na pewno. Nie raz słyszeliście historie o niesamowitych holach wodnych kolosów. I pewnie nie raz sami to przeżyliście. Taka nie wyciągnięta ryba rośnie w głowie wędkarza każdego dnia, przybierając na wadze o dobre 2 kg przy każdej opowieści.
I ja też to przeżyłem, dwukrotnie. Opowiem o tym, zanim urosną do takich rozmiarów, że się na serwerze nie zmieszczą.

To musiał być sezon 2010, tak pamięć mi podpowiada. Czerwiec, to na pewno. I piątek, bo wieczorem miałem mieć zebranie. Uzbrojony i niebezpieczny, wczesnym popołudniem siedziałem już nad Wisłą. Lubię być już rozłożony na brzegu o 15:00, w zasadzie to muszę już być o tej porze, bo dłużej nie utrzymam nerwów na wodzy. Mam to co tydzień, zawsze tak samo. Z pracy zrywam się już o 13:00. Dłużej nie wysiedzę, przecież czekam na tę chwilę od poniedziałku. Samochód, pełna rura do domu, pakuję zwierzyniec (pies, kot) do auta, jakiś bagaż i nerwowo czekam na córkę, aż ze szkoły wróci. Jest, przejmuję ją zanim wejdzie do domu. Pędzimy po żonę do pracy, oczywiście jak podjadę pod firmę, a jej jeszcze nie ma na dole, to już nerw, tracę minuty, może już miałbym branie, a może ktoś mi główkę właśnie zajmuje. Dobra, baby w wozie, szpula w wiadomym kierunku. Kobiety już wiedzą, nie ma co do mnie się odzywać, a nie daj boże trafimy na korek. Masakra! Pod prąd, chodnikiem, przez rzeki i jeziora, jak Pan Samochodzik, pędzę, wyprzedzam, przeskakuję. Muszę być nad wodą! Już, teraz, zaraz! Podróż trwa około godzinę, po drodze jeszcze Biedra – zakupy na weekend. Tam rajd po półkach, moje kobiety już wiedzą, mają 4 minuty, ani sekundy dłużej, bo mi sumy uciekają. Dojeżdżamy na podwórko. Manele won z samochodu, biegiem do stodoły, pakuję sprzęt, przebieram, witam się z końmi. W locie łapię kanapki i kawę, w międzyczasie przygotowane przez żonę i do pokonania zostaje ostatni, dwustumetrowy odcinek przez łąkę, do brzegu. Jestem! Nerw odpuszcza, już mi dobrze, już łowię, jest 15:00.
Nie ma brań. Nie szkodzi, jest słoneczko, jest Wisła, mam browarki, siedzę. Nie pamiętam dokładnie godziny, ale około 19:00 potężne branie, wędka, gdybym nie złapał jej w locie, fiknęłaby do wody. Zacinam, siedzi! O fak! Co to jest?! Próbuję zakręcić korbką, nie ma szans. Pomimo skręconego na maxa hamulca coś wyciąga żyłkę. Pompuję, walczę. Udaje się zrobić kilka obrotów. Odjazd, zdążyłem popuścić hamulec, wybiera, ale niewiele, kręcę, znowu kilka obrotów i koniec, ryba muruje na dnie. Zmęczę ją, myślę sobie. Ona chyba pomyślała to samo o mnie. Mijają ze dwie minuty, mam wrażenie, że mogę lekko podkręcić, robię to, idzie, powoli, ciężko, ale idzie. Hamulec co chwila cyknie, skręcam go do końca, w sumie sam nie wiem dlaczego. Ale idzie. I w pewnym momencie odjazd totalny, postanowiła uciec. Szkoda, bo ja w tym momencie postanowiłem kręcić. Trzask! To nie kij, to kołowrotek! Odłamała się nóżka! Hmmm… a taki dobry miał być, Hamerykański. Rzucam kij, łapię za kołowrotek, żyłka przez ramię i ciągnę na łąkę. Nic innego mi do głowy nie przyszło. Dupa, trzask, zluzowało, wyciągnąłem samą żyłkę. Koniec łowienia, jadę na zebranie. Nogi trzęsą mi się jeszcze z godzinę. Kumplowi w milczeniu pokazuję zniszczony kołowrotek.
Druga sytuacja której nie zapomnę, już bez szczegółów. Wiadomo, wędki, brzeg, Wisła, czekam. Jedna wędka standard – wrzucona w warkocz. Druga to taki dziwaczny pomysł, grunt, ale pod brzeg, na płyciznę. Opiszę dokładnie te miejsca w osobnym wpisie. Ok., jest branie, holuję. Stoję na główce wystającej jakiś metr nad wodę. Ciężko idzie, ale idzie. Widzę rybę! O rany! To będzie rekord świata! Co to za ryba? Dociągam do główki, ładnie idzie górą. Widzę łeb, wielki! Co to jest? Kleń, boleń? Nie, za żółty. Karp? Nie, za długi. Nie wiem, idzie mi w dół, pod główkę, metr od nóg. Nie mam podbieraka, co mam robić?! Dociągam do samych kamieni, wystaje tylko wielki łeb, wędka wysoko w górze, wyprostowana ręka. Co mam zrobić?! Ryba jest ode mnie pół metra! Nie myślę, działam, rzucam wędkę jednocześnie wskakując do wody z wyciągniętymi przed siebie rękoma w stronę ryby. Aaa!!! Głęboko! Mam ją w rękach! Kur…a! Telefon, gdzie mam telefon?! W kieszeni spodni oczywiście! Gdzie ryba?! Nie ma! Wyskakuję ratować komórkę. Gdyby nie ten cholerny telefon i chwila zawahania w wodzie, może i bym ją wyciągnął. Nie wiem jak, ale jakoś do kamieni bym docisnął? Nie wiem, już się nie dowiem.
Co to było? Internet. Jakoś z obrazków nic mi nie pasuje, może jednak karp pełnołuski? Nie, po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że to był albo ogromny jaź, albo piękny amur. Chyba nawet bardziej mi do jazia to pasuje, jest jedno ale. Rekord Polski to 5 kg, ta ryba moim zdaniem miała metr długości i jakieś 6-8 kg. Głowa, którą widziałem dokładnie, była wielkości pół bochenka niedużego chleba. Wrócę po ciebie złotko. A telefon rozłożyłem na części i wysuszyłem na kamieniach. Działa.
[/p]

Opinie (36)

użytkownik

Kolejne rewelacyjne opowiadanie. Tak trzymać! [2013-03-21 11:05]

Grzegorz Wedkuje

Oj, tam. Ty po prostu tęsknisz za wędkowaniem ;) [2013-03-21 11:06]

JKarp

No ja złowiłem karpia który miał być potworem na co najmniej rekord polski bo koledze pękła żyłka o,35 mm. Nie był to rekord a nawet nie był potwór - góra 3 kg. Poznałem, że na 100 % kolegi bo jak mi wziął 3 dni później miał jeszcze przypon w pysku - oczywiście dobrze znany mi przypon kolegi. Grzegorz ja nie ukrywam i piszę to wprost - CHCĘ NA RYBY :-) JK [2013-03-21 12:59]

ryukon1975

Porażki mają to do siebie że się je dłuuugo pamięta.:) 5 ***** [2013-03-21 12:59]

zaru

dla mnie *****. więcej takich opowieści proszę . I ja chcę na ryby !!!!!!!!!!!! [2013-03-21 13:37]

podzjazdem

Świetnie się czyta, gratki za opanowanie języka i poczucie humoru! Aż sobie zasubskrybowałem :-) [2013-03-21 13:57]

Zibi60

"Samo życie" - masz świetny "język" Grzegorzu, pisz, pisz, pisz... 5* [2013-03-21 14:26]

lipa43

Super wis ***** [2013-03-21 14:57]

jurbur

fajne opowiadanie,miło poczytać zwłaszcza kiedy za oknami jeszcze mróz [2013-03-21 15:48]

użytkownik

Piąteczka :) [2013-03-21 16:29]

rafal05

O tak,miałem to ostatnio przy łowieniu płoci, trafiła się jedna duża i pech chciał,że zaplątała się w spławik zerwany w wodzie.. W wyobraźni- miałem rekord polski :):) ***** [2013-03-21 16:42]

jurzur3

siema nie ma jak wisła [2013-03-21 17:20]

jurzur3

siema nie ma jak wisła [2013-03-21 17:20]

Amitaf

Ale co tam...ja właśnie budziłbym się spocony ze snu po takim holu:):):) A tak na poważnie; Gratki wielkie za język-przekaz myśli. Każdy z nas miał lub będzie miał podobną przygodę, ale przekaz...5*, ba dałbym więcej gdyby można było!!! Pozdrawiam. [2013-03-21 17:31]

Lin1992

Super wpis. [2013-03-21 18:18]

roman55

Piękny tekst, samo życie. Z przyjemnością przeczytałem . Pozdrawiam zostawiając ***** [2013-03-21 18:19]

marek-debicki

Świetne opowiadanko, po prostu rewelacyjne i mocno pobudzające, Czytając miałem wrażeniem, jakbym był na Twoim miejscu. O kurcze muszę sprawdzić, czy diobrze wysuszyłem komórkę. Pozdrawiam i *****pozostawiam. [2013-03-21 19:01]

camelot

U mnie masz dziesięć ***** ***** drugie pięć awansem za następne takie opowiadanie ! Pozdrawiam serdecznie ! [2013-03-21 19:02]

ekciak

rewelacyjne opowiadanie :D 5***** [2013-03-21 19:10]

wartoslaw

Świetny artykuł! Chyba każdy to zna..ja też:)5 [2013-03-21 19:37]

użytkownik

5 i pozdrawiam :) [2013-03-21 21:01]

Danekt89

super wpis ciekawy i trzyma w niepewnosci do konca lubie takie historie ***** :) [2013-03-21 22:15]

marecki27-1979

Tak,tak ,ja jak ostatnio tęczaka ciągnąłem to w wodzie miał 40-50 cm ,jak go zmierzyłem po wyjęciu miał tylko 25 cm che che.Dla Ciebie 5*****. Pozdrawiam [2013-03-21 23:01]

Mankowski

kolejny swietny wpis:) [2013-03-22 00:13]

MSZ-64

Świetne opowiadanie na 5. [2013-03-22 01:40]

89krzysztof

Fajnie się czytało z rana. Oby więcej 8 kilogramowych jazi w tym sezonie. :) [2013-03-22 07:53]

waldi05

Baaaaaaaaaaaaaardzo fajny wpis i zabawny.Gratuluję emocji.:))))."5" [2013-03-22 08:02]

naruto1919

5 + nic dodać [2013-03-22 09:24]

użytkownik

Najlepszy post jaki do tej pory tu czytałem o takiej tematyce :) [2013-03-22 10:56]

KamilF83

Witam. Swietny artykul w fascynujacy sposob opisany. Pewnie wiekszosc wedkarzy mialo taka ssytuacje.Ja co prawda lowie dopiero od poltora roku i za wiele prawdziwych okazow nie mam (choc moge sie pochawilc jedna medalowa rybka) to mam nadzieje,ze te prawdziwe potwory jeszcze przede mna,(te wyciagniete potwory). Pozdrawiam [2013-03-22 11:26]

użytkownik

heheh znajome mi to :) Na szczęście zawsze pamiętam o telefonie i trzymam go na brzegu z włączonym radiem. 5 ***** :) [2013-03-22 14:00]

krzysztof1970

niestety,ja niemam takich umiejetności jak Grzegorz jesli pozwolicie to własnymi słowami opisze po krotce moją przygode kanada ,piekny słoneczny dzień ,z przyjaciółmi wracamy z tygodniowego wypadu w głab Ontario.Peter i Jessica nie interesują się wedkarstwem ,jesteśmy w Nativ Reserv ,terenach rodzinnych Jessici.PJ i Jessy to rdzenni mieszkancy Kanady ,my ich nazywamy Indianie . piekna rzeka ,cudowne miejsce ,kilku wedkarzy brodzi z muchowką w reku ,co chwila branie za braniem ,niemam woderow :( ,a comi tam ,woda ciepla ,butow nie szkoda ,kupie nastepne .wchodze do wody spining w rece ,srebna błystka na końcu . kamere zostawiłem na brzegu ,jak wytne orła to się nie pomoczy .dośc wartki nurt ,a nuż trafi się jakiś pstrag ,a wiem ze tu są duze .. rzucam, macham ,jakieś skubniecia,jakieś pobicia a moze tylko wachadłowka uderza o kamienie ,jest siedzi ,czuje opor ,ciągne ,zylka napreza sie ,wedka gnie w pałak,czuje wibracje na kiju ,juz wiem to woda napiera na żyłke ,to jest zawad . przechodze w inne miejsce by zmienić kąt ,szczelam kilka razy,puszczam wolno zyłke ,blacha uwolniona. zmieniam niejsce ,ide w doł rzeki .na brzegu siędzą tubylcy ,piją piwo,widok jak w ojczyżnie ,tradycyjna wymiana uśmiechow ,radza mi gdzie zarzycić blache .. co oni mogą wiedzieć o wedkarstwie ?? a może ich posłucham ,wkońcu to ich tereny .. daleki rzut ,zamykam kabłąk dwa obroty kołowrotkiem ,qrwa znowu zawad !! Nie ,nie zawad ,żyłka wysnowa się z kołowrotka ,kij wygiety do granic wytrzymałości, Panika mnie ogarnia ,tysiące myśli przelatują przez muzg ,co robić ? spokojnie ,musze ja zobaczyć ,co to za potwor ,obrot za obrotem ,powoli przyciagam rybe ja ją przyciagne dwa metry ,a ona odpływa trzy , tylko tego nie spieprz!! powtarzam w myślach ,a może na głos... kilkanascie metrow odemnie wyplawa na wierzch ,widze go ,to piekny Lucek ma metr ,napewno wiecej jak metr !!! Boże daj mi go dotknąć ,jedno zdjęcie i go wypuszcze ,modlitwa płynie w góre. metr po metrze Lucuś zbliża się do mnie ,po tak długiej walce już wiem ,ryba jest Moja jest dobrze zapieta ,napewno ją wyciągne ,Indianie wstają ,obserwują moje zmagania , a co mi tam ,nakrece sobie film ,wychodze na brzeg ,wedka w gorze ,tak jak napisano w książce o wędkarstwie ,jedną reką biore kamere ,jest kręce dokument ,ryba w obiektywie . koledzy padną z zazdrości ,już widze oczami wyobrażni zawiść tych co film ogladają na you tubie ,już widze jak ich skreca zazdrość ... jedna reka kamera ,druga wedka ,a czym matole bedziesz krecił ?? pytam sam siebie ? prosze jednego z autochtonów o pomoc w nakreceniu dokumentacji mojego zwyciestwa.. kamere przejmuje Indianin ,ja wchodze do wody,czas podebrać moje trofeum ,kolejne obroty kołowrotkiem ... szarpnięcie i luz ,luz na końcu żyłki ,,, nie moge uwierzyć moje trofem zeszło ,zyłka jest lużna ,co zrobiłem żle ??? chyba się utopie ,nie połamie tą wędke ,znowu tysiące myśli ,wyrzuty sumienia i cale wiazki słow ,ogulnie uwazanych za wulgarne ... i po filmie ,juz po you tubie ,nie bedzie zazdrości ,tylko głupota i żal jak mogłem być tak Głupi ,tak pewny siebie .... na otarcie łez tubylcy poczestowali mnie piwem ,a mi pozostało kilka klatek dokumentujących moją glupote, moje zadufanie ... film pozostał w prywatnym archiwum ,nie bede się przecież chwalił swoją głupota juz nie biore kamerki na ryby.... [2013-03-22 15:48]

pawel75

Świetne opowiadanie !! Faktycznie najdłużej zawsze pamiętamy nasze porażki i to czego nie mieliśmy okazji potrzymać choć chwilkę w rękach :) Przypomina mi się "mój" około 80 cm wiślany szczupaczek, który pół metra od brzegu gdy już zamierzałem go podebrać nagle zrobił fikołka i przynęta wystrzeliła z pyska :))) Pozdrawiam i ***** zostawiam ! [2013-03-22 17:56]

damian-wojcik

zadaj sobie pytanie na co ci wzieła ta ryba i przypasuj przynęte do gatunku ryby:) naj prędzej to amur:) [2013-03-24 15:42]

PatrykLin1997

mi na spining jakos 25kwietnia jak sie wybralem na okonia chyba sum,albo szczupak wzial to zylke na 7kg ze stalka oczywiscie zerwal chyba po 10sek. a z 4lata temu mialem karpia z 8kg na bacie 4 ;) [2013-05-06 21:37]

BlueFisherman

***** [2013-05-08 16:42]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Maj z rodzicami.

Kiedy widzę małych chłopców nad naszymi wodami, zastanawiam się częst…