Nasze Karasie - dłoniaki z tegorocznych zarybień

/ 7 zdjęć


Mimo brak entuzjazmu w nasz dobry wynik już o godzinie 3.00 wyruszyliśmy na pobliskie jezioro. Od kilku dni dochodziły nas wieści o przyzwoitych połowach wędkarzy, którzy łowili piękne karasie srebrzyste. Od godziny siedzieliśmy w samochodzie czekając aż się rozwidni. Przesadziliśmy i przyjechaliśmy dużo za wcześnie na łowisko – ach, żeby to pierwszy raz.....
Przyszedł upragniony moment i zaczęło robić się
jasno więc ruszyliśmy rozbijać stanowiska a kiedy już nasze zestawy powędrowały do wody nasz brak entuzjazmu przerodził się szybko w radość z pierwszego japońca. W kilka godzin udało się złowić kilkadziesiąt karasi o zadowalających nas rozmiarach. Jednak ciekawsza historia wydarzyła się w czasie kiedy po wypuszczeniu naszych ""dłoniaków"" postanowiliśmy parę razy zarzucić – czekając aż wyschnie nam siatka byśmy mogliśmy wrócić do domu. Nie wiedzieliśmy wtedy, że ten czas da nam jeszcze kilkadziesiąt ryb i sporo emocjonujących holi...

Odwieczny problem, czyli spieranie się o wagę i długość ryb sprawiła, że w dzisiejszym artykule napiszemy po prostu, że złowiliśmy karasie ""dłoniaki"" – tak ku uciesze tych co lubią sobie po komentować. Po złowieniu kilkudziesięciu karasi, które były bardzo małe i ważyły ledwie ponad kilo do 2 postanowiliśmy zakończyć naszą wyprawę wykonując tzw. ""ostatni rzut"".
Fakt, owy ""ostatni rzut"" przeciągnął się trochę dłużej niż pojedyncze zarzucenie zestawu. Pierwszy rzucił Seba a kto pierwszy rzucał tego dnia ten pierwszy łowił i tak też było tym razem. Sebastian od samego początku łowił rybę za rybą a mi szło trochę gorzej. Przebieg samej wyprawy do momentu pierwszego wypuszczenia ryb możecie przeczytać na naszym blogu pt. ""Karasie na medal, czyli debiut pełną parą.""
Pozwolę sobie raz jeszcze namiętnie westchnąć i napisać ""Ach, co tam był za hejt"" ;-) Strach się bać co będzie dalej, ale pomijając pierdoły wróćmy do ryb. Tak jak napisałem powyżej Seba szalał od samego rana zacinając rybę po rybie, w tempo bez straty brań. Niestety los chciał, że jego największa zdobycz tego dnia była bardziej cwana niż my. Nie ma co się dziwić przecież to ona była w swoim świecie a my? My byliśmy tam tylko gośćmi z naszymi zestawami. Na zestawie Sebastiana zameldował się piękny karaś złocisty. Tak dla odmiany, coś innego. Łowiliśmy w stosunkowo zarośniętych miejscówkach i nasz ""złoty"" postanowił pozwiedzać gąszcz roślinności, która ciągnęła się kilka metrów w głąb prawie dwustu hektarowego jeziora. Po kilku minutowej walce i próbie podebrania karasia niestety przegraliśmy. Nasz złoty dyskobol wyskoczył z podbieraka i machając swoim ogonem pożegnał nas odpływając do swojego królestwa. Ja natomiast podczas próby podebrania ryby kolegi swój zestaw zostawiłem na pastwę losu w miejscówce obok. Kątem oka spoglądałem na szczytówkę, która rytmicznym, jednostajnym ruchem lekko przeginała się wskazując delikatne branie, które wskazywało na kolejnego japońca. Podbiegam do wędki, zacinam i jest! W międzyczasie wkurzony Seba po stracie swojego karasia złocistego rzuca ponownie pęk białych robaków do wody. Wszystko maczane w róży od pana Bartona. Nie czekaliśmy długo na kolejną rybę, bo nie zdążyłem swojego zestawu ponownie zarzucić to już biegłem z kamerą do mojego kompana. Tego dnia nagrywaliśmy film, który możecie obejrzeć na naszym kanale na YouTube Z FEEDEREM NAD WODE. Nie mogliśmy obrobić się z wędkowaniem i nagrywaniem. Branie za braniem i ryba za rybą. Przydał by się ktoś kto tego dnia by filmował nasze zmagania to może nie stracilibyśmy największej ryby wyprawy która zameldowała się tym razem na moim zestawie.
A było to tak....

Seba holował japońca za japońca a ja go nagrywałem. W tym czasie w moim zanęconym łowisku pojawił się ""potwór"," który postanowił pobrać moją przynętę podczas mojej nie obecności przy wędce. Szczęście, że było to branie w stronę brzegu, bo inaczej chyba bym był dziś bez wędki. Podchodzę do mojego stanowiska a tak szczytówka luźna wiec napinam ją ale... ale co przekręcę kołowrotkiem, to dalej jest luz. To oznacza jedno: branie do brzegu, trzeba napiąć żyłkę najbardziej jak się da i zaciąć. Tak też zrobił i... i jak by mój zestaw był zaczepiony, ani drgnął a po chwili.... odjazd w bok. Byłem przekonany w trym momencie, że ryba siedzi w zaczepie. Po kolejnej próbie podciągnięcia ""dłoniaka"" na spokojnej tafli wody przewróciła się ona... ryba o której nawet nie marzyłem. Wielkie płetwy piersiowe oraz potężne cielsko wskazywało na to, że raczej tym razem będzie to ryba troszkę większa niż dłoń. Nie jestem w stanie określić co to za gatunek ale wnioskuję, że raczej nie karaś. Niestety to był jedyny widok ryb, który miałem przyjemność zobaczyć. Przegrałem! Cóż i tak bywa....

Jedno jest pewne, że tego dnia karasie miały wielki apetyt a nadciągająca burza z oddali jeszcze bardzie nakręcała je do żerowania. Nie pierwszy raz obserwuje to zjawisko kiedy przed nadchodzącym frontem ryby dostają istnego amoku i żerują w najlepsze. Zresztą co tu dużo pisać, kto wędkuję ten wie. Warto na koniec napisać, że najlepsze brania naszych dłoniaków mieliśmy w godzinach około południowych w momentach kiedy chmury przykrywały słońce. Ryby brały praktycznie co rzut jednak można było zaobserwować ciekawą sentencję, kiedy ryby większe podchodziły i brały przez kilka minut po czym tak jak by odpływały gdzieś na bok pozostawiając stołówkę na tych mniejszych sztuk. To ciekawe zjawisko miało miejsce również podczas naszych późniejszych wypraw, kiedy łowiliśmy karasie różnych rozmiarów.
Jedno jest pewne: kupimy Zanętę Nive jezioro, pellet Meus i nie zastąpioną różę od pana Bogdana Bartona i wrócimy nie raz na wodę Pzw powalczyć z naszymi DŁONIAKAMI.
Koniec artykułu, można hejtować...............................

P.S Pora zakończyć pisanie o karasiach bo nie ma sensu jeśli ktos pisze, że karasie nie mają tyle i tyle nie widząc jeszcze zdjęć to jest to dla nas objaw syndromu o nazwie ""Pier..olenie i Chopinie"" i nic więcej, więc publikacja karasi STOP! Tak będzie lepiej....
ZAINTERESOWANE OSOBY ZAPRASZAMY NA NASZ KANAŁ WĘDKARSKI NA KTÓRYM BĘDZIEMY Z CZASEM PUBLIKOWAĆ M.IN KARASIE A TYM CZASEM LINKUJEMY NAJNOWSZY FILM NOTABENE O KARASIACH - https://www.youtube.com/watch?v=nLOVi_hoHek&t=4s ZAPRASZAMY RÓWNIEZ NA NASZ FANPAGE- https://www.facebook.com/Z-feederem-nad-wodę-filmy-wędkarskie-515138218819088

 


2.6
Oceń
(10 głosów)

 

Nasze Karasie - dłoniaki z tegorocznych zarybień - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł