Zaloguj się do konta

Pierwszy podwójny fart

Było to w 1990 roku w maju podczas konkursu organizowanego przez nasze Koło na zbiorniku Miedzna Murowana. Pojechałem na zawody zupełnie nieprzygotowany (impreza rodzinna) i bardzo osłabiony, bez nęty i białych robaków. Jedynie z bladymi dżdżownicami znalezionymi na chodniku (było po deszczu) podczas oczekiwania na autobus. Nie znając zbiornika, ostatni ruszyłem śladami współtowarzyszy wycieczki. Wolne stanowisko znalazłem dopiero na wybetonowanym brzegu na schodkach. Założyłem dżdżownicę na hak i zarzuciłem jakieś 25 metrów od brzegu. Wędkowałem na kij teleskop (marki Made In USRR) 4 –ro metrowy z uchwytem skręcanym na kołowrotek (nowość). Po kilkudziesięciu minutowym oczekiwaniu, gwałtowne branie w dno, zacięcie – wyciągam - na haku wisi JAZGARZ (z pyska zwisa mu duża część robaka). Z największą ostrożnością zdjąłem go i wrzuciłem do siatki. Założyłem następną dżdżownicę i powtórnie zarzuciłem w poprzednie miejsce. Wędkę położyłem na wiaderku i zacząłem uzbrajać szczupakówkę (2-u częściowa marki USRR). Nagle usłyszałem za mną plusk (byłem odwrócony tyłem do wędki) i poczułem uderzenie wędki w nogi. W pierwszej chwili pomyślałem że sam ją potrąciłem, odwracam się powoli podnoszę spokojnie kija i czuję jego opór, zaciąłem mocniej i delikatnie podniosłem rybę do powierzchni, bez walki wyholowałem go w podbierak. Kilówkę LESZCZA wrzuciłem do siatki. Następna dżdżownica i rzut w poprzednie miejsce. Spokojnie dokończyłem zbroić szczupakówkę założyłem na hak nr 3 (made In USRR z uchem) jazgarza i rzuciłem w zalew ile miałem sił. Po jakimś czasie chcąc przerzucić (fale zepchnęły spławik blisko brzegu), schyliłem się by chwycić kij i widzę jak spławik szybko oddala się w środek jeziora prując fale. Odczekałem aż przystanie i gdy ruszył ponownie (tak mnie uczono) energicznie przyciąłem i rozpoczęły się harce (dokazywał oczywiście szczupak). Przy pomocy kolegi Bogdana „Popiełuszki” który akurat przechodził (spinningowiec) udało mi się wyciągnąć go na brzeg. Miał 42 cm a chudy był jak „sznurówka”. To były wszystkie ryby jakie w tym dniu złowiłem. W sumie ważyły 1,8 kg, pozwoliło mi pierwszy raz w życiu wygrać zawody (na co naprawdę nie liczyłem) w kategorii open, w kategorii spinning wygrał kolega Bogdan wynikiem 1,8 kg ( 2-e sznurówki).

Opinie (1)

Kamilo

fajne opowiadanie daję 5 gwiazdek [2010-05-20 15:07]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Łowisko Tuszynek

ŁowiskoNa Łowisko Tuszynek wybraliśmy się w drugiej połowie lipca na k…