Zaloguj się do konta

Okoń latem

Cisza przed burzą

Nie mogłem spać, termometr w pokoju wskazywał o 4 w nocy temperaturze 28 stopni, otworzyłem okno i łapiąc rześkie powietrze niczym karp wyjęty z wody patrzyłem w stronę jeziora Bytyńskiego . Wielka , piękna woda budziła się powoli do życia, gdzie nie gdzie trzcinniaczek zaczynał swoją uroczą pieśń ,której dźwięk roznosił się po całej wsi,
żabki kumkając tworzyły z nimi niesamowity duet. Zszedłem na dół zrobić sobie kawę ,której nigdy nie piję , ale tym razem zrobiłem wyjątek aby wybudzić się z nocnego letargu.
Wiedziałem już ,że nie zasnę.
Otworzyłem okno w kuchni i zrobił się miły przeciąg i cisza.. Z każdą kolejną godziną budziły się inne jeziorowe zwierzęta , do żab i trzcinniaków dołączyły wróble,słowiczki ,kukułki , dzikie gęsi wraz z resztą śpiewaków witających beztrosko nowy dzień. Ten spokój nigdy nie przestanie mnie zadziwiać nie ma w nim żadnego pośpiechu ,stresu, który jest częstym towarzyszem ludzi. Przy takiej otoczce ja, który nie jestem rannym ptaszkiem powitałem wschód słońca. Delikatna mgiełka ,która przypominała mipuchową kołderkę odkrywała powoli i majestatycznie taflę jeziora. Pastelowe odcienie czerwieni , pomarańczu i różu rozchodzące się od wstającego słońca ustroiły pięknie krajobraz i właśnie za to kocham mieszkać nad samym jeziorem na wsi, w naszej pięknej Polsce. Obserwując przyrodę zacząłem snuć plany kolejnej eskapady.
Ostatnio okoń latem żerował bardzo chimerycznie i dominowały same maluchy ,które były tak łapczywe, że nie pozwalały na to by na hak trafił większy ich brat.
Ale nawet te malutkie pasiaste "mafiozy" dawały mi ogromną radość i uczyły pokory ,ale o tym może w innych wpisach? Zobaczymy. Może szczupaki albo sandacze ? Chyba nie.
Pogoda raczej nie sprzyjała i zapał gonienia za chociażby jednym pstrykiem odłożę do drugiej połowy sierpnia. To może spławik? Może to będzie wyjście z całej tej sytuacji?
Nie tym razem. Miłość do łowienia metodą spiningową przechyliła szalę i po raz kolejny wygrała;) Ale tym razem w ruch poszło imadełko ,haki #14 , wolframowe główki, trochę piór z marabuta, koguta i pawia z ,których urodziły się malutkie red tagi i inne wzdręgowe mikrusy. Czas zwiewał szybko jak to często bywa przy imadełku ,ale jak to mówi stara myśl "szczęśliwi czasu nie liczą" tak i ja zgubiłem rachubę czasu. O godzinie przypomniało mi słońce ,które zmieniło miejsce na widnokręgu i natarczywie zaczęło świecić mi po oczach i grzać nie miłosiernie. Nawinąłem na kołowrotek żyłkę 0,12 typowo pod wzdręgi i 0,16 w razie gdybym trafił na okonie . Nie jestem zwolennikiem żyłek 00 nic ,ale cóż desperacka chęć kontaktu z rybkami i upór maniaka posunęły mnie do ostateczności. Do wzdręgowego pudełeczka oprócz muszek, wrzuciłem kilka sprawdzonych mikro kogucików, blaszeczki wachadłowe od przyjaciela z Pomorza , kilka mormyszek , mepsiki w rozmiarach od 0 do 2. Do tego stuningowana wklejaneczka 2,5m ,która nadawała się zarówno do łowienia z łodzi jak i brodzenia przy trzcinach. Około godziny 13 wyszliśmy z domu z Edytką ,żar który lał się z nieba przypomniał
o rozsądku i wzięciu czapki na głowę, bo o udar słoneczny w takiej pogodzie nie trudno , a spędzanie czasu w szpitalu to chyba najgorsza opcja dla każdego.
Gdy doszliśmy do Rybakówki przestał całkowicie wiać wiatr, niebo było czyste praktycznie bez zachmurzenia. Gdy podszedłem do wody okazało się ,że stoi trudne zadanie przede mną . Ryby skupiły się w ogromne ławice przy trzcinowisku i raczej nie kwapiły się do spektakularnych brań. Ale nie poddając się trudnym warunkom zacząłem obławiać trzcinowiska w przystani. Gdy rzucałem w środek ławicy ryb moje przynęty były ignorowane. Próbowałem opadu, skoków przy samej powierzchni, monotonnego ciągnięcia w różnych partiach wody i nic. Stwierdziłem ,że może jeszcze to nie ten moment i na końcu zestawu zamontowałem koguta na 2gramowej główce.
Mój kogucik nie był może szczytem moich umiejętności i był raczej skromny- czarne pióra, biała kryza z wiskozy , ale nie przeszkadzało to okoniom ,którym wydawał się być smacznym kąskiem. Moja decyzja szybko przyniosła oczekiwany efekt , no może nie do końca oczekiwany ,ale zaczęły meldować się pierwsze okonie.
Później w małego koguta uderzyła piękna płoć ,która dzielnie walczyła z moim kogutem. Jednak bez większych problemów dałem jej radę miarka pokazała około 35cm długości
co było bardzo dobrym wynikiem. Później znowu tylko okonki.
Ryby nie były duże raptem w przedziale 15/18cm,ale były. Ataki zaczynały się w toni i kogut nie miał szans opaść nawet na dno.
I tak złowiłem kilkanaście okoni, których kilka zaprosiłem do zdjęcia. Gdy małe modelki i modele pozowały do zdjęć na niebie pojawiły się piękne , białe i puchowe chmury - cumulusy. Zrobiło się bardzo duszno ,dlatego zrobiłem przerwę w wędkowaniu i poszedłem się popluskać. Po około 30minutach swawoli w wodzie jeziora stwierdziłem , że koniec tego dobrego. Ruszyłem do szopy po wiosełka ,kapoki i po kotwice mimo ,że na jeziorze była flauta i nie trzeba było zbytnio kotwiczyć
łodzi. I tak popłynęliśmy z Edytką obrzucać brzeg i trzcinowisko od Rybakówki aż po Zieloną górkę. Wiosłowanie w takiej pogodzie było z jednej strony bardzo przyjemne bo łódź płynęła szybko ,ale z drugiej strony temperatura była tak dokuczliwa ,że już po chwili pojawiły się krople potu. No cóż nie ma w życiu nic za darmo.
Jak chce się mieć dobre wyniki to trzeba pływać , pływać i pływać..:) Stanęliśmy łodzią koło topoli gdzie z trzcinowisk bardzo lubiły wychodzić dorodne płocie , leszcze i wzdręgi. Jednak tym razem miejsce było spalone ponieważ obrzucane namiętnie przez łowców turbo-ślimaków (czytaj "patelniowych"krąpi) było tak przepłoszone ,że żadna inna ryba nie odważyłaby się na branie w takich warunkach. No cóż mówi się trudno i płynie się dalej:) W innych miejscach sytuacja wyglądała podobnie i byłem bardzo zawiedziony aż dopłynąłem do mojego ulubionego narożnika. Twarde, żwirowate dno z rowkiem i blacikiem nie opodal trzcinowiska. To będzie strzał w 10!
Pierwszy rzut i niemal od razu po zetknięciu się przynęty z taflą jeziora nastąpiło branie!:) To jest to na co czekałem. Wzdręgi były bardzo aktywne i nie musiałem używać żadnych czarodziejskich sztuczek po prostu sprowadzałem mikro jiga do dna i delikatnie podbijałem. Następnie poniosła mnie fantazja i starałem się połowić na suchą muszkę jednak przy żyłce 0,12 i wędce spiningowej była to raczej nie udolna próba chociaż spod samej łodzi muszkę zebrała fajna wzdręga, ale.. Połowiło by się
muchówką pomyślałem:) Życie mam nadzieję ,że będzie długie bo chciałbym na prawdę poznać tą ciekawą metodę. Ale wróćmy nad wodę. Po około 30 może 40minutach agresywnych brań ryby przestały żerować- możliwe ,że wpłynęły tu drapieżniki zaciekawione pluskami holowanych ryb, albo po prostu sam je wypłoszyłem ? Tego się już na pewno nie dowiem, ponieważ odpłynąłem w stronę Zielonej górki. Zakotwiczyłem łódź i zacząłem łowić na red-taga ,który widocznie podobał się rybkom. Miałem bardzo przyjemne uderzenie leszcza jednak z żyłeczką 0,12 i nie przygotowanym hamulcem do holu większej ryby , żyłka strzeliła jak struna. Na żyłce utrzymał się jeszcze charakterystyczny śluz
stąd wiedziałem ,że to był leszcz. W odali 15metrów od łódki jezioro zaczęło kipieć- okoń wyszedł latem na żer. Właśnie na taką okazję uszykowałem wędkę z żyłką 0,16 i poleciała mała wachadłóweczka do wody. Atak był zdecydowany i ryba również zdecydowanie większa od poprzedników - na kiju melduje się okoń około 30cm. Sielankową i dobrze zapowiadającą się zabawę przerwała pogoda. To była cisza przed burzą. Zerwał się wiatr ,który zaczął okręcać łódź w okół kotwicy, która jak na złość wbiła się bardzo głęboko w dno o mulistym podłożu. Wiatr nie pomagał mi wydostać kotwicy ,ale jakoś sobie poradziłem. Ptaki z jeziora również się ewakuowały, widziałem łyski które szybko wpłynęły w trzcinowikso dzikie kaczki ,które poleciały na wyspę. A my szybko ubraliśmy kamizelki asekuracyjne i zaczęliśmy uciekać przed burzą ,która była bardzo gwałtowna a jej temperament nie wróżył nic dobrego. Kotwice położyłem koło siebie co utrudniło mi sterowanie łodzią ponieważ był ,źle rozłożony ciężar i w tej sytuacji szybko pomogła mi Edyta, która wzięła kotwice pod tylną ławkę. Starałem się spłynąć w okolice brzegu lecz wiatr skutecznie mi w tym przeszkadzał. Wypłynąłem więc na wodę i starałem kierować się w stronę Rybakówki i wpłynąć po łuku do przystani. Zrobiły się wręcz ekstremalne warunki silny deszcz ,wiatr i niebo przecinane błyskawicami plus dwie wędki 2,5m na których ostrzeżenie nie używania podczas burzy jeszcze bardziej nas stresowało.
Gdy dopłynąłem w stronę Rybakówki płynąłem blisko pomostów żeby zniwelować zagrożenie wypadku no i oprócz burzy jeden z łowców turbo ślimaków skrzyczał nas ,że mamy "wyp.. z jego miejscówki" i używając łaciny podwórkowej wyzwał nas od najgorszych desperacko łowiąc 4metrowymi wędkami podczas burzy. Gdy szczęśliwie udało się dopłynąć do przystani schowaliśmy się w szopie i przeczekaliśmy burzę ,która widowiskowymi uderzeniami mruczała jak wściekła kotka.
I po raz kolejny przyroda potrafiła pokonać człowieka. Ta dynamika i gwałtowne zmiany z porannego spokojnego jeziora ,które wyglądało uroczo obudził się zły straszny demon , który pokazał kto tu rządzi i kto tak na prawdę jest Panem. Człowiek nigdy nie wygra z przyrodą i tego jestem pewny. Może ten demon spłoszył mi wzdręgi? Kto wie.. Po burzy krajobraz nie wyglądał już tak uroczo jak rankiem, połamane gałęzie topoli ogromne kałuże i chłód. Zły jeziorowy demon odpuścił już swoją złość i jezioro znowu spokojnie falowało. Po burzy wzdręgi również były aktywne złowiłem około 10 sztuk jednak gdzieś w oddali usłyszałem grzmot i zrezygnowawłem z łowienia. Tego już za dużo. Dziękuję , że ta sytuacja skończyła się tak dobrze. Właśnie takie sytuacje uczą człowieka pokory przed przyrodą no i zdrowego rozsądku. Siedząc wygodnie w fotelu miło powspominać takie sytuację. Pozdrawiam i życzę każdemu rozwagi przy takiej okazji.

Opinie (8)

janglazik1947

No cóż na rybach trzeba być !!!!!! [2014-08-08 14:13]

barrakuda81

Na moich jeziorkach upał oznacza całkowity brak jakichkolwiek brań na spinning ale za to jesienia...oj,będzie się działo!Pierwsze wrzesniowe powazniejsze ochłodzenie i jestem niemal pewien eldorado!Już niedługo...Fajny tekst*****.Pozdrawiam. [2014-08-11 12:23]

okoniowy_bartus

Podobają mi się Twoje wpisy, jak i podejście do spiningu. Skuteczność przynęt często zależy od łowiska, ale spróbuj może większych przynęt. Brań będziesz miał mniej, ale jak namierzysz okonie załóż selektywniejszą gumę. Pozdrawiam ; ) [2014-08-11 20:42]

marek-debicki

Super Albercie. Spinning i wzdręgi, czyli sama finezja lekkiego spinningu. Pozdrawiam i *****pozostawiam. [2014-08-12 11:10]

Artur z Ketrzyna

Jak tak czytam twoje wpisy, to zastanawiam się "Kurcze a mówią że nie ma ryb" [2014-08-12 18:51]

okiem_sandacza

Tytuł może troszkę mylący , wtedy nastawiłem się zdecydowanie na wzdręgi bardziej niż okonie ,ale chwilowa zabawa z nimi też była przyjemna:) I również ja jestem zwolennikiem większych przynęt i łowienia selektywnego ,ale czasem już "głód" kontaktu z rybą jest silniejszy:) A i za pomocą małych przynęt łatwo namierzyć stado np.okoni i wtedy zwiększyć gabaryt przynęty i łowić do woli:) [2014-08-13 13:07]

okoniowy_bartus

Żeby nie było nie robię z siebie jakiegoś "guru" tematu, tak tylko rzuciłem sugestią. Tak na prawdę jak rybki chcą współpracować to przywalą we wszystko. Paradoksalnie w wędkarstwie chodzi o to, żeby być w odpowiednim czasie i rzucić w odpowiednie miejsce, więc jakby nie było kluczem do sukcesu jest bycie jak najczęściej nad wodą. Jeśli jednak rybki nas nie lubią wtedy trzeba kombinować ;) [2014-08-14 02:16]

rysiek38

Dobry tekst z dobrą puentą ,czyli szacun dla natury ,a co do przynęt to mimo dość długoletniej przygody ze spinem zdania nie mam (selektywne działają czasem a często wprost przeciwnie) za to jestem pewien co do pewnej reguły ...czyli na rybaach nie ma regół [2014-08-16 10:33]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Sum z łódki

Kolejna noc na jeziorzePo ostatnim nocnym łowieniu suma nabraliśmy takiej…

25 maja 2018 roku wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies



Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez wedkuje.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Hoblo Sp z o.o.,Warszawa 02-761, ul. Cypryjska 2G

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w „Polityce prywatności”

Ustawienia