Zaloguj się do konta

Październikowy wyjazd wędkarski - na karpia w Bartoszowie

19 październik postanowiłem spędzić nad wodą. Wybrałem Bartoszów...
Pogoda była idealna jak na październikowy wyjazd wędkarski. Temperatura około 20 stopni C. Ale jesień dawała się już odczuć przez silny wiatr wiejący nad wodą i powodujący problemy podczas rzutów. Wybrałem miejsce na głębokiej wodzie. Wiatr wiał prosto we mnie. Musiałem wykonywać rzuty pod wiatr. Zazwyczaj czekałem chwilkę, aż wiatr ucichnie i wtedy brałem zamach i... zestaw i tak "hamował" w powietrzu. Nawet jeśli ja nie odczuwałem wiatru, to tam na górze zawsze wiało. Nie udało się po prostu daleko rzucić. Osiągałem odległość na oko jakieś 25 - 30 metrów. A karpie spławiały się jakieś 30 - 40 metrów od brzegu.


Wędkować rozpocząłem na kukurydzę, którą zakładałem "na włos". Po zarzuceniu zestawu (co nie było łatwe) postanowiłem iść porozmawiać z innymi wędkującymi. Niestety, ale warunki do wędkowania były trudne. Potwierdzali to wszyscy wędkarze. Trudno było zarzucić swój zestaw tam gdzie zawsze, czyli jakieś 50 metrów od brzegu. W takiej odległości zazwyczaj się tutaj wędkuje. Rano (czyli od 7 do pory kiedy przyjechałem - 9:15) udało się tylko złowić jednego pstrąga tęczowego, karpia i małego karasia. A na łowisku było już około 15 wędkarzy. Wynik niezbyt ciekawy, ale mamy już przecież końcówkę października. Chłodne noce i trochę cieplejsze dni. A do tego staw ten ostatni raz zarybiany był 6 września. Minęło od tego czasu 44 dni. Wpuszczone zostało wtedy 350 kg karpi. Dajmy na to że każdy z nich ważył po kilogramie. Czyli mamy +/- 350 ryb. Wciągu 44 dni jeśli wędkował codziennie przynajmniej jeden wędkarz (a na 100 % było ich dużo więcej) i każdy z nich zabrał regulaminowo po dwa karpie łatwo policzyć ile ich zostało. A przez weekend zazwyczaj wędkuje tutaj jakieś 100 osób (piątek + sobota + niedziela). Na 100 osób jeśli przypadną po dwa karpie, że stawu ubywa już 200 sztuk! Starczą dwa tygodnie i po zarybieniu nie została żadna ryba! I później mamy narzekanie: "Tu nie ma ryb!". Tak to jest, jeśli wszyscy będą brali ryby do domu (nawet jeśli mają pełną karpi lodówkę!). Nie mam nic przeciwko, żeby brać złowione ryby do domu, ale róbmy to z rozsądkiem!


Tego dnia jak już wspomniałem, łowiłem na głębokiej wodzie - jakieś 5 metrów. Zawsze wędkuję tutaj na 2-3 metrach, więc była to dla mnie "nowość". Nęciłem za pomocą koszyczka zanętowego. Na początek zanęciłem czterema dużymi koszyczkami do wstępnego nęcenia. Na włos założyłem kukurydzę i wysłałem swój zestaw na podwodną wycieczkę, w miejsce gdzie wcześniej nęciłem i gdzie było już widać, że pojawiła się drobnica. Zestaw w wodzie. Teraz przyszedł czas na uporządkowanie stanowiska. A po tym pozostaje usiąść wygodnie w krzesełku i czekać na jakiegoś głodnego karpia. Niestety, tego dnia okres oczekiwania wydłużał się. Na pierwsze branie czekałem do godziny 14. Było to nietypowe dla karpia branie. Sygnalizator dosłownie skakał. Raz lekko w dół, a raz w górę. Zaciąłem. Czuję lekki ciężar na końcu swojego zestawu. Okazało się, że biorąca ryba to niewielka świnka. Do tego podczepiona za bok! A sygnalizator "skakał" jak głupi! Czekałem cały czas na odjazd. Nie chciałem zacinać takich podciągnięć. Ryba bawiła się tak przynętą jakieś 3 minuty. Po tym czasie zaciąłem i zaczepiłem za bok świnkę. Dziwna sytuacja...
Na kukurydzę nadal nic nie brało. Około 15:00 postanowiłem zmienić przypon na trochę cieńszy i z mniejszym haczykiem, na który założyłem trzy pinki. Po 15 minutach od zarzucenia zestawu odjazd na wolnym biegu! Zacinam i w końcu czuję karpia! Ryba dzielnie walczy, ale niestety (dla niej) przegrywa ze mną walkę. Podbieram ją i pstrykam kilka fotek. Następnie ryba wraca do wody. Szybko odpływa do swojego ulubionego, wodnego świata.


Następne branie nastąpiło po trochę dłuższym oczekiwaniu. Zameldowała się kolejna świnka, która przy brzegu uwolniła się. Ale po kilku minutach następnej śwince nie dałem szans. Ładnie zacięta trafiła na brzeg i później znowu do wody. I tak o to zakończyłem dzień na Bartoszowie...
Pozdrawiam - Kamil

Opinie (7)

użytkownik

Fajny wypadzik i ciekawie napisany tekst. Dlatego wszystko mówi za siebie 5*****. Pozdrawiam Boczny Trok [2014-10-28 20:14]

marek-debicki

Kamilu! Powiem krótko. Obserwuję Ciebie od samego początku i dokładnie chyba pamiętasz, jak to wszystko się zaczęło. Dlatego też muszę jednoznacznie stwierdzić, że na prawdę Twoje materiały są dobre. Nie tylko te na temat sprzętu, ale także i typowe felietony, jak chociażby ten. Widać w nich, że masz odpowiednią wiedzę. Potrafisz ładnie opisać swoją wyprawę i chyba co najważniejsze, masz swój określony styl. Osobiście Ci serdecznie gratuluję i tym bardziej doceniam Twoje działanie, że po prostu nie wymiękłeś i nadal pisze i to coraz lepiej. Trzymam kciuki, pozdrawiam i *****pozostawiam. [2014-10-29 19:00]

zbynio5o

Coraz bardziej dojrzałe teksty piszesz. Brawo ! ***** [2014-10-29 19:33]

amur24

Witam miło się czytało fajny tekst widzę że kolego to matematyk bo przeprowadził w miarę dokładne obliczenia co do kawałka tekstu który tu kolega napisał o zabieraniu ryb nie jestem zwolennikiem zabierania w zazwyczaj nie zabieram ale wypowiem się co do karpia według mnie to hodowlak którego wszędzie jest pełno nawet w supermarkecie pływa w wanience ja osobiście wszystkie karpie amury tak do 7kg zabieram do domu bo są smaczne inne gatunki szlachetne nie pozdrawiam [2014-10-30 10:03]

kamil11269

Moim zdaniem nie gra tutaj roli to czy jest to dziki karp czy z hodowli. Żeby zarybić staw trzeba zapłacić. Na pewno nie są to małe pieniądze. A gdyby nie to, że każdy musi wziąć jak najwięcej tych zarybień można by było robić mnie i wydać pieniądze (zbierane zresztą podczas opłacania składek na kartę) na coś innego, np. lepszą ochronę rzek lub ich oczyszczanie... Ale tak to jest, nic nie ma za darmo... Trzeba się z tym pogodzić. Mnie osobiście bardzo wkurza to, jak wędkarze, którzy wszystko co złowią pakują do siatki i narzekają później, że nie ma tutaj ryb. Proszę zajrzeć tutaj: http://lowisko-karpiowe.pl/index.php?m=2 Właściciel, Pan Waldek (który jest znakomitym karpiarzem) zajmuje się tym stawem i pilnuje, żeby wędkujący tam dobrze obchodzili się z rybami. I jakie są efekty? Proszę popatrzeć w galerię. Masa karpi po 15 kg, które złowione były już nawet kilka, albo kilkanaście razy i dały radość niejednemu karpiarzowi. Pozdrawiam :) [2014-10-30 15:19]

marciin 2424

Brawo Kamilu :) ***** :) [2014-10-30 20:02]

amur24

Witamy kolegów skoro wcześniejsza była tutaj mowa o zarybianiu karpiem i że niektórzy ich zabieraja i zaraz ich nie ma więc ja widzę na to proste rozwiązanie jak mowa wyżej w dane łowisko wpuszczamy 350 kg karpia jak wszyscy wiedzą przeważnie są to ryby wymiarowe z łakomym kąskiem dla innych wędkarzy co większość za chwilę mówi wpuścili i wyłapali a więc najprostżym rozwiązaniem jest zarybić tak jak była mowa wcześniej karpiem w ilości 350 kg ale w długości jego 20 cm ryba ta nie ma wymiaru zdąży się rozejść po danym łowisku przyzwyczaić i sama będzie sobie rosła a dlaczego tak nie jest a moim zdaniem dlatego że ci którzy tak głośno krzyczą że brakuje nam ryby w łowiskach tak samo głośno by krzyczeli przecież opłaciliśmy karty a wy czyli koła zarządcy i ci co zbierają pieniądze wpuściliście rybę której nam nie wolno łapać (zabrać do domu ) i byłby szum dlatego zarządy koła prywaciarze wpuszczają wam taką rybę żebyście mogli łapać nie ma szumu oni są czyści wy połapiecie 3 dni a później zostaje to samo bagno jak do tej pory w każdych krajach cywilizowanych rzesza wędkarzy zabiera ryby a druga rzesza ich wypuszcza i oni mają rybę ale to już temat na kiedy indziej pozdrawiam [2014-10-31 09:53]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej