Zaloguj się do konta

Nasze jesienne linowanie

„Nasze linowanie”


Długość dnia zmalała drastycznie do 10 godzin i niespełna czterdziestu minut. Słońce wschodzi dopiero po 7.00, a zachodzi krótko po 18.00. Od ostatniego dnia lata dzień skrócił się o kolejne pół godziny. Nie tylko w powietrzu czuć powiew jesieni, obrazujący się często słabą przejrzystością powietrza, ale na lądzie i w wodzie można zaobserwować znaczące zmiany. Towarzyszą temu poranne rosy, szybkie ochładzanie się powietrza wraz z zachodzącym za horyzontem, czy też koronami drzew słońcem. Liście kapelonów już nie takie mocne, a i znacznie straciły na kolorze. Pokryły je liczne ślady żerowania owadów i ślimaków, a liczne brązowe plamy i coraz częściej pojawiające się na powierzchni oderwane od dna łodygi nieubłaganie świadczą, że przyroda powoli szykuje się do zimy.
Wykorzystujemy już chyba jeden z ostatnich takich dni na jesienne linowanie, kiedy zaraz po pracy możemy się zameldować nad ulubionym w tym roku jeziorem, łapiąc jeszcze odrobinę dnia i słońca przebijającego się nieśmiało poprzez jesienne chmury. Jakże miło jest jeszcze rozłożyć najprostszą spławikówkę, przygotować garść zanęty i otworzyć jedną z ostatnich w tym roku puszek słodkiej kukurydzy. Sama myśl, że może jeszcze skusi się na nią jakiś linek lub karaś, staje się niesamowitą okrasą tego jesiennego dnia.
Wybieramy niezbyt głęboką, osłoniętą od wiatru zatokę, zajmując stanowiska na pomostach, z wielkim trudem osadzonych w bagnistym brzegu, pośród dywanu kapelonów i gęstego pasa szuwarów. Kolega dotarł kilkanaście minut przede mną, więc zanim ja rozwinąłem pierwszą spławikówkę zdążył już zanęcić łowisko i umieścić precyzyjnie zestawy tuż opodal obiecującej kępki roślinności. Dobrze obaj pamiętamy to miejsce z ostatniej wyprawy i pięknego lina, który pokusił się na zaprawiane wanilią dwa ziarenka konserwowej kukurydzy.
Ja postanawiam przygotować sobie solidne podpórki, które z powodzeniem wykorzystuję nie tylko podczas wędkowania z pomostów, ale także z brzegu. Jest to poręczny i niezwykle uniwersalny zestaw podpórek z dwoma buzzebarami DAM MAD Rod Rest Empire. Pomost nie jest już pierwszej młodości, więc zakończone solidnym gwintem sztyce dają się wkręcić w grubą deskę bez większego problemu.
Z chwilą położenia na podpórkach obu zestawów napełnia mnie, zresztą jak zawsze, błogie uczucie swobody z obcowania z przyrodą i nieodparta radość z możliwości wędkowania. Obaj zdajemy sobie sprawę z faktu, że lato już za nami, więc samoistnie zaczynamy rozmawiać wspominając najlepsze dni, mijającego nieubłaganie sezonu. Pomimo słonecznego dnia, zachodniego wiatru i wydawało by się, że w miarę stabilnego ciśnienia, naszym linom i karasiom, jakoś nie było spieszno do zabawy. Dopiero po dobrej godzinie Koledze podchodzą całkiem przyzwoite płoteczki, a u mnie nadal cisza. Notuję jedynie sporadycznie delikatne przyduszenia spławika, ale to zdecydowanie drobnica. Dodaję do zanęty garść poszatkowanej dendrobeny i posyłam niewielkie kule w uprzednio już zanęcone miejsce. Na haczyku nr 8 lądują trzy dorodne osobniki. W momencie, kiedy kończyłem sesję zdjęciową z ciekawską ważką, zauważam powolne przesuwanie się lewego zestaw. Widzą branie, z emocji prawie aparat wypadł mi z rąk. Szybko odkładam Nikona na pokrowiec od wędzisk i skupiam swoją uwagę na braniu. Następuje kolejne przytopienie spławika i płynne odejście w kierunku pobliskich kapelonów. Lin jak nic! Oczyma wyobraźni widzę już hol ulubionego zielonkawo-złocistego jegomościa. Pora zaciąć, czuję mocne przymurowanie, utrzymuję zestaw w napięciu, starając się ocenić siłę i zamiary swojego przeciwnika. Po chwilowym bezruchu, zestaw stopniowo odpuszcza i ku mojemu zaskoczeniu daje się w miarę swobodnie, ale z oporem pompować. Od czasu do czasu czuję nawet delikatne pstryknięcia! Po chwili następuje monet konsternacji! Coś tu nie gra! Jeszcze kilka sekund, jeszcze chwila i na powierzchnię wynurza się liść grążela, do którego najnormalniej w świecie podpiął się pasiasty nieszczęśnik. Chudzina okonek, na dodatek słabo wybarwiony, z mocno otwartym pyskiem, dostał niezłego wytrzeszczu po łyknięciu znacznej porcji dendrobeny i na dodatek nie był w stanie ruszyć pyskiem. Duży haczyk z długim trzonkiem pomimo, że utkwił głęboko, umożliwił szybkie odhaczanie biedaka, bez uszczerbku na zdrowiu, który po chwili dotknąwszy lustra wody zanurkował pod pierwszy z brzegu liść grążela i tyle widziałem swojego „niby lina”. Na czerwone robaczki skusiło się jeszcze kilka podobnych osobników, ale niestety naszych linów tego dnia nie uświadczyliśmy.
Nawet nie wiadomo kiedy słonko schowało się za chmurami i zaczął siąpić kapuśniaczek, najpierw delikatny, a z minuty na minutę przybierający na sile. Zmierzchało, przyszła i na nas pora. Pomimo nie najciekawszych efektów, ale upojeni przyrodą i w pełni usatysfakcjonowani, postanowiliśmy zakończyć „nasze linowanie”.

Opinie (6)

barrakuda81

To są właśnie uroki spławikowo-gruntowego wędkowania...Zazwyczaj łowię sam więc przeżywam to po swojemu ale niezaprzeczalnie warto!Chociaż uwielbiam spinning to zasiadki bywaja często bardziej owocne i emocjonujące tym bardziej w pieknych okolicznościach przyrody.*****.Pozdrawiam. [2014-11-03 10:50]

krisbeer

Zazdroszczę Wam dostępu do takiej wody. Ja co prawda mieszkam nad rzeką ale po tych wszystkich regulacjach to na spacer tak ale na ryby już nie. Królestwo za takie ciche, piękne miejsce. pozdrawiam [2014-11-03 11:35]

Artur z Ketrzyna

klisbeer, to zapraszam latem na mazury. Lubię jesienia posiedzieć nad wodą, ale że nie za bardzo lubię marznąć. To raczej spin, i troszkę wędrówki. Zasiadki spławikowe to raczej takie chwilówki w ładniejsza pogodę. [2014-11-03 14:46]

pompips

Marku przepiękna woda i wyprawa. Rozmarzyłem się czytając. Pozdrawiam. [2014-11-03 18:24]

karwos33

99% udanej wyprawy to dobre towarzystwo. A ryby... cóż, są tylko dodatkiem :) Niemniej, życzę złowienia jakiegoś ładnego prosiaczka jeszcze tej jesieni. Oczywiście zostawiam 5, wpis fajnie poukładany i fajnie wszystko opisałeś. Działa na wyobraźnię. Pozdrawiam [2014-11-04 13:12]

czeczen78

piękne wędkowanie... [2014-11-05 09:32]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej