Oświetlenie na nocną zasiadkę

/ 20 komentarzy

Jakiś czas temu, na naszym portalu pojawił się konkurs na tekst z latarką czołówką w roli głównej. Tekstu nie napisałem, czołówkę kupiłem. Powiem tak: jeśli ktoś jest łowcą węgorzy bądź miętusów – POLECAM W CIEMNO. Na pewno światło ryb nie spłoszy… Poza tym, żeby stosować ten sprzęt trzeba liczyć na głęboką tolerancję naszego społeczeństwa (i pracodawcy) wobec inności. Czerwony kwadracik z czoła zszedł mi gdzieś po tygodniu. I nie mówcie mi, że to wina za ciasnej gumki.

Oświetlenie na nocną zasiadkę 

Podstawą zasiadki było zawsze mniej lub bardziej udane ognisko. „Nie ma dymu bez ognia” mówi staropolska mądrość. Owszem - jest. Najczęściej, kiedy siąpi drobny, zimny deszczyk, w promieniu kilku km nie ma jednej suchej szczepy drewna, tylko zasieki z dzikiego bzu. Dym jest gęsty, i gryzący jak kłęby z opon pod Ministerstwem Pracy. Zasada jest jedna - dym zawsze podąża za swoją ofiarą aż do tzw. usrania. Na ogniu z bzu i wierzby nie ugotujemy niczego. Ba, nie odpalimy nawet papierosa! Z takiego ognia pewny jest tylko mandat od służb leśnych. Żeby minusy nie przysłoniły nam plusów – komary nie gustują w wędzonce. A przyznać trzeba, że od zmutowanych krwiopijców to nad Radwią nie raz krowiakiem się oganiać przyszło.
Szukając sposobów na oświetlenie stanowiska, słuchałem rad starych wędkarzy. Miałem jakieś czternaście lat, a ich łodzie porośnięte mchem (czasem spomiędzy desek wychylał się nieśmiało nawet mały klon) wyglądały przekonywująco. Za musztardówkę księżycówki niejeden kapitan Ahab opowiedział o straconej olbrzymiej tołpydze, zdradzał tajemnice jeziora i praktyczne aspekty zajęć komorniczych… Ale nie odbiegajmy od tematu. Od właśnie takiego osobnika dowiedziałem się, że prawdziwy wędkarz przyświeca sobie tylko żarem z papierosa. Wziąłem sobie radę do serca (i do płuc). Skończyło się szlabanem od Ojca na ryby i na boisko.
Droga na łowisko też rzadko była usłana różami. Trzeba było jechać nocą na pamięć 8 km przez las rowerem. Rowery zazwyczaj miały oświetlenie sprawne do tygodnia po komunii. Z pomocą przyszedł Adam Słodowy i jego lampion z puszki po piwie. Opróżniamy puszkę, wycinamy z boku okienko, wstawiamy w okienko plastik z butelki po wodzie mineralnej, od dołu wbijamy gwózdek, na gwózdek nabijamy świecę caritasu, do kluczyka puszki dowiązujemy drucik, a drucik do kierownicy roweru i mamy super lampę… No i super to o trzeciej w nocy wszystkie kundle we wsi białej gorączki dostawały, jak jechaliśmy z kumplami na ryby z tymi puszkami obijającymi się o ramy rowerów. Po tym, jak straciłem filcoka w starciu z rozszalałym wilczurem, dałem sobie spokój z książką „Zrób to sam”.
Przechadzając się pewnego razu po straganach lokalnego „Manhattanu”, wśród bazarowej pstrokacizny wyłowiłem cud-latarkę ładowaną z gniazdka 230V. Sprzedawca dawał głowę, że godzinę ładował i jak wrócił po dwóch tygodniach do domu, to dalej świeciła. Do dzisiaj Bogu dziękuję, że różnicowo-prądowy zadziałał a OSP mam po drugiej stronie ulicy.
Wraz z pierwszym włosem na mojej brodzie, u kolegi za płotem zajaśniał kaganek motoryzacji PGR-ów. Romet Ogar 200. Cudo to zabierało na zasiadkę 4 wędkarzy z pełnym ekwipunkiem. Spowici kłębami z mieszanki Pb 95 i oleju przekładniowego (akurat był tylko ten pod ręką), pędziliśmy wśród złotych łanów na spotkanie z ogromnymi leszczami. Najważniejsza była czujka-bakowy. Musiał mieć bystre oko i szczęki jak hiena. Wypatrywał kolein i kamieni, w zębach dyndało mu wiadro z ziemniakami i śrutą i co jakiś czas półgębkiem wykrzykiwał „ułaaaaghhhaaa!!!”. Z racji przyjmowania pierwszego impetu, przysługiwał mu orzeszek ORMO. Drugi był kierowca. Prosta sprawa- słuchał bakowego, pod pachami ściskał szczytówki wędek.
Trzeci –wygodniś- siedział na kanapie. Trzymał wędki za dolniki, na kolanach miał namiot zapobiegający przechyłom (kiedyś to robili namioty!). Ściśnięty między nr 2 i 4 nie musiał się niczego trzymać. Czwarty miał ogólnie najciekawiej. Siedząc na skraju metalowego bagażnika, na plecach dźwigał plecak ze sprzętem, w jednym ręku dzierżył podpórki i podbierak, w drugim siatkę z „GEESU” z piwem, kaszanką, pomidorami i chlebem. Trzymał się siłą mięśni przywodzicieli ud. Dużo zależało od sprężystości zawieszenia. Mój rekord na stanowisku nr 4 to koleina po „osiemdziesiątce” i trzy kretowiska. Po zaliczeniu lotu w jeżyny piękną, klasyczną parabolą, szybko pojąłem, że szybkę w kasku należy zawczasu zasunąć.
Wracając do oświetlenia-przerabiałem już niezatapialne, wodoodporne latarki, które szły na dno z dramatyzmem godnym filmów Wolfganga Petersena. Szuflady mam pełne „specjalistycznych wędkarskich rozwiązań”. Z tego wszystkiego polecam trzy rozwiązania. Pierwsze – mała metalowa beczka/puszka z otworami (prowizoryczny koksownik) i własne, przywiezione nad wodę drewno kominkowe. Można na tym piec, gotować i leśniczy inaczej patrzy na takie rozwiązanie. Druga, sprawdzona rzecz to żarówka powieszona na podpórce czy tyczce, podłączona długim kabelkiem do akumulatora samochodowego. Trzecie rozwiązanie, które stosuję od kilku lat, to moja najlepsza czołówka, którą kupiłem w sieci sklepów opatrzonych logo nakrapianego żuczka. Lampka kosztowała jakieś dwadzieścia złotych. Jedna dioda LED i porządna soczewka robią swoje. Kiedy w środku nocy mój pies rzuca się w pogoń za piżmakiem tratując rod-poda i otwartą skrzynkę, używam szerokiego strumienia światła do odszukania w trawie drobiazgów. Kiedy jakiś letnik na drugim brzegu jeziora chce mnie koniecznie przekonać o północy do swoich gustów muzycznych, używając fabrycznych głośników wiekowego cinquecento, dziękuję mu skoncentrowaną wiązką wprost w oczęta.
Często się chwaliłem, ze po 16 latach nocnych zasiadek, potrafię wiązać zestawy z zamkniętymi oczami. Fakt, potrafię. Ale nie lubię sobie tego udowadniać, kiedy w noc czarną jak perspektywa otwarcia własnej działalności gospodarczej wchodzi mi w zanętę stado dwukilowych leszczy.

 


4.9
Oceń
(40 głosów)

 

Oświetlenie na nocną zasiadkę - opinie i komentarze

zbynio5ozbynio5o
0
Fajnie z humorem napisane :)) 5. (2014-02-03 11:44)
jaro7707jaro7707
0
 Miło się czytało, ode mnie 5. Osobiście używam czołówki petzl myo rxp. Jest bardzo dobra. Również przerabiałem oświetlenie hand made, z tym, że ja zrobiłem je na sztycy ze ślimakowym ostrzem z parasola ogrodowego. Źródłem światła były diody, a gdy trzeba było mocniej zaświecić, używałem zamontowanego halogenu samochodowego. Kiedyś z kolegą wybrałem się nad wodę późnym wieczorem, mieliśmy do przepłynięcia ponad kilometr, a że było zupełnie ciemno, włączyliśmy moją cudowną latarkę. Widno było, a jakże. Całą noc diody rozświetlały naszą miejscówkę, akumulator służył także do silnika. Gdy płynęliśmy z powrotem, zauważyłem, że akumulator słabnie. Zawsze zabieram wiosła ze sobą. Wtedy się przydały, gdyż akumulator rozładował się całkowicie. mieliśmy niezły kłopot, gdyż to był akumulator od samochodu. Od tej pory mam baterię przeznaczoną tylko do lampki... (2014-02-03 11:48)
Olin GutowskiOlin Gutowski
0
Nocne zasiadki to jest to! Od kilku lat używam małej latarki czołowej Petzl. Praktycznie niezniszczalna i bardzo oszczędna. Do tego dwa - trzy wkłady do zniczy ustawiam tak, żeby mieć oświetloną trasę do wędek i bombeczki. A tak naprawdę to rozmarzyłem się o tym stadzie dwukilowców...
(2014-02-03 12:17)
kubaknskubakns
0
Mam taką samą latarkę i sprawuje się doskonale :) a za artykół daje 5* super się czyta ;) (2014-02-03 18:08)
Tomek287Tomek287
0
Też posiadam czołówkę od pani Biedroneczki. Tania i mocno świeci, szkoda, że szybko poszły bym kupił jeszcze drugą . Dobrze napisane ***** (2014-02-03 18:08)
pompipspompips
0
Ja również byłem i jestem użytkownikiem czołówki z biedroneczki. Teraz jednak po otrzymaniu latarki czołowej firmy PETZL używam jej jako zapasu. Bo światełko na nocnych zasiadkach niestety ale trzeba dublować bo to różnie bywa. Ujął mnie opis podroży na motorowerze, sam z chłopakami podróżowałem w ten sposób na WSK125 aż łezka eis w oku kręci. Pozdrawiam 5. (2014-02-03 20:38)
ZionbelZionbel
0
Ja także używam Petzla. Sprzęt na 5 :) (2014-02-03 20:50)
piotrowski220282piotrowski220282
0
napisane z humorem daje 5. (2014-02-03 21:45)
KamikKamik
0
I ja to mam. super się sprawdza. wcześniej miałem coś podobnego z targu ale troche wilgoci i już nie świeciła. ta jest spoko :) (2014-02-03 22:39)
haba33haba33
0
dobre... tak jak latarka , za kilka dni takie będą w "biedronce " po 20zł
(2014-02-03 23:32)
marciin 2424marciin 2424
0
Świetnie humorystycznie przedstawiony temat takie artykuły czyta się miło i zrozumiale dla mnie bomba. :)***** (2014-02-04 10:50)
owczarkiowczarki
0
jednak ta lampka z biedronki za 19zł jest najlepsza na długie noce zwłaszcza jak sa nowe baterie to koledze można przyświecic z daleka..ciekawy artykuł (2014-02-04 11:25)
Pawelski13Pawelski13
0
Paweł, słowo dają - dawno tak się nie uśmiałem czytając wędkarskie opowieści:) Dawaj tego więcej! (2014-02-04 20:23)
tojaartektojaartek
0
Ja swojego czasu zaciekawiony tematem czerwonych diod w latarcze czołowej, takowa nabyłem.  Testowalem ja caly sezon. I nigdy wiecej nie kupie czołówki bez czerwonych diod. W mojej sa dwie. Czerwone swiatlo ma tą ogromna zalete ze robactwo nie leci do twarzy. Nie jest to mocne swiatlo, ale wystarczajace by w cos nie wpaść. Czy poprawic co przy wedce. Dla pewnosci obserwacji zapalalem na chwile biale swiatlo i robactwo zlatywalo sie natychmiast. Polecam latarki z czerwonym swiatlem, to bardzo umila nocne wedkowanie. (2014-02-04 21:54)
natanata
0
Ja ma czołówkę z allegro z zumem za całe 7zł + przesyłka, świeci wystarczająco, energooszczędna, same plusy. Do tego zawsze wkład od znicza i jest super. 80% moich zeszłorocznych wyjazdów to nocki więc sprzęt made in china przetestowany solidnie. Nie liczyłem nawet że latarka za tą cenę wytrzyma cały sezon a tu miła niespodzianka. (2014-02-05 01:04)
użytkownik32263użytkownik32263
0
Nie spodziewałem się że można napisać tak świetny i humorystyczny artykuł o czymś tak przyziemnym jak światło na nocnej zasiadce. Wielkie pięć gwiazdek! (2014-02-11 17:09)
robbanrobban
0
Dobry artykuł z nutka humoru. Pozostawiam ***** (2014-02-12 16:27)
SVTSVT
0
Dla tych co nie wiedzą, w E.Leclerc są po 10 zł. Co do artykułu rozbawił mnie, opisana prawda. (2014-02-22 03:40)
DrilixDrilix
0
Super, miło się czytało. Pozdrawiam :) (2014-02-27 13:45)
starylinstarylin
0
Ale się ubawiłeeem!!! Niemal identyczne przeżycia posiadam  z tym, że na WSK 125. Wspaniała maszyna i pewnie wyda to się śmieszne i nieprawdziwe dla wielu młodych, ale dziewczyny to się na ten Wiejski Sprzęt Kaskaderski rwało lepiej niż płotki na bambusa ( tak, były kiedyś takie wędki i to było coś, nie zwykła leszczyna). A latarkę takową posiadam również i stosuję ją cały rok, bo i na nocnych rybach i na polowaniach. Do oświetlenia łowiska stosuję jednak wyższą technologię niż świece, a jest to latarnia naftowa. Przy obecnej czystości nafty oświetleniowej szkiełko nie zakopci się do rana. Wspaniały tekst daję pięć, no i może nie musztardówkę ale coś w podobnych klimatach. (2014-03-21 17:59)

skomentuj ten artykuł