Okoniowa refleksja...

/ 3 komentarzy / 6 zdjęć


Grudniowe spinningowanie z głównym nastawieniem na okonie, rozpocząłem dokładnie w tegoroczną Barbórkę, 4.12.2015r. na zalewie Radzyny. Dwa okonki i malutki szczupaczek, zbytnio nie poprawiły stanu, mojego wędkarskiego morale. Po raz kolejny już nawet we śnie, miałem przed oczyma ławice drobnicy, gromadzące się w zachodniej zatoce naszego jeziora i dosłownie wilcze stada garbusów, zaganiające w przybrzeżne trzcinowiska swoje ofiary.

Któż z nas nie widział takiego wodnego ataku "wilczego stada". Nad wyraz obrazowo charakteryzują je wypryski wystraszonych rybek nad powierzchnię wody i chwilę później żarłoczne cmokanie, zbieranej dosłownie z powierzchni wody oszołomionej drobnicy.

Po radzyńskim wypadzie, ponownie zacząłem się zastanawiać nad strategią grudniowego wędkowania. W tym okresie pełnym niezdecydowania, początkowo na domiar złego, wystarczył jeden MMS od z pięknym okoniem znad naszego jeziora. No masakra, jak ten element w koncepcji wędkowania mogłem pominąć.

Emocjonalny wypad wędkarski z marszu

Po prostu nie wytrzymałem i korzystając z faktu, że ostatnio praktycznie z małymi wyjątkami wożę zestaw spinningowy wraz z ubiorami w samochodzie, krótko po pracy znalazłem się, w rejonie dobrze znanego mi miejsca nad jeziorem. Bardzo szybko jednak rzeczywistość sytuacji na wodzie, sprowadziła moje zapały na ziemię. Otóż okazało się, że po porannym baraszkowaniu drobnicy w rejonie brzegu, pod wieczór, prawdopodobnie wraz z okoniami przeniosła się ona kilkadziesiąt metrów od brzegu. Drobnica zdecydowanie odeszła poza zasięg rzutu, przygotowaną specjalnie na okonie wyklejanką Jaxon Inspiral 5-18g 2,70m. Nawet 7,5 g główki z twisterami i delikatniutką plecionką Monolith Excellence o średnicy 0,12mm nie umożliwiały mi osiągnięcia jej rejonu. Mając na uwadze fakt, że za niespełna pół godziny zapadnie zmrok postanowiłem przenieść się w rejon głębszej wody.

Jeszcze przed zmiana stanowiska zakładam kilkucentymetrową gumkę Sevage Gear Cannibal Shad Black&White - 6,8cm, zabudowaną na Jiggowej główce 5,5g i postanawiam obłowić ostatnią deskę ratunku. Pomost, w rejonie którego zaobserwowane były listopadowe ataki na drobnicę!!!

Ciche podejście do pomostu i spokojne prowadzenie przynęty, aż do brzegu. Nawet dochodząc w bezpośredni rejon drewnianego pomostu, idąc wzdłuż brzegu jeziora, dosłownie stąpam na palcach. Wchodząc na drewniane deski pomostu, wychylam się tylko na tyle, aby delikatnie obłowić w lewo i prawo głęboki sto stok, który od samego końca trzcinowiska schodzi na głębokość około 3-4m. 
Niestety, na nowym stanowisku śladów oczkowania drobnicy na powierzchni wody nie widzę, a zmrok dosłownie za pasem. Przewiduję więc, że raczej już okonia w dniu dzisiejszym nie uświadczę. Wykonuję więc jeden z ostatnich rzutów i opadem wykonywanym powolnymi cyklicznymi ruchami korbki kołowrotka, ze szczytówką wędziska uniesioną do góry, sprowadzam głęboko przynętę na stok.

Z pewnego wręcz stanu znudzenia całą sytuacją, czy też zniechęcenia, mając dosłownie w pamięci okoniowe sukcesy Kolegi z dnia poranka dnia dzisiejszego, wyrwało mnie najpierw potężne uderzenie w dolnik wklejanki Inspiral, a następnie szum energicznie wyciąganej z kołowrotka plecionki. Jedno i kolejne szarpnięcia wędziskiem, następnie energiczne odejścia do dna pozwoliły szybko ocenić, że mamy do czynienia z silniejszym drapieżnikiem. W niedługim czasie po serii odjazdów amortyzowanych miękką szczytówką wędziska, wyregulowana szpulą kołowrotka, a także praca przedramienia pod powierzchnią krystalicznie czystej wody, ukazuje się paszcza zębatego!

W tym samym momencie zauważyłem jednak, ku mojemu przerażeniu, że praktycznie cała, kilkucentymetrowa przynęta znajduje się poza pyskiem drapieżnika! Pierwsza myśl, która przebiegła przez moje komórki tempem błyskawicy! Kurcze pieczone, przecież zaraz go stracę! Kolejna myśl to, że jedynie delikatny hol daje mi szansę, na ewentualne podniesienie ryby. Nie wolno mi go mocno holować. Raz do dna, to znów pod powierzchnię, znowu do dna i w górę. W końcu udaje się rybę położyć na boku i wprowadzić do zawczasu przygotowanego podbieraka.

Finał wędkowania

Okoni w dniu dzisiejszym niestety zabrakło, chociaż dobrze wiem, że rewelacyjne okazy pozostają nadal w łowisku. Emocji wędkarskich jednak mimo wszystko wystarczyło, jak na tak krótkie wędkowanie. Ważne także, że sprawdziło się delikatne wędzisko, dobrze ustawiony kołowrotek i nowa plecionka Monolith Excellence o średnicy 0,12mm, a tym samym koncepcja złożenia okoniowego zestawu ( bez jakiegokolwiek przyponu wolframowego, tylko delikatna agrafka z krętlikiem).

Aparat jak zawsze na piersi. Dlatego też dosłownie jedną ręką wykonuję kilka szybkich fotek, miara i wypasiona sześćdziesiątka wraca do wody, miejmy nadzieję, że spotkamy się ponownie za rok.
Ja zaś sobie obiecuję, że po okonie niedługo jeszcze tutaj powrócę!

 


4.9
Oceń
(19 głosów)

 

Okoniowa refleksja... - opinie i komentarze

rysiek38rysiek38
0
*5 -Jak zwykle wpisik w Twoim wykonaniu mily w odbiorze i konkretny tym bardziej że sam miałem zamiar dziś wybrać się na pasiaki będąc już spakowany ale niestety nagły atak jakiegoś choróbska i zdrowy rozsądek mnie skutecznie uziemił tak że zamiast spina wybrałem kołderkę,a co do szczupłego bez wolframu to gratki kolego ! (2015-12-13 23:02)
SithSith
0
Super relacja *****. Gratuluję pięknego przyłowu. (2016-01-01 08:22)
w6i6e6w6i6e6
0
Marek - na garbusy przy takim kiju spokojnie można zejść z plećką na 0,08 i od razu zasięg się zwiększy. (2016-01-01 09:50)

skomentuj ten artykuł