Pechowa Zasiadka

/ 4 komentarzy

Czy wy też mieliście taką sytuację ?

Przyjeżdża pewien starszy wędkarz na staw na którym łowię,zabiera sprzęt z auta i czym prędzej rusza na stanowisko, które sobie wcześniej wypatrzył. Nastawiał się na karpia, ponieważ tydzień wcześniej było nim zarybiane. Po trzech godzinach bez ani jednego piknięcia stwierdził, że przeniesie się kawałek dalej. Po zarzuceniu wędek na staw przyjechał kolejny z wędkarzy i usiadł na miejsce starszego kolegi. Zadowolony po godzinie wracał do domu z kompletem karpia. Starszemu koledze zdarzyło się tak jeszcze dwa razy w ciągu jednego dnia po czym na końcu zerwał jednego Cyprinusa i wkurzony opuścił łowisko.

Miał wielkiego pecha a może głupotą było się przenosić ? Beka na stawie ;)

 


4.9
Oceń
(8 głosów)

 

Pechowa Zasiadka - opinie i komentarze

NatsuNatsu
0
No to wędkarz miał sporego pecha :) (2014-03-16 16:03)
użytkownik158065użytkownik158065
0
Jak widzę takie zachowanie nad wodą od razu wiem że wedkarz ma takie pojęcie o wędkarstwie jak świnia o gwiazdach :), sorry za porównanie ale takie zachowanie to moim zdaniem głupota, rozumiem jak ktoś się przenosi w zupełnie inna część zbiornika ale jak przesiada się na inne stanowisko, położone blisko swojego tylko dlatego bo ktoś tam ma brania to sorry :)))). Sam miałem jakieś 3-4 lata śmieszną sytuacje związaną z tego typu wedkarzem, złowiłem z gruntu prawie 4 kilowego sandacza, wedkarz który siedział na stanowisku obok które było położone kilka metrów obok za kila dni siedział juz na "moim" miejscu myśląc że przeniesienie się dosłowne o kilka metrów cos zmieni :), nie miałem gdzie usiąść więc usiadłem na "jego" miejscu gdyż akurat był tam dobre miejsce na zaparkowanie auta, pech chciał a moze szczęście że złowiłem kolejnego sandacza, nie dużego co prawda bo ledwo wymiarowego, około 1,5 kg, mina wedkarza bezcenna :)))) (2014-03-16 17:31)
ZionbelZionbel
0
Zgodzę sie Piotrkiem. Nigdy nie przesiadam sie z miejsca na miejsce. Ewentualnie zmieniam zbiornik. (2014-03-16 18:05)
krisbeerkrisbeer
0
Nie jest to zdarzenie z moim udziałem a jedynie moich kolegów z ubiegłego roku. Wybrali się nad nasz lokalny zalew. Wędkarzy całkiem sporo ale jakoś nic specjalnego się nie dzieje. Po kilkunastu minutach jeden z nich wyciąga pstrąga, na bokach poruszenie. Mija chwila i drugi wyciąga pstrąga. Pochylili się żeby rybę wyhaczyć, podnoszą głowy w miejscu na wprost ich stanowiska (w miejscu brania) kołyszą się już spławiki wędkarzy którzy stali najbliżej. Biedacy nie wiedzieli czy się śmiać czy płakać. (2014-04-04 13:35)

skomentuj ten artykuł