Nocne wędkowanie czyli nie ma to jak nocka

/ 12 komentarzy / 7 zdjęć


Podczas ostatniego wypadu sąsiad rozpoczął łowienie 2015. My z młodym musimy jeszcze poczekać. Szansa na pierwsze ryby będzie ostatni marcowy weekend. W piątek sąsiad, przebąkuje o wyjeździe na nockę. Torpeduję jednak ten pomysł   przywołując prognozę pogody: piątek, sobota pogoda stabilna – ma całe dnie lać. Prognoza sprawdza się w piątkowe popołudnie, burza, oberwanie chmury itp. atrakcje. Sąsiad ostatecznie zgadza się ze mną że na brzegu będzie zbyt błotniście + nocka w deszczu i chłodzie to żadna atrakcja. W sobotę od rana pada, przestaje około południa a ja idę do sąsiada na kawę. Ustalamy że nie ma co pchać się na nockę że to jednak trochę za wcześnie, wracam do domu szykować zanętę na rano. Ledwie zdążyłem się rozebrać, dzwoni telefon. Odbieram, w słuchawce słyszę głos podekscytowanego sąsiada.
- słuchaj – mówi – rozmawiałem właśnie z naszym wspólnym znajomym, który mówi że na Wiśle teraz brania są jedynie w nocy, to znaczy konkretne leszcze biorą dopiero od 19:00, później brania są około 23 w nocy i tak do godziny 01. W dzień to jedynie małe krąpiki. Mówił że on i jeden z jego kolegów mają podobne spostrzeżenia łapiąc na zupełnie różnych miejscówkach na Wiśle.















No cóż, widzę ze tym razem już nie uda się odradzić nocnego łowienia, a że było już po 17 to musieliśmy zacząć się pakować. Po około 30 minutach byliśmy już gotowi, nasze kobity zgodnie stwierdziły że normalni to my nie jesteśmy, ale widziały gały co brały. Sąsiad nie byłby sobą gdyby udało mu się spakować bez problemów. Wsiadaliśmy już do samochodu gdy przypomniał sobie o czołówce w której przed chwilą wymieniał baterie. Wezwana na miejsce (przed dom) jego szanowna małżonka wysłuchała dokładnej instrukcji gdzie miał latarkę ostatnio, co leżało obok i wyruszyła na poszukiwanie nieszczęsnego (ale jakże przydatnego w nocy) gadżetu. Po kilku chwilach słyszę jak sąsiad mamrocze pod nosem – kurde mam ją przecież w torbie – odwołał alarm i do samochodu.    Jeszcze tylko wizyta w sklepie (coś trzeba przecież jeść i pić) i w drogę. Przed 19 jesteśmy nad naszą szanowna Wisłą. Konkurencji żadnej, zajęliśmy cypelek, najbardziej dostosowaną do obozowania miejscówkę. Na 19:00 zestawy w wodzie, nęcić nie było czym, miałem przecież dopiero gotować zanętę, zanęta z koszyczków musi wystarczyć. Oczyma wyobraźni widzimy już te okazy wyciągane zaraz po zarzuceniu, 19 w końcu już za nami, atu …………………………….. tak zwana dupa. Około 20 zaczynamy przepytywać sąsiada, gdzie te brania które obiecywał. Na szczęście jest dość ciepło i bezwietrznie, tyle że dookoła wszystko mokre, ciekawe czy uda się rozpalić ognisko. Na szczęście przynajmniej z tym nie ma problemu i wkrótce naznosiliśmy całkiem słuszną kupkę gałęzi, pozostałości po wysokiej wodzie. Na wędkach cisza. Około 21 podejmujemy próbę rozpalenia ogniska, udaje się dopiero dzięki zeszłorocznej wysokiej trawie której na szczęście również nie brakuje. Ponieważ wędek dotykamy jedynie przy przerzucaniu zestawów, zabieramy się za kolację. Pieczona na ognisku kiełbaska smakuje niczym najbardziej wykwintna potrawa, a nawet lepiej, normalnie niebo w gębie. Co do ryb to pojawiają się jedynie w chwilach gdy pytamy sprawcę zamieszania gdzie te obiecane brania. Ale przyznać muszę że pierwszy mrok nad wodą, kiełbaski i ognisko zrobiły swoje, czuję się kapitalnie, tego mi było trzeba. Nocka to jednak nie to samo, co wypad na kilka godzin nad ranem lub po południu. Wreszcie weekend tak jak lubimy. Powtórzył się lekko zapomniany rytuał (w końcu zima była), każdy zna swoje miejsce, wie co wyciągnąć, co rozstawić. Początek nad wodą jest praktycznie bezgłośny, nie musimy się nawet porozumiewać, lata wspólnych wyjazdów robią swoje. Z braku brań zabraliśmy się za wspomnienia oraz plany na sezon. Postanowiliśmy że w tym sezonie musimy zasadzić się na sandacza, trzeba się tylko trochę podszkolić z technik dedykowanych tej rybie.

W tak zwanym międzyczasie mam pierwsze branie. Najpierw delikatne drgania szczytówki a po chwil już jej znaczne ugięcie. Niestety podjarany do granic możliwości psuję to moje pierwsze tegoroczne branie. Ale zadowolony że przynajmniej wędka drgnęła, zawyrokowałem – coś czuję że będzie dobrze. Zbliżała się opisana przez sąsiada druga pora brań czyli godzina 23. Jak tu kurde nie wierzyć w regularność skoro praktycznie punkt 23 mój feederek zaczyna tańczyć. Tym razem bez pudła, zacinam idealnie, wędka wygina się pięknie podczas holu sygnalizując że nie jest to jakiś narybek. Może nie potwór ale chyba jest trochę tej ryby. Młody podchodzi z podbierakiem, niestety pierwsze podebranie powoduje jedynie lekki odjazd ryby, przez chwilę serce mi zamarło. Zabiję młodego jeżeli zerwie mi się moja pierwsza tegoroczna zdobycz. Na szczęście po chwili całkiem fajny Pan Leszcz melduje się na brzegu. Pomiar pokazuje całe 45cm, jestem najszczęśliwszym z ludzi. Wędkowanie 2015 już tak ostatecznie (pierwsze wyjazdy niestety na pusto) uważam za rozpoczęte. 

Ledwie zdążyłem usiąść po ponownym zarzuceniu a tu tańczy sprzęt młodego (dla niego to również pierwsze branie w nowym sezonie). Małolat wyciąga młodszego brata mojego trofeum o długości 27cm. Oj będzie się działo, skoro zgadza się godzina to czekamy na więcej. Teraz to już nawet światło ogniska nie było potrzebne. Gęba tak mi promieniała jak by ktoś jupitery włączył w pobliżu, normalnie ,, I feel happy’’. Emocje powoli opadały, na wędkach spokój, siedzieliśmy sobie przy ognisku, snuliśmy opowieści różnych treści. Młody odpuścił sobie wpatrywanie w szczytówki i zapakował się do auta spać, a my z sąsiadem dzielnie postanowiliśmy że nie ma mowy o żadnym spaniu, szkoda na to czasu. Od czasu dostrzegaliśmy delikatny ruch świetlików ale nie udawało się nic zaciąć. Przy ściąganiu, na moich wędkach albo nie było robaków (łapaliśmy na białe i pinki) albo była strasznie zmaltretowana resztka, za to na haczykach sąsiada niezmiennie nietknięte. Około godziny 4 udało nam się wyciągnąć jeszcze trzy leszczyki takie pod 30cm i brania znów ustały. Zdziwieni trochę że już czwarta przypomnieliśmy sobie o zmianie czasu, który doznał godzinnego przyspieszenia.   Noc ogólnie ciepła, dopiero około 6 rano zmuszeni zostaliśmy do założenia dodatkowych kurtek. My tu zaczynamy marznąć a ten skubaniec młody śpi w najlepsze. Byliśmy niemal pewni że tradycyjnie ten młody człowiek zaraz po przebudzeniu wyciągnie coś porządnego dochowując tradycji. W końcu młody wstał, pobawił się trochę spławikiem, ale bez efektów. Wyszło słońce, mimo wczesnej pory zaczęło nawet trochę przypiekać. Nie było jednak mowy o zbytnim zrzucaniu garderoby ponieważ co chwila powiewał dość zimny wietrzyk. Zbliżała się 11, już ładnych parę godzin wędki nawet nie drgnęły. Razem z sąsiadem trochę przysypialiśmy na fotelach gdy młody krzyknął – szybko podbierak. Sąsiad momentalnie zerwał się na równe nogi, chwycił podbierak i ruszył nad brzeg. Młody sprawnie holował swoją zdobycz, ugięcie wędki podpowiadało nam że chyba mnie pobije i nie myliliśmy się. Leszcz młodego mierzył dokładnie 49 cm, czyli długość jaką wszyscy zakończyliśmy ubiegły sezon, niestety nie udało nam się wyciągnąć pięćdziesiątki. No pięknie młody sezon zaczyna. Musiał tez skubaniec obwieścić po swojemu – panowie, tak się ryby łapie.

















Jak kocham myć nogi, utopimy kiedyś smarkacza. Młody udowodnił że w dzień można wyciągnąć coś więcej niż tylko małe krąpie. Zachęceni powodzeniem młodego postanowiliśmy jeszcze trochę posiedzieć. Nie udało się jednak już nic złowić, ale najważniejsze że z naszej pierwszej nocki wracamy z podniesionymi głowami. W następny weekend święta ale na kolejny prawdopodobnie znów nocka.

Pozdrawiam

Połamania



 


5
Oceń
(44 głosów)

 

Nocne wędkowanie czyli nie ma to jak nocka - opinie i komentarze

amur72amur72
0
Super relacja , sam nie mogę się doczekać tych nocek ale na odrze . Warto mieć takiego sąsiada. pozdrawiam. (2015-03-31 17:15)
pawelddpaweldd
0
***** (2015-03-31 20:42)
LeoAmatorLeoAmator
0
Tak relacja super,też nie mogę doczekać się aż przyjdzie czas na moją nockę,ostatnio choroba mi w tym przeszkodziła ale już niedługo. (2015-03-31 22:02)
sulej1234sulej1234
0
Fajna relacje ale jak dla mnie trochę za krótko ponieważ dobrze się to czytało. 5 (2015-03-31 22:25)
użytkownik65213użytkownik65213
0
Uwielbiam nocne wedkowanie. Ten klimat jest niepowtarzalny !!!!***** (2015-04-01 07:51)
barrakuda81barrakuda81
0
Nocki mają klimat ale żeby w marcu?:-) Taki hardcore tylko dla twardzieli - ja poczekam do lata:-) Swietna relacja.*****.Pozdr, (2015-04-01 10:53)
maciejka15maciejka15
0
szacun dla kolegi, sezon rozpoczęty , ja jestem ciekaw jak tam u mnie na bugu będzie w tym roku, ale co do nocki nad wodą to muszę najpierw swoją "ślubną" przekonać, (2015-04-01 11:46)
adamekin1adamekin1
0
Super wyprawa,sezon czas rozpocząć. (2015-04-01 16:20)
użytkownik167078użytkownik167078
0
"Nocki mają klimat ale żeby w marcu?" Ech kiedys to było fajnie. Człowiek był kawalerem i nikogo nie musiał pytać tylko pakować majdan i w drogę nad wodę. Ile to się nocek przesiedziało zwlaszcza w pod koniec maja i w czerwcu. Szkoda ,że teraz brakuje czasu na nocne wypady. Fajnie opisane jednak w marcu nie zdecydował bym sie na nocke nad wodą. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem na noc chyba ostatni raz to w 2005r. (2015-04-01 20:04)
Pawelski13Pawelski13
0
@krisbeer - tego właśnie było potrzeba:)Lubię czytać Twoje opowiadania, "Młody still rules":) (2015-04-03 10:45)
JEZIOROJEZIORO
0
Brawo panowie gratuluje . (2015-04-04 08:59)
rysiek38rysiek38
0
Nocki mają coś w sobie a każde branie jest jakby bardziej ekscytujące niż te dzienne ale nawet w razie posuchy zgrana ekipa i właśnie ognisko jest w stanie zapewnić miły klimat (2015-04-06 13:04)

skomentuj ten artykuł