Nigdy więcej

/ 1 komentarzy / 4 zdjęć


Po obfitym w brania, pierwszomajowym szczupakowaniu na Wycztoku, postanowiliśmy ze szwagrem sprawdzić tak zachwalane na tutejszym portalu jezioro Salino. Wędkowaliśmy tam wcześniej bez efektów, jakieś cztery lata temu, ale jeden z członków koła PZW w Gniewinie, pisał o doprowadzeniu zbiornika do "blasku", po nieuczciwych poprzednikach opiekunach wody. Coroczne zarybienia szczupakiem i bardzo częste kontrole SSR miały dać gwarancję sukcesu. Notabene autor opisu łowiska w swoim post scriptum daje wyraźnie do zrozumienia, że bez ważnych dokumentów nie masz co tam robić. Decyzja zapadła więc o wyprawie na ten właśnie akwen.

Około godziny 05.20 dojechałem do miejsca zamieszkania mojego szwagra. Przerzuciliśmy sprzęt do jego samochodu i wyruszyliśmy w dalszą drogę, na wymarzoną i obfitą w połowy wyprawę. Podnieceni myślą o holu pięknego szczupaka podążaliśmy za miłym głosem Hołowczyca wydobywającym się z samochodowej nawigacji i prowadzącym nas optymalną drogą do jeziora. Niestety, czas podróży zajął nam około godziny, zamiast 40-stu minut. Ostatnie 5 km to istny odcinek specjalny Rajdu Dakar w którym to właśnie startuje nasz samochodowy nawigator. Liczne doły i kręte leśne drogi nie sprzyjały szybkiej jeździe. Ten OS nie należał do naszych najlepszych. Wreszcie docieramy na miejsce. Składanie zestawów, ubieranie się i czmych do wody.

W przybrzeżnych trawach słychać chlapiące się w płocie. Tarło już się zaczęło. Brodząc niedaleko widzę jak pośpiesznie czmychają na otwartą wodę. Nie są to jednak jakieś okazy. Takie piętnastocentymetrowe płotki, akurat na przekąskę dla zębatego. Powinien się tutaj gdzieś czaić cętkowany rozbójnik.

Na wodzie widać kilka łodzi, na których rozstawione są "żywcówki". Na jednej z nich oprócz tychże wędek jegomość sobie spinninguje jak gdyby nic. Trzy zestawy na "żywca" w wodzie i jeszcze na domiar złego "żywiec" to karaś, który nie wystepuje w tym jeziorze (przynajmniej w opisie łowiska nie ma wzmianki o karasiu). Rzeczywiście jezioro jest pod dobrą opieką. Szkoda, że nie mogę odczytać numerów łodzi i nie mam pod ręką numeru telefonu do Straży Rybackiej. I tak pewnie nic bym nie wskórał? A na dodatek po chwili widzę, jak jegomość wyjmuje szczupaka około 60 cm właśnie na ten zestaw spinningowy.

Przemieszczamy się dalej, biczując bezskutecznie wodę. Nie widać ani jednej oznaki żerowania drapieżnika. Od czasu do czasu biała ryba spławia się w oddali, ale nic jej nie atakuje. I tak dalej, i dalej, i dalej biczujemy kolejne połacie wody. Po dojściu do małej zatoczki, rzucie pod wystające liście nenufarów i dwoma obrotami korbki kołowrotka, coś szarpie się na moim zestawie. Podciągam pod nogi i patrzę ze zdziwieniem na to coś.

- Babka !!! – pomyślałem.

Wyciągam rybkę na zestawie i własnym oczom nie wierzę. Okonek. Czarny jak smoła, ledwo pręgi widać. To zapewne efekt tej ciemnej, torfowej wody. Odhaczam rybkę i wypuszczam.

Szwagier w końcu zakłada swojego Predatora i po kilku minutach krzyczy.

- Siedzi !!!

- Chodź zobacz jaki ciemny – woła mnie.

Podchodzę i patrzę na tego zębatego rozbójnika. Równie ciemny jak wcześniej złowiony okonek. Wszystko jasne. Szwagier nie wyjmując rybki z wody, szybkim ruchem ręki wyhacza Predatrora z pyska potwora.

- Liny muszą tu być czarne jak diabły – zagaja szwagier.

- Zapewne – potwierdzam.

Postanawiamy nie obchodzić jeziora, tylko cofamy się w miejsce gdzie zaparkowaliśmy samochód. Oczywiście obławiamy miejsca, które już przeszliśmy, ale nic się nie dzieje. Łódki też spłynęły z jeziora. Robi się coraz cieplej, jednakże wzmagające się powiewy wiatru chłodzą atmosferę tak, że postanawiamy zakończyć wyprawę i więcej tutaj nie przyjeżdżać. Kontroli SSR nie uświadczyliśmy. Łamanie postanowień RAPR owszem, jak wspomniałem wczesniej. Połamania !!!

 


5
Oceń
(16 głosów)

 

Nigdy więcej - opinie i komentarze

chipsusmaximuschipsusmaximus
0
Bardzo źle, jeżeli byli to członkowie tego koła. Cóż można powiedzieć - To jest Polska !!! Gratuluję wytrwałości i zostawiam piątala !!! (2014-05-03 16:20)

skomentuj ten artykuł