Okonie z Przytonia

/ 3 komentarzy

Pojechaliśmy razem z Marcinem na okonie na jezioro w okolicach Węgorzyna.
Pogoda była nieciekawa, w nocy padał obfity deszcz, a ranek zastał nas pochmurny z wyjątkowo niskim ciśnieniem. Tak szczerze, to nie miałem większej nadziei na dobre połowy, dlatego podszedłem do naszej wyprawy na dużym luzie. Marcin wyglądał nieszczególnie po nieprzespanej nocy, biedak porządkował aż do rana papiery związane z działalnością swojego sklepu i nie był w najlepszej formie. Ani pogoda, ani predyspozycja mojego krewniaka nie zachęcała mnie do dużego zaangażowania w poszukiwania drapieżników.

Wcześniej zaplanowaliśmy, że udamy się na nasze podstawowe łowisko, czyli fajną i obfitującą w ryby górkę podwodną, która rzadko nas zawodziła. Na jej szczycie zawsze trzymała się drobnica i w związku z tym na jej stokach czyhały na nią drapieżniki. Kiedy dopłynęliśmy na wzniesienie zauważyliśmy z zadowoleniem, że od ostatniego pobytu w tym miejscu nic się nie zmieniło. Na szczycie nadal buszowały małe rybki, a co jakiś czas pojawiały się żerujące okonie. Widok ten był bardzo obiecujący i napawał nas dużym optymizmem, zwłaszcza, że w pierwszym rzucie gumką wyjąłem z wody ponad półkilowego garbusa. Zaliczyliśmy w krótkim czasie po kilka niezłych pasiaków, ale niestety, gdzieś po godzinie brania ustały.

Co prawda na echosondzie nadal pojawiały się duże ikonki ryb, ale nasze spinningi już się nie wyginały od pulsowania holowanych okoni. Cisza trwała w najlepsze, kiedy to na mojej wędce zawisł obiecujący ciężar który przesuwał się dynamicznie w bok. Mocno zaciąłem, ale ryba była już blisko łodzi i szybkim tempem oddalała si ę z moim twisterem w stronę głębiny. Nie mogłem jej zatrzymać, sprzęgło kołowrotka nie zadziałało jak należy i żyłka pękła jak nitka, mimo pięciokilogramowej wytrzymałości. Przekleństwa na kołowrotek same cisnęły mi się do ust, bo jakby to był okoń to nie potrafię sobie wyobrazić, jak był duży.


Chyba, że był to szczupak ? Do końca połowów złowiliśmy jeszcze po kilka dorodnych okoni, ale już takich emocji nie było. W duchu modliłem się, żeby dane mi było jeszcze raz powalczyć z taką dużą rybą jak wcześniej i moje modlitwy mnie nie zawiodły. Hamulec w kołowrotku miałem już ustawiony jak należy, zmieniłem też żyłkę na nową mocniejszą. Kiedy nastąpiło zatrzymanie przynęty pomyślałem, że to zaczep, przestałem skręcać żyłkę i to był mój drugi błąd podczas tej wyprawy. Na kiju poczułem potężne targnięcie, potem drugie, trzecie i........ luz. Guma wyskoczyła z wody, ale bez ryby. Myślałem, że mnie szlag trafi, dwa potężne brania w ciągu jednego dnia, a ja jak sztubak nie potrafiłem sobie z nimi poradzić. Zamiast zacinać wszystko, zaczep, czy nie zaczep, ale to chyba wina mojego podejścia do wędkowania, zamiast bardziej się koncentrować, nie bardzo wierzyłem w sukcesy w taką pogodę z niskim ciśnieniem. Dostałem nauczkę, że każda pogoda jest na ryby dobra i trzeba umieć wykorzystywać nadarzające się okazje na złowienie dużej, może nawet życiowej ryby. Mam nadzieję, że czegoś mnie ta historia nauczyła i już nie będę popełniał takich dziecinnych błędów.

 


4.9
Oceń
(25 głosów)

 

Okonie z Przytonia - opinie i komentarze

adamosaadamosa
0
Dla mnie okoń to jedna z fajniejszych ryb w naszych wodach Szkoda że przynajmniej nie zobaczył pan tych dwóch ryb Ja w tym roku też miałem miałem podobną sytuację z kołowrotkiem Tylko że mi było dane ujrzeć rybę
Pozdrawiam i połamania kija w nowym sezonie życzę
(2010-01-01 21:43)
Grześ42Grześ42
0

Zgadzam sie z kolegą adamosa. Wbrew pozorom duzego okonia złowić to prawdziwa sztuka. Kiedys mialem super miejscowke na te przepiekne rybki ale niestety woda zmienila wlasciciela i skończyło sie eldorado.

(2010-01-08 17:43)
u?ytkownik70140u?ytkownik70140
0
5 (2013-05-20 17:21)

skomentuj ten artykuł