Otwarcie w kropki

/ 23 komentarzy / 2 zdjęć


Moja styczniowa wizyta w kole oraz w siedzibie okręgu zaowocowała opłaceniem składek na wody katowickie i częstochowskie. Bardzo ucieszyłem się z zawartego porozumienia pomiędzy tymi okręgami. Na co dzień wprawdzie wędkuje na wodach okręgu katowickiego, ale moja rodzina pochodzi z terenów, na których gospodarzem wód jest częstochowski okręg PZW. W tamtych stronach spędzam całkiem sporo czasu, stąd też porozumienie daję mi duże możliwości.

Do sezonu przygotowywałem się jak zwykle śledząc portale internetowe oraz prasę wędkarską. Nie mogłem jednak już usiedzieć w domu. Tęskniłem za rybkami. Niestety, sezon dla mnie rozpoczynał się normalnie dopiero w drugiej połowie kwietnia, czasem dopiero w maju. Dlaczego? Nie należę jeszcze do grona wędkarzy podlodowych. Owszem zamierzam spróbować tej metody, ale to całkiem odmienna dziedzina wędkarstwa, wymagająca zupełnie innego sprzętu, a to jak wiadomo kosztuje. Spróbuję może za dwa lata. Nie jestem także zwolennikiem męczenia ryb wczesną wiosną, kiedy większość z nich odbywa tarło. Uważam, że poławianie tarlaków jest niehumanitarne, nawet, jeżeli zwracamy im później wolność. Moim zdaniem wszystkie ryby w okresie tarła powinny mieć okres ochronny. Dlatego też sezon rozpoczynałem zazwyczaj dość późno.

Przerwa od wędkowania była jednakże dla mnie zbyt długa. Stąd pojawił się pomysł, by dołączyć do elitarnego grona „poławiaczy” pstrągów. Oczywiście, w grę wchodził spinning, ponieważ zamierzałem wykorzystać ten sam sprzęt, z którego korzystam w pełni sezonu do połowu szczupaków, okoni i sandaczy. Wędka w zasadzie nadawała się do tego znakomicie, ponieważ była króciutka, zaledwie 210 cm. W sam raz do przeciskania się przez zarośla i operowania nią w wąskiej rzeczce. Gorzej sprawa wyglądała z przynętami. Woblerki miałem dwa. Typowo kleniowe – 2 i 3 cm. Jeden z nich malutki o żywych kolorach, na którego nie miałem nigdy przyjemności skusić żadnej ryby, drugi natomiast trochę większy, o kształcie bardziej wydłużonym i bardzo agresywnej pracy – prawdziwy okoniowy killer! Jeśli w jakimś miejscu jest okoń, to wystarczy jeden obrót korbką kołowrotka i pasiasty rozbójnik jest nasz. W pudełku z przynętami dominowały różnego rodzaju gumki. Wybrałem więc kilkanaście najmniejszych. Do woblerów i gumek dołączyło też kilka drobnych obrotówek, do których nie miałem większego przekonania. I to by było na tyle.

Byłem jednak pełen optymizmu i czekałem tylko na jakiś cieplejszy dzień, gdy temperatura przekroczy magiczne 10 stopni Celsjusza. Przeglądając prognozy meteorologiczne, w końcu natknąłem się na informacje o ładnej pogodzie. Na moją pierwszą wyprawę tego sezonu, a zarazem pierwszą w życiu na pstrągi wybrałem dzień 6 marca 2013 r. Wybór łowiska był oczywisty, ponieważ moi dziadkowie mieszkają w odległości zaledwie kilometra od przepięknej pstrągowej rzeki. Jaka to rzeka? Tym razem solidaryzując się z innymi łowcami „kropek” postanowiłem nie ujawniać tej informacji.

W końcu nastał ten dzień. Piękna pogoda. Czuć było wiosną w powietrzu. Ciepło i słonecznie. Ubrałem spodniobuty, do tego okulary polaryzacyjne, zabrałem sprzęt i udałem się na łowisko. Wędkowanie rozpocząłem o godzinie 13:00, od okolic mostu drogowego. Woda była przejrzysta, dość płytka, około pół metra głębokości. Sama rzeka wąska, mająca może trzy metry szerokości w tym miejscu. Byłem bardzo podekscytowany. Nowe, nieznane mi ryby, nowe łowisko, nowy sezon. Samo obcowanie z rzeką oraz brodzenie w niej to było nieznane, emocjonujące doświadczenie. Już pierwsze chwile wywołały spore zaskoczenie, gdy stawiając kolejny krok na głębokości może 40 cm nagle moja noga zapadła się w piasku po samo kolano! Szczerze mówiąc trochę się przestraszyłem i od razu nabrałem więcej respektu do rzeki. Od tej pory każdy krok stawiałem bardzo ostrożnie, raczej wybierając dno kamieniste bliżej brzegu. Zaskoczyła mnie siła nurtu i hałas, jaki powodował każdy mój krok skierowany pod prąd. Ku mojemu zaskoczeniu woda nie była lodowata. Powiedziałbym, że nawet bardzo przyjemna. Bardziej wymarzłem brodząc w październiku i listopadzie w jeziorze niż w tej pięknej rzece. Ale może to subiektywne odczucie. W końcu byłem pełen adrenaliny i optymizmu związanego z otwarciem sezonu.

Swoje pierwsze kroki chciałem skierować z prądem rzeki. Założyłem więc woblera – okoniowego killera – i wykonałem rzut w tamta stronę. Siła wody była jednak zbyt duża, bo przynęta pracowała jak szalona. Stwierdziłem, że tak nie może być, bo ryby o tej porze roku mają być jeszcze ospałe i żaden szanujący się pstrąg nie uwierzy, że tak mała rybka, w ten sposób radzi sobie z nurtem. Odwróciłem się więc w stronę mostu i przechodząc pod nim skierowałem się pod prąd rzeki. Idąc, dostrzegłem, że spłoszyłem jakąś niedużą, może 10 cm rybkę. Przeszedłem ostrożnie na drugą stronę i wykonałem rzut woblerem. Niedaleko, może parę metrów, ponieważ przynęta była bardzo lekka. Spłynął pod moje nogi dużo szybciej niż się spodziewałem. Powtarzałem te rzuty ucząc się nowego wędkowania i wyciągając wnioski. W czasie ściągania przynęty ograniczałem się właściwie do wybierania luzu na żyłce. Nie byłem jednak zadowolony, ponieważ w tych warunkach, wobler nie pracował w zasadzie wcale. Wypróbowałem więc przynęty gumowe. Tutaj było zdecydowanie gorzej. Specyfika łowiska, a głównie jego niewielka głębokość sprawiła, że przynęty, co kilkadziesiąt centymetrów grzęzły w piasku powodując przytrzymania, które znacznie utrudniały kontrolowanie zestawu.

Stoję sobie w miejscu i testuję kolejne przynęty, gdy nagle nad moją głową słyszę głos: „Panie! Nic Pan tu nie złowisz! Tu nie ma żadnych ryb, bo za płytko!” Spojrzałem w górę zdenerwowany. To ja się skradam, podchodzę zdobycz, mało tego kontempluje piękno natury, ciszę i spokój, a ten mi krzyczy nad głową! Odburknąłem tylko, że ryby są i poszedłem parę metrów dalej. Gość jednak postanowił widocznie urozmaicić sobie codzienne nieróbstwo (wyglądał na nieroba) obserwacją tego wariata, który łowi ryby tam, gdzie ich nie ma. Ja jednak starałem się kontynuować swoje wędkowanie. Pogrzebałem troszkę w pudełku i stwierdziłem, że czas zobaczyć, jak w tych warunkach zachowują się obrotówki. Założyłem niewielki egzemplarz ze srebrną paletką w czerwone kropki i wykonałem rzut. Jak pracowała? Nie wiem. Ledwo przepłynęła metr, gdy poczułem na wędce mocne szarpnięcie! Skwitowałem to delikatnym zacięciem samym nadgarstkiem i rozpocząłem hol, a mój przeciwnik, od razu rozpoczął taniec na powierzchni wody, wywijając kolejne piruety! Gość na moście oniemiał. Hol był krótki, ponieważ zestaw był dość mocny. Wkrótce ryba znalazła się na brzegu. Jakaż była przepiękna! Cudowna! Wspaniała! Uczucie, które przepełniało całą moją osobę może zrozumieć tylko wędkarz, który złowił kiedyś pstrąga potokowego. Te barwy, ta sylwetka. Piękno w czystej postaci. Całość dopełniała sceneria, a więc widok dzikiej i czystej rzeki. „Kropek” miał 30 cm i stał się bohaterem sesji fotograficznej. Gość na moście dalej nie odzyskał głosu ;). Wiedziałem, że mam już przynętę na dzisiejsze wędkowanie.

Przeszedłem kilkanaście metrów dalej brzegiem. Ześlizgnąłem się cichutko ze skarpy prosto do wody i wykonałem rzut. Dwa obroty korbką i siedzi! Pełen szok! Powtórka z rozrywki. Krótki hol, mierzenie i fotka. Pstrąg był identycznych rozmiarów. Także miał 30 centymetrów. Ta przynęta to prawdziwy killer – pomyślałem sobie. Pierwsza wyprawa na potokowce w życiu i nie przesadzę, jeśli powiem, że co rzut to ryba! To był wspaniały dzień. Życzę każdemu takich debiutów i takich łowisk! Z niecierpliwością oczekuję na kolejny wolny dzień z odrobinę cieplejszą aurą, a czas oczekiwania poświęcę na samodzielne wykonanie przynęt. Zakupiłem już w Internecie trochę piórek i zamierzam przygotować pierwsze samodzielnie wykonane koguty – jak wyczytałem przynęty bardzo skuteczne nie tylko na sandacze. Kiedy złowię swoją pierwszą rybę na koguta to na pewno podzielę się z Wami tą informacją. Powodzenia w nowym sezonie :)

 


5
Oceń
(49 głosów)

 

Otwarcie w kropki - opinie i komentarze

JAQUJAQU
0
.....no Kolego, wymarzone, "kropiaste" otwarcie sezonu, wspaniałe przeżycie, tylko pozazdrościć. A co do rzeczki masz rację lepiej zachować tajemnicę dla siebie i znajomych, znalazłem kiedyś mały leśny zapomniany zbiornik w którym łowiłem przecudnej urody garbuski, ktoś zbierał grzyby,zauważył i ryb już tam nie ma a zbiornik dawał mi radość przez ponad dwa lata! Za wpis oczywiście ***** (2013-03-07 21:11)
ZanderHunterZanderHunter
0
Dziki kropek to jest to!...a o "ciurkach" pstrągowych się nie pisze "Secret" też tak mam...:) (2013-03-07 21:20)
Gucior9Gucior9
0
Wspaniały wpis i śmiało przyznam się że też byłem na potokowcach i też 06.03.2013r ale już o 9:00 rano i na rzece "SŁUPI", łowiłem na obrotówkę MOPPS 1, srebrną w czerwone kropki i również miałem dwia zdobyczne, piękne pstrągi. Pierwszy miał 20cm a drugi 35 ale obydwie rybki wróciły do wody. Pozdrawiam "5" (2013-03-07 21:54)
grisza-78grisza-78
0
Wymarzone rozpoczęcie z najpiękniejszą rybą na świecie!!!!! ***** i pozdro! (2013-03-07 22:33)
noformnoform
0
Na szczęście nie podałeś nazwy rzeki jak to robią niektórzy , dlatego brawo i mam nadzieje ze rybki wróciły do wody :) (2013-03-07 22:40)
maverick314maverick314
0
Świetny artykuł ode mnie zasłużone 5 pozdrawiam (2013-03-07 23:15)
przemek1971-71przemek1971-71
0
Szkoda ,że przy "gościu" złowiłeś kropkę...... (2013-03-07 23:56)
rav74rav74
0
Złowiłeś rybkę i przytarłeś gościowi noska, może, jak z niego taki "nierób na oko" to nie spróbuje w tym miejscu swoich sił i dalej będzie przekonany, i każdemu opowiadał, że tam nic nie bierze, bo za płytko!!! Ale wkurzające to jest, kiedy sobie człowiek wędkuje znawcy gawędziarze przystają i..................i za chwilę się wszystkiego odechciewa. Gratulacje, pstrąg to bardzo waleczna rybka i doznań tylko pozazdrościć. Życzę dalszych udanych połowów. :) (2013-03-08 01:19)
greenngreenn
0
Jak na pierwszy taki wypad, to super wyniki. Pozdrawiam i oczywiście ***** (2013-03-08 07:36)
majapmajap
0
Serdeczne gratulacje , też byłem już dwa razy na kropkach i łowiłem dlatego znam to uczucie . Serdecznie pozdrawiam . (2013-03-08 07:59)
arturarturarturartur
0
Gratuluje udanej wyprawy . Bardzo ładny artykuł . Pozdrawiam . (2013-03-08 12:11)
86daniel8686daniel86
0
gratulacje takiego debiutu :) u mnie było podobnie w zeszłym roku tylko ja zaczynałem od osobników po 15-20 cm a co do kogutów to bardzo polecam, zacząłem stosować w tym roku i już w 2 rzucie zaciąłem największego w życiu 42 cm może to nie potwór ale dał mi bardzo dużo frajdy, koguty są bardzo skuteczne tylko z pojedynczego haka sporo kropków spada powodzenia (2013-03-08 12:15)
Lin1992Lin1992
0
Świetny wpis. Nic tylko zostawić ***** i czekać na więcej. (2013-03-08 12:21)
ekciakekciak
0
piękna rybka :D 5***** (2013-03-08 17:54)
roman55roman55
0
Gratuluje udanej wyprawy, zasłużone 5 pozdrawiam (2013-03-08 20:22)
marek-debickimarek-debicki
0
Pierwsza wyprawa i od razu strzał w dziesiątkę. Gratulacje. Pozdrawiam i *****pozostawiam. (2013-03-08 22:13)
kabankaban
0
Moim numerem jeden z przynęt na kroki są i pewnie długo będą woblery,ale bywały dni,że wystarczyło założyć "coś" innego i woda się "otwierała". Ja jak do tej pory w rywalizacji z pstrągami przegrywam 7:0 ale przyjdzie taki dzień... . Pozdrawiam.
(2013-03-09 14:44)
saskloszsasklosz
0
Złapałeś bakcyla "kropkowanego" ***** (2013-03-09 21:03)
GregorswGregorsw
0
Super !! Gratuluję. (2013-03-11 01:30)
GregorswGregorsw
0
Super !! Gratuluję. (2013-03-11 01:30)
grzegorz17grzegorz17
0
Piekna kropka,udana wyprawa,ladny artykul [to mile] Pozdrawiam. (2013-03-11 20:39)
Adam30BAdam30B
0
Świetny artykuł kiedyś przed laty to była moja ulubiona rzeczka na którą spędzałem wiele czasu bo jak się nie mylę to pilica? (2013-06-30 12:30)
amur tvamur tv
0
Pięknie wygląda (2020-08-20 23:49)

skomentuj ten artykuł