Ostatnie podlodowe harce

/ 6 komentarzy / 11 zdjęć


Zadanie główne przyjazdu nad jezioro polegające na zwymiarowanie konstrukcji drewnianej wiaty i obliczeń potrzeb materiału niezbędnego do dokończenia prac zostało wykonane. Rekonesans jeziora, w tym ponad godzinny spacer zaliczony, a do powrotu do domu pozostało jeszcze ponad dwie godziny! Decyzja może więc być tylko jedna. Podlodówka, torba z akcesoriami i świder do ręki i prawie biegiem rejon głębokich pomostów, aby chociaż z ich wykorzystaniem wywiercić kilka dziur i zaspokoić głód podlodowego wędkowania. Przyznaję, że na jakieś wielkie efekty nie liczyłem, ale zawsze w duchu człowiek ma nadzieję, że chwyci się chociaż jakiś zabłąkany, szalony okonek w pobliżu trzcin i słupków pomostów. Wcześniejsze obserwacje tafli lodu w rejonie pęknięć świadczą jeszcze o znacznej grubości, jednak już pierwsze ruchy świdrem wykazują, żę lód jest stosunkowo miękki. Świder wchodzi praktycznie jak w masło. Stoimy na pomoście więc nie szkodzi. Na pierwszy ogień idzie modernizowana, a konkretnie poprzez zeszlifowanie warstwy metalu i zmniejszenie ciężaru rosyjsko srebrna blaszka. Piętnaście minut prowokacji, wprost idealnej pracy imitującej liść podczas swobodnego opadania i cisza. Niedawno kupiłem ciekawe leciutkie srebrne i złote blaszki, przebój sezonu bynajmniej w opinii sprzedawcy, więc jedna z nich idzie na drugi ogień. Opuszczam blaszkę na dno, płynnym ruchem podnoszę do góry, powrotny ruch wędziskiem do dołu i blaszka kolebiąc się na boki i mocno falując ucieka w toń, schodząc jednocześnie mocno w bok z linii otworu. Praca super ale dalej nic. Kolejne dwa stanowiska i sytuacja nie ulega zmianie. Jeżeli tak rybki nie dają się skusić, postanawiam założyć bordową mormyszkę wolframową z perłowym oczkiem, na hak zakładam sztuczną ochotkę i do pracy. Tym razem oczywiście technika prowadzenia zestawu jest zdecydowanie inna. Schodzę do dna, zamykam kabłąk, delikatnie pukam w blank wędziska powodując ruch kiwoka, podnoszę jednocześnie zestaw stopniowo do góry. Po chwili postanawiam cofnąć się do pierwszych otworów. Może po wierceniu otworów sytuacja się uspokoiła. Już idąc brzegiem staram się robić jak najmniej hałasu, a wchodząc na pomost zachowuję szczególną ostrożność. Deski pomostu niwelują odbicie od tafli lodu, więc praktycznie widzę dno i słupy pomostu. Obserwuję każdy cień pod lodem i najmniejsze oznaki ruchu. Docieram w rejon uprzednio wywierconego otworu, wpuszczam przynętę ponownie do dna i już przy pierwszym podniesieniu widzę na kiwoku zdecydowane przytrzymanie. Zacięcie, tępy opór, kiwok wygięty i po chwili w otworze ukazuję się zapięty na hak mormyszki mech zdrojek. Kolejne próby nie zmieniają sytuacji, ale radość i satysfakcja wędkowania podlodowego, pomimo nieudanej próby jest wielka. Zapewne były to moje ostatnie w tym roku podlodowe harce.

 


4
Oceń
(42 głosów)

 

Ostatnie podlodowe harce - opinie i komentarze

pawlo698pawlo698
0
Ciekawy artykuł, miło się czyta... Pozostawiam ***** :D (2012-03-04 11:04)
RandalRandal
0
Opis na ***** (2012-03-04 11:41)
RavRav
0
Artykuł na pięć gwiazdek (zresztą, jak zwykle), poparty fajnymi zdjęciami. Pozdrawiam. (2012-03-04 14:26)
kamil11269kamil11269
0
piąteczka (2012-03-04 14:34)
edyta35edyta35
0
Ładny ostatni wypadzik pod lodowy, zgadza się liczy się satysfakcja mile spędzonego czasu, dobrze opisana wyprawa Marku, oczywiście piąteczka, pozdrawiam:) (2012-03-04 20:30)
u?ytkownik70140u?ytkownik70140
0
5 (2013-05-10 14:32)

skomentuj ten artykuł