Pierwsze kroki z wędką - wspomnienia

/ 8 komentarzy / 6 zdjęć


„Masz, trzymaj i patrz na spławik” – z takimi słowami tato wręczył mi zarzuconą wędkę. Dla sześcio czy siedmioletniego chłopca dwumetrowy (z małym hakiem) spinning TOKOZ – Made in Czechoslovakia – był sporym wyzwaniem. Ciężkie to było diabelstwo (wtedy), a i spławik jakoś jakby przymarzł do tej tafli wody. Łowisko to glinianka tuż obok Zalewu Rzeszowskiego, pewnie już dawno zasypana jak i chyba dwie sąsiednie. Nic nie udało mi się wtedy złowić, ale pamiętam tę chwilę do teraz… Kolejny wyjazd, tym razem żwirownia. Może już z rok starszy. Jeden ze starszych kuzynów, którzy również wybrali się z naszą paczką (tata, ja i brat) montuje dla mnie zestaw: kawałek chyba wierzbowego kijka (pełno ich rośnie wokół zbiornika wodnego) do tego pewnie nie więcej niż 1,5m jakiejś żyłki, śrucina ołowiana i haczyk. Spławik? – po co; zarzuć i jak ryba weźmie to zobaczysz napiętą żyłkę – mówi kuzyn. No dobra, dżdżownica na haczyk i jazda. Woda lekko faluje, nie wiadomo czy ta żyłka napina się od tej fali czy od brania. Z zainteresowaniem obserwuję jak łowią bardziej doświadczeni. Wyposażeni w radzieckie teleskopy, kołowrotki Stabil, Reex lub Delfin z nawiniętym Stilonem – pamięta się tamte czasy ;) – spławiki z gęsiego pióra… „Rafał, nie masz czasem napiętej za bardzo żyłki? – wyrywają mnie z zamyślenia czyjeś słowa. Biorę kijek, a tam na końcu coś próbuje walczyć o życie i pozostanie w wodzie. Jazgarz! Olbrzym! Radość dziecka! Po nim przyszły kolejne oraz okonie, jakaś płotka chyba kiełb… Tak się zaraziłem tym pięknym hobby. Przyszedł Dzień Dziecka i rodzice wręczyli mi (i bratu również) niezapomniany prezent – pierwszy, własny kołowrotek! Nie ważne, że najprostszy o ruchomej szpuli i hamulec przy odwijaniu żyłki sam się dokręcał na beton. Kto by sobie tym wtedy głowę zawracał skoro był MÓJ! Własny! Jest kołowrotek to przydała by się jakaś wędka. Na początku lat 80-tych nie była to łatwa sprawa. Tato kupił po bambusowym kijku, takim na szczytówkę i skuwki. Pół wędki już jest! Po dolniki wybraliśmy się bardzo późnym wieczorem pewnego letniego dnia. Znaliśmy miejsce gdzie rosła piękna leszczyna. W sam raz do skompletowania wędziska. Dlaczego wieczór? Bo choć leszczyna rosła przy drodze, już za ogrodzeniem posesji to chcieliśmy – a właściwie dzielny tata – uniknąć nieprzyjemności. Może to nieładnie było, ale „sorry, takie mieliśmy czasy” ;) Oj, ile ja się na tę pierwszą wędkę ołowiłem uklei, kiełbi, okoni, płoci, jazgarzy…
Teraz sam będąc ojcem staram się zamiłowanie do wędkarstwa zaszczepić swojemu synowi. Z rozbawieniem ale i często uznaniem obserwuję jak zarzuca zestaw, wpatruje się w wodę, reaguje na branie. Każda nasza wspólna wyprawa wędkarska to też doskonała okazja do obserwowania przyrody i uczenia do niej szacunku. A ryby? Najważniejsza dla malca jest ilość. Nic tak nie nudzi jak kilkadziesiąt minut bez ryby. Teraz rozumiem, czemu wtedy dostałem taki krótki patyk, którym mogłem łowić tylko tuż przy brzegu. Bo tam były ryby, małe, ale ryby, chętne do współpracy (czyt. brania). Polecam ten sposób każdemu, kto chce dzieciaka zainteresować wędkarstwem. Duża ryba oczywiście cieszy, ale małe dają gwarancję częstszych brań.
Pozdrawiam

 


5
Oceń
(21 głosów)

 

Pierwsze kroki z wędką - wspomnienia - opinie i komentarze

ZielanZielan
0
Najważniejsza jest radość dziecka, dla malucha nawet najmniejsza ukleja wywoła uśmiech na twarzy. Tak trzymaj! Pozdrawiam. (2014-03-19 07:23)
marciin 2424marciin 2424
0
Też pamiętam te czasy gdy się trzymało po raz pierwszy kijek w ręce , a troszkę go już minęło . Fajnie że pokazujesz dzieciakom jak działa nasze hobby, będą kiedyś naszymi zmiennikami:). Pozdrawiam i oczywiście miło sie czytało i powspominało zostawiam ***** (2014-03-19 08:32)
kabankaban
0
Fakt bezsprzeczny: dzieciakom ma brać a wielkość ma drugorzędne znaczenie nad ilością. Zaczynałem z bambusem choć bywało ,że nad rzeczką tworzyliśmy wędziska z łodyg słonecznika z kawałkiem nitki i hakiem z wygiętej szpilki. Kawałek dżdżownicy wykopanej nad brzegiem i kiełbiki były nasze. Pozdrawiam. (2014-03-19 14:05)
pompipspompips
0
Gratuluje wypraw z synem i wspaniałych wspomnień. Ja moją córkę i małżonkę tez moim hobby powoli zarażam. Pozdrawiam. 5 (2014-03-19 17:11)
rysiek38rysiek38
0
Mój początek był dosć niecodzienny bo wiązał się z pierwszą komunią ,przypadkiem i Ciotka. Zainteresowanych odsyłam na mój blog -starsze wpisy. Pozdrawiam 5* (2014-03-23 17:03)
blutublutu
0
Wspomnienia z młodych lat są piękne . Miałem dwóch synów , uwielbiali wędkować. Syn jest dorosły i ma dwójkę dzieci, aby powędkować z wnukiem muszę jeszcze trochę poczekać. Może w tym roku wnuk połknie bakcyla, ma dopiero cztery lata. Za artykuł daję pięć. Serdecznie pozdrawiam. (2014-03-24 07:23)
TomekooTomekoo
0
Widzę że i Ty zaczynałeś na gliniance , piękne to wspomnienia ;-) Pozdrawiam ***** (2014-03-24 14:53)
pawel75pawel75
0
Świetny artykuł, niezapomniane chwile ! Zaczynałem podobnie, przeważnie z leszczynową "wędeczką" łowiąc głównie ukleje w Wiśle, okonik albo płoteczka to był już szał ! :) Posiadałem również Tokoza, moja pierwsza gruntowa wędeczka + kołowrotek Rex. Ech.... to były fajne czasy.... Pozdrawiam i ***** zostawiam (2014-03-24 17:46)

skomentuj ten artykuł