Październikowy kleń

/ 5 komentarzy / 7 zdjęć


Wczorajszy  niedzielny mglisty poranek i dylemat czy wybrać się do lasu czy nad rzekę. Po trzecim łyku herbaty decyzja podjęta i zaczynam pakować kamizelkę. Od domu do brzegu Wisłoka dzieli mnie około czterystu metrów i po dotarciu nad wodę zazwyczaj podejmuję decyzję czy iść w górę czy w dół rzeki. Jako, że tydzień wcześniej w górze już łowiłem i zaliczyłem kilka niedużych kleników postanowiłem zejść z nurtem i sprawdzić kilka niezłych dołków oddzielonych bystrzynami. Po drugiej stronie jest las a o tej porze roku już pełen koloru więc choć mglisto to fajny „klimacik” jest.

Pierwsza miejscówka wygląda obiecująco, woda po ostatnich deszczach troszkę się podniosła i nie jest zbyt przejrzysta co ułatwia dojście do interesujących miejsc bez obawy o przedwczesne spłoszenie ryb. Na powierzchni rzeki nie widać żadnej aktywności jakichkolwiek ryb, ale z nadzieją wykonuję pierwsze rzuty sprawdzonym tydzień temu woblerkiem swojej produkcji. Brań nie ma, ale postanawiam dłużej się tu zatrzymać i sprawdzić jeszcze kilka przynęt. Kolejna zmiana woblera i na agrafkę zapinam okonka Kenarta. W drugim rzucie zaliczam pierwszego klenika. Ot tylko około trzydziestu centymetrów ale ryba zaliczona. Wykonuję jeszcze kilkanaście rzutów i schodzę niżej.

Kolejny spory dołek z leniwym nurtem a powyżej i poniżej niego dość wartka i płytka woda. To rewelacyjna miejscówka chłodniejsze pory roku. Kilka rzutów i kolejny trzydziestak zaliczony. Zakładam paproszka i próbuję skusić jakiegoś pasiaczka ale bez rezultatu. Zmiana gumki na wirówkę daje mi kolejnego klenika a okoni ani śladu. Po kilkunastu minutach łowię jeszcze jednego klenia i zostawiam dołek w spokoju. Schodzę około trzystu metrów w dół bo jest odcinek dość płytki i dobry na lato a o tej porze roku ryb tam coraz mniej. Między czasie mgła rzednie i zaczyna przebłyskiwać słoneczko.

Zajmuję miejsce między krzakami wikliny sięgam po butelkę z wodą ściągam ortalion i obserwuję powierzchnię rzeki. Zaczynają pojawiać się oczka i pierwsze głośniejsze chlapnięcia. Woda w promykach słońca ożywa. Miejsce w którym jestem to dwa dość głębokie dołki przedzielone kamiennym garbem. Dość szybko łowię pierwszego klenia w tym miejscu. Po kilkunastu rzutach kolejne dwa, ale żaden nie przekracza trzydziestu pięciu centymetrów. Co chwilę stadka kaczek to lądują obok mnie to zrywają się w powietrze spłoszone moim widokiem jak mniemam. Podejmuję znowu próbę złowienia okonia których zazwyczaj tu nie brakowało, ale bez rezultatu.

Schodzę kilkanaście metrów niżej aby dostać się do końcówki drugiego dołka. Po drugiej stronie rzeki jest stara zarośnięta opaska i stroma skarpa. Przy kamieniach od czasu do czasu „chlapie się” jakaś większa ryba. Zakładam ciut większego i cięższego wobka i staram się trafić w pobliże zwisających nad wodę gałęzi powyżej stanowiska ryby. Spuszczam wabik lekko z nurtem i sprowadzam wachlarzem pod swój brzeg. Po kilku zmianach przynęty tracę wiarę z możliwości złowienia aktywnego klenia (jak mi się wydaje)i zaczynam prowadzić woblera coraz bardziej ospale. Być może to było kluczem do sukcesu bo w kolejnym rzucie po spłynięciu wabika pod mój brzeg kiedy powoli zacząłem go sprowadzać wzdłuż brzegu do siebie mam zdecydowanie branie i po zacięciu czuję, że wreszcie mam konkretnego klenia. Hol nie trwa zbyt długo i po raz pierwszy od kilku wypraw używam miarki. Czterdzieści sześć centymetrów to pierwsza taka moja ryba od blisko dwu lat. Szybkie foto i kleń odpływa do swojego dołka. Robię się godny i postanawiam wracać do domu na obiadek a po drodze jeszcze raz w kilku rzutach sprawdzić kilka wybranych miejscówek. Łowię jeszcze dwa małe  klenie więc dzień zaliczam jako udany i choć dostaję wiadomość od znajomego o pełnym koszu grzybów to nie żałuję że, wybrałem rzekę.

Przyszła niedziela też pewnie będzie ze wskazaniem na rzekę. 

 


4.7
Oceń
(22 głosów)

 

Wedkuje.pl poleca

 

Październikowy kleń - opinie i komentarze

SithSith
+3
5*** oby więcej takich opowiadań. Gratuluję rybek i wyboru, ja też wolę rybki od grzybków. (2015-10-20 10:13)
marek-debickimarek-debicki
+2
Piękne to Twoje "Kleniowanie" Grzegorzu. Pozdrawiam (2015-10-20 12:09)
rysiek38rysiek38
+4
po takim wypadzie też nastepnego dnia postawiłbym na ryby ale dochodząc do wody zwłaszcza w "laskopodobnym terenie " pilnie patrzyłbym pod nogi - grzyby też potrafią zaskoczyć mile człowieka ,co do pasiaka a raczej jego braku - nic nowego bo tylko chyba on jest tak nieprzewidywalny ***** (2015-10-21 21:59)
Jakub WośJakub Woś
+6
Za wpis oczywiście piątal. Większość wędkarzy przerzuciła się już na "bardziej zębate drapiezniki " a Ty widzę dalej swoje i to z sukcesami. Gratuluję połowu i życzę nie mniej udanego w przyszłą niedzielę. Pozdrawiam (2015-10-21 22:30)
ryukon1975ryukon1975
+2
Bardzo dobry artykuł też mam zamiar napisać coś na temat jesiennego klenia tylko metoda gruntową. Jednak metoda nie jest najważniejsza pomimo że każdy ma swoje ulubione metody, przynęty, gatunki i tak dalej. 5***** (2015-11-14 07:44)

skomentuj ten artykuł

 




Aplikacja