Noc w samotności - Biała Dama

/ 20 komentarzy

Ciężko to opisać ale musiałem spróbować.

Kilkanaście dni temu prognoza pogody pokazała to na co czekałem. Ciepła noc z soboty na niedzielę. Dla mnie to był wyraźny znak, że czas na pierwszą nockę w sezonie. Długo zastanawiałem się nad idealnym miejscem. Brałem pod uwagę słabe wyniki kolegów, stan wody w rzece i wiele innych czynników. Przypomniało mi się z opowiadań jedno miejsce w którym nigdy jeszcze nie byłem. Miejsce rzadko odwiedzane ze względu na strzegącego je strażników, o których opowiada się legendy. 

Bajki bajkami a ryby same się nie złowią.

Podzwoniłem po kumplach z pytaniem czy nie wybierają się ze mną. Wszyscy odmówili tłumacząc się ogniskiem z okazji urodzin ich koleżanki. Spakowałem więc sprzęt. Pojechałem kilka kilometrów w górę rzeki. Do końca utwardzonej drogi. Następnie czekał mnie około trzy kilometrowy marsz. Marsz polną drogą, którą prócz odległości musiałem wpiąć się na około 300 metrów. Trasa mimo iż męcząca fizycznie była bardzo przyjemna. Świecące słońce, brak wiatru zwiastowały piękny wieczór. Skowronek towarzyszył mi całą drogę serwując mi swoje najlepsze kawałki. Dotarłem do miejsca, w którym od drogi odchodziła wąska ścieżka prowadząca wzdłuż wąwozu, w dół ku rzece. Przypomniało mi się, że to właśnie w tym miejscu można spotkać legendarnych strażników. Przyznam, że trochę gęsiej skórki pojawiło się na rękach. Na szczęście kiedy odgarnąłem ręką gałęzie brzozy zwisające na ścieżkę moim oczom ukazała się niewielka polanka, która przechodziła w kamienistą plaże a za nią były już tylko nieprzebrane rybne wody. Zrzuciłem klamoty. Rozejrzałem się wokoło. Pięknie. Mały zielony zakątek. Z jednej strony woda z drugiej strome wapienne klify i tylko wąska ścieżka, której ludzie unikają.

Przygotowałem obozowisko. Zabezpieczyłem drwa na opał, postawiłem namiot. Rozpaliłem ogień i ułożyłem koło niego karimatę. Czas na wędkowanie i relaks. Rozłożyłem feedery i ułożyłem się wygodnie na karimacie. Szczytówki feederow ani drgnęły ale w wędkarstwie nie chodzi tylko o ryby ale też o relaks i odpoczynek. A w tym momencie odpoczywałem najbardziej. Wszelkie smutki, troski i problemy zostały wygnane przez piękną pogodę, przygrywające świerszcze i zimorodka, który raz o raz lądował na wędce z której łowił słonecznicę. Jedyne o czym myślałem to: Chwilo trwaj wiecznie. A ona trwała. 

Sielankowa chwila trwała aż do momentu zachodu słońca. Wtedy postanowiłem coś zrobić z braniami. Na końcu zestawu zawitały większe haki i większe przynęty. Noc to czas na grubszego zwierza. Dołożyłem do ognia i znów wygodnie ułożyłem się na karimacie. Piękny dzień zamienił się w piękną gwieździstą noc. Głęboką ciszę co raz przerywały tylko trele trzciniaka i pohukiwanie sowy. Zrobiłem się senny. Kiedy już przysypiałem usłyszałem śmiechy, rozmowy i śpiewania dochodzące ze ścieżki. Nie powiem bo zbystrzałem w tym momencie. Znów gęsia skórka, czekanie w napięciu z wytężonymi wszystkimi zmysłami. Nagle ogień rozświetlił wyłaniające się twarze z ciemności. Uff.... to tylko kumple z koleżankami. Spytałem co tu robią o tej porze. Odpowiedzieli, że wracają właśnie z ogniska. Martwili się o mnie siedzącego w miejscu owianym złą legendą więc postanowili wpaść. Po drodze wzięli trochę drewna na opał i po chwili moja mała ostoja samotności zmieniła się w tętniący życiem zakątek oświetlony konkretnych rozmiarów ogniskiem. Zabawa, śpiewy trwały w najlepsze. Aż nagle od wody dobiegło donośne szczekanie. Co za licho? Pies na wodzie? Skąd się wziął? W tym samym momencie zrobiło się przenikliwie zimno. Od wody zaczęło przywiewać szarą mgłę gęstą niczym kłęby dymu. Wszyscy zamilkli. Skupieni wpatrywaliśmy się w stronę wody. Serce mi łomotało jak szalone a oczy prawie wychodziły z orbit. W pewnym momencie wśród kłębów mgły zauważyłem sunącą w naszym kierunku białą postać. Jakby kobieta w białej sukni szła po tafli wody. Nieświadomie cały zdrętwiałem a w płuca nabrałem wielki łyk powietrza. W tym samym momencie ktoś krzyknął BIAŁA DAMA! Rozległ się pisk dziewczyn i wrzask chłopaków. Wszyscy rzuciliśmy się do ucieczki w kierunku ścieżki. Po chwili zauważyłem, że znajomi znacznie mnie wyprzedzają. Kiedy ja byłem na początku ścieżki ich postacie biegnące w górę były widoczne na tle jaśniejszego nieba już w jej połowie. Nie mogłem ich dogonić a biegłem co sił. Chciałem zawołać ale nie mogłem już złapać oddechu. Czułem, że robi się coraz zimniej a tuż za plecami zbliżało się do mnie donośne sapanie, które przerodziło się w charczenie. Bałem się odwrócić. Chciałem przyspieszyć ale brakowało mi tchu a nogi zrobiły się strasznie ciężkie i odmawiały posłuszeństwa. Poczułem jakby lodowato zimna postać dotknęła moich ramion. W tym samym czasie cały zesztywniałem w około zrobiło się jednolicie szaro . Nagle to coś pociągnęło mnie do tyłu. Uczucie jakbym bezwładnie spadał ale ciągnęło mnie do tyłu. Szarpnięcie było tak mocne, że aż odchylało mi głowę do tyłu. Coraz bardziej i bardziej aż ujrzałem nad sobą czubek głowy. Czarne włosy jakby mokre. Później pojawiło się czoło, brwi... I nagle puściło. Ja wreszcie ogromnym haustem złapałem powietrze i zobaczyłem ścieżkę, która prowadziła w górę, stałem w jej połowie na górę. Zobaczyłem gwiazdy i księżyc. Szarość minęła tak jak mgła i przeraźliwe zimno. Nadal cały zdrętwiały odwróciłem się za siebie. Ujrzałem płonące wielkie ognisko a moje rzeczy porozwalane po okolicy. 

Spakowałem się w pośpiechu i truchtem ruszyłem w kierunku samochodu. Tak szybkiego powrotu z ryb jeszcze nie miałem. Dotarłem do samochodu. Szybko odpaliłem i ruszyłem do domu po drodze mijałem staw koleżanki, która to robiła imprezę. Nad stawem płonęło ognisko i stały samochody. Z samochodów leciała głośna muzyka a znajomi bawili się w najlepsze. Podszedłem do kolegi chcąc zapytać o to co miało miejsce na moim łowisku. Popatrzył na mnie jak na głupka i odpowiedział, że cały czas się tu bawili. Nie w głowie im było chodzić kilka kilometrów po nocy w miejscu gdzie ścieżki strzeże Biała Dama i jej pies. Nigdy w to nie wierzyłem, teraz nie wiem w co wierzyć.

 


4.8
Oceń
(44 głosów)

 

Noc w samotności - Biała Dama - opinie i komentarze

barrakuda81barrakuda81
+1
No i masz! Jak ja teraz na nocne wędkowanie sam wyskoczę? Super opisana historia! Zawsze wpajano mi że bać się należy tylko ludzi ,ewentualnie dzikich zwierząt dlatego samotna noc w nadwiślańskiej dżungli choć zawsze niepokojąco obca dzięki właściwemu podejściu i przygotowaniu nie była taka przerażająca aż do teraz... Mam do bólu racjonalny umysł ale nigdy nie zamykam się w schematach i jestem otwarty na te wszystkie rzeczy które wymykają się jakiejkolwiek "naukowej" ocenie. Cóż, w końcu wychowałem się m.in na serialu " X -files"...:-) Dałbym z siedem gwiazdek ale mogę tylko pięć. *****. Pozdrawiam. (2015-05-28 10:11)
krisbeerkrisbeer
+1
Chmm, co by tu napisać ............................ zaje....e :), też coś czuję że najbliższą nockę poświęcę na wypatrywanie zjaw ***** pozdrawiam (2015-05-28 10:19)
MorciatyMorciaty
+1
Ja pierdykam! Co za masakra... ;) Ja bym chyba wyskoczył stamtąd jak z procy... ;) (2015-05-28 11:33)
glacjan76glacjan76
+1
Dobrze się czytało! *****pzdr (2015-05-28 11:38)
SVTSVT
+1
Jedyna za bajkę , mniej zioła, alkoholu a i myszki znikną. (2015-05-28 11:47)
kabankaban
+1
Ja lubię bajki w takim wydaniu ***** :) (2015-05-28 11:51)
czeczen78czeczen78
+1
chwilo trwaj... takie przygody są najlepsze bo pamięta się je całe życie... moja ulubiona miejscówka choć jeszcze nie rybna to równie urokliwa. https://plus.google.com/+BartBukowiecki/posts/H4Tix9VWmth pozdrawiam (2015-05-28 14:31)
zbynio5ozbynio5o
+1
Chyba przepracowany jesteś hehehe. Weż urlop , idż wreszcie na ryby i pochwal sie realnymi efektami. Ale jak widać, dzieci sie ubawiły :)) ***** (2015-05-28 15:13)
DiabloDiablo
0
Pierwszy się pochwal :) (2015-05-28 16:14)
użytkownik102837użytkownik102837
+1
Hahaha przeczytałem tytuł i od razu sobie z czymś skojarzyłem. Wiesz co nazywają w Wołominie Białą Damą? Artykuł spoko i dobrze się czytało. (2015-05-28 21:43)
Piotr 100574Piotr 100574
0
***** no i super że i diabła ktoś przestraszył :) (2015-05-28 22:34)
lord232lord232
+1
no panowie ja przewaznie caly czas lowie sam ale taka historia mi sie nie przydarzyla jak cos to bobr blisko mnie chlapnol ogonem (2015-05-29 11:34)
KomanczKomancz
+1
5 za opowieść bo czytało się przyjemnie ;) Noc nierzadko płata figle. Wyobraźnia działa albo należy zmniejszyć dawki przyjmowanych specyfików :D Każdy wierzy w co chce a sam nie krytykuję i nie oceniam ;) Czyta się świetnie. Następny wpis - krwiożercze sumy z Czarnobyla ? :) (2015-05-29 16:58)
rafrapalarafrapala
+1
Tak jak lord napisał..dla mnie też nie ma nic gorszego jak głucha cisza i wielki bóbr...udający wpadającą krowę do wody....Ale Twoje opowiadanie potrafi oziębić;) (2015-05-29 18:54)
rysiek38rysiek38
+1
Ja może czesto strzelam z puszki z karbidem (moje wqypociny na blogu) ale ty jak odpalisz to przynajmniej jak z rudego :-) ...Fajnie że coś skrobnąłeś - dla mnie bomba . PDK ! (2015-05-29 21:15)
hakonhakon
+1
A Ty przez przypadek nie wziąłeś papierosów syna?? (2015-05-30 02:04)
DiabloDiablo
0
Nigdy nic nie paliłem (2015-06-11 17:21)
ryukon1975ryukon1975
+1
Świetny i oryginalny artykuł. Swoja drogą w ciągu wielu spędzonych samotnie nad rzeką nocy kiedy sen mieszał się z jawą też wiele różnych rzeczy widziałem. Rzeczy o których rano wspominając je nie wiedziałem co myśleć. 5 ***** (2015-08-16 11:55)
DiabloDiablo
0
ryukon1975 opisz kiedyś te historie. Lubię takie nadprzyrodzone opowiadania. W każdym jest coś prawdziwego. (2016-01-02 11:39)
barrakuda81barrakuda81
+1
Może coś w tym jest bo jakby nie patrzeć to widzę tu masę podobieństw do historii którą opisałem... Czyżby była tu jakaś prawidłowość? Słyszałem kilka podobnych opowieści ale opisałem tą która w całym szaleństwie jakim to jest wydała się najlepiej potwierdzona w relacjach. (2016-03-06 17:57)

skomentuj ten artykuł