Pierwsze, wielkie ryby

/ 5 komentarzy / 2 zdjęć


7 maja postanowiłem wybrać się na ryby z moim kumplem. Piękne niebo z małymi chmurkami, słoneczko świeci, lekki wiaterek, idealna pogoda na konkretny wypad nad wodę po dosyć długiej zimowej przerwie. Przerwa w zasadzie trwała o wiele, wiele dłużej, gdyż jako 14-latek należałem do koła wędkarskiego Gzel, w którym mój dziadek sprawował funkcję wieloletniego prezesa i to on nauczył mnie trzymania kija zarażając mnie swą pasją, ale w następnych latach wędkarstwo odeszło na drugi plan (liceum, matura, studia). Jednak w tym roku, kiedy już edukację mam za sobą i stałem się samowystarczalny postanowiłem odświeżyć sprzęt, zakupić potrzebne rzeczy i wrócić nad wodę której tak bardzo mi brakowało przez te wszystkie lata. W końcu jak ktoś raz złapie wędkarskiego bakcyla to już nie ma na niego mocnych, będzie łowił tak czy siak. Ale wracajmy do naszego majowego wypadu na łowisko Sioło w Gaszowicach.

Przyjeżdżamy nad wodę ok. 9:00, prócz nas stali bywalcy (dwóch jegomości po 60-tce), a oprócz nich... cisza. Trochę się zdziwiliśmy, że w tak piękny majowy weekend nikogo nie ma na naszym łowisku, ale co tam, więcej miejsca dla nas ;) Rozłożyliśmy graty, zarzucamy kije i czekamy. Na samym początku kilka szkubnięć drobnicy, złapaliśmy trochę linów, a od południa nic. Kompletnie nic. No ale siedzimy dalej. Trochę znużony siedzeniem na słońcu, postanowiłem postać w cieniu drzewa. Ledwo podniosłem się z krzesełka, a popularnie zwana bombka podskoczyła pod kij. Nie zacinałem, ale byłem gotowy na ponowne ruchy wskaźnika i czekam w gotowości. Nie minęła chwila, bombka uderza o kij, spada z żyłki, ja sruuu zacinam i siedzi. Czuję że coś cięższego. Wyholowałem na brzeg ładnego karpia 52 cm. Dumny z siebie pstryknąłem fotkę (niestety samej ryby, bo kumpel poszedł do wc, a nie chciałem trzymać zbyt długo ryby na lądzie). Wypuściłem swoją 'zdobycz' i łowimy dalej.

Karpia złowiłem ok. 15:00, a mamy obecnie 19:00 i znowu napataczają się liny + karaś złowiony przez towarzysza. Jednak miałem w tym dniu szczęście, gdyż kumpel chciał się już zbierać do domu a ja postanowiłem jescze raz zarzucić kij. Strzał w dziesiątkę. Mocne branie, zacinam, sziedzi! Kolejny karp, tym razem 54 cm i prawie 4 kg, śliczny. Tym razem uwieczniłem się na zdjęciu razem z rybką (kolega był tym razem na posterunku ;p) i po jej wypuszczeniu zwinęliśmy manatki.

Piękne rozpoczęcie sezonu, dwie konkretne ryby (przynajmniej jak na moje dotychczasowe połowy), miło spędzony czas i przede wszystkim, mina kumpla który największą rybkę jaką złowił to lina jakieś 25 cm ;p Cóż, sezon uważam za rozpoczęty i życzę reszcie braci wędkarskiej połamania kijów ;)

Nadmienię jeszcze iż łowiłem metodą gruntową, mając na haczyku białe robaki, nęcąc karpiową - waniliową zanętą firmy Karpfen zmieszaną z kukurydzą, gotowanym ryżem i chlebem, a rybkę pomogły mi wyciągnąć; wędzisko karpiowe o parabolicznej pracy firmy Dragon, kołowrotek Mikado, oraz żyłka firmy Dino (15,8 kg, przypon 8,6 kg).

 


4
Oceń
(31 głosów)

 

Pierwsze, wielkie ryby - opinie i komentarze

użytkownik66015użytkownik66015
0
Żeczywiście, piękne rozpoczęcie sezonu. Piękne rybki, które cieszą i mobilizują do częstrzego bywania nad wodą. Gratuluję i pozdrawiam. *****. (2011-05-25 21:27)
wedkarz juniorwedkarz junior
0
tylko tak dalej zycze polamania kija w nastepnych wyprawach
(2011-05-26 21:24)
krzys0783krzys0783
0
Piękne rozpoczecie sezonu, i więcej takich wypraw Gratuluje***** Pozdrawiam (2011-05-27 06:12)
kamil11269kamil11269
0
Gratuluję połowu (2011-05-27 11:46)
fp5fp5
0
Aby dalej takie były
(2011-05-29 18:09)

skomentuj ten artykuł