Okonie z kobiecej ręki

/ 6 komentarzy / 7 zdjęć


Okonie to piękne ryby... Szczególnie te z rzeki mają bardzo wyjątkowe ubarwienie. Na nich też postanowiłam się skupić na samym początku. Łowiąc właśnie te ryby można najszybciej zdobyć podstawowe informacje i nabrać trochę doświadczenia operowania wędziskiem, czy rozpoznawania brań. 


Budzik nastawiony na godz. 6:30, pobudka około 7:30. Co jest... Zaspaliśmy... Zrywam chłopaka z łóżka i bez chwili zastanowienie bierzemy kije i lecimy nad Odrę. Nie mam jeszcze swojej wędki, więc Adrian dał mi swój kij okoniowy do 10g i za kilka minut staliśmy już nad naszą rzeką. Ledwo patrząc na oczy w połowie jeszcze spaliśmy, lecz słoneczko które z minuty na minute było coraz wyżej odsłaniało stada drobnicy wygrzewającej się na płyciznach. Wiąże się to z tym, że jeśli jest drobnica musi być i drapieżnik. Szybkie "rozpoznanie terenu", kilka rad od Adriana i na końcu mojej agrafki wylądował malutki twisterek w kolorach zgniłej zieleni. Ze względu na to, że przez niżówkę nie ma prawie wody zaczęłam od główki 2,5g. Kilka rzutów blisko kamieni i JEST!!! Czuję uderzenie i rybkę która szamocze się pod samymi nóżkami, radość niesamowita! Pierwszy odrzański okoń "zaliczony",teraz może być tylko lepiej. W blasku słonecznego poranka zwracam rybce wolność, jak przystało na wędkarza, a raczej wędkarkę. ;) Kolejne kilka rzutów i jest następny, okonie atakowały moje przynęty jak zaczarowane. Mam jeszcze mało doświadczenie i 80% ryb spadało lub nie potrafiłam ich zaciąć, ale każdy dzień nad wodą uczy. Mimo tego, że letnia pogoda nie dawała wysiedzieć nad wodą walczyliśmy dalej. Adrian próbując łowić klenie, za chwile przerzucił  się również na okonie. Są kolejne rybki, tym razem u niego. Pierwszy raz zaobserwowałam jak okonie odprowadzają przynęty pod brzeg, jak wygląda atak i moment zawahania ryby... W głowie myśl...widzę go! Uderzy! Jednak zostawił...Zmieniamy miejsce, kolejna odrzańska ostroga z nie dużym basenikiem w narożniku. Rzut, wolne prowadzenie przynęty i jest kolejny pasiak, w sumie to już czwarty, Adrian ma tylko dwa czyżby przegrywał z kobietą!? Dochodzi godzina 10:00 zrobiliśmy jeszcze parę rzutów i w sumie skończyliśmy łowienie na wyniku 6:4 dla mnie. Czas wracać i wytrwale czekać na kolejne wędkowanie. Był to mój pierwszy poważny wypad nad wodę i dzięki radą i pomocy naprawdę świetnie się bawiłam i miło spędziłam czas. Chyba,że to nie chodzi o rady... Jak by nie patrzeć "okoń" to rodzaj męski i gdyby tak spróbować się dogłębnie zastanowić stwierdzam, że z kobiecej ręki okoniom lepiej smakuje. :)

 


5
Oceń
(16 głosów)

 

Okonie z kobiecej ręki - opinie i komentarze

Polacki1229Polacki1229
+1
Tym razem musiałem odpuścić,poniosłem sromotną porażkę :( (2015-08-09 21:59)
rysiek38rysiek38
+1
Super się czytalo -coś wiem na temat punktualności na rybach ,dziś np miałem być przęd piątą no i byłem z tym że tą zwaną siedemnastą :-) a tak serio to okoń jest moim zdaniem trudny do rozpracowania - poprostu bierze kiedy chce i na co chce a zdobyte doświadczenie na drugi dzień jest nic nie warte (2015-08-09 22:43)
damian-przybysdamian-przybys
+1
Olu Fajnie się czyta twoje wpisy ,jak się zacznie to nie można się od nich oderwać , Niedługo prześcigniesz Adriana w wędkowaniu nawet już to zrobiłaś :D (2015-08-10 11:29)
halski021halski021
+2
Że kobiety i dziewczyny , które wędkują są lepsze w tym od facetów , to dawno wiadomo . Tylko chłopaki nie chcą się do tego przyznać . Moja taka mała sugestia , łowiąc na takie małe twistery , nie używam agrafki . Wg mnie , przynęta lepiej pracuje w wodzie . Jedyny mankament , dłużej trwa przezbrajanie na inną główkę , gdy chcemy zmienić , ale coś za coś , wybór należy do wędkarza(wędkarki) . (2015-08-10 15:44)
marek-debickimarek-debicki
+1
Drugie zdjęcie w materiale, z rybą i dłonią zanurzoną w wodzie jest PRZEPIĘKNE. Gratuluje wypadu i pozdrawiam. (2015-08-10 17:15)
rysiek38rysiek38
+1
Marku co do zdięcia pełna zgoda no i szacun za odwagę ,minęło mi właśnie a dokładnie tydzień temu 35lat w związku i niemiał bym do teraz odwagi tak potrzymać okonia po tym jak mnie pierwszy mój życiowy "rekord" załatfił (tydzień w riwanolu) :-) (2015-08-12 22:58)

skomentuj ten artykuł