Zaloguj się do konta

Nowe miejsce, nowe wyzwania

Działo sie to 19,05,2012.Bedąc w pracy ,odebrałem telefon od gościa,przez którego sie zaczęła moja przygoda z wędkarstwem.....Ryszard bo tak ma na imię ów gość,zapytał czy nie wybieram się gdzieś na rybki bo z chęcia by pojechał odpowiedź z mojej strony była jedna....o której mam po ciebie przyjechac i gdzie wogóle pojedziemy?Rychu pomamrotał coś o jakiejś wodzie,na której był nie dawno z bratem i całkiem ładnie połowili.Po powrocie z pracy podróż do wędkarskiego....po zakupach musiałem odebrac żonkę z pracy,w drodze powrotnej z pewną dozą niepokoju na to jak moja druga połówka zareaguje,oznajmiłem że dzwonił Ryszard i pytał czy nie jade na ryby,na co moja pani odrzekła mozesz jechać ale rano mnie musisz do pracy podrzucić bo nie mam autobusu.Po części kamień z serca mi spadł tylko pozostała kwestia na którą ma być w pracy.....odpowiedź około 9 rano.Minęła bezsenna noc i około 6 rano juz nie mogłem się doczekać wyjazdu,podekscytowanie przeplatało się z niepokojem i ogromną niewiedzą dotycząca miejsca naszego łowienia.Wreszcie jedziemy zona w pracy a ja z Ryśkiem pomkneliśmy w trasę,w kierunku Gołuchowa....myślę se tez mi nowa woda,ale nic.Na początku lasu w Gołuchowie Rikardo rzekł,na następnym skrzyżowaniu skręć w prawo,po pokonaniu krzyżówki jechaliśmy jeszcze kilka minut,następnie ktoś zapierdzielił nam asfalt z pod kół, Rychu skinąl głową co oznaczało jazdę po strasznych dziurach,w potwornym kurzu w końcu dotarliśmy do mostu na Prośnie i do celu naszej podróży myślałem że chodzi mu o rzekę,ale nie pojechaliśmy jeszcze kawałek wzdłuż brzegu rzeki i oczom mym ukazały się dwie jakby odnogi rzeki,zaparkowałem auto przy jednej z nich i polazłem zrobić zwiad,w tym czasie Rychu zabrał toboły ze samochodu i zniknął z pola widzenia w jakiś krzakach,ja natomiast szukałem dobrego miejsca gdzie mógłbym rozstawić kosz i łowić spokojnie na tyczkę.Mineło kilka minut i pare papierosów później,miałem rozłorzony kosz i tyczkę zabrałem się za mieszanie mojej ulubionej mieszanki Trapera na leszcza i płoć,w tym czasie mój kompan miał zarzucony spławik i w między czasie szykował żywcówkę.Zapaliłem szluga i zaczął się nalot dywanowy po chwili do wody pojechał zestaw ot taki,delikatny na drobną płotkę przez dłuższą chwilkę nic się nie działo.Spławik stał jak zaczarowany wtedy byłem pewien,że te ryby co rzekomo bracia K połowili były małe,albo nie było ich wogóle i nagle spławik który był nieruchomy schował się pod powierzchnią wody,zacięcie i mała płoć ląduje w ręce a po niej następne i następne aż do momentu kiedy brania ustały,donęciłem i w miejsce płoci weszła ukleja i zabawa zaczęła się od nowa nie trwało to jednak długo bo i ukleja,albo się najadła albo tak jak i mnie dokuczał południowy skwar,zestaw tkwił jednak we wodzie i po dłuższej chwili spławik delikatnie się przechylił,zanurzył i znów wyskoczył nad lustro wody,tylko po to żeby z prędkością światła zniknąc pod powierzchnią zaciąłem i ku mojemu zdziwieniu,rybka która przyozdobiła sobie wargi moim haczykiem wytargała spory zapas gumy z topu.Wrażenie było takie jak bym zaczepił o zderzak samochodu i próbował go przytargac do brzegu,Ryszard widząc całe zamieszanie pszyszedł i patrzył jak ryba poczyna sobie ze mna jak chce,w pewnym momencie na kurs obrała sobie drzew zwalone do wody, i już nie było szans żeby ją zatrzymać.Wpłyneła w przeszkodę i pozrywała mi cały zestaw,nabuzowany adrenaliną wykrzyczałem wiązkę łaciny ulicznej i zabrałem się za wiązanie nowego zestawu,w międzyczasie załorzyłem do tyczki drugi top z mocniejszą gumą i zestawem donęciłem łowisko,postawiłem zestaw w pole nęcenia i majstrowałem dalej likwidując szkody,a kontem oka obserwowałem spławik stojący na wodzie i za moment powtórzyło się,to samo co kilka chwil wczesniej błyskawiczne zacięcie i walka z nowym przeiwnikiem który,odrazu postanowił zaparkowac w zwalonym drzewie jednak nie dał rady i po chwili leżal w podbieraku do którego wszedł na styk przeciwnikiem okazał sę ładny lin jak pokazała waga miał on 2,100 kg i mierzył 54 cm.Była to ostatnia sztuka jaką złowiłem tego dnia oprócz lina miałem kilkanaście płoci i uklei .Pierwsza ryba do dziś nie daje mi spokoju i z wiosny mam zamiar posiedzieć jeszcze i poczekać za nią by poczuć te wspaniałe emocje i niesamowity przypływ adrenaliny.

Sprzęt jaki użyłem to tyczka jaxon eterum long pole a zestawy ten zerwany żyłka główna 0,10 przypon 0,06 i haczyk 18

Opinie (10)

kwas1423

Gratulacje wspaniałą wyprawa. Oby więcej takich ryb w przyszłym sezonie. Oczywiście 5. [2012-12-13 18:35]

użytkownik

Oczywiście 5 a ocen 0. Ale kwas.... [2012-12-13 21:27]

użytkownik

Artykuł ciekawy a i fotki całkiem niezłe. Szkoda tej pierwszej sztuki ale często tak jest że te największe zostają w wodzie. Życzę Ci kolego żebyście wiosną spotkali się ponownie.I obyś to Ty był wówczas górą. Za całokształt ***** [2012-12-13 21:37]

KLEPA683

szacun michał oby tak dalej [2012-12-14 21:28]

Iras1975

Lin 54cm? Gratuluję rybska! Mój największy miał jakieś 10cm mniej. [2012-12-14 22:56]

maras74

Piękny Lin!!! Gratulacje 5* [2012-12-17 20:54]

pstrag222

Piękny prosiaczek tylko pogratulować zdobyczy za wpis ***** pzdr.pstrag222 [2012-12-28 17:29]

z@mela

Miejsca z zdjęć znajome ale nie myslalem ze plywają tam takie liniska. Pod kątem drapieżników w roku 2012 byla tak padaczka . Gratuluje lina a moj najwiekszy 52 ale to z 10 lat temu . [2013-01-05 17:11]

adamek199973

Ładny lin oczywiście ***** [2013-01-15 11:42]

Wloczykij1

miejscowka spoko i lin piekny***** [2013-03-11 17:07]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Grudniowe potyczki

No trudno, poddałem się. Moja łódka już na brzegu, silnik wyjąłem z…