Opad do trzech razy sztuka, czyli... historia pewnego woblera

/ 12 komentarzy / 6 zdjęć


Wielkimi krokami nadchodzi najzimniejsza pora roku jaką oczywiście jest zima. Jak wiadomo późna jesień jest okresem wielce urozmaiconym pod względem wędkarskim, a najlepszych efektów możemy spodziewać się podczas wypadu na tzw. wieczorowego sandacza. Dla wielu wędkarzy pierwsze dzienne przymrozki są sygnałem wysyłanym przez matkę naturę, że oto nadszedł ten czas... Czas na mętnookiego drapieżnika naszych wód. Zew ten jest tak silny, że wielu z nas, nie bacząc na minusowe temperatury, mroźny wiatr, czy zacinający śnieg z deszczem , gna nad wodę tuż po zachodzie słońca.

Istnieje wiele przynęt sandaczowych oraz tyle samo metod ich prowadzenia...
Będąc osobą otwartą na poznawanie nowych wędkarskich technik, postanowiłam ulec wpływom kolegi, który chciał przekonać mnie do łowienia z opadu.

Dla Darka jest to sztandarowa metoda połowu sandaczy i okoni. Ja wcześniej kilkakrotnie miałam z nią do czynienia , lecz brak efektów skłonił mnie do powrotu do techniki zwykłego szurania przynętą po dnie.
Felietony historyczne
Jak wiadomo najlepszym sposobem na przekonanie się do czegokolwiek - jest brak innej opcji. Tak więc czyniąc – Darek zaprosił mnie na ryby – z biegu.
Nie mając ze sobą własnego sprzętu i przynęt , zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Teraz nauczę się płynnie - łowienia z podwójnego opadu – pomyślałam.

Darek dobrał dla mnie odpowiedni sprzęt : czuły kij z wklejaną szczytówką, oraz kopyta na główkach do 15 g. Kołowrotek z pełną szpulą plecionki miał skutecznie pomagać w walce z zaczepami.

Piękna nadwiślańska miejscówka pachniała sandaczem, a rzeka niemalże prosiła się ,by wyjąć z jej głębi mętnookiego drapieżcę. Niestety trzy godziny podszarpywania przynęt, zaowocowały tylko jednym Darkowym króciakiem ( ok. 30 cm).

Szukając rękawiczek w plecaku – natknęłam się na przewalające się w nim pudełeczko z podarunkiem od innego kolegi – również wspaniałego wędkarza.
Podczas pierwszego wspólnego wędkowania Łukasz poczęstował mnie dwoma płytko schodzącymi woblerami. Na koniec spotkania kolega podarował mi obie przynęty – życząc ,aby się przydały...

Mając jeszcze trochę czasu do dyspozycji, a nie będąc powalona skutecznością łowienia z opadu ,postanowiłam przetestować jednego z woblerów jeszcze raz. Przynęta, która wcześniej nie przyniosła mi ryby pozostawiała wiele do życzenia. Wobler był wykonany z plastiku, pracę miał znikomą, a największą jego zaletą było to, iż płytko pracując , nie zahaczał się o podwodne kamienie.

Przy około piątym rzucie poczułam wyraźnie uderzenie w przynętę, jednak moja zbyt późna reakcja nie pozwoliła mi poczuć ryby na kiju. Kilkakrotnie powtórzyłam rzut i znowu ryba wyraźnie zainteresowała się woblerem.. Niestety bardzo delikatna szczytówka wędziska nie zapewniła szybkiego i skutecznego zacięcia...

Tego wieczora nasz czas nad wodą dobiegł końca, a w mojej głowie zrodziła się myśl, że może trzeba by było poświęcić więcej czasu na łowienie tą przynętą.

Następnego dnia zjawiłam się nad wodą z własnym arsenałem przynęt i z nowo zakupionym wędziskiem - Dragonem Millenium Zander Jerk 2,05m i c.w. do 42 g.Kijek ten to typowo sztywna pałka, lecz o dużej czułości – nie tej widzialnej na szczytówce, a tej wyczuwalnej w dłoni.

Oczywiście na początek postanowiłam jeszcze raz przekonać się do sprzętu i metody Darka, który ponownie wziął dla mnie cały zestaw. Godzina podrywania i opadania przynęty nie przynosiła efektów...

Ostatnia urwana guma, brak chęci do wiązania nowej i schylam się do pudełka z woblerami. Chwilę później przynęta posłana przez sztywne wędzisko leciała ku tafli wody. Po dziesięciu minutach rzeźbienia jest branie. Tym razem akcja kija mnie nie zawodzi i waleczna listopadowa rapa kręci młynki na powierzchni. Opanowany hol, dwa zdjęcia, machnięcie rybim ogonem na pożegnanie i już uśmiech zagościł na mojej twarzy.

Kolejne pół godziny łowienia nie przynosi efektów. Zbieramy się do domów z wynikiem 1-0 dla woblera.

Trzeciego dnia sytuacja się powtarza. Najpierw obławiam łowisko Darkowym Xenonem Power Jig. Następnie zmieniam przynętę i kij – następuje branie.
Tym razem to wieczorowy sandacz połakomił się na tego tak pozornie wyglądającego wobka.. Dwa zdjęcia , machnięcie ogonem i znowu uśmiech na twarzy. Później mamy kilka niezaciętych brań i wracamy do domu.

Wynik trzeciego ”starcia” opad – wobler wynosi 0-1.

Następnym razem wybrałam się nad wodę bez doborowego towarzystwa Darka, a co z tym się wiąże - także bez wędziska do szkolenia połowu metodą
„kicającej przynęty”. Opad miał już swoją szansę – do trzech razy sztuka , dlatego już w domu uzbroiłam kij w fartownego woblera.

Tym razem również mnie nie zawiódł ,gdyż złowiłam na niego dwa sandałki. Chociaż nie były one duże ,to jak mawia mój znajomy : „Chociaż zawsze coś się działo”...

Wiem, że może nie jest to artykuł o dużych dawkach adrenaliny, wielkich rybach i zapierających dech w piersi wędkarskich przygodach i niech tak pozostanie. Jest to jednak opowiadanie o wędkarskiej życzliwości i niezwykłym woblerze – przynęcie zaczarowanej szczerym gestem podarunku.


Z podziękowaniami dla moich kolegów po kiju – Darka L. i Łukasza S.

 


2.9
Oceń
(70 głosów)

 

Opad do trzech razy sztuka, czyli... historia pewnego woblera - opinie i komentarze

Rossa1993Rossa1993
0
Widze prezent od kolegi Łukasza się przydał, a efekty widać na zdjęciach POZDRO:) (2008-11-25 20:12)
MagikMagik
0
Wielkie gratki ja jeszcze nie złowiłem sandacza a tym bardziej bolenia ale wszystko przede mną. Pozdrawiam i chwali się bardzo że rybki wróciły do wody.Tak trzymać (2008-11-25 20:16)
użytkownik3921użytkownik3921
0
Super! Artykuł jak najbardziej edukacyjny, gratuluję wytrwałości w nauce. Często bywa, że najlepsze metody nie skutkują, bo albo miejsce albo czas jest nieodpowiedni. Mnie samemu zdarza się, że jeśli nie jestem do jakiejś metody do końca przekonany, mogę próbować setki razy, a łowię dopiero po zmianie metody na ulubioną-coś w tym jest... A tak z innej beczki, czytam Twoje artykuły od początku i muszę przyznać, że jesteś kolejną osobą, za której sprawą coraz bardziej boję się o pozycję mężczyzn w wędkowaniu. Sam zaraziłem wędkarskim bakcylem moją Lepszą Połowę, uczę ją wszystkiego co sam potrafię i nierzadko zastanawiam się nad celowością moich nauk skoro ona tak często mnie zaskakuje umiejętnościami. Na dodatek poza szczęściem oraz wnikliwością w poszukiwaniu skutecznych metod, potrafi tak idealnie doszlifować nabyte już doświadczenia, że często czuję się przy niej jak uczeń... (2008-11-25 20:22)
Jan1065Jan1065
0
Cos w tym jest,jesli wierzymy w jakas metode bardziej, to ona lepiej nam wychodzi, mamy lepszy kontakt z przyneta . Ja to bardzo dobrze rozumje,sam jednak wole "opad". Pozdrawiam i polecam technike Darka:) (2008-11-25 21:59)
Zbig28Zbig28
0
Ten tekst jest dowodem dla niedowiarków, że wiele można nauczyć się od także od kobiet. Moniko ! Gratuluję swietnego tekstu, ładnych fotek i wykazania, że konsekwencja, wytrwałość i cierpliwość zawsze się opłaca. Cieszę się, że planujesz udział w naszych zawodach podlodowych. Bedzie okazja się poznać i pogwarzyć. Pozdrawiam. (2008-11-26 10:35)
SaNdAcZ ><\\\\*>SaNdAcZ ><\\\\*>
0
Fajnie, że wobler się sprawdził, teraz musisz przekonać się do jego wiekszego brata czyli 100 :) mam jeszcze kilka fajnych modeli do nocnego lowienia które musisz poznać. Listopad a nawet grudzień to cały czas dobre miesiące pod płytko chodzacego wobka. Wiekszość wędkarzy w tych miesiącach przestawia sie wyłącznie na gumy a to bardzo duzy błąd. Pozdrawiam (2008-11-26 11:02)
SzalonaSzalona
0
Dziękuje kolegom wędkarzom za kilka ciepłych słów:) Na zawody już czekam z niecierpliwością i chociaż nigdy nie łowiłam na tym jeziorku z lodu ,to podejrzewam gdzie bedą się ukrywały tamtejsze tłuste garbusy:) Pozdrawiam (2008-11-26 11:02)
StachuStachu
0
Monika, jesteś wyjątkową kobietą!
Jesteś jedyną znaną mi, i to "niegarbatą"! dziewczyną, która spędza w ten sposób wolny czas, a w dodatku czerpiesz z tego ogromną satysfakcję. Nie jest ważne, że piździ tak, że psa byś nie wygonił, a Ty buszujesz nad wodą i w dodatku dobrze się bawisz. Mnie też urzekły sandały. Dopóki nie opanowałem opadu (raptem dwa lata temu...) to nie miałem sukcesów. Teraz największą satysfakcję mam w momencie, kiedy kiedy trafię "pstrykacza" w tempo. Sam hol zdziwionego "cwaniaczka" już nie jest dla mnie tak ważny, jak samo trafienie w "dziób", w odpowiednim momencie. Ja podobnie jak Ty, łażę nocami po Wiśle szukając ciekawych dołków w nadziei, że trafię "gada" godnego umieszczenia w mojej skromnej galerii i urywam dziesiątki przynęt.
Monika, nie zrażaj się do opadu! Uwierz mi, że jak zdzielisz "cwaniaczka" hakiem w "paszczękę", to dopiero ulga.... (2008-11-26 14:27)
SzalonaSzalona
0
W wiślanym opadzie z brzegu najbardziej denerwuje mnie duża ilość zaczepów,nawet nie ze wzgledu na kasę wydaną na kilogramy głowek,dziesiątki przynęt i metry plecionek. Nawet nie ze względu na to,że zgrabiałymi paluchami trzeba wiązać kolejną przynętę na główce z mikro oczkiem,a wzrok już nie jest ten sam. Tylko chodzi o ten ołów,który jak wiadomo jest cholernie trującym i niebezpiecznym metalem - zarówno dla nas, dla ryb ,jak i całego środowiska naturalnego. Przy zwykłym ciągnięciu nie ma potrzeby docierania przynętą do samego dna,a wmomencie zetknięcia z nim można sprawnie przynętę podciągnąć prowadzić tuż nad dnem,oczywiście także czasem łapiąc zaczep.Wiem,że niektórym wędkarzom może się takie myślenie wydawać dowodem babskiej egzaltacji,ale jestem ciekawa co będzie za kilka- kilkanaście lat , corocznych obfitych dostaw ołowiu do Naszych rzek... Nie chodzi o to,że ja myślę cały czas o tym problemie,że jestem jakaś nawiedzona. Łowię często w rzekach i tak jak inni urywam główki - tylko zaczynam kombinować co z tym fantem zrobić i staram się urywać ich jak najmniej. (2008-11-27 13:16)
jurekjurek
0
Piszesz bardzo ciekawie ,wzbogacasz treść w doskonałą formę i wiele ciekawostek. Nie jeden wędkarz lub sympatyk swego hobby mógłby się od Ciebie wiele nauczyć. Wszystkiego najlepszego i ciekawych wpisów...... tak trzymać. (2008-11-29 17:19)
krzycag1978krzycag1978
0
Powiem jedno umisz zachęcić kogoś do spróbowania twoich metod artykulik na 5...pozdr....i połamania kijów na rekordówce.. (2009-01-24 15:09)
timon1985timon1985
0
Widzę że dolnośląski Gloog przypadł Ci do gustu :) faktycznie jeśli chodzi o te woblery są kapitalne i przynoszą bardzo dobre efekty nie tylko na rzece ale na jeziorze są świetną przynętą na szczupaki. Pozdrawiam na tej stronie można zobaczyć ofertę firmy Gloog http://www.gloog.pl/ (2009-02-19 12:44)

skomentuj ten artykuł