Zaloguj się do konta

Nocna adrenalina

Nocna adrenalina

Rozdział I. „Dzwonek”
Rok 2008 nie zaczął się dla mnie obiecująco. Wiosenne pstrągi na Bystrzycy Dusznickiej nie chciały współpracować, więc z muchą postanowiłem dać sobie spokój co najmniej do maja. W maju jak to w maju, tu na karpika odpocząć ze spławikiem, troszkę spinningu na Nysie Kłodzkiej za kleniem, kilka wypadów na szczupaka, ale bez większych sukcesów. Rybki nie przekraczające 1 kg powoli zaczęły się nudzić. Ciepłe lato, od początku czerwca nie dawało większych możliwości połowów w dzień.
Z kolegą Hubertem zaplanowaliśmy większą zasiadkę typowo sandaczową.
28 czerwca wyjazd na pobliskie po żwirowisko w miejscowości Pilce. Tajemnicza woda w Pilcach często potrafi zaskoczyć. Głębokie stawy o czystej przepływowej wodzie kryją w sobie tajemnicę, kto wie cóż tam pływa… ;-)
Pytanie na co łowimy ? Wybór padł na trupka płoci. Kumpel zakupił mrożone płocie w pobliskim sklepie wędkarskim. Jak ja to zobaczyłem co on kupił…
- Ty stary coś ty kupił ?
- No płotki a co ?
- Człowieku to nie są płotki tylko płocie, nie jedziemy na Ebro na suma do Hiszpani,
- hehe nie martw się jak nie złowimy sandacza, to zabierzemy płotki ze sobą i powiemy w domu, że chociaż płoć brała
- Jak nic nie złowimy to zjesz te śmierdzące płotki na surowo !
20-25 centymetrowy trupek miał dobrych rokowań. Ale co jest to jest, trzeba jechać.
Dzień wyjazdu bardzo upalny, ciśnienie stałe od kilku dni, wiał nie za mocny wiatr zachodni.
Godzina 18 i jesteśmy nad wodą. I tu mała sprzeczka, gdzie siadamy. Każdy swoje poglądy na ten temat, bo tu mrówki, tam za mało miejsca, tam daleko do samochodu itd.
- Dawaj siadamy tutaj – powiedziałem
- Dobra, nie ma co kombinować, siadamy bo już wieczór się zbliża – odparł Hubert.
No i się rozkładamy. Woda aż kipi od drobnicy. Widać żerującego okonia.
Po dwa zestawy gruntowe uzbroiliśmy w trupka. Hubert zainwestował w elektroniczne sygnalizatory, ja jeszcze na antycznych dzwonkach. Najmniejszą z możliwych płoci rzuciłem około godziny 20.30, na drugiej wędce płotka 20 parę centymetrów.
Grill, gadka szmatka zrobiło się już ciemno, a na zegarze było przed 22.
- Tomek, zastanawiam się czy nie sprawdzić zestawów i nie przerzucić, może coś się splątało albo co, lepiej sprawdzić…
- Nie hałasuj, nie ma co ściągać i tak nic nie złowimy…
- hahhahahahhahhahahahhahahahha……. – Hubert popłakał się ze śmiechu, ja z resztą też.
Kompan siedział ok. 10 metrów ode mnie, postanowiłem zabrać swoje krzesełko i usiąść przy nim, jednak jak się prowadzi jakiś dialog to spanie tak nie bierze…
Siedzimy i sobie rozmawiamy. Nagle na jednej ze swoich wędek słyszę wyraźny dźwięk dzwonka… Wyskoczyłem z krzesła jak z procy…
Żyłka jeeeeeedzie. I po chwili.. stoi… :-( nom niestety, żyłka zaplątała się w dzwoneczku i musiał poczuć opór, zostawił… Dodam, że branie było na tej dużej przynęcie.
- aj ku…. Ja pie…. Sku….. h…. – poszła wiązanka
- stary spokojnie, miałeś już swoje 5 minut – rzekł kumpel.
Miałem ochotę połamać wędki, a dzwonki zakopać do ziemi, ale myślę sobie trudno…
Nie minęła godzina a dzwonek znowu dzwoni, tym razem na mniejszej przynęcie.
Odjazd zdecydowany i jednostajny bez stopu. Odczekałem około 20 sekund i zacinam.
Czuję, że coś tam siedzi. Obydwoje księżyce na twarzach, radość w sercu, myślę sobie pierwszy sandacz. Kolega tańcuje z dwoma podbierakami jak w cyrku. Po chwili w świetle latarki pojawia się…. Sum. Hehe. Z jednej strony radość, a drugiej rozczarowanie, ale w sumie pierwszy w życiu. No super, myślę sobie, coś się dzieje. Szybka fotka i sumik odzyskuje wolność. Nie był za duży, ok. 60 cm, jak na suma to narybek, ale rybka zaliczona.
Zakładam płotkę, przyjmuję gratulacje od kolegi, a tu… piiiiiiiiii piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii…. Sygnalizacja Huberta gra na całego.
I tu serce biło jak wściekłe.
- Tomek ja zacinam,
- Dawaj – odparłem zdecydowanym głosem.
- Siedzi !!!
Po krótkim holu, kolejny sum ląduje na brzegu. Mamy po jednym. Fajnie jest. Noc trwa….
I tu nagle zrobiła się grobowa cisza. Przez godzinę żadnego brania.
Pamiętam tylko, że rozmawialiśmy o szkole. A tu nagle zapaliła się niebieska dioda i z niesamowitą siłą odjazd u kolegi, żyłka w zastraszającym tempie

Rozdział II „Potwór”
I tu nagle zrobiła się grobowa cisza. Przez godzinę żadnego brania.
Pamiętam tylko, że rozmawialiśmy o szkole. A tu nagle zapaliła się niebieska dioda i z niesamowitą siłą odjazd u kolegi, żyłka w zastraszającym tempie ucieka z kołowrotka, dosłownie jakby ktoś przywiązał żyłkę do samochodu, pędzącego na autostradzie.
- Ja pier……. Tomek co to jest ??? !!!!
- Hubert nie zepsuj tego proszę Cię.
- Tomek, ja zacinam
- Nie no co Ty stracisz go bo się dobrze nie zapnie.
- Dobra zacinam.
- Rób co chcesz !!!
Wędka tzw. pała, bo inaczej tej wędki nazwać nie można, wygięła się cała, a z kołowrotka pisk !!! 3 metry podciąga, a 5 metrów ucieka, i tak przez pół minuty, po czym…
- Poszedł – usłyszałem
- Nie masz go ???? – spytałem
- Nieeeeee.
Widziałem w jego oczach łzy, a żal ściskał nie tylko Huberta. Od razu pomyślałem, za wczesne zacięcie !!!
Płotka miała głębokie rany w dwóch równoległych liniach przez całą jej długość, to był sandacz, ale jaki???
Zmęczeni psychicznie i bardzo zdenerwowani nie mieliśmy już żadnej nadziei, a było już około północy.


Rozdział III „Oczy w oczy z sandaczem”
Następny minuty (chociaż siedzieliśmy obok siebie) upływały w milczeniu. Cóż można było rzec? Każdy z nas wiedział co to było i był świadomy, że taka ryba zdarza się, no czasami nawet raz w życiu. Nawet już uwagi nie zwracaliśmy na komary, które gryzły jak oszalałe.
Zdecydowaliśmy iść do auta, zdrzemnąć się, chociaż na chwilę.
- Chodź Hubert, nie przejmuj się, nie pierwszy i nie ostatni, trzeba się przespać i zapomnieć – próbowałem pocieszyć, chociaż, sam nie potrafiłem… zapomnieć.
- Aaa idźmy spać, ja już mam wszystkie dosyć.
Nawet nie wiem kiedy same zamknęły mi się oczy i wyraźnie, przy uchylonej szybie, słyszę dzwoneczek, ale myślę sobie…sen.
Nie, to nie jest sen. Z auta wyskoczyliśmy jak z armaty.
Branie u mnie, piękny odjazd, po chwili stop, przez około 5 sekund i jeszcze szybciej i bardziej zdecydowanie wyciąga żyłkę.
Myślę sobie, nie mogę popełnić takie błędu jak Hubert, zaczekam.
W końcu postanowiłem zaciąć. Hol trwał około 10 minut, rybę lądowałem ze sporej odległości. Pod brzegiem woda się gotuje i słychać walczącą rybę. Latarka na wodę i widzimy…
- JEEEEEST !!!! SANDACZ !!! – razem krzyczeliśmy !!!
Nie pamiętam do ilu, może do 5 osób dzwoniliśmy, chwaląc się rybą.
Oj, tego co człowiek czuł i jak się cieszył, nie da się opisać. Do dzisiaj nie pamiętam jak to zrobiłem, ale Hubert mi opowiadał, że stałem w wodzie po kolana, czego nawet nie czułem, a zafascynowany i szczęśliwy jak nigdy, nie byłem niczego świadomy.
Rano sesja zdjęciowa z rybką i mierzenie – 75 cm. Może nie olbrzym, ale dla mnie ta cała noc była „olbrzymia”.
Dzisiaj praca, praca i dziewczyna . Nie ma nawet kiedy spróbować powtórzyć…. Tego co wydarzyło się 3 lata temu.
Zachęcam wszystkich do rozważenia myśli „nie po ryby, ale na ryby” bo tylko chwile spędzone nad wodą są najpiękniejsze, ale nie sama ryba, która skwierczy potem na głębokim oleju.

Materiał zgłoszony na konkurs wedkuje.pl

Opinie (17)

withanight88

Ode mnie 5, za świetnie zrelacjonowany pobyt nad wodą. [2011-07-07 09:42]

stalk75

Fajne opowiadanie! I tylko to tęskne na końcu: dzisiaj praca, praca i dziewczyna... Na takie męskie wypady z kolegą po kiju po prostu trzeba znaleźć czas!:) ***** [2011-07-07 10:24]

kostekmar

Ja również zostawiam 5***** za ciekawą relację z wyprawy wędkarskiej. Gratuluję udanego pobytu nad wodą oraz wspaniałej rybki. Jakoś nie mogę złowić sandała. Zyczę połamania. [2011-07-07 10:55]

Mlodyy

Ja również zostawiam ***** .. Historia ładna, oraz życzę wszystkim połamania kija .I piękne chwile nad wodą do wspominania z kolegą od kija. [2011-07-07 11:18]

Blitz

fajny artykuł, ode mnie 5. Idę do sklepu po płocie na trupka :D pozdrawiam [2011-07-07 11:50]

jamesbond

praca,praca, dziewczyna. To mnie rozwaliło :D. oczywiście ***** i gratki za rybkę. [2011-07-07 12:10]

piosik1223

WoW, odemnie 5. :D

No cóż, wy mieliscie sandacza, a ja jak pojechalem na rybki i pierwszy raz w zyciu wzial mi szczupak, choć rzut był zrąbany, to szczuply wzial, wedka zgieta, kolowrotkiem nie da sie zakrecic, zylka odwija sie z kolowrotka jak szalona, no ale sie zerwal :D

[2011-07-07 15:24]

Rool

5 za  opowiadanie  [2011-07-07 16:11]

pawel75

Świetny tekst !!! Doprawdy miło się czyta :)) Oby więcej takich ! Gratulacje rewelacyjnej wyprawy no i oczywiście powodzenia w konkursie !!! Pozdrawiam ! [2011-07-07 18:04]

Pinki

bardzo przyjemnie się czytało , 5 za artykuł i życzę koledze jak najwięcej takich chwil nad wodą. [2011-07-07 20:00]

gerard94

fajna historia  i zakoniczona pomyślnie to jest najważniejsze w wędkarstwie/POZDRAWIAM!!!

[2011-07-07 20:49]

krzys0783

Fajna przygoda zostawiam pięć***** [2011-07-07 21:50]

jurek

To w końcu w którym to było roku kolego ??? [2011-07-08 13:21]

majki9911

historyjka na 5+ ;d [2011-07-08 14:25]

HeadAche

No dobra sandacz to piekna ryba ale zeby w srodku nocy obdzwaniac znajomych?! Szczerze bym sie wk*****że mnie ktos z takiego powodu budzi. Nie chce tu nikogo obrazić ale cieszycie sie jak 8letnie dzieci z kiełbia. [2011-07-08 22:27]

osmial

Nie widziałem jeszcze wpisu (poza konkursami) które wracały by na początek listy promowanych wpisów nie wiem tylko czy wcześniej trafiłem na ten wpis przez jakiś profil czy już był na pierwszej stronie... choć wydaje mi się, że wrócił do czołówki promowanych artykułów...za wpis 5 dla autora, pozdrawiam:) [2011-07-09 00:30]

dziadzia43

Witam ! Kolego a gdzie takie sztuki tutaj są,bo dopiero zaczynam tu wędkować ale nie wiem jeszcze gdzie są jakieś konkretne stawy lub zbiorniki,żeby z gruntu powędkować a jeszcze najlepiej by było jakby można było łowić w nocy.Czekam na jakąś podpowiedź jak to nie tajemnica . pozdrawiam [2012-07-16 09:56]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Łowisko Tuszynek

ŁowiskoNa Łowisko Tuszynek wybraliśmy się w drugiej połowie lipca na k…

Żądni przygody

Tego dnia byłem spragniony wędkowania jak nigdy. Już od kilku tygodni c…