Ostatni wypad na ryby w 2009 roku

/ 21 komentarzy / 5 zdjęć


Witam wszystkich, mój artykuł będzie dotyczył ostatniego wypadu na rybki w 2009r. Jest sobota 26 grudnia czyli koniec roku za parę dni. Końcówka grudnia to zwykle czas który spędzam w gronie rodzinnym, tak jak co roku wybrałem się z rodzicami odwiedzić kuzynostwo, wujka i ciotkę. Jadąc do rodzinki mijałem moją ulubioną wodę czyli zbiornik Tresna. Widok zbiornika obudził we mnie ogromną tęsknotę za wyprawą na rybki.

Chciało by się być na wodzie z wędką w poszukiwaniu moich ulubionych ryb mętnookich. No ale cóż przyjdzie mi z pewnością zaczekać na nie do czerwca, tak sobie pomyślałem. Gdy byłem już przy świątecznym stole z całą rodzinką nagle zadzwonił telefon, odebrałem i usłyszałem znajomy głos, był to głos mojego kolegi Maćka A. Szukał on kompana do niedzielnej wyprawy na rybki. Używał bardzo dobrych argumentów aby mnie przekonać na wspólny wypad, mówił że ma być flauta na jeziorze, oraz że woda nie jest całkowicie pokryta lodem a temperatura powietrza ma być powyżej zera. No pomyślałem że druga taka okazja może się nie powtórzyć, więc zgodziłem się na wspólny wypad i umówiliśmy się na 8:30 w miejscu gdzie trzymam swoją łódź czyli pod pensjonatem „Rybak” w miejscowości Oczków.

Gdy dowiedział się mój brat że jadę na ostatnie grudniowe sandacze bez zastanowienia oznajmił mi że jedzie z nami. W niedzielę rano szybko spakowaliśmy rzeczy do samochodu i ruszyliśmy nad naszą ulubioną wodę. Dojechaliśmy na umówione miejsce, samochód Maćka stał już pod pensjonatem, Maciek siedział w środku w pensjonacie z właścicielka panią Marią i jej synem Andrzejem przy stole zastawionym świątecznymi wypiekami, ciepłe przywitanie, gorąca kawa do niej pyszne ciasteczko i miła rozmowa o tematach niekoniecznie związanych z wędkarstwem. Upłynęło sporo czasu nim zebraliśmy się do wodowania łodzi, ja zawsze mówię że nie ma się co śpieszyć, ryby nam nie uciekną najwyżej mogą trochę podrosnąć.
Po zwodowaniu łodzi uzbrajamy ją w niezbędne dodatkowe urządzenia typu echosonda, silnik, dwa akumulatory o pojemności 110ah. Po chwili jesteśmy już na wodzie, temperatura wody wynosi 2stopnie Celsjusza jednak przybrzeżny pas wody był skuty lodem grubości 5mm.

Łódź płynęła łamiąc lód niczym lodołamacz, przebiliśmy się przez pas zamarzniętej wody, dopływamy na pierwszą miejscówkę gdzie możemy liczyć na branie metnookiego, to miejsce jest typowe dla sandaczy bo z głębokości 7m wznosi się górka na 6m która jest usypana z kamieni. Jednak pierwsze napłyniecie nie daje kontaktu z rybą być może też dlatego, że nie byliśmy w stanie w normalny sposób prowadzić przynęt, na wodzie pływały pojedyncze kry lodowe które zaczepiały się o plecionkę. Postanawiamy się przenieść w stronę zapory gdzie nie powinno być już lodu. Dopłynęliśmy na miejsce i jak się okazało nasze przypuszczenia były słuszne, woda w tym rejonie zbiornika nie była pokryta lodem więc nie było problemu z łowieniem. Stanęliśmy łodzią na 7metach i rzucaliśmy w głębie 15metrową lub na wypłycenie 3 metrowe. Maciek wykonał rzut na płytszą wodę i po chwili miał delikatne branie które zaciął, jednak ryba nie zapięła się i też nie pozostawia żadnego śladu na jego kopycie, stwierdzamy jednoznacznie że mógł to być okoń. Ponowny rzut w to samo miejsce i ryba ponawia atak, po chwili w łódce zamiast okonia ląduje szczupak około 50cm.

Szybka sesja fotograficzna i rybka wraca do swojej krainy. Dalsze łowienie w tym miejscu nie przynosi żadnego kontaktu z rybami. Zmieniamy miejsca, obławiamy bardzo atrakcyjne spady, ustawiamy łódkę raz na głębokim raz na płytkim jednak nie mamy brań w końcu stajemy na 15 metrach i rzucamy na półkę gdzie jest 6metrów. Ja rzucam perłowo-czerwonym 10 cm kopytkiem na 25gr. główce, gdy guma jest na spadku dna mam delikatne przytrzymanie które odruchowo aczkolwiek bez 100% pewności przycinam, czuję na kiju rybę. Nie stawia dużego oporu i po chwili jest już przy powierzchni wody, to sandacz około 50 cm szybka fotka złowionej rybki i zwracam jej wolność.

Płyniemy dalej w nadziei na kontakt z czymś większym. Napływamy na kolejne miejsce gdzie po kilku rzutach mam podczas podbicia gumy z dna dziwne poruszenie się plecionki, zawahałem się z zacięciem bo wydawało mi się że to przez lód na szczytówce moja plecionka tak dziwnie się zachowała. Jednak po wyciągnięciu kopytka z wody nie miałem wątpliwości co było przyczyna nienaturalnego zachowania się mojej linki, ogon kopytka był zawinięty na hak. Głośno oznajmiam:
– ech, przespałem branie, ale jak się nie ukuł to z pewnością powtórzy atak.
Rzuciłem w to samo miejsce, odczekałem aż guma dotknie dna i powoli zacząłem prowadzić przynętą. Wlekąc po dnie moje kopytko robię delikatne krótkie dwa podbicia i czekam aż przynęta znowu dotknie dna, w pewnym momencie gdy zrobiłem podbicie zauważam branie, zacinam w tempo ale nie czuję ryby na kiju. Niestety nie udało się zaciąć, to był jakiś cwany sandacz. Próbujemy jeszcze przez moment skusić rybę do brania ale na nic nasze starania, ryba nie ponawia już ataku. Podnosimy kotwicę i płyniemy w miejsce gdzie Maciek w tym sezonie zawsze miał kontakt z rybami. Niestety miejscówka okazuje się bezrybna. Postanawiamy udać się w miejsce w którym staliśmy na początku, tam gdzie kawałki lodu nie pozwalały na pełna kontrolę nad przynętami.

Teraz już w tym miejscu nie ma lodu ponieważ delikatny wiaterek spowodował że pływające kry zniosło całkowicie na przybrzeżny pas wody. Rzucamy swoje wabiki jednak nikt nie zarejestrował kontaktu z rybą. Zrobiło się już późno więc proponuję abyśmy się przestawili w takie miejsce na którym kiedyś złowiłem w listopadzie ponad 50cm sandacza i 60cm szczupaka. Nikt nie protestował ponieważ nadzieja na złowienie czegoś konkretnego topniała z minuty na minutę. Jednak ja byłem pełni wiary do końca, napłynęliśmy na miejsce które charakteryzuje się znacznym uskokiem dna i w dodatku jest usłane kamieniami. Ustawialiśmy łódkę na 6metrach i rzucaliśmy na 4metry. W związku z tym że głębokość łowiska zmieniła się z głębokiego na płytkie postanowiłem zmienić gramaturę główki jigowej, założyłem 15gr.Guma w pomarańczowym kolorze ląduje w wodzie po kilku rzutach mam przytrzymanie podobne do twardego zaczepu typu kamień. Nie zacinam od razu bo myślę że to zaczep nagle czuję dwa mocne targnięcia szczytówką które dopiero zacinam, niestety ryba najprawdopodobniej czując opór mojego wędziska otwiera pysk i nie przycina się.

Kolejne branie spaprane, chyba marznące ręce i rzadkość brań w tym dniu usypia mój reflex. Jednak nadzieja na złowienie ryby odradza się na nowo i chłopaki znowu bardziej skupiają się na swoich szczytówkach, robi się coraz chłodniej i zaczyna nam przymarzać plecionka do przelotek co utrudnia łowienie. Moczenie szczytówki w wodzie daje chwilowy komfort łowienia bo po chwili jest ponownie lód na przelotkach. Pozostało jeszcze może pół godziny wędkowania i na wodzie zapanuje całkowita ciemność. Każdy skupia się na swojej wędce z nadzieja na branie. Maciek wykonuje rzut równolegle do spadu dna i spokojnie prowadzi gumę w kierunku łodzi. Po chwili ma branie, bardzo energicznie zacina, nastąpiła chwila ciszy, spoglądam na jego szczytówkę po czym Maciek smutnym głosem mówi że poczuł rybę na kiju no ale niestety spadła.
Wyciąga przynętę z wody, oglądamy główkę jest przerysowana zębami po obu stronach. Widząc to powiedziałem do Maćka:

- No to już nie poprawi, dostał po zębach.
Jednak każdy z nas liczy nadal na branie. Rzucam na półkę i ściągam po stoku swoją przynętę bardzo powoli, gdy wykonałem podbicie mam delikatne branie, mocno zacinam i tym razem kij wygina się pod ciężarem ryby która wisi na moim haku, po krótkim holu mam sandacza przy łodzi, ma około 50cm. Chciałem zrobić sobie zdjęcie z sandaczykiem lecz chłopaki stwierdzili że bym dał spokój bo mam już fotkę z dzisiejszej wyprawy. Wypiąłem więc gumę z pyska ryby i wypuściłem ją do wody, uśmiech zarysował się na mojej twarzy. Po tym miłym akcencie postanawiamy wykonać po trzy ostatnie rzuty i zakończyć łowienie.

Nikt już nie miał brania. Pozostało dźwignąć kotwicę do góry i pożegnać się na 6miesiecy z mętnookimi. Ruszyliśmy w stronę brzegu, ostatnie sto metrów wody było już zamarznięte, na szczęście nasza łódka przebiła się przez ten obszar, opór łamanego lodu obniżył naszą prędkość którą płynęliśmy z 6,5km/h do 3km/h kołysaliśmy łodzią na boki aby lód łamał się łatwiej. W końcu dobiliśmy do lądu gdzie pozostało nam spakowanie sprzętu. Wstąpiliśmy jeszcze do ośrodka „Rybak” na gorącą herbatę i pyszne ciasteczka pani Marysi. Porozmawialiśmy o tym co działo się na wodzie, wypiliśmy herbatkę i pożegnaliśmy się z panią Marią składając sobie Noworoczne Życzenia.
Tak zakończyłem sezon 2009r. korzystając z okazji życzę wszystkim w nadchodzącym roku 2010r. szczęścia, zdrowia i sukcesów wędkarskich.
pozdrawiam wojto-ryba

 


4.9
Oceń
(65 głosów)

 

Ostatni wypad na ryby w 2009 roku - opinie i komentarze

mapet77mapet77
0
Pięknie panowie! Nie ma to jak męska decyzja o wyjeździe w takich warunkach pogodowych. Mnie też się marzą takie wyprawy z fanatykami (moimi kumplami po kiju) na moje rodzime łowiska, jednak muszę jeszcze poczekac conajmniej 9 miesięcy, do września, kiedy to zacznie się wędkarskie eldorado!!! Pozdrawiam TomaszG
(2009-12-29 09:46)
użytkownik6499użytkownik6499
0
I zaraz trzeba  organizować Pierwszy wypad na ryby w 1910 roku i opisać bo fajnie  to się czyta . (2009-12-29 09:46)
użytkownik6499użytkownik6499
0
 O hoo  ale datę  na klikałem !   oczywiście 2010 (2009-12-29 09:54)
Norbert StolarczykNorbert Stolarczyk
0
Mimo wszystko miły akcent zakończenia sezonu łowieckiego, dobra atmosfera wśród przyjaciół ryby na haku czego chcieć więcej, czekamy na kolejne opisy dalszych przygód.
Ode mnie *****
pozdrawiam
(2009-12-29 10:07)
kostekmarkostekmar
0

Cóż można więcej dodać do tego co poprzednicy napisali. Proszę pisać takie ciekawe historie z następnych wypraw w 2010 roku i oczywiście połamania kija. Pozdrawiam i 5*.

(2009-12-29 10:31)
karoltsu1karoltsu1
0
Witam...Dobrze opisane-5+,jeśli możliwa jest taka ocena.Az zazdrość bierze ze na Sulejowskim brak ojcowskiej lodzi.
(2009-12-29 11:32)
pmizera87pmizera87
0
Piękne drapieżniki, nie ma co się zrażać niezaciętymi braniami, to normalna rzecz, następnym razem będzie lepiej. Połamania! (2009-12-29 11:35)
t12tomt12tom
0
Najważniejsze, że była fajna ekipa. Mimo zimy (kalendarzowej) coś się działo- więc- czego chcieć więcej. Wojtku, obejrzałem galerię- jest naprawdę fajna. Oczywiście ***** Gratuluję i pozdrawiam, Tomek
(2009-12-29 12:11)
użytkownik19872użytkownik19872
0

No Wojtku naliczyłem 5 plusów i tyle zaznaczam!

1. udany debiut opowiadacza 2. za to że nie boisz się marznąć 3. zaliczone ryby. 4. najważniejszy za zwrócenie ryb wodzie 5. za te pyszne ciasteczka!!! Tak poważnie to udana wyprawa, dobrze opisana i tylko pogratulować.

Pozdrawiam!

(2009-12-29 12:15)
t12tomt12tom
0
Gangaleonie... Jak byś tak organizował wypad w ten 1910, to weź mnie koniecznie pod uwagę. To może być lepsze niż Norwegie, Szwecje, Kanady czy inne ch je muje razem wzięte... To by było by coś.... 1910. Oczywiście sprzęt bierzemy obecny (hehe) Pozdrawiam T12


(2009-12-29 12:16)
użytkownik11069użytkownik11069
0

No to mamy kolejnego super opowiadacza. Piąteczka ***** za bardzo fajną, poprawną gramatycznie i co najważniejsze dokładną relację z wyprawy. Dobry tekst tym wyróżnia się od zwykłego bajdużenia, że potrafi uruchomić pokłady wyobraźni u czytającego, a to udało Ci się znakomicie. Kapitalna sprawa to mieć takich sprawdzonych kumpli, którzy nie boją się naruszyć spokoju świątecznych dni i wyrwać nas z ciepłych pieleszy. Fotki też bardzo przyjemne. Macie piękne łowisko-tylko pozazdrościć. Czekam z niecierpliwością na następne Twoje opowiadania, bo to dopiero początek - prawda ?

Pozdrawiam Zbigniew

(2009-12-29 13:04)
CzatoslawCzatoslaw
0
Spoko artykuł. Fajnie napisany ;) Daje spokojnie *****. Powodzenia w Nowym Roku!!! I połamania kija!!! Pozdrawiam.
(2009-12-29 13:53)
tomekd125tomekd125
0

Witam .Nic dodać nic ująć.Świetne zakończenie sezonu.Super opis,a za zdjęcia oczywiście +*****.Pozdrawiam i życzę sukcesów w nadchodzącym NOWYM ROKU 2010.

(2009-12-29 13:59)
matizzomatizzo
0
Piękna wyprawa i zakończenie roku... Ja swój zakończyłem 12 grudnia wraz ze swoimi urodzinami ;) Wesołego Nowego Roku i oczywiście większych, większych i jeszcze raz większych ryb!!! (2009-12-29 19:07)
Zbig28Zbig28
0
Jak na zakończenie sezonu spinningowego toście nieźle połowili. Tyle brań, ucapione rybki... można pozazdrościć. Mnie jakoś końcóweczka nie rozpieszczała. To był chyba dla mnie najgorszy rok od dziesięciu lat. Nawet listopadowe grube okonie, które przez wiele ostatnich sezonów okazywały mi łaskawość, w tym roku nie chciały współpracować.  Ładnie to opisałeś, ładne zdjęcia, więc oczywiście ***** ! (2009-12-29 19:45)
Waldi FishWaldi Fish
0
Ostatni połów w bieżącym roku był jednak owocny. Dobrze, że masz kolegów pasjonatów, którzy wybrali się z Tobą na tą wyprawę mimo spartańskich warunków pogodowych. Mimo zimna, zaznaliście też emocji, bo kilka sztuk zostało złowionych, nie licząc tych które zaatakowały przynętę, lecz nie zostało złowionych. Mam nadzieję, że będzie to dobry prognostyk w zakresie połowów na następny rok. Pozdrawiam!
(2009-12-29 21:18)
janunio1janunio1
0
Mogę tylko dodać że jesteście twardziele,fajny artykuł *****
(2009-12-30 17:25)
użytkownik23635użytkownik23635
0
                                                                                                                                
No Panowie tylko pogratulować, mieliście fajną zabawę. Miło spędziliście dzień a i rybki jakieś się uczepiły. Połamania w przyszłym sezonie  *****
(2009-12-30 19:20)
janglazik1947janglazik1947
0
A więc tak- ostatni wypad na ryby był wczoraj.Łowilem na błystkę podlodową własnej konsrukcji ,zrobionej z baterii łazienkowej-może kiedyś opiszę cały proces wykonania-wynik wyprawy to jeden szczupak o wadze 96dkg oraz 4 okonki można powiedziec jeden rocznik ok 20cm.Tak zakończyłem sezon 2009r.Dzisiaj oczywiście rozpocząłem nowy sezon-niestety bez brania.Ale zawiozłem moim rybkom trochę smakołyków i kieliszek szampana do przerębla.Mam nadzieję,że za to odwdzięczą się latem.
(2010-01-01 13:55)
wojto-rybawojto-ryba
0
Dzięki za wszystkie komentarze:) Miło:)
(2010-01-02 19:48)
rysioszrysiosz
0
jak dla mnie  TO *****SUPER ARTYKUŁ.
(2010-08-04 20:04)

skomentuj ten artykuł