Zaloguj się do konta

Wędkarskie niecodzienne zdarzenia

W życiu wędkarza jest wiele chwil, które wryją się w pamięć, o porażkach czy sukcesach pamiętamy, gdy spowodowane są konkretną adrenalinogenną sytuacją. Jako, że wędkuję dość długo, takich nieprawdopodobnych, niecodziennych sytuacji miałem bez liku i chciałbym się z Wami kilkoma podzielić:
Późna jesień, towarzyskie zawody spinningowe aktywu koła na zbiorniku zaporowym w Poraju, w których corocznie startuje około 20 członków władz koła i osób nas wspierających. Oczywiście jako stały bywalec, miałem „obcykaną” pewną oksoniową miejscówkę i tam po starcie się udałem z moim serdecznym kolegom Józkiem, który był moim partnerem na łodzi. Prezes naszego koła, jako, że z braku czasu mało łowi, zdał się na mnie i poprosił abym mu pozwolił zacumować przy mojej łodzi. Choć na wodzie była gęsta mgła, udało mi się znaleźć namiary i dokładnie położyć kotwicę. Wykonaliśmy po kilka rzutów, ale bez efektu. Podpłynął prezes i ustawiłem jego łódź ok. 10 metrów od naszej. Drugi rzut i potężne targnięcie, chwilowy pisk hamulca i luz. Oceniłem, że był to prawdopodobnie podhaczony przypadkowo karp (niedaleko nęcili kukurydzą grunciarze). Następny rzut 5 cm ripperem i stoping. Po małej chwili wątpliwości, zapulsowała szczytówka i ryba zaczęła odchodzić w bok i w górę. Natychmiastowe zanurzenie szczytówki przy pełnej kontroli napięcia żyłki uniemożliwiło wyskok – już wiedziałem - że szczupaka. Koledzy przestali łowić i obserwowali moją walkę, oraz lądowanie w podbieraku ok. 2 kg rybki. Mam pewną słabość do szczupaków, nie biorę ich do ręki, nie cierpię ich smrodu i powstał dylemat…
- Józek, odepnij mi go, poprosiłem.
- Pie.…. się, nie mogę zacytować odpowiedzi kolegi, ale z tonu zrozumiałem, że to nie wchodzi w rachubę.
Duża ryba na początku zawodów… Odwróciłem głowę i po omacku wyjąłem nożyczkami chirurgicznymi rippera z pyska zębacza, oraz wrzuciłem go do wody (wędzisko leżało oparte na burtach). Powiesiłem siatkę z rybą na dulce wioseł i wykonałem taniec radości. Koledzy na sąsiednich łodziach jakoś nie podzielali mojego zadowolenia i w skupieniu przeczesywali wodę.
- Józek odwieź mnie na brzeg, ja już skończyłem zawody.
Odpowiedź znów nie godna zacytowania na poważnym forum.
Skoro nie chce mnie odstawić na brzeg, nie mam się z kim cieszyć (a sam już się nacieszyłem), to zostało dalej wędkować. Wziąłem kija w rękę, podniosłem i … strzał !!!! Przynęta wyrzucona po wypięciu szczupaka wisiała w toni pod łódką, podniosłem ją a kolega poprzedniego, który prawdopodobnie go odprowadził, nie popuścił. Cała akcja trwała może 10 sekund i drugi szczupak - jeszcze większy – znalazł się w łodzi. Szkoda, że nie było możliwości utrwalenia na taśmie mojej rozradowanej gęby i min trzech kolegów, którzy z otwartymi japami obserwowali całe zajście.
Sytuacja nr. 2
Spinningowałem z Markiem, uwielbia łowić, jeść ryby, ale nie ma czasu, więc wykorzystał jakąś chwile i przyjechał pewnego dnia na Poraj. Łowimy w okolicy linii wysokiego napięcia, mamy zapewnione towarzystwo kilku łódek – bo to jedna z lepszych miejscówek. Wyjąłem wreszcie sandacza, Marek podekscytowany rzuca, rzuca i nic. Ma charakterystyczny sposób prowadzenia przynęty, nie podejmuję się go opisać, ale musiałem ze swoim wędziskiem bardzo na łodzi uważać, co by nie było kolizji. Koledzy łowiący nieopodal na żywca wyjmują dwa dorodne sandacze, co jeszcze bardziej deprymuje Marka – żerują, są brania. Zauważyłem, że odwrócił się plecami (tak jakoś nienaturalnie) do mnie, zmienił przynętę i rzucił.
- Zbyszek, chyba miałem branie, szepnął niepewnie.
- To co masz robić, jeśli masz branie, zapytałem retorycznie ?
- No tak, ale nie byłem pewien.
- Tłumaczyłem Ci, każde nienaturalne zachowanie przynęty, zauważone na żyłce, czy wyczute na kiju należy natychmiast kwitować zacięciem a później myśleć – zrobiłem wykład.
W międzyczasie wyjął przynętę nad wodę… oniemiałem. Na haku 2/0 wisiał ripper 15 cm koloru wściekle-różowego.
- Córka mi kupiła na urodziny, wiedziałem, że się będziesz śmiał, to ci nie mówiłem.
Marek miał ok. 10 gum w swoim arsenale w tym tego killera, ja na łódź zabrałem ok. 300 gum i żadna wielkością i kolorem nie była nawet do niego zbliżona.
Rzucił drugi raz, obserwowałem jego żyłkę… zaciął jak wytrawny łowca, trochę kłopotów z holem i podebrałem ok 3 kg kabana. Marek przeszczęśliwy, ja dalej wątpiący… Drugi rzut, Marek tnie jak zawodowiec – wisi ! Wyjął drugiego w ciągu paru minut na jakiś wynalazek – dla mnie szok !
Najgorsze przyszło po kilku kolejnych rzutach. Zaczep, Marek manewruje wędziskiem w prawo w lewo, ja sięgam do torby po wyhaczacz i słyszę parę niewybrednych słów. Ba, gdzie tam parę, toż to cała wiązanka. Oczywiście killera miał tylko jednego i został na dnie, więc po kilkunastu bezowocnych rzutach udaliśmy się w drogę powrotną. Nie jestem pewien co przeważyło: radość ze złowienia dwóch sandaczy czy wściekłość z zerwania killera, obydwa stany mieszały się ze sobą. W Częstochowie było wtedy pięć sklepów wędkarskich, Marek zdeterminowany odwiedził wszystkie i nie było takich gum. Kupił je dużo później i testowaliśmy w następnym sezonie – bez efektów.
Sytuacja nr. 3
Zbiornik Czarnca, pięknie wśród lasów położona woda, między Koniecpolem a Włoszczową. Jeździliśmy tam pociągiem i od stacji ok. godziny „z buta”. Wędkując tam któryś raz z rzędu zapoznaliśmy się z prezesem miejscowego koła panem Słowikiem. Opisywana sytuacja dotyczy połowu białej ryby, której – szczególnie karpi – było tam dużo, ale brała chimerycznie, czyli normalnie. Dość dawno temu dostałem od wujka szafran koloru biskupiego (czerwono-fioletowy), leżał, leżał i się doczekał. Zaprawiłem nim pęczak – główna broń na karpie w owym czasie wg. pana Słowika.
Na łowisku jesteśmy ok 5.00 kolega prezes oczywiście także. Grzecznościowe
- Jak tam w nocy, brały ?
- Dopiero rozłożyłem, dziś powinny brać, burzowo jest.
Stanowisko obok prezesa – lubiłem z nim gawędzić – jedna wędka „na ciężko” i odległościówka na spławik ponieważ warunki pozwalały. Zanęcenie na 20-tym metrze i pęczak (czerwony) na hak. Zarzuciłem i „na bajerę” do pana Słowika. Długo nie posiedziałem, zauważyłem odjazd spławika, oczywiście za późno. Na drugie branie już zareagowałem poprawnie, piękne odjazdy, wyskok i w podbieraku amur – buzi i do akwenu, niech przecina sitowie mocno zarośniętego zbiornika.
- Widzi pan, ja dłużej siedzę i nic a pan już dwa brania miał.
- Niech pan weźmie mojego pęczaku – zaproponowałem.
- Co pan, przecież mam dobry, zawsze na niego łowię.
Do założenia mojego pęczaku nie zmusiły go nawet kolejne brania i dwa wyjęte karpie, w tym jeden na wędkę z gruntu. Od zachodu w naszą stronę nadciągała burza i musieliśmy się ewakuować, nie mając dostatecznego zabezpieczenia, pan Słowik został pod pałatką. Wróciliśmy po przejściu burzy (ok 2 godziny).
- Jak wyniki ?
- Bez skubnięcia panie Zbyszku.
- Spróbuję mojego pęczaku.
Czekałem może 10 minut, karaś srebrzysty 30 + rozpoczął, później mały karpik, kilka płoci…
- Panie Zbyszku, daj pan tego czarodziejskiego pęczaku – usłyszałem.
Łowisko odczarowane, w ciągu godziny pan prezes wyjął cztery karpie w tym jeden ok. 5 kilogramów.
Ja dołowiłem jeszcze dość ładnego lina, a kolega który ze mną przyjechał, też miał niezły połów.
Weryfikacja przypuszczeń iż „chwyciłem byka za rogi” nastąpiła przy następnych wyjazdach, czerwony pęczak już nie był killerem.
I niech ktoś powie, że wędkarstwo ze swoimi niespodziankami nie jest fascynujące.

Opinie (26)

jurek

Ciekawa lektura , gratulacje Zbyszku . [2012-05-28 12:13]

wirus7

Jak zwykle świetny artykuł.Fajnie się czyta Twoje opowieści.pozdrawiam i połamania.oczywiście 5 [2012-05-28 13:16]

marek-debicki

Och Zbyszku! ten Wasz Poraj i sandacze spędzają mi sen z oczy. Pozdrawiam i *****pozostawiam. [2012-05-28 14:05]

Abra112

Panie Zbigniewie . Taką historie jak pan chciałby chyba miec każdy z nas :) Miło sie czytało lepiej niż jakeikolwiek ksiązki , które widziałem i przeczytałem . [2012-05-28 14:30]

Pawelski13

Poraj - ładny zbiornik i rybka w nim konkretna pływa:) Ciekawe wędkarskie historyjki. Pozostawiam*****. Campingów trochę tam za dużo, szczególnie w miejscu wspomnianym powyżej. [2012-05-28 15:03]

kaban

Wędkarstwo jest fascynujące bez względu na wyniki, pogodę itd. Pozdrawiam z 5*. [2012-05-28 16:19]

feroza

1- super, 2- super, 3- super; mam tylko jedną wątpliwość, co z tą wspólną Soliną? Jeśli ma być "czwórką", to ja już na wstępie mówię: dziękuję bardzo,"ja nie jadę". Żarty, żartami - piąteczka x 3! [2012-05-28 18:23]

krzychu64

Pozazdrościć przeżytych na rybach przygód i łatwości w ich opowiadaniu. ***** [2012-05-28 18:44]

pstrag222

Fajne opowiadanko . Właśnie to jest piękne w naszym hobby ***** pzdr. pstrag222 [2012-05-28 20:37]

stoen

Niecodzienne przygody długo pozostają w pamięci, a ich wspomnienie to niezwykle przyjemna chwila.*****i pozdrawiam. [2012-05-28 21:49]

robban

Fajne akcje , te opowiadania. W wedkarstwie jest tak jak mowisz. Wedkowanie uczy pokory, i nigdy nie wiadomo na co bedzie bralo. ***** [2012-05-29 18:45]

Kowal73

Zbyszku,,::) piąteczka to mało:):)*****Pozdrawiam:) [2012-05-29 19:53]

amur2

Panie Zbyszku , świetne opowiadania. Moje gratulacje. Daję piątkę z plusem. [2012-05-29 20:11]

Pitbul

"Koledzy na sąsiednich łodziach jakoś nie podzielali mojego zadowolenia..." Zbyszek ! spadłem z fotela :)))) Chyba mamy tych samych Kolegów ;)))) [2012-05-30 22:31]

Zibi60

Gdzie tam się równać Twojemu koledze M. do moich, nie ta liga ! Tego wpisu jeszcze moi wielbiciele nie zobaczyli - 5/5, 60 głosów !!! [2012-05-31 06:07]

slash

Faktycznie te piękne mętnookie kiedyś na Poraju były.... szkoda, że dziś tylko leszczyki się ostały [2012-05-31 07:58]

edyta35

Witaj Zbyszku:) Jak zwykle pięknie opisane wyprawy wędkarskie które się super czyta, a te rybki złowione i utarcie nosa kolegom to jest niezapomniane, oczywiście***** i pozdrawiam :) [2012-05-31 22:07]

Tomekoo

Świetny Artykuł,lubię słuchać opowieści wytrawnych wędkarzy...sporo uczą więc daję ***** za wpis ,przeczytam jeszcze raz i pozachwycam się znów trochę;) PS.Fajnie mieć kompanów do spiningu u mnie tylko jeden kolega ze mną chodzi z rzadka którego zaraziłem spinem;) No ale teraz mogę drenczyć Andrzeja i Irka moją becnością z którymi od zeszłego roku wędkuję czasami;) Pozdrawiam [2012-06-04 11:59]

Heniek-pilot

No-no.miło się czytało...wraz z komentarzami...Hmm. zapomniany przez większość wędkarzy-stary dobry pęczak"... Pomyślności... życzę... [2012-06-05 23:58]

użytkownik

super napisane fajnie się czyta nic dodać nic ująć 5 [2012-06-09 21:19]

paawel1

komentarze w zasadzie nie potrzebne ) 5+ Pozdrawiam i dalszych sukcesów życzę [2012-06-18 07:58]

piotrekelk

Coś czuję, że będę tu częstym gościem...:) pozdrawiam! [2012-06-27 20:23]

kamil11269

Gratuluję sandacza [2012-11-02 09:07]

BlueFisherman

5 [2013-05-10 12:28]

Marcin1980k

Bardzo fajny ,optymistyczny tekst! [2017-07-18 15:15]

BANITA23

bardzo ciekawe takie chistorie zostawiaja niezapomniane wspomnienia na cale zycie [2017-07-18 20:09]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Maj z rodzicami.

Kiedy widzę małych chłopców nad naszymi wodami, zastanawiam się częst…