Otwarcie sezonu trociowego na Inie

/ 6 komentarzy / 15 zdjęć


W dniu 31-12-2010r. razem z kol. Sławomirem Nierodkiewicz rano pojechaliśmy na zwiad nad Inę z aparatem fotograficznym zamiast wędek. Cel wyprawy to wybranie dogodnego miejsca na rozegranie zawodów kołowych w dniu następnym otwierających cykl imprez Grand Prix 2011, połączonych z co rocznym otwarciem sezonu trociowego. Decyzja o zwiadzie zapadła w ostatniej chwili, ponieważ ze wszą napływały do nas informacje o wysokim stanie Iny i brzegach skutych lodem, uniemożliwiających łowienie.

Pełni nadziei i wspominając poprzednie otwarcia sezonu pojechaliśmy na odcinek Iny pomiędzy Sownem a Poczerninem, stale od 2006 roku będącym naszym noworocznym łowiskiem. Jadąc autostradą nad Iną widzieliśmy, że jej stan jest wysoki, a brzegi i koryto niemiłosiernie pokryte lodem. Niestety mimo posiadania auta terenowego nie udało nam się dotrzeć na miejsce corocznej zbiórki.

Po krótkim czasie zmagań wydostania auta z lasu na drogę, postanowiliśmy sprawdzić Inę na odcinku od Stargardu do mostu na drodze A6 poniżej Goleniowa. Niestety żaden odcinek w górze rzeki nie spełniał wymogów umożliwiających przeprowadzenie zawodów dla 17 osobowej grupy, nawet Ina w Goleniowskim lesie była mocno pokryta lodem. Na przeprowadzenie co rocznej imprezy wybieramy odcinek rzeki poniżej Goleniowa, koło „tak zwanej” oczyszczalni ścieków. Piszę „tak zwanej” oczyszczalni ścieków, ponieważ z rury wychodzącej z jej terenu, a mającej wylot w Inie, w tym dniu wypływała siwa zawiesina, o niezbyt miłym zapachu, a na powierzchni pływały sobie patyczki higieniczne, tzw. do uszu i nie tylko. Jest to wręcz przerażające jakie rzeczy spuszcza się do jednej z najlepszych rzek trociowych w dzień przed otwarciem sezonu.

W dniu 01-01-2011r. o godz.7.00 na targowisku Manhattan w Szczecinie wstawiło się piętnastu zawodników, wśród nich jedna kobieta Katarzyna Wawrowicz z naszego koła i w roli gościa kol. Piotr Ziemski z Kanadyjskiego Towarzystwa Łososi, na stałe zamieszkały w Kanadzie. Jeszcze tylko krótki postój na kawę i o godz.7.45 dotarliśmy na miejsce zbiórki. Już o tej porze był problem z zaparkowaniem siedmiu aut z naszej ekipy, a ścisk panował niemiłosierny.

Po krótkim przygotowaniu się zawodników, o godz.8.00 odprawę zawodników zrobił prezes koła Ernest Kwiecień, odczytany został regulamin zawodów, tradycyjnie podsumowano klasyfikację Grand Prix 2010r., otwarto tradycyjnie szampana noworocznego ufundowanego przez sklep wędkarski z targowiska Manhattan kol. Bogdana Żegnałek, posypały się życzenia taaaaaakich ryb w nadchodzącym sezonie. Zwycięzca Dariusz Zemler otworzył szampana ufundowanego przez siebie, życząc wszystkim zmiany lidera w kolejnym roku. Następnie tradycyjnego szampana ufundował i otworzył prezes Ernest Kwiecień w ramach tradycji wypicia za jego zdrowie, ponieważ tak to się czasem zbiega, że właśnie 1 stycznia jest jego dniem urodzin. Jakież wielkie było jego zaskoczenie gdy koledzy po kiju i partnerka poprzez jej ręce wręczyła mu moc życzeń i aparat fotograficzny firmy Samsung zakupiony z dobrowolnych składek na ten cel. W tym miejscu jeszcze raz pragnę bardzo gorąco podziękować wszystkim którzy złożyli się na ten aparat i dołączyli do życzeń celem uczczenia okrągłych 35 lat. Naprawdę zostałem bardzo mile zaskoczony i bardzo dziękuję. Po tym miłym wydarzeniu o godz.8.30 rakietą sylwestrową jak co roku prezes dał sygnał do rozpoczęcia pierwszych zawodów wliczanych do Grand Prix 2011r. Pochmurno, lecz temperatura +1, do tego bardzo silny porywisty wiatr z zachodu.

Rzeka Ina na tym odcinku jest mało ciekawym uregulowanym kanałem kompletnie pozbawionym uroku górskiej rzeki. Lecz jak się nie ma co się lubi to się lubi to co się ma. Był to niestety jedyny w miarę dostępny odcinek Iny dla większej grupy wędkarzy. Bardo przypadkowy i nieczytelny, lecz jak pokazują lata ubiegłe bardzo łowny. Szkoda, że pogoda nie pozwoliła nam przeprowadzić zawodów na naszym stałym miejscu. Tu ludzi tłumy odległość między łowiącymi nie przekraczała czasem 3-5 metrów, od oblodzonych brzegów odrywały się potężne tafle kry i niczym okręty spływały środkiem koryta w dół rzeki. Jeśli chodzi o walory estetyczne to na pewno ten odcinek ich nie posiada.

O godz.10.00 dowiadujemy się o pierwszej złapanej troci, po chwili słychać o kolejnych rybach. Jeden z naszych kolegów, będący drugi raz na noworocznych zawodach zapina sporą troć. Było to dosyć ciekawe wydarzenie, mianowicie na wysokości tartaku przed zakrętem mijam kol. Ryśka Wołosewicza, aby obłowić zakręt powyżej. Wymieniamy kilka zdań, na koniec mówię żartobliwie: ”- Rysiu bierz się do roboty, liczę na ciebie, złap rybę!”. Uśmiech u niego i u kolegów w pobliżu, humory dopisują. Ustawiam się powyżej i nagle widzę jak Ryśka kij wygina się w pałąg. Obserwuję kolegę próbując mu podpowiedzieć co ma robić. Niestety jak się okazuje nie słyszał ani jednej rady, w myślach była tylko ta troć. Po 5 minutowym przeciąganiu liny, troć zaczyna młynkować przy brzegu cztery metry poniżej, obok nawisu lodu. Po trzecim młynku wypina się z kotwiczki i macha na dowidzenia mocno ogonem. Z ocen kolegów, którzy rybę widzieli na powierzchni wynika że była to samica taka 90+. Szkoda były by super zdjęcia. W kolejnych minutach padają kolejne ryby, niestety nie u naszych zawodników. Na godzinę przed końcem naszych zawodów do rzeki ktoś wrzuca trzy petardy, huk i fontanna wody powodują, że co najmniej odcinek kilometra rzeki staje się nie wart dalszego obławiania. To nieetyczne i niesportowe zachowanie powoduje, że większość naszych zawodników kończy łowienie przed czasem, a pozostali przenoszą się daleko w górę, lub w dół rzeki. Miejscówka, która obdarzyła wędkarzy trzema rybami zostaje opustoszała, a szkoda może jeszcze by jakąś rybę dała.

O godz.14.00 koniec wędkowania i pół godziny na dotarcie na miejsce zbiórki. Uczestnicy zawodów, ze smakiem zajadają chleb ze smalcem własnej roboty i raczą się gorącym żurkiem z białą kiełbasą tradycyjnie przygotowanym przez panią Elę Żegnałek, za co bardzo serdecznie w imieniu wędkarzy dziękuję, wszystko jak zawsze było bardzo smaczne. Wyczuwalne jest lekkie napięcie w powietrzu, rozmowy, wspomnienia poprzednich lat i ukradkowe obserwowanie kto wraca i czy z rybą. Przecież to pierwsze punkty w tym roku.

O godz.14.30 wszystko jest już jasne, mimo dwóch ryb na kijach, drugą troć na kiju miał Zbyszek Bossy, plus jeszcze jedne przytrzymanie, nikt do wagi nie przynosi ryby. Wszyscy zostaną sklasyfikowani na tym samym miejscy z tą samą ilością punktów, zgodnie z regulaminem Grand Prix 2011r. na piątym miejscu po 16pkt.

Oficjalne zakończenie i czas powrotu do domu. Podsumowując pierwszy dzień trociowego sezonu do godziny 14.00 na wspomnianym odcinku padło siedem ryb największa 76cm. Niestety nasi wędkarze nie złapali żadnej, zawody te zapisały się w historii jako najliczniejsze i po raz pierwszy bez rybne dla nas. Z tego powodu czując pewien niedosyt i niesmak, postanawiam wraz ze Sławkiem Nierodkiewiczem, Sebastianem Pilipajć i Bogdanem Żegnałek umawiamy się na jutro na trocie w górę rzeki na naszym co rocznym odcinku, aby zaspokoić walory estetyczne górskiej rzeki.

Wieczorem dowiaduję się, że w Goleniowie po naszym odjeździe złowiono jeszcze siedem troci, z czego dwie przy drewutni. Tym bardziej bierze człowieka złość z powodu incydentu z petardami. Łączny bilans tamtej brzydkiej, kanałowej miejscówki, pierwszego dnia to 14 troci. Zastanawiam się, czy jutro nie zmienić zdania i jechać powrotem do Goleniowa. Wieczorem dostaję sms-a, że dwóch kolegów nie da rady jutro jechać. Po krótkiej rozmowie z Sławomirem Nierodkiewicz, postanawiamy, że pojedziemy na Sowno we dwóch, chociaż porobić fotki umówiliśmy się na 9.00.

Rano niezbyt chciało mi się wstać, więc przesunąłem wyjazd, po Sławka byłem o godz.10.30, a nad Iną byliśmy 0 11.30. Świeciło słoneczko, piękna pogoda, temp. -0,5. Postanawiam łowić na plecionkę, dość szybko obławiamy nieliczne dostępne miejscówki, w których w poprzednich latach były wyjęte ryby, przypominając sobie rok, łowcę i pogodę. Robimy sporo zdjęć. O godz.14.15 jestem w pobliżu miejsca które 1-1-2008r. obdarzyło mnie pierwszą trocią. Zmierzam w to miejsce na przełaj omijając trzy ładne zakręty. Dogania mnie Sławek i pyta „- Czemu nie łapiemy dalej?”. Odpowiedź, krótka: „ Idę Sławek na moją miejscówkę po troć!”. Z obu stron uśmiech, lecz twardo na przełaj podążamy na to miejsce. Moja miejscówka ma nawis śniegu z lodem, ryzykowna do stania. Sławek idzie 60 metrów poniżej gdzie padła troć na zawodach w 2007r. Ja spokojnie robię fotki, następnie na kolanach wpełzam na nawis, i dopalam papierosa. Później Sławek mówi mi, że fajnie to wyglądało on wędkuje a ja klęcząc palę papierosa.

Po wypaleniu papierosa biorę wędkę do ręki, zakładam wobler i posyłam go na drugą stronę z nurtem, zwijam powoli, bez efektu. Drugi rzut wykonuję pod prąd, lekko w górę rzeki pod drugi brzeg. Delikatnie położony wobler na wodę, natychmiast sprowadzam głęboko, trzy pokręcenia korbką, lekkie przygięcie szczytówki jak by o trawy zahaczył, energiczne zacięcie i siedzi mam rybę. Śmiech i krzyczę do Sławka ;-MAM!”. Momentalnie kolega rzuca wszystko i biegnie do mnie, krzycząc „- Jaja sobie robisz?!”. Nie daję Troci młynkować, wślizgiem wyrzucam ją na lód, a Sławek spokojnie z tamtą pomaga mi ją podebrać. Mierzymy pięknie lśniącą troć miarka wskazuje 60cm., a waga niecałe 2kg. Piękna samiczka, z dzikiego tarła ( posiada płetwę tłuszczową więc nie jest z sztucznych zarybień), jest godz.14.33, radość wielka, szybka sesja fotograficzna. Sławek próbuje obłowić kilkoma rzutami to miejsce w poszukiwaniu samca, lecz niestety bez efektu, szybka decyzja wracamy na przełaj do samochodu. Po drodze obiecujemy sobie, że nigdy więcej nie przeniesiemy zawodów w inne miejsce, to nas nigdy nie zawiodło. Szczęśliwi wracamy do domu.
Wszystkim kolegom życzę udanych połowów w sezonie 2011r.

 


4.2
Oceń
(37 głosów)

 

Otwarcie sezonu trociowego na Inie - opinie i komentarze

u?ytkownik60849u?ytkownik60849
0
Artykuł fajny. Nie będę się jednak wypowiadał więcej, ponieważ nie biorę udziału w tym sezonie. I od tego zacznę, że nie łowie troci. Dobrze się czytało i myślę, że wystarczy. Ocenka to pięć. Pozdrawiam kolegę wędkarza.
(2011-01-11 09:40)
kumak1970kumak1970
0
no szkoda że na zawodach nikt nie przyniósł ryby do wagi ale ważne bylo spotkanie a najważniejsze jest to że ryby są w rzece i ktoś tej rzeki pilnował przed klusolami !!!! (2011-01-11 09:43)
u?ytkownik26041u?ytkownik26041
0
macie tam u siebie piękne wody i dbacie o nie tylko można po zazdrościc wody gratukuje trotki i nie ma jak to sprawdzone miejsca ***** (2011-01-11 11:57)
MatadorMatador
0
Mi niestety pozostaje tylko oglądanie zdjęć i przęglądanie filmików na różnych stronach internetowych.Niestety w naszych wodach nie ma troci choć chciałbym :(.Daje Piątkę z plusem :)
(2011-01-11 13:27)
marcin11marcin11
0
Moja rzeka..łapie na niej od malucha,kilka lat wstecz ca roku miejscowi łapali po kilka okazów w sezonie,od jakiegoś czasu zostało to nagłośnione i coroczny zjazd tłumu napalonych wędkarzy zniechęca wypad nad tą piękną rzekę,Pozdrawiam i gratuluję pięknej ryby! (2011-01-11 15:29)
dawson43dawson43
0
fajna historia szkoda że nie na dolnym śląsku nie ma troci choć zdarzały się przypadki   ale s piękne potokowce 5 za artykuł
(2011-01-11 15:47)

skomentuj ten artykuł