Paralotniarskie atrakcje w oczekiwaniu na suma

/ 5 komentarzy

1 lipca to czas, kiedy można zarzucić pierwsze zestawy na suma. W tym roku, nad wodą byłem już dzień wcześniej, aby tuż po północy rozpocząć polowanie na niekwestionowanego króla naszych rzek. Kania Nowa to miejsce, które dla łowców sumów przyciąga od lat.

Z jednym z weteranów tego łowiska miałem przyjemność rozmawiać na zawodach gruntowych, które odbywały się również na Bugu, niemal naprzeciwko Kani, w Arciechowie. Losowanie miejscówek nie dość, że dało mi bardzo wygodne stanowisko, to jeszcze niesamowitego sąsiada. Kolega Leon, to sumowa legenda lokalnej, wędkarskiej społeczności.
Splot okoliczności spowodował, że rozmowa szybko zeszła na wiadomy temat. Wypytywałem, gdzie, na co, jak i w ogóle o wszystko co związane z połowem suma. Żadne moje pytanie nie trafiło w pustkę.

Przyjąłem na prawdę porządną dawkę informacji. W połączeniu z opowieściami i anegdotami o rekordowych sztukach, dało to niesamowicie motywujący koktajl. Już w czasie zawodów wydzwoniłem Tomka i Sebastiana (standardowo). Wiadomo, że ochoczo przystali na propozycję pierwszego sumowania.
To, że straciłem jedną rybę w czasie holu, która mogłaby dać mi miejsce w pierwszej trójce, było już nieważne. Szybko zjadłem coś z grilla, spakowałem się i do domu. Dopakowałem "mocniejszy" sprzęt, odebrałem kolegów, i czym prędzej ruszyliśmy na Kanię.

Po dojechaniu na miejsce okazało się, że miejscówka polecona przez kolegę Leona, jest wolna. Poznaliśmy ją po przycumowanej łódce, która należała właśnie do niego. Ucieszyłem się. Było jeszcze widno, dlatego szybko się rozłożyliśmy z lekkimi gruntówkami w celu złapania jakiegoś żywca. Plan przewidywał właśnie lekkie gruntowanie do godziny 24:00, a od 00:01 w ruch miał pójść ciężki sprzęt.

Tu na idealnym planie pojawiły się pierwsze rysy. Przez kilka pierwszych godzin złapaliśmy płoć ledwie nadającą się na żywca i leszka, który idealnie pasował na żywca. Nie przejmowałem się tym zbytnio, bo wyłem wyposażony w rosówki i naprędce kupioną wątróbkę.

Nie będę ukrywał, że pierwsza sumowa wyprawa nie przyniosła trofeum. Do samego rana, pomimo zabawy z przynętami, nie odnotowaliśmy nawet jednego brania.

Rano, nad wodą pojawił się kolega Leon ze dwoma towarzyszami wędki. Krótka rozmowa na temat rezultatów, a raczej ich braku i przekazaliśmy miejscówkę bardziej doświadczonemu koledze po kiju.

Pomimo, że pierwsze starcie z sumem okazało się totalną porażką to klimat, który towarzyszy zasiadce na rzecznego potwora, w pełni wynagrodził nam brak brań. Jedną z atrakcji, był pokaz paralotniarski zafundowany przez grupę "szaleńców", którzy swoimi umiejętnościami zachwycali wszystkich zebranych nad brzegiem Bugu. Małą porcję ich umiejętności uwieczniłem kamerą.

Wszystko to sprawiło, że do Kani Nowej nad Bugiem wrócę też w przyszłym roku.

 


5
Oceń
(23 głosów)

 

Paralotniarskie atrakcje w oczekiwaniu na suma - opinie i komentarze

Hunt eRHunt eR
0
Brakowało, żeby się w żyłki wp******ł:) (2012-11-30 16:17)
kamil11269kamil11269
0
Dobrze opisane ***** (2012-12-08 15:38)
pstrag222pstrag222
0
Tak to juz jest z naszym hobby raz biorą , a raz nie . Ale nie mozna sie nam zrażać Za wpis ***** pzdr.pstrag222 (2012-12-27 19:46)
Tedi2Tedi2
0
Ładny przelot i przy okazji wymoczył nogi (2013-01-06 14:32)
u?ytkownik102837u?ytkownik102837
0
Trochę lipa by była jakby gościu wkręcił się w grubą sumową plecionkę którą ktoś używał by do wywózki. Pozdrawiam i życzę sukcesów w wędkarstwie. Boczny Trok (2014-07-20 15:24)

skomentuj ten artykuł