Zaloguj się do konta

Oko w oko ze szczupłym

Wakacji wyczekiwaliśmy z ogromną niecierpliwością,wiązało się to z naszymi wyjazdami nad wodę na ryby. Było to kilka lat temu,dokładnie lipiec. Pogoda wręcz bajkowa,od wielu dni bylo bardzo ciepło i aż nas w duchu przygniatało aby już ruszyć z wędkami nad wodę.Jak zawsze celem naszych wypraw było Jezioro Gardliczno Duże. Mój towarzysz wypraw i jednocześnie najlepszy przyjaciel-Rafał, przyjechał już kilka dni wcześniej. W końcu nadszedł wypragniony dzień.

Naszą miejscówkę nęciliśmy już przez kilka dni,więc spodziewaliśmy się dobrego efektu.Jako początkujący wtedy wędkarze nie mieliśmy super sprzętu,zwykłe wędki i kołowrotki z rynku,jedynie reszta zestawu pachniała profeską i sklepem wędkarskim.Ale nie sprzęt jest najważniejszy.Przygotowaliśmy kolejną porcję zanęty,czyli gotowanej kukurydzy,grochu i pęczaku.Do tego trochę kupnej sypkiej zanęty i melassa w płynie.Gdy wybiła 16 byliśmy spakowani i ruszyliśmy po przygodę.Na łowisku byliśmy 20 minut później.Jedno krótkie spojrzenie na humor jeziora,krótka zaduma,wymiana spojrzeń i pora zacząć.

Na pierwszy ogień poszła zanęta,chwilę później rozkładaliśmy już nasz sprzęt.Nie minęło sporo czasu jak pierwszy zestaw świsnął w powietrzu i wylądował niecałe 10 metrów od nas w wodzie.Łowiliśmy na wypracowaną przez nas metodę-leniwy spławik.Sprawdzała się jak dotąd wyśmienicie i zawsze dawała znakomite rezultaty,więc i tym razem postanowiliśmy całkowicie jej zaufać.Jezioro upajało nas swą magią,tafla idealnie spokojna,toń bajecznie przejrzysta,tak że można było bacznie obserwować ławice małych płotek pływających blisko nas.Jakie to zabawne jak ogląda się ten ich dziwny taniec w wodzie,jakby same nie wiedziały gdzie mają płynąć.Tuż nad wierzchołkami drzew spadało słońce,jego promienie delikatnie nas okalały wprowadzając jednocześnie w przedziwny trans,wędrówkę między rzeczywistością a magicznym światem przyrody.Wprowadzało nas w swoje ukryte sekretne oblicze.Było to na tyle niesamowite że czuło się spójność ze wszystkim dookoła.Każdy liść,źdźbło trawy,gałąź czy kropla wody stawała się częścią nas,a my częścią ich.Taki powrót do pierwotnych instynktów człowieczeństwa.

Dopełnieniem tego była możliwość łowienia,uczucie takie jakby natura wydała nam pozwolenie na bycie tam.Tak marząc,przegapiliśmy kilka pierwszych brań...Trzeba było trochę otrzeźwieć i wziąć się do pracy.Na zanęconym miejscu pojawiły się już duże płocie,co tylko wzmagało nasz wędkarski apetyt.Gdy w siatce mieliśmy kilka ładnych sztuk,dołączył do nas mój wujek i brat,obaj również zapaleni amatorzy moczenia kija.Krótka wymiana zdań i i ch zestawy sunęły w powietrzu by z gracją opaść w wodę i czaić się na tę jedną jedyną dużą rybę.Ściemniało się już,a nasz dorobek wyglądał okazale.Powoli nad wodą zaczynał unosić się leniwy koc mgły,w oddali było słychać ptactwo różnej maści.

Przyroda głośno dawała do zrozumienia że nadchodzi czas nocnego odpoczynku po ciężkim dniu pracy.Słońce poznać można było teraz jedynie po maleńkim skrawku czerwonawej poświaty gdzieś daleko w lesie,zupełnie jakby tam właśnie się skryło.Leszcze,ktore przypłynęły jakiś czas temu,chyba nawet myśleć nie chciały o odpłynięciu,nawet mimo tego że co chwilę któregoś z nich brakowało w ławicy.Postanowiłem przerzucić swój zestaw o jakieś 3-4 metry w bok niż moi kompani.Na haczyku z gracją i wędkarską subtelnością założyłem dorodną dżdżownicę i w ułanku sekundy wysłałem ją w podwodną podróż.Na branie nie czekałem długo,typowy płociowy manewr,chwila koncentracji,zacięcie i już holuję płotkę.Hol potrwał może ze 3 metry,gdy nastąpiło mocne uderzenie.A że wogóle się tego nie spodziewałem prawie wyrwało mi wędkę z rąk.Zaczęła się moja niespodziewna przygoda.Ryba jak na rasowego drapieżcę przystało walczyła dzielnie,serwując co chwilę solidne odjazdy.Narobiło się sporo hałasu dlatego że szła tuż przy powierzchni.

Moi kompani wyglądali jak kamienne figury,zaczarowani gwałtownością sytuacji.Pierwszy ocknął się mój brat i na szczęście dla mej zdobyczy,wparował z podbierakiem w wodę.Cóż ten manewr nie okazał się zbyt mądry,gdyż ryba spłoszyła się i spięła.Został ogromny żal i zdziwienie.Ale najdziwniejsze okazało się po wyciągnięciu zestawu z wody.Haczyk nie był pusty,wisiała na nim zaczepiona 15 centymetrowa płotka,a raczej to co z niej zostało.Była tak pocięta zębiskami szczupaka,którego przed chwilą ciągnąłem,że nienadawała się biedaczka do niczego.Dziś doskonale wiem,że szanse na to że doholuję tamtego szczupłego do brzegu były żałosne.Jednak w pamięci została mi wspaniała przygoda i to najważniejsze.

Opinie (23)

rysiek38

mialem pare takich niespodzianek przy holu i zawsze konczylosie wygrana ryby-raz tylko podczas polowu zywca udezyl niezly okon i dal sie wyciagnac [2009-03-28 10:46]

loli_83

Też miałem wiele takich przygód ze szczupakami które kończyły się porażką ale za to poziom adrenaliny mi to wynagradzał bo emocji w takich niespodziewanych sytuacjach co niemiara. Bardzo fajnie opisana przygoda. Moja ocena: 5. [2009-03-28 10:57]

użytkownik

też mi się podobało 5 [2009-03-28 12:13]

użytkownik

Fajnie. To trzeba przeżyć. U mnie 5.tak trzymaj ,pozdrówko. [2009-03-28 14:34]

KaKa13

Za[ pi ]iaszcza sprawa...właśnie dlatego wędkarstwo jest tak piękne i nieprzewidywalne. To właśnie dzięki temu cieszy się taką popularnością. Nigdy nie wiesz co się stanie... :D a takie przygody pamięta się na długi czas. Pozdrówki i połamania kija ;D [2009-03-28 14:41]

Skowron20

Dobry artykół odemnie 5 :) POZDRAWIAM:) [2009-03-28 16:06]

kopciu

RAZ PRZY HOLU MAŁEGO LESZCZYKA ZAATAKOWAŁ MI GO METROWY SZCZUPAK WYSKOCZYŁ JAK Z ARMATY DOSŁOWNIE DWA METRY PRZY BRZEGU [2009-03-28 16:09]

Hektor

A mojemu tacie prawie się ta sztuka powiodła, z tym że jego szczupak zaatakował innego, wcześniej zapiętego na spining. Jak wiadomo szczupak ma zęby zakrzywione w głąb paszczy, co przy spokojnym holu sprawia że wyjęcie ryby w takiej sytuacji jest realne. Do dziś opowiada jak pod stopami zobaczył ośmiornicę. Oczywiście ryba uciekła ponieważ nie udało mu się ich podebrać. [2009-03-28 16:13]

olaf

Będąc młodym wędkarzem łowiłem tacie żywce na wędkę ze spławikiem.Znudziła mi się ta zabawa i zamiast wyciągnąć złowioną sztukę przeciągnąłem ją w stronę łowiącego taty.Po chwili poczułem mocne uderzenie był to szczupak.Po krótkim holu puścił swoją zdobycz.Teraz jest moją częstą lecz planowaną rybą. [2009-03-28 16:58]

kusek_83

Super przygoda.Mialem kiedys podobna ale na rzece.to byly emocje.ode mnie 5 z duzym + [2009-03-28 18:38]

magdalena

przygoda ze szczupakiem fajna, ale jeszcze fajniejsza jest noc nad wodą w ciepłą sierpniową noc pozdrawiam wszystkich [2009-03-28 19:52]

jurex

Fakt widze ze nie tylko ja miałem takie przygody.Zawsze wygrywał szczupak ani razu nie udało mi sie go doholowac do brzegu,pamietam jak kiedys na zawodach stracilem przez to 10 minut ale udało mi sie przynajmniej odzyskac ofiare . [2009-03-28 20:05]

Jaś

Ciekawa przygoda z tym szczupakiem,nie zawsze się z nim wygrywa.Chyba większość z nas miała podobne zdarzenia.Ode mnie piąteczka,pozdroooo..... [2009-03-28 20:16]

endriut

Witam! Kolego wspaniała przygoda, mnie się jeszcze taka nie przytrafiła. Z resztą przy moim ulubionym sposobie wędkowania (bacik zestawik superczuły i zarazem super cienkie żyłki) szans nie byłoby żadnych. Jednak kilka razy widziałem jak zębaty klepał się niedaleko miejsca gdzie łowiłem. Super daje 5. [2009-03-28 20:26]

dudek234

Wiele przygód nas takich spotkało,ale koledzy zawsze maja rację adrenalina wynagradza wszystko mimo porażki,lecz może (napewno) warto czekać na tę chwilę kiedy tę nierówna walkę się wygra i wiem że kiedy sie to uda będzie to niezwykła przygoda i doświadczenie i oczywiście okaz.Jak dla mnie super 5 dla Ciebie [2009-03-28 20:27]

Gruba ryba

Świetnie opisana przygoda a najlepsze jest to że jak się na szczupaka nastawimy to nie chce brać a jak łowi się płotki to nagle szczupak bierze. Oczywiście za artykuł 5:) Pozdrawiam...:D [2009-03-28 21:35]

wojtas92

heheheh miałem prawie identyczną przygodę.....pewnego dnia gdy siedziałem z kolegą na rybach na prywatnym stawie na którym były prawie same karasie srebrzyste (karpi i szczupaków dużych aby pare sztuk się ganiało po stwie) i gdy kolega zaciął karasiue i go holował nagle poczuł ostre szrpnięcie ułamki sekundy.... wrzenie wody... i ciach przeciął żyłkę.... juz niemoge doczekac sie rozpoczęcia sezonu szczupakowego.... :) [2009-03-28 23:47]

Edel

Większość wędkarzy miała jakąś przygodę tego typu i niech żałują ci, którzy jej jeszcze nie mieli. Przygoda opisana na 5. Pozdrawiam. [2009-03-29 12:30]

chrzanek_79

A ja słyszalem od jednego wędkarza,że gdy cholował sobie niedużego 1,5 kg szczupaka zaatakował go potężny sum, który oczywiście porwał cały zestaw było to wieczorową porą też latem. [2009-03-29 16:52]

jacek2540

Dwa lata temu też miałem podobną przygodę,tylko zakończenie było trochę inne ,a mianowicie jak ściągałem płotkę zaatakował mi ją szczupak którego docholowałem do brzegu i miał płotkę w pysku,a gdy poczuł że jest w podbieraku dopiero ją puścił. I tak oto złapałem dwie ryby za jednym zamachem.Pozdrawiam i o demnie 5 [2009-03-29 20:48]

krzysieksm2

fajna przygoda raz mi tez się coś takiego zdarzyło ze zębaty rzucił sie za płoteczka tylko o mały włos nie wylądował na brzegu coś pięknego nie był zbyt durzy ale efekt ktury wywołał był przedni [2009-03-30 18:30]

chrzanek_79

W tym roku miałem niesamowity sezon w połowie kaczodziobych pomimo niestabilnej pogody, powodzi itp. Tuż po opadnięciu pierwszj fali na wisle łapałem szczupaki tylko na długie smukłe wahadłówki dragona. Na gumy miała niezłe wyniki na wodach stojących. Lae tegorocznej jesieni dluuuuugo nie zapomnę ponieważ miałem niesamowity kontakt ze 100 cm szczupakiem nad wisłą. Uderzył klasycznie z podbicia brania było tak czytele że nawet totalny laik zorentowałby się o co chodzi. Uderzył w dumę dragona Lunatic 7,5 cm uzbrojoną w 15 gr główkę jigową Caiman. Hol trwał jak mi się wydawało dość długo aż udalo podebrać się mojemu bratu moją  metrową zdobycz:-) Oczywiście odbyła się sesja foto były flesze i wywiady a bohater dnia powrócił w świetnej kondycji do swojego naturalengo środowiska:) [2010-11-16 18:51]

cool12

To jest naprawdę super w wędkarstwie gdy ciągniesz małą rybę białą i atakuję ją jakiś drapieżca . [2012-04-02 19:18]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej