Ostatnia wędkarska noc

/ 6 komentarzy / 13 zdjęć


      Tydzień temu marznąc nad brzegiem małego bezpańskiego stawu postanowiliśmy że definitywnie trzeba już w tym roku zawiesić nocne łapanie. Tym bardziej że tegoroczne nocne wyniki są raczej opłakane a z dnia na dzień robi się coraz zimniej. Jakież było nasze zdziwienie gdy w poniedziałek w telewizorze obejrzałem newsa dotyczącego poprawy pogody na nadchodzący weekend, ale wiadomo powszechnie że telewizja kłamie, szczególnie TVN :-), więc jeszcze się nie jaram. Jeszcze tego samego dnia sms od sąsiada że zdaniem jego czarodziejskiej aplikacji w weekend będą upały i że mam brać wolne na piątek – nasz cel to ostatnia wędkarska noc w tym sezonie. Dlaczego wolne w piątek. Ano dlatego że z rozmów z wędkarzami wynikało że na Wisłą panuje teraz zupełnie niezrozumiałe przeludnienie. Podobno ludzi w …………………….. a ryby i tak nie biorą, to znaczy krążą legendy ale nie poznaliśmy jeszcze naocznego świadka który widział te wyciągane okazy.

      Wydedukowaliśmy sobie że jeżeli mamy mieć miejscówkę to wyruszyć musimy najpóźniej w piątkowe południe, może nie zdążymy na jakąś super miejscówkę ale jest przynajmniej szansa że nie będziemy robić odwrotu. Chyba że ………………………………. nie tylko my obmyślamy taki chytry plan, jesteśmy jednak dobrej myśli. Niestety nasz ,,naukowiec’’ czyli młody pobiera jeszcze nauki i musimy czekać aż skończy lekcje. Ostatecznie wyruszamy zaraz po czternastej.
       Nad Wisłą miły widok, jest co prawda kilka samochodów ale nasza (młodego i moja) ulubiona miejscówka jest wolna. Sąsiad stwierdził że on co prawda wolał by łowić w innym miejscu ale skoro został przegłosowany to zostajemy. Kurcze ale bajer, 10 październik a tu piękne słoneczko, my w samych koszulkach i do tego wysoka woda, nie ma mowy o zamykaniu kwadratów, aż twarz się cieszy. Sprzęt przygotowany, pierwsze zarzucenia, czekamy. 15-20 minut i mam pierwsze branie. Kleń małolat, ale branie daje nadzieję że może trochę połapiemy. W ciągu najbliższej godziny jeszcze starszy brat poprzedniego klenia, mały krąp, płotka i ukleja zapięta za bok (samobójczyni czy jak?). Sąsiad naoglądał się filmów na youtube i przygotowuje zanętę na ,,duże’’ leszcze. Składniki zanęty to: białe, pinka, czerwone i glina, żadnych gotowych zanęt. Z pełnym przekonaniem twierdzi że na taką zanętę podejdzie tylko starszyzna. Jak to właściwie jest? To że sypkie zanęty przyciągają drobnicę nie ulega wątpliwości, ale czy jest to tożsame z tym że duże leszcze nie lubią tłoku i trzymają się z dala? Jedna ze szkół mówi że chcąc wyciągnąć jakiś duży okaz należy swoje zestawy zarzucać od kilku do kilkunastu metrów od nęconego obszaru. Z naszych doświadczeń wynika że rzeczywiście nasze największe leszcze wyciągaliśmy umieszczając zestawy obok nęconego obszaru.

      Zanęta w wodzie, wędki prężą się na brzegu, pozostało tylko czekać na te anonsowane przez sąsiada olbrzymy. W ramach walki z nudą zrobiliśmy mały rekonesans po okolicy. Dowiedzieliśmy się miedzy innymi od pewnego zaawansowanego wiekowo wędkarza że tak ciulowego roku nad Wisłą to on nie pamięta a łapie już kilkadziesiąt lat. A dziś ………….. trochę drobnicy, leszczyk 0,7kg i nuuuuuuuuuuuda, a siedzi nad wodą o d 7 rano i jeszcze do tego całe chmary kormoranów. Gdybym opisał co ten pan mówił okazując swoje niezadowolenie z towarzystwa ptaków to papier by się zaczerwienił. Po powrocie na nasza miejscówkę zastanawiamy się czy będzie się coś działo w nocy. W tym roku jakoś nie możemy pochwalić się trofeami z nocek (podobnie wędkarze z którymi rozmawiamy). Zazwyczaj bywało tak że wraz z nadejściem nocy brania ustawały, może dziś będzie inaczej, chociaż czeka nas pełnia, zobaczymy. Wyciągaliśmy już piękne ryby podczas gdy ,,łysy’’ prezentował się w pełnej krasie. Co ciekawe do łowiących już ekip dołączyła zaledwie jedyna rozkładając się nieopodal naszej miejscówki, a spodziewaliśmy się po 16:00 najazdu spragnionych wędkowania. Chyba do końca życia nie zrozumiem na jakiej zasadzie wędkarzy jest całe mnóstwo lub jak na lekarstwo. Przyznam że kiedyś próbowaliśmy to rozszyfrować, czy chodzi o fazy księżyca, kalendarz brań, poziom wody, ciśnienie, relacje innych na temat brań, i ……………………… nie doszukaliśmy się w tym żadnej logiki, trudno musimy z tym jakoś żyć. Nadeszła noc, zrobiło się wręcz nieprzyjemnie, normalnie atmosfera zrobiła się smolista. Żadnej gwiazdy, że o łysym nie wspomnę, 100% zachmurzenie. Mrok rozjaśniały jedynie żarzące się węgle na grillu, światło lampki i świetliki na szczytówkach naszych wędek. Jeżeli już jesteśmy przy świetlikach to ten na mojej wędce zaczął wykonywać takie miłe dla oka wędkarza ruchy. Normalnie nie wierzę, jest noc a ja mam branie. Skuteczne zacięcie i oczom naszym ukazał się krąp małolat, ale branie jest branie. Najważniejsze że było to nocne branie, może wreszcie coś się będzie działo, a długa noc przed nami. Nasz młody wymiękł około 22:00. Wymiękł to chyba złe określenie, może to że znając efekty naszych nocnych połowów, idąc spać okazał się najrozsądniejszy będzie trafniejsze. Zazwyczaj przecież bywało tak że młody (w tym roku) wcale się nie nastawiał na posiadówki do świtania tylko kładł się spać. Chociaż pewnie podstawową przyczyną było to że młody ostatnio prowadzi nocny tryb życia i ma ciągły deficyt snu. Fakt, faktem my z sąsiadem całe noce w ruchu, ciągle przy zestawach, a ten egzemplarz, ta zakała, wstawał rano i często pokazywał nam jak się ryby łapie. Planowaliśmy wrzucić go do wody, nie zabierać na ryby, ale jakoś tak odłożyliśmy realizacje tych postanowień, w końcu to nasz ,,synuś’’. Nocka robiła się coraz fajniejsza (przynajmniej pogoda), niebo się rozjaśniło, dla odmiany zrobiło się wręcz widno. Tylko brań brak, wędki milczą jak zaklęte, przy przerzucaniu widać że robaki nie tknięte. Po północy zaczyna się robić zimno ale pod parasolem przykryci śpiworami jakoś wytrzymamy. Tym bardziej ze od jakiegoś czasu dzwonki stawiają nas na nogi regularnie. Niestety nie są to brania a jedynie efekt zaczepów o przepływające gałęzie, i dzieje się to naprawdę często. Nad ranem rozmawiamy o tym że cwaniak młody przynajmniej się wyśpi nie to co my głupki cała noc i żadnych efektów. Gdzieś około 3 zrobiło się na tyle zimno że na 2 godzinki ewakuowaliśmy się do samochodu. Po piątej znów zabraliśmy się za nęcenie, może tym razem przyniesie to jakiś efekt. Śmieliśmy się tez że my się tu staramy a ta bestia młody wstanie i pewnie zaraz coś złapie. Gdzieś przed godziną 8 przerzuciliśmy wędki i zasiedliśmy w fotelach. Po chwili otworzyły się drzwi samochodu i wynurzył się młody, przeciągnął się i ruszył w stronę swojej wędki, pomyślałem sobie ze zaczyna od przerzucenia zestawu ale smarkacz zadysponował podbierak twierdząc że ma rybę i to chyba całkiem sporą. Spojrzeliśmy na gościa z politowaniem, ale na wszelki wypadek podszedłem z podbierakiem i ………………………… a niech go, na haczyku miał całkiem fajnego leszcza, 49cm jak się po chwili okazało. Wynikiem tym wyrównał nasze tegoroczne leszczowe osiągnięcia. Wszyscy trzej legitymujemy się w tym roku leszczami o długości 49 cm. Nikomu nie udało się wyciągnąć większego, jeszcze nie składamy broni. Obaj z sąsiadem mieliśmy nieciekawe miny, jak on mógł. No normalnie bezczelny małolat, w dodatku gęba mu tak promieniała ze aż mgłę rozpraszał. Zamiast co było by oczywiste wrzucić smarka do wody zakomunikowałem mu że i tak pokażę mu miejsce w szyku, tym bardziej że była to dopiero pierwsza ryba na zestaw inny niż mój. Długo nie musiałem czekać, mój feeder wpadł w piękne drgania, zacięcie i jest, czuję opór. Po chwili w podbieraku ląduje leszczyk 44cm, wraca mi humor, dobrze będzie. Sąsiad tylko jakiś taki niezadowolony, młody zauważa pewne prawidłowości:
 Jak my z młodym łapiemy sąsiad mizeria albo nul
 Jak sąsiad łapie to nam zostaje jedynie wizyta w rybnym
Nad Wisłą mamy dwie tak zwane nasze miejscówki
 Ta na której dziś łapiemy (tzw. Cypelek) jest ulubioną miejscówką młodego i moją – tu praktycznie zawsze my święcimy triumfy
 Miejscówka z pniakiem, ulubiona sąsiada – tam niestety prawie zawsze górą jest sąsiad
Nasza miejscówka ma jeden feler, jest to kwadrat który najszybciej (w sezonie) się zamyka, chociaż nie dotyczy to obecnego sezonu. To co wyprawiała woda w tym roku, jeżeli chodzi o poziomy to się nawet ,,fizjonomom’’ (jak mawia klasyk) nie śniło. Normalne szaleństwo na kwadratach, albo woda po kolana albo zalana okolica. Opisywałem wcześniej naszą ucieczkę z główki, gdyby młody nie zauważył że zalewa wejście na główkę to skończyli byśmy jako rozbitkowie. No ale cóż jej największą zaletą są jednak po pierwsze ryby a po drugie ilość miejsca. Większość miejscówek znajduje się przy drodze. Bywa że jak jedzie samochód to trzeba na chwilę zbierać swoje klamoty, siedzi się po prosty na drodze.

      No dobra wracam do obecnej wyprawy. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi (patrz prognozy pogody) wskazywały piękną pogodę na cały weekend, a tu jest już gdzieś około 9 a tu: zimno, wilgotno, mgliście. I nie była to mgła z gatunku tych pięknie ścielących się nad wodą, takich zapierających dech w piersiach, takich że aż chce się sięgnąć po aparat. Nie, zdecydowanie nie, ta była jakaś taka inna, taka ...nieprzyjemna. Wczoraj o tej porze obowiązywały już koszulki z krótkim rękawem, a dziś jeszcze ubiór nocny, czyli wszystkie ciuchy jakie zabraliśmy mamy na sobie. Nie była by to jednak ,,nasza ‘’ wyprawa gdyby coś się nie przytrafiło. Łaziliśmy po brzegu gdy usłyszałem , ,Krzychu masz piękne branie!’’, odwróciłem się i że tak powiem dziarsko ruszyłem w stronę wędki. Później już było klasycznie, nagle poczułem że tracę kontakt z podłożem, później zobaczyłem niebo i moje własne odnóża dolne nad głową. Potem już było przyziemienie, krótki …ślizg na dupsku i zaparkowałem okrakiem na podpórce wędki na której było branie. A że człowiek jeszcze trochę pamięta że kiedyś był piękny i młody, to znaczy dość sprawny fizycznie, to jak sprężyna zerwałem się na równe nogi wyciągając równocześnie wędkę i zacinając. Te dwa ciule (patrz sąsiad i młody), płaczą wręcz ze śmiechu, ja wołam że potrzebny podbierak a ci zamiast pomóc to dalej wyją. A niech ich cholera weźmie!, w końcu któryś się zlitował i pomógł mi podebrać kolejnego leszczyka tym razem najmłodszy członek rodzinki, tylko 37cm. Później już cały czas było tak że moi kompani co chwila przypominali sobie moją przygodę i zaczynali się śmiać, ja odgryzałem się że ja może i z przygodami ale przynajmniej ryby łapię. A że nasze rodzinki dały nam wole jedynie do sobotniego przedpołudnia to o 11 pora była wracać. Mnie jeszcze podczas ściągania zestawu zaczepiła mi się babka ,,rzeczna’’ chyba. Podobno coraz częściej można je na naszej Wisełce wyciągnąć. Niedługo będą jak koluchy (sumik karłowaty).

Pozdrawiam
Połamania

 


5
Oceń
(30 głosów)

 

Ostatnia wędkarska noc - opinie i komentarze

barrakuda81barrakuda81
0
Ja już się boję nocek - temperaturas za niska...Ale gdyby sandacze brały to kto wie:-)Świetnie napisane.*****.Pozdrawiam. (2014-10-27 11:10)
użytkownik102837użytkownik102837
0
No właśnie żeby brały..... Ja temperatury się nie boje ale żeby rybki dopisały no i oczywiście odpowiednie towarzystwo. Co do wpisu to bardzo mi się podoba no i oczywiście 5****. Pozdrawiam Boczny Trok (2014-10-27 17:54)
rysiek38rysiek38
0
Fajnie się czytało i choć rewelacji nie mieliście to honor uratowany a to i tak sukces , a co do tego roku to naprawdę posucha,owszem zdarzały się dni perełki ale tylu pustych nie miałem nigdy (2014-10-27 20:34)
Skowron20Skowron20
0
ostatnio łowiłem na Waszej miejscówce :D bo na główkach zbyt wiało:D ale nie było większych efektów, kilka kolczastych i "babek rzecznych", Pozdrawiam (2014-10-27 21:05)
marek-debickimarek-debicki
0
Mniejsza o ryby, ważne, że udało się Wam doprowadzić do wędkarskiej wyprawy. Przydało by się w taką nockę porządne ognisko i osłona przed nieuchronną, a jakże dokuczliwą wilgocią. Kilka chłodniejszych dni i zbliżający się listopad, krótszy dzień, powoli wymiatają z naszych letnich miejscówek co ciekawsze egzemplarze ryb. Szukajmy więc powoli głębokich rynien i głębokich klatek (jeżeli takowe są dostępne z brzegu. Marzy mi się, aby zaliczyć jeszcze wyprawę nad rzekę z feederem na jesienne leszcze. Może nie na całą długą nockę, ale taką chociaż do 22.00-23.00. Z opisu widać, że niestety ekspansywna babka bycza rozprzestrzenia się w górę rzeki. Gratuluję wyprawy, pozdrawiam i *****pozostawiam. (2014-10-27 21:31)
Pawelski13Pawelski13
0
He, he dobre są te Twoje opowiadania. Oczywiście***** (2014-10-28 08:49)

skomentuj ten artykuł