Okonie z Diabelskiego Mostu...

/ 10 komentarzy / 2 zdjęć


Żółty, wesoły płomyk dziarsko przeskakiwał z gałązki na gałązkę obejmując swoim zasięgiem coraz więcej i więcej patyków. Te z suchym trzaskiem poddawały się jego niszczycielskiej sile. Ogień płonął coraz żywiej roztaczając nikły blask. Rozświetlał słabym światłem swą najbliższą okolicę ukazując dwie skulone postacie, które starały się najwyraźniej zbliżyć do niego tak bardzo jak to tylko było możliwe. Kolejna wiązka patyków wylądowała w płomieniach. Wesoło buchnęły iskry.
- Zimno psiakrew! - zaklął ten który przed chwilą doglądał ogniska.
- Aha... - od niechcenia poparł go drugi z nich na oko sporo młodszy od swojego towarzysza szczelniej owijając się kocem.
Choć był to początek października to aura była wyjątkowo nieprzyjemna. Temperatura oscylowała niewiele powyżej zera bo z ust wciąż wydobywała się para.
- Śpij, ja przypilnuję ognia - zakomenderował starszy z mężczyzn - Skoro świt ruszamy!
Młody bez słowa odwrócił się zalegając na prowizorycznym posłaniu z koca i świerkowych gałęzi. Zmrużył oczy lecz nie spał. Jego serce biło zbyt mocno aby odpłynąć w krainę sennych marzeń. Wizja następnego dnia jeszcze długi czas nie dawała mu spokoju... 
Zbudziło go energiczne szarpanie za ramię. Bez słowa otworzył oczy. Było jeszcze ciemno. Stary krzątał się już przy złożonych opodal ogniska bagażach. Podszedł i podał chłopakowi kubek z gorącym, aromatycznym płynem. Nic tak nie smakuje jak świeżo zaparzona kawa w rześkim, porannym powietrzu! Poczuł jak wstępują w niego siły a zmęczenie odchodzi precz. Dopiero teraz zorientował się jak bardzo przemarzł i zdrętwiał tej nocy...
Zjadłwszy jeszcze po ciemku skromny posiłek mężczyźni zajęli się zwijaniem swojego obozowiska. Zagasili ogień i przy świetle latarki ruszyli leśna ścieżką przed siebie dźwigając torbę i po jednym leszczynowym kiju.
Po kwadransie dotarli do brzegu jeziora a właściwie bagiennego rozlewiska niewielkiej rzeki która płynęła tu leniwie przeciskając swe wody pośród pierwotnych, leśnych ostępów. 
Piękne było to miejsce! Prastary świerkowy bór przechodził łagodnie w bagienny łęg porośnięty olchami. Niektóre były tak grube że z trudem objęło by je dwóch dorosłych mężczyzn. Poskręcane korzenie tworzyły plątaninę trudną do przebycia. Tu woda sytykała się z lasem. Panowała niczym nie zmącona cisza a cały świat tonął w oparach porannej, jesiennej mgły. Panował jeszcze półmrok gdy obaj wgramolili się ze swym ekwipunkiem do starej, nieco zgniłej już drewnianej krypy. Odbijali od brzegu w milczeniu wytężając wzrok. Na ich twarzach malowało się napięcie...
Płynęli powoli z ledwie wyczuwalnym prądem odpychając się od dna długim kijem.
Po około pół godzinie dotarli do celu. Wyskoczyli z łodzi przybijając do niewielkiej wyspy pośrodku moczarów. Choć było już nieco widniej to wciąż trudno było rozróżnić kontury drzewa które samotnie rosło pośrodku tej małej "oazy" suchego lądu. Wysepka była niewielka. Najwyżej dwadzieścia na trzydzieści metrów porośnięta mchami i bagienną roślinnością o grząskim ale pewnym podłożu.
Nie to jednak było w niej najdziwniejsze...
Młody trwożliwie podniósł wzrok by spojrzeć na przeciwległy kraniec ostrowia. Na jego twarzy widać było niepewność. Widział to miejsce już raz w dzieciństwie ale wówczas przyrzekł sobie że już nigdy, przenigdy nie trafi tu ponownie...
Zachodni kraniec bagiennej wysepki zupełnie nie pasował do tutejszego krajobrazu. Przez gęsty tuman mgieł można było rozróżnić zarys ruin budowli. Trochę rozrzuconych w nieładzie cegieł i  fragmenty muru. 
- Diabelski mostek... - wymamrotał półgłosem przez zaciśnięte zęby chłopak.
- Rusz się i pomóż mi z tym - zdecydowanym lecz drżącym nieco głosem złajał go towarzysz.
Starał się panować nad sobą. Odwrócił też uwagę chłopaka żeby ukryć swe zakłopotanie. Mimo słusznego wieku wciąż czuł obawę przed tym miejscem, a może właśnie dlatego...
Doskonale pamiętał ile niestworzonych historii słyszał o moście przez całe swoje życie. Z całego serca nie chciał ich sobie przypominać właśnie teraz!
- Sen ,mara, Bóg i wiara... - wyszeptał.
- Co mówisz?
- Nic...Wziąłeś wszystko?
Młody potwierdził więc zajęli miejsce nieopodal gruzowiska przy starym, zmurszałym pniu.
Zarzucili wędki w miejsce gdzie nurt rzeczki szeroki tu na jakieś dziesięć metrów mocniej napierał na krawędź wysepki. Z drugiej jej strony uciąg wody był niemal niewyczuwalny a szeroko rozlane wody przypominały jezioro. Stary znał to miejsce. Był tu już kilka razy i zawsze o tej porze roku brały tu przepiękne okonie. Choć gra była warta świeczki to nigdy nie lubił tego miejsca. Zawsze starał się złowić kilka ładnych ryb i odpływać jak najprędzej.
Zła sława ciągnęła się za tą okolicą...
Już jako dziecko wysłuchiwał opowieści swojej babki i innych starszych kobiet o przeklętym moście gdzie po wielkiej wojnie utonęło w rzece wielu ludzi. Podobno ci którzy uratowali się z katastrofy postradali zmysły i jeszcze przez wiele tygodni błąkali się po tutejszych ostępach i traktach... Nawet wiele lat później drwale napotykali w różnych miejscach ludzkie szczątki.
Okoliczni mieszkańcy omijali to miejsce szerokim łukiem. Rzadko kto odważał się tu zaglądać.
Najbardziej popularne były opowieści snute w długie zimowe wieczory jakoby to mostu miał pilnować diabeł i jego czarny, piekielny pies który kilkanaście zim temu przyprawił tu o zawał starego młynarza...
Prawdą jest że nikt nie znał pochodzenia budowli. Zagadką samą w sobie było to jak ów most stał w ogóle na tym grząskim gruncie. Przeciez tu w szerokim leśnym parowie gleba grząska, ług!
Odpędził natrętne, niemiłe myśli. Przecież sam nigdy nic tu nie widział...
Na chwilę zapomniał o swoich obawach holując pięknego okonia. Mocno wygięty leszczynowy kijek ustępował sile ryby. Na jego twarzy zagościł nieśmiały uśmiech. Atmosfera chwili udzieliła się także młodemu, który wyraźnie się rozluźnił. Nie minęła godzina kiedy mieli już po kilkanaście okazałych pasiaków.
- O żesz ty! No mały, na kolację w sam raz! - pochwalił chłopaka który radził sobie z wędką coraz śmielej.
Obaj mężczyźni pracowali w lesie. Czasy były ciężkie a dobra ryba stanowiła nie lada pokusę. W końcu to smaczny i pożywny posiłek. Warto było się tu fatygować!
Stary zadowolony z siebie przerwał łowienie. Mieli juz mało robaków na przynętę a nie chciał psuć chłopakowi zabawy. Odpalił fajeczkę i spod przymkniętych powiek obserwował kolegę.
Przenikliwa wilgoć wdzierała się wszędzie. Spływała po twarzy skraplając się na rzęsach. Mgła nie myślała dać za wygraną.
Nagle pojawił się dźwięk obcy, inny niż wszystko co dzisiaj słyszeli. Stary wytężył słuch...
Od strony lasu za rzeką słychać było trzask łamanych gałęzi zupełnie jakby ktoś lub coś przeciskało się ku wodzie. Niczego jednak nie widział. Młody zajęty wędkowaniem nawet nie zauważył tej zmiany. Szelest przybrał na sile i po chwili ciemny kształt pojawił się nad przeciwległym brzegiem. 
Widział go niezbyt wyraźnie. Zbliżał się. Jeszcze moment i stary ujrzał pochylającego się nad wodą wielkiego, czarnego jak smoła psa, który nie pił tylko zdawał sie im przypatrywać...
Przybłęda ze wsi... - pomyślał ale poczuł jak niepokój ściska mu krtań. Już miał wstać by cisnąć w natręta kawałkiem gałęzi gdy nagle zwierzę uniosło łeb do góry i zawyło żałośnie. Nie był to  typowy odgłos wyjącego psa ale raczej coś w rodzaju przeraźliwego jęku i skowytu. Zerwał się na równe nogi. Młody przerażony odgłosem wypuścił z rąk wędkę.
- Co to?! -wykrzyknął.
Stary nic nie odpowiedział. Stał jak wryty...Patrzył. Psisko zaskowyczało raz jeszcze i ruszyło pędem w las. Zamiast jednak biegnącego psa wyraźnie słyszęli jakby tętent kopyt czegoś bardzo ciężkiego... Zjawa zniknęła a uderzenia kopyt było słychać raz dalej, raz bliżej.
Mgła jakby zgęstniała...
Jeszcze nie zdążyli ochłonąć i pozbierać myśli gdy nagle zobaczyli mdłe światełko od strony starego traktu. Zbliżało się. Wyraźnie słyszeli rżenie koni.
Myśli w głowie starego krążyły z prędkością błyskawicy. Nie był w stanie zareagować! Obaj stali jak zamurowani ze strachem spoglądając w kierunku światła. W jednej sekundzie oniemieli a ich serca przeszył lodowy miecz strachu! Wzdłuż rzeki starym traktem we mgle jechał powóz ciągnięty przez cztery konie, które... nie miały głów! Podobnie jak woźnica...
Upiorna karawana minęła ich stanowisko o zaledwie kilkanaście metrów po czym wjechała na mostek i znikła! Czarny pies biegł tuż za powozem...
Stary poczuł ucisk w piersi. To było za dużo dla jego serca. Chwilę potem zerwali się obaj biegiem. Wskoczyli do łódki i ciężko dysząc płynęli byle dalej stąd!
Nie oglądając się za siebie przebyli całą drogę do miejsca z którego wyruszyli. 
Jeszcze długo drżeli ze strachu. W panice pogubili wszystko ale ocalili głowy. 
- Jezu chyba zwariowałem...
- Ja też to widziałem do cholery! - wykrzyknął chłopak a po jego twarzy płynęły łzy.
Nigdy już nie wrócili w to miejsce. Historia lotem błyskawicy obiegła okolicę. Lata mijały a zła sława diabelskiego mostu przemijała jak mgła tamtego jesiennego dnia. Z czasem zapomniano o tamtych zajściach choć legenda przetrwała w opowieściach najstarszych mieszkańców. Ile w tym prawdy? Któż to wie? 
Dziś mostek nie istnieje. Dawno temu wysoka woda rozmyła to co zeń zostało. O ile w ogóle tam był...

 


5
Oceń
(16 głosów)

 

Okonie z Diabelskiego Mostu... - opinie i komentarze

marciin 2424marciin 2424
+3
"Diabelski most" u Ciebie Piotrze ,a u mnie jest takie miejsce na d Sanem ,ale przed wojną był tam młyn i też różne historie na jego temat słyszałem . Bardzo ciekawy opis czytałem z wielkim zaciekawieniem . Jak zwykle zostawiam ***** :) i pozdrawiam ! (2016-03-27 22:40)
barrakuda81barrakuda81
+2
Dzięki. Czasem myślę czy w ogóle powinienem o takich tematach w gruncie rzeczy tylko "zahaczających" o wędkarstwo pisać. Ktoś powie że bajki uprawiam...Z drugiej strony mnie osobiście bardzo rajcują takie historie. Może dlatego,że często jeżdżę na ryby sam nocą w pełną głuszę. To dodaje smaczku każdej wyprawie tym bardziej że nie jest to wytwór mojej wyobraźni tylko "ubrana" w słowa relacja. Takich historii znam wiele ale opisuję tylko te które wydają się byc najbardziej wiarygodne co przejawia się tym że jest przynajmniej kilka osób potwierdzających daną wersję jakkolwiek nieprawdopodobnie by to brzmiało. Wierzyc, nie wierzyć? Nie wiem...W każdej legendzie jest ziarno prawdy. A najlepsze jest to że na 100 % każdy słyszał kiedys podobne rzeczy w swojej okolicy - tego jestem pewien. (2016-03-28 22:44)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
+1
Fajnie piszesz i za art. oczywiście 5. Tylko mógłbyś stosować akapity, czytałoby się to łatwiej i lepiej wyglądało. Spróbuj napisać coś w wordzie albo innym programie i po prostu to tutaj wklej. Sorry, że się doczepiłem, ale na prawdę fajnie piszesz i z akapitami to już wgl byłaby petarda ; ) (2016-03-29 02:40)
barrakuda81barrakuda81
+1
Ja to tak z przyzwyczajenia klepię wszystko w notatniku:-) Faktycznie, masz rację .Poeksperymentuję z wordem.Może wyjdzie lepiej. (2016-03-29 11:51)
Jakub WośJakub Woś
+1
Włos na grzbiecie sie jeży jak się czyta takie wpisy :) Przypomniałeś mi o starym mostku kolejowym. Chyba się nad niego wybiorę wkrótce na klenie. Mimo iż blisko cmentarza nic tam nie straszy... mam nadzieje. Za wpis oczywiście piątal. (2016-04-05 01:01)
rysiek38rysiek38
+2
Rozwaliłes mnie tym opowiadaniem - naprawdę szacun i nie zastanawiaj się czy pisać tego typu opowiadania tylko pisz.  Jak zaznaczyłes podobno we wszystkim jest ziarno prawdy , no bo moim zdaniem jest , ja osobiście wierzę w czwarty wymiar (czas) i troszke mnie to zainteresowało jak przeżyłem cos podobnego na serio (w skrucie na moim blogu ) są sytuacje że wszystko jest wymierne w trzech wymiarach (które znamy i sa oczywiste ) lecz chwilowo nie zgadza się czas i trudno wtedy coś logicznie wytłumaczyć ale są dowody na to a kilka takich chistori udowodnionych znam-ocena jasna ! (2017-05-21 12:05)
rysiek38rysiek38
+2
https://wedkuje.pl/n/paranolmalna/78959 To link do wpisu na moim blogu . Są tacy co mi w tą przygodę uwierzyli , tacy co wyśmiali i oczywiście tacy co nie maja zdania , czym inne są chistorie typu "przeciez ja juz tu kiedys byłem albo to mi się śniło" (2017-05-21 12:17)
ryukon1975ryukon1975
+3
Świetny tekst. W sam raz na dzisiejszą pogodę jaka u mie panuje czyli taki typowy grudniowy deszcz. Nie jest to jesień, nie jest to wiosna ,ale coś musi być. :) 5***** (2018-12-22 13:56)
patagoniapatagonia
+1
Na grudniowy czas bardzo "smaczne opowiadanie".***** (2018-12-23 12:31)
kabankaban
+1
Opowieść mrożąca krew w żyłach... . Pozdrawiam i milszych wrażeń w Nowym Roku wszystkim życzę :) (2018-12-29 09:23)

skomentuj ten artykuł