Okonie w samo południe

/ 9 komentarzy / 6 zdjęć


 Godzina około 6 30… rano…  Ożanna 25 lipca 1998. Po niezłej imprezce przy ognisku obudzony przez stado gęsi wypuszczonych z jakiegoś gospodarstwa wychodzę z namiotu i ogarniam nasze obozowisko. Wszystko wygląda nieźle i nawet jest porządek. 24 razem z kolegą Krzysiem zrobiliśmy po raz kolejny (jak już od paru lat) wspólną imprezkę imieninowo urodzinową i zaczęło się spokojnie my z żonkami przy ognisku, kiełbaska, „coś” do picia i luzik. Jako, że w tamtych czasach ludzi na polach namiotowych było sporo to las w najbliższej okolicy był wyczyszczony z wszelkiego suszu nadającego się na ognisko.
 My z Krzysiem przyzwyczajeni do różnych trudności związanych z biwakowaniem nie zrażając się ewentualnym niepowodzeniem ruszyliśmy w las rankiem tego dnia ze stelażami od plecaków i po przejściu około kilometra trafiliśmy na kotlinkę pełną wszelakich rozmiarów suchych gałęzi. Niosąc na plecach tak poszukiwany i deficytowy towar  wzbudziliśmy na polu namiotowym spore zainteresowanie i mieliśmy sporo propozycji wymiany za browarki no ale wiadomo musieliśmy błysnąć przed naszymi dziewczynami więc o barterze mowy nie było. W związku z tym że wieczorem kilkoro sąsiadów jakoś tak przysiadło się do ogniska a kilku kumpli z Leżańska dziwnym trafem akurat pojawiło się z myślą o nocnych karpiach to imprezka rozkręciła się całkiem nieźle.
 Wracam do poranku. Przeganiam gęsi a międzyczasie z namiotu obok wychodzi Krzysiu. Samopoczucie mamy póki co nienajlepsze, ale poranna kąpiel i browarek go trochę poprawia więc mimo wszystko robimy plan dziś i postanawiamy po śniadaniu obejść zbiornik ze spinningami dookoła. Naszym celem miały być głównie okonie których tu było wówczas dość sporo. Jakoś tak nam się zeszło i wyruszyliśmy dopiero około 10-tej. Kapelusz, kamizelka, spodenki, klapki i wędka w ręce ot oblicze wakacyjnego spinningisty którego byliśmy wiernym przykładem.
 Weszliśmy po kolana do wody i poruszając się w stronę ujścia rzeki Złotej do zbiornika rozpoczęliśmy łowienie. Dość szybko zaliczyliśmy pierwsze sztuki ale były to same maluchy w granicach 15cm. Od czasu do czasu przerywaliśmy łowienie omijając kąpiących się ludzi i dotarliśmy do końca pola namiotowego i początku terenu z domkami letniskowymi a tu dno stawało się coraz bardziej muliste. Łowiliśmy z brzegu a brania stawały się coraz rzadsze. Zmiany wielkości gumek i kolorów nie przynosiły zmiany efektów więc wspólnie z Krzysiem doszliśmy do wniosku, że okonie zrobiły sobie przerwę a my do sklepu w którym stoi lodówka z zimnym browarkiem mamy sto metrów. Wiadomo, że długo nie trwało a my siedzieliśmy przy stoliku obok sklepu chłonąc złoty bajecznie chłodny płyn. Podejrzewam, że jesteście w stanie zrozumieć iż na jednym się nie skończyło.
 Zbliżało się południe więc ruszyliśmy dalej. Przeszliśmy przez mostek i dotarliśmy do brzegu porośniętego brzozami a w ich cieniu łowiło się całkiem przyjemnie. Wymieniliśmy się z Krzysiem kijami. Ja dałem mu swoją Daiwę Strike Force a on  mi Daiwę Samuraj z przerobiona szczytówką. Udało mu się kupić za grosze złamaną szczytówkę i dorobić wklejkę z pełnego włókna która fantastycznie pokazywała każde muśnięcie przynęty przez okonia, a była to pierwsza wklejka na jką łowiłem. I tak posiadając jeden kij z dwom szczytówkami Krzyś miał super wędkę na pstrągi i fenomenalną okoniówkę. Nasze efekty nie napawały optymizmem i zaczęliśmy się zastanawiać nad sensem kontynuacji naszych planów a myśl o stoliku i lodówce błądziła po głowie. Postanowiliśmy jednak, że nie będziemy cieniasami i obejdziemy zalew ale będziemy w danym miejscu zatrzymywać się krótko i w ten sposób szybciej dotrzemy do namiotów a tam już do końca dnia „czysty wypoczynek”.
 Docieramy do terenu jednego z osiedli domków kempingowych a w wodzie sporo ludzi więc o łowieniu nie ma mowy. Po kilkudziesięciu metrach stajemy pomiędzy dwoma grupami kąpiących się wczasowiczów. Mamy do dyspozycji około 20m brzegu, za nami stolik z kilkoma „tatusiami” browarki w rękach i jeden z nich mówi, że nie wierzy abyśmy coś tu złowili. To oczywiście wyzwanie a Krzysiu szepcze żebym spojrzał na wodę około 20 m od brzegu. Faktycznie mnóstwo małych rozbryzgów wody świadczyło o grupowym polowaniu sporego stada okoni. Szybko zakładamy paproszki seledynki Mann’sa które dziś się najlepiej sprawdzały. Pierwszy rzut i obydwaj mamy po okoniu i to całkiem przyzwoite bo blisko 25cm. Szybko wypinamy, woda i kolejny rzut i kolejny okoń podobnej wielkości. I tak raz za razem, michy mamy z Krzysiem z takimi uśmiechami, że hej. Praktycznie nie ma pustego przejścia bo jeżeli spina się ten pierwszy od razu następuje atak kolejnego a może tego samego czego w tej mętnej wodzie nie widać. Panowie przestawiają stolik bliżej nas a niedowiarek przynosi nam zimne piwko przed czy się oczywiście nie bronimy. Starałem się liczyć złowione okonie ale po 50-tym zacząłem się mylić i straciłem rachubę.
 Postanawiam z ciekawości zmienić kolor i zakładam czerwonego twisterka a Krzyś mówi, że chyba zgłupiałem bo zaraz mi go szczupak obetnie. Odpowiadam mu, że przy tej ilości okoni niemożliwe aby był tu jakiś głodny szczupak i poza tym jakby miał brać to kolor by mu chyba nie przeszkadzał, wykonuje rzut kilka obrotów korbką mocne branie i luz… . Krzysiu śmieje się w głos bo przecież sam nie wierzył w to co mówi a jednak to się wydarzyło. Wiąże nową główkę zakładam seledynka i łowię dalej okonie. Nawet nie zwróciłem wcześniej uwagi ale za nami zrobił się spory tłumek kibiców a „tatusiowie” zwracali uwagę swoim pociechom aby nam nie wchodziły i nie wpływały w łowisko. Co prawda zaczęły nam się zdarzać puste przebiegi, ale ciągle łowiliśmy więc nie zamierzaliśmy jeszcze kończyć. Po pewnym czasie spostrzegliśmy dwa materace zbliżające się w naszym kierunku środkiem zbiornika. Oczywiście były to nasze małżonki. Pomimo naszych drobnych uwag wpłynęły w nasze Eldorado i delikatnie zwróciły nam uwagę, że obydwaj wzięliśmy ze sobą kasę a przecież one też chciałyby się napić zimnego browarka (a wtedy komórki były nam jeszcze obce i w sumie to tak fajnie było). No cóż musieliśmy z Krzysiem przyznać rację więc decyzja –kończymy łowienie i wracamy.
 Oczywiście wróciliśmy tą sama drogą a dokończenie spaceru wokół zalewu zostawiamy na wieczór. Robimy zakupy w sklepie i szybkim krokiem wracamy do dziewczyn bo jakby nie było miały prawo się wkurzyć. Stawiamy zimne piwko i oczywiście deklarujemy, że robimy obiad i szykujemy wieczorem ognisko. Grzechy mamy oczywiście wybaczone a po obiedzie wyruszyliśmy z Krzysiem na dalsze poszukiwanie okoni, ale tym razem w przeciwna stronę aby szybciej dojść do miejsca gdzie uprzednio zakończyliśmy. Po godzinie mamy na koncie zaledwie kilka maluchów i wydaje się, że to co wydarzyło się kilka godzin temu i właściwie w samo południe było czymś nienaturalnym. Wracamy, zatrzymujemy się chwilę na zaporze robimy plan na jutro i idziemy szykować kolejne ognisko, zastanawiamy się tylko ilu tym razem przypadkowych gości się pojawi … .
 Byłem tam kilka dni temu z rodzinką i to już nie ten „klimat” a i z rybami po „czyszczeniu” zbiornika z przed kilku lat kiepsko. Nastawiłem się z syniem oczywiście na okonie i napotkany wędkarz  naopowiadał mi, że nałowię się do bólu bo ich od groma a „trzydziestki” nie są niczym dziwnym … . Po kilku godzinach złowiłem dwa którym do 15-tki ciut brało i kilka szczupacząt którym do wymiaru jeszcze sporo brakowało. Kiedyś pola namiotowe oblegane, teraz już domki dla wielu z niskim standardem a materiał na ognisko „wala się” pod nogami… .
Zostały wspomnienia… .
Zdjęcia do wpisu z tego roku więc bez ryb… .
 

 


4.7
Oceń
(19 głosów)

 

Okonie w samo południe - opinie i komentarze

ryukon1975ryukon1975
0
"Zdjęcia do wpisu z tego roku więc bez ryb… ". Niestety i mnie ten rok jakoś nie lubi. Niby złowiłem dziś wiele ryb jednak wymiary tych "okazów" pozostawiają sporo do życzenia.:) 5 ***** (2016-07-28 22:47)
MarkHunterMarkHunter
+1
Witaj Grzegorz wpis 5 ***** a,że ryb nie było trudno,może następnym razem.Pozdrawiam (2016-07-29 11:39)
barrakuda81barrakuda81
+1
Ryby na ogół nie odwzajemniają naszej fascynacji nimi...***** (2016-07-29 12:16)
grisza-78grisza-78
+1
Tych pięknych wspomnień nikt Ci nie ukradnie. Pewnie każdy z nas ma gdzieś głęboko w głowie jakieś eldorado sprzed lat. U mnie to był Zalew Koronowski, po którym został tylko jego własny cień... Pozdro Grześ. (2016-07-29 12:59)
DaViDoSeKDaViDoSeK
+1
No nic tylko pozazdrościć takiej przygody z okonkami ;) Za wpis piąteczka (2016-07-30 17:34)
SithSith
+1
Grzegorzu, super relacja *****. Oczywiście znowu jakiś "anonymus" zaniżył punktację bez uzasadnienia. Zwykłe chamstwo i tchórzostwo. ;> Ja też wspominam swoje "eldorado" - zalew Sulejowski przed laty darzył spinningistów pięknymi boleniami, a okoni było tyle, że okresowo zniesiono wymiar ochronny. Teraz niemal bezrybie i smutek... ;-( (2016-07-31 06:57)
bertholdberthold
+1
ja też miałem taki zbiornik że okonie od dobrych lat biorą tylko w porze od 11-18 i koniec w dodatku tylko od połowy czerwca do końca sierpnia i kaplica a jesienią czy wiosną nie ma takiej opcji aby go złapać (2016-07-31 17:52)
rysiek38rysiek38
+3
Na początek masz piątala bo w pełni zasłużony .wpis rzeczowy a co NAJWAŻNIEJSZE szczery i z .tzw jajem a to chyba też jest wartością samą w sobie a tak na marginesie to tylko okonie ptrafią tak zaskakiwać...te same warunki,miejsce i przynęty i setka a następnego dnia dyszka - Pozdro ! (2016-08-03 20:51)
rysiek38rysiek38
+2
Berthold :co zbiornik to inne okonie i inne ich "widzimisie" moim zdanie to najbardziej nieprzewidywalna ryba -jednego dnia małe gumy z brokatem a na drugi walą w blachy typowe na szczupłego (2016-08-08 12:41)

skomentuj ten artykuł