Zaloguj się do konta

Niewiarygodne, niemożliwe, mistyczne... a jednak się przydarzyło

Mógłbym rozpocząć tę opowieść od banalnych słów : zapowiadał się kolejny wypad na ryby i nie nastawialiśmy się na nic ciekawego, ale nie - to miał być wypad który zapamiętuje się na długo i wspomina zawsze kiedy tyko spotykamy się w naszym koleżeńskim – wędkarskim kręgu.

Mam takie swoje magiczne miejsce do którego wracam kilka razy w ciągu roku, mimo tego że to ponad 400 km od mojego miejsca zamieszkania to tam mi sie najlepiej łowi i spędza czas na łonie natury. Miejsce to jezioro Siecino na Pojezierzu Drawskim, akwen jest magiczny pod wieloma względami. Jest to duży zbiornik z najgłębszym miejscem dochodzącym do 44 metrów, na jeziorze są dwie wyspy, przy czym jedna z nich połączona jest groblą z lądem i prowadzona jest na niej działalność turystyczna. Mógłbym jeszcze długo pisać o tym jeziorze, jego ukształtowaniu dna, ciekawych miejscach itd. ale to może temat na kolejny artykuł.

Od kilku lat spędzam nad tym jeziorem z rodzina i przyjaciółmi wakacje, tak też było poprzedniego lata. W wakacje nie nastawiam się na intensywne wędkowanie bo wiem że to jeden z najgorszych okresów jeżeli chodzi o wędkarstwo, ale było jakoś inaczej.... Ryba bardziej współpracowała niż zawsze i mimo tego że pogoda była naprawdę kapryśna to mogę pochwalić się kilkoma szczupakami oraz garbusami. Dodam też że miałem na wędce podczas tego urlopu rybę swojego życia, był to szczupak (miał na pewno więcej niz 1 metr długości) za którym pływałem na łódce dobre 20 minutm, po tym jak porwał mojego żywca i chyba zmierzał pokazać mi najpiękniejszych zakąti tego jeziora .... no cóż, to co przeżyłem to moje, po krótkiej walce ryba skutecznie odgryzła mi cały zestaw i tylko pomachała mi ogonem na pożegnanie. Tego pechowego dla mnie a jakże szczęśliwego dla ryby dnia padł na tym jeziorze jeszcze jeden okaz – szczupak 138 cm długości – ten akurat został już złowiony a zdjęcia krążyły wśród lokalnych wędkarzy.

Minęły wakacje i jak co roku zaplanowałem wrześniowy wypad na tzw. „ryby-grzyby”. Udało mi się namówić jednego kolegę Karola żeby się ze mną wybrał, nie musiałem go długo przekonywać bo już kiedyś był ze mna na podobnym wyjeździe nad tym jeziorem i wiedział że na pewno nie będzie się nudził. Po przybyciu i rozeznianiu wśród lokalnych wędkarzy nie mieliśmy za wesołych min bo dowiedzieliśmy się że ryba nie bierze i zeszła w głębsze partie wody. No cóż – powiedzieliśmy, na pewno musimy spróbować i zobaczymy co dni przyniosą. Pierwszy dzień przeznaczyliśmy na rozpozanie i rekonesans jeziora, faktycznie było tak jak mówili „tubylcy” ryba odeszła z przybrzeżnych parti wody i siedziała w głębszych dołakach – wszystko to było bardzo dobrze widoczne na zapisach echosondy. Pod koniec dnia i obrzucaniu sprawdzonych miejsc nie mieliśmy nawet pobicia, nie mówiąć już o kontakcie z rybą. Zdecydowaliśmy że sprawdzimy jeszcze jedno miejsce tzw. „trzcinową wyspę”, kiedyś jeden z lokalnych wędkarzy polecił mi to miejsce jako świetną miejscówke na szczupaka, mówił : „popłyń tam, bo tam zawsze siedział szczupak”. Faktycznie miejsce było dość interesujące, niewielka wysepka porośnięta wyłącznie trzcina z dużą ilością miejsc lęgowych wodnego ptactwa. Pierwszym dobrym sygnałem był fakt że spiningowali tam również w tym samym czasie inni wędkarze z pobliskich miejscowości. Bo jak dobrze wiemy : szukaj tam ryb gdzie łowią „lokalni tubylcy”. Zacumowaliśmy łódkę w odległości kontaktu wzrokowego, po około dwudziestu minutach zaobserwowaliśmy dziwne zamieszanie na łódce u naszych sąsiadów, wiedzieliśmy juz że mają coś dużego. Po około 15 minutach walki i pływania za ryba udało się im wyciągnąć pięknego dużego szczupaka, nie wiem ile miał dokładnie, ale na pewno ważył więcej niż 5 kg. Do dziś pamiętam i mam przed oczyma ten widok dużego białego brzucha ryby oraz wielkiej paszczy. Dzień się kończył i trzeba było kończyć również wędkowanie, ale wiedzieliśmy dobrze gdzie następnego dnia zacumujemy naszą łódke.

Szósta rano pobudka, pakowanie sprzętu i po kilku chwilach jesteśmy już na wodzie. Po 15 minutach płynięcia jesteśmy przy wyspie. W ciągu dwóch – trzech godzin mieliśmy już łącznie trzy nieduże szczupaki. To był dobry znak, faktycznie ryba trzyma sie tego miejsca. Po kilku godzinach wracamy na ośrodek na obiad i chwile odpoczynku by po południu ponownie przeczesać ten kawałek wody.

To co się działo w drugiej części dnia przerosło nasze najśmielsze oczekiwania i wyobrażenia o tym ile emocji można przeżyć w ciągu zaledwie jednej godziny.

Jest około godziny osiemnastej, piękna bezwietrzna wrześniowa pogoda. Spiningujemy przy wyżej wymienionej wyspie, kolega troche narzeka że nic się nie dzieje. Postanawia zadzwonić do żony i podzielić sie swoimi żalami, rozmawia i spininguje jednocześnie. Nagle w trakcie rozmowy czuje poteżne uderzenie i już wie że ma cos duzego na kiju, szybko przerywa rozmowe i zaczyna walke z ryba, w pierwszej fazie ryba schodzi na głębszą wode i nie chce nam sie pokazać, wędzisko wygina się, kołowrotek gra a nadgartsek boli coraz bardziej. Ja instruuje kolęge jak tego nie zepsuć i jak operować hamulcem oraz wędką żeby nie stracić ryby. Po około pięciu minutach ryba nam sie ukazuje, piękna duża sztuka – na pewno ryba życia kolegi, który od niedawna rozpoczął wędkarską przygodę. Ryba w podbieraku a na naszych twarzach ogromne zadowolenie i podniecenie. Szczupak ważył 3,5 kg i miał 76 cm długości. Po tym wszystkim jakaś wewnętrzna siła kazała nam zostać w tym miejscu i próbować dalej. Po 10-15 minutach kolega dokładnie z tego samego miejsca wyciągnął prawie identycznego szczupaka.

W ciągu kolejnych 20-30 minut mieliśmy ogromną ilość pobić na wędce oraz jeszcze jednego szczupaka w podobnym rozmiarze. Nie potrafiliśmy sobie w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć jak to możliwe że łowiąc praktycznie w jednym miejscu i obrzucając w sumie jeden niewielki kwadrat złowiliśmy tak dużo ładnych (jak na polskie warunki ryb) i skąd one się tam wzięły. Dodam tylko iż szczupaki tego dnia upodobały sobie tylko jeden rodzaj przynęty, mianowicie obrotówke Meppsa Aglia Long nr 4. Na długo pozostanie to dla nas tajemnicą dlaczego szczupaki zgromadziły się właśnie w tym miejscu, które na długo będziemy uważać za mistyczne. Gdyż nie spodziewaliśmy się że w tak krótkim okresie czasu możemy przeżyć tyle wspaniałych chwil, które pozwoliły nam przenieść się w chłopięce czasy i cieszyć się jak dzieci........

Jak widać jest jeszcze w naszym kraju trochę takich magicznych miejsc ... do których wracamy i będziemy wracać z wędką po końce naszych dni.........


Opinie (12)

troc

A czyż nie czekamy na taką chwilę nieraz cały sezon? To jest właśnie ta adrenalinka w niespodziewanej chwili. Pozostawiam ***** i pozdrawiam. [2011-11-29 16:38]

sandacz21

Fajny artykuł.Po jego przeczytaniu poczułem się tak jakbym był współuczestnikiem tej niecodziennej przygody.Piąteczka z plusem.Pozdrawiam. [2011-11-29 18:24]

camelot

Miło czytać takie artykuły !  *****   Piękne jezioro !  A jak grzyby się spisały ?                                   Pozdrawiam serdecznie !   ..............aaaaaa  to że tyle brań z jednego miejsca  to raczej normalne zjawisko nawet mniejszych rzekach.    -  Fakt. - Trzeba takie miejsce znaleźć ! [2011-11-29 18:47]

smacki

bardzo ciekawe i bardzo ładne okazy pozdrawiam  [2011-11-29 19:05]

lukaszszwagier

tak się zdarza, przeżyłem to w tym roku 2 razy...szczupaki w ciągu kilku minut wpadają w amok. Cały dzień nic się nie dzieję,a potem z jednego miejsca wyciąga się kilka sztuk...potem znowu cisza. Niestety ja nie miałem szczęścia do takich okazów;] [2011-11-29 22:08]

an2212

Piękne szczupaki.Gratuluje !! Czasami się trafi na taki dzień obfitego żerowania ryb, i wtedy wrażenia są ogromne i długo pamiętane. [2011-11-30 15:20]

użytkownik

Gratulacje ! Naprawde wspaniałe okazy. Szkoda że żadko spotykamy je w naszych wodach.

 pozdrawiam.*****.

[2011-12-01 16:24]

prezesik1983

super artykul [2011-12-03 18:30]

ajosz

daje ***** i zapraszam na mojego wędkarskiego bloga...!http://ajosz.wedkuje.pl/blog/index.php?ID=89770 [2011-12-05 07:04]

Kasza23

CIekawy artykuł ja też posiadam takie miejsce,,5+..pozdr [2011-12-08 20:26]

tomalek21

pozazdrościć. takie eldorado w Polsce to rzadkość. [2012-01-12 21:39]

dunster35

Brawo! Szczupak potrafi szarpać bardzo mocno więc gratuluję udanego holu . *****:) [2013-06-30 18:55]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Dzień zaskoczenia

Po wielu rozmowach z po bliskimi spinningistami dowiedziałem się ze w Ka…