Niedzielny wypad na lina

/ 1 komentarzy / 3 zdjęć


Niedzielny kilkugodzinny wypad nad moje ulubione łowisko linowo-karasiowe planowałem już od tygodnia. W sobotę 14.05 ostatnie zakupy w sklepie i pozostaje czekać do rana na wyjazd. Wieczorkiem przed snem jeszcze po dwa piwka z teściem i ustalamy godzinę wyjazdu na 3.50 z racji tego, że z bloku nad jeziorko jest jakieś 1.5 kilometra to podróż nie zajmie nam dużo czasu.
15.05 godzina 3.30 dzwoni budzik, jeszcze ciemno, pochmurno na niebie, ale rybki czekają. Szybko się ubieram, za okno zbieram manatki i jesteśmy gotowi do wyjścia. Nad wodą jesteśmy o 4-tej, moje ulubione stanowisko akurat jest puste więc zaczynam rozkładać sprzęt. Na początek przygotowanie zanęty (używam trapera na ryby karpiowate plus kilka dodatków). Kiedy zanęta czekała na ostateczne nawilżenie rozłożyłem resztę sprzętu tj. wędki, podbierak i krzesełka. Jeszcze tylko sprawdzenie głębokości łowiska i około 4.15 we wcześniej wybrane miejsce do wody powędrowało 8 kul zanęty wielkości dużej pomarańczy. Po 5-ciu minutach do wody powędrował pierwszy zestaw z koszyczkiem i czerwonym robakiem na haku a za nim drugi zestaw spławikowy z kolorową pinką. Teraz można już spokojnie usiąść, zapalić papierosa i posłuchać śpiewu ptaszków. Przez pierwsze około 40 minut na obydwu wędkach nic się nie działo więc był czas porozmawiać ze znajomym, który akurat przyjechał pospiningować. Pierwsze poważniejsze branie nastąpiło koło godziny 4.50 na zestawie za spławikiem, lekkie przynurzenie i mały odjazd w bok, szybkie zacięcie i siedzi. Rybka ładnie walczy uciekając kilkukrotnie w kierunku grążeli, to jej się jednak nie udaje. Cała walka trwała około minuty poczym w podbieraku wylądował karpik, odczepiam i mierzę 35cm więc do siatki na dobry początek dnia. Na haczyk znowu zakładam 5 pinek i do wody, po około dziesięciu minutach lekkie pociągnięcie na zestawie gruntowym, ale spudłowane zacięcie więc ściągam i rzucam jeszcze ras. Po kolejnych kilku minutach znów branie na zestawie ze spławikiem, tym razem na robaczki połakomił się karaś około 23cm. Następna godzina nie przyniosła efektów więc zaczołem eksperymentować z przynętą, na haczyk powędrowało dwa kolorowe robaczki i skórka od chleba co okazało się skuteczne. Po dziesięciu minutach od zarzucenia miałem w podbieraku ładnego lina 38cm. Około godziny ósmej branie na Fedderze, zacięcie i w podbieraku ląduje linek podobnych rozmiarów do poprzedniego. Około dziewiątej donęciłem łowisko trzema niedużymi kulami, efekt to jeszcze jeden linek z tym że mniejszy i od razu powędrował do wody. Jak się później okazało była to ostatnia rybka tego dnia. Około godziny jedenastej pakujemy sprzęt i wracamy do domu. Jak na tak słabą pogodę jaka była w niedzielę (pochmurno i skoki ciśnienia) to wypad uważam za udany.

 


4.4
Oceń
(13 głosów)

 

Wedkuje.pl poleca

 

Niedzielny wypad na lina - opinie i komentarze

endriu1994endriu1994
0
Fajnie się czyta :P ***** (2012-03-08 18:20)

skomentuj ten artykuł

 




Aplikacja