Pierwszy wyjazd. Magia czy gorączka?

/ 3 komentarzy

Pierwszy wyjazd.
 
            Znacie Państwo ten stan, kiedy zbliża się wyjazd na ryby? Oczywiście nie taki zwykły „codzienny” tylko pierwszy w roku, albo pierwszy po dłuższej przerwie! Myślę, że każdy tak ma chyba, że potrafi oprzeć się gorączce łowów. Jeśli tak to mu gratuluję spokoju. Ja tak nie potrafię.
            Dziś opiszę emocje związane z wyjazdem na połowy muchowe po zimowo-wczesnowiosennym poście.
            Są dni najczęściej kwietniowe, gdy słońce już mocno operuje , ptaki zaczynają trele, a żaby szykują się do godów. Wówczas rasowy wędkarz muchowy w domu usiedzieć raczej nie może. W pracy godziny się dłużą. W domu każde obowiązki są wielką udręką. Od poniedziałku myśli biegną od rzeki do rzeki. Padają pytania. Gdzie jechać? Może Górna Radew- piękna, czysta , ale czy tam już się coś dzieje. Ciągnie na Górną Wieprzę. Pstrąga tam dużo. Piękne okolice, ale troszkę daleko. Może Górna Parsęta. Takie piękne kropki tam mieszkają. Okolica odludna. Rzeka od niedawna ma prawdziwego gospodarza. Ale czy tam już coś się rusza? Może na Błotnicę, Dębosznicę. Małe, ale jakie cudowne miejscówki na grubiutkie czterdziestaki.   Myśli galopują. Pod powiekami przewija się kalejdoskop rzek, rzeczek i potoczków. Może kręta jak labirynt Grabowa. Ale tam nie wolno brodzić. A może coś mniejszego Uniesta, Bielawa, Perznica, Trzebiegoszcz. Ile dni , ile miejscówek, ile wspomnień. Nagle myśl. A może gdzieś dalej: Łupawa, Łeba, Rega etc. Głowa pęcznieje. Już wiesz , że do ostatniej chwili nie będzie decyzji. Może ktoś podpowie, naprowadzi, gdzieś był coś złowił. Wszystko to napływa wędkarzowi do głowy, a sobota coraz bliżej. Około czwartku dochodzą nowe pomysły: Gwda, Czernica, Drawa. Nie to ponad siły. Trzeba wyznaczyć cztery rzeki i zdecydować się na którąś. Zostaje Radew, Parsęta, Wieprza i zawsze miła choć nie mocno przejrzysta przypominana w ostatniej chwili Studnica ( pstrąg w kwietniu 1990 na Blue Foxa 42 cm).
            Załóżmy, że wybrałeś. Jednak Górna Wieprza. Co zdecydowało? Ryby. Wspomnienia. Wielkość. Dopilnowanie. Urok. Paruzel. I milion innych rzeczy wydłubanych z pamięci. Przychodzi sobota. Godzina 4.00. Budzik. Śniadanie i do auta. Godzina drogi przede mną. Około 5.30 wysiadam nad rzeką kilkaset metrów od Bożanki. Ranek jest cudny. Słonko prześwituje przez kwietniowe chmury. Całkiem bezwietrznie. Drzewa jeszcze puste. Nad wodą mgła, rosa i stare pajęczyny. Składam sprzęt. Wędka czekała całą zimę. Ręce drżą. Spasowuje części swojej muchówki. Montuje kołowrotek. Przesuwam powoli linkę przez przelotki. Kątem oka spoglądam na las. W oddali widać sarnę. Jest u siebie więc się nie boi . To ja tu jestem intruzem więc spokojnie. Niech przyroda żyje bezpiecznie, bez pośpiechu, który zostawiłem w mieście. Wyciągam linkę z ostatniej przelotki. Dowiązuję przypon. I znowu problem. Jedna mucha? Czy dwie? Jednak jedna. Na dobry początek. Ale co założyć? Nad wodą coś lata, ale słabo. Decyduję się jednak na Goddarda. Może za duży, ale na początek wystarczy. Trzeba się zapoznać z wodą. Przyzwyczaić wzrok. Potrenować rzuty po zimie. Potem się ubieram. Zapinam kurtkę, bo tak super ciepło to jednak nie jest. Podejście do rzeki. Zakładam polaroidy. Nie lubię tego. Bo świat jest wtedy brzydszy, ale pomagają oczom więc muszę. Staję nad skarpą. Na wodzie lekki wir. Zarzucam muchę. Pierwszy rzut mi nie wychodzi. Dopiero drugi jest już idealny. Goddard ląduje przed wysuniętym w stronę wody krzewem. Płynie spokojnie, nie smuży. Jestem szczęśliwy. Uspokajam się. Gonitwa myśli ustępuje. Jestem spokojny. Nowy muchowy sezon się zaczął. Może nawet nic nie brać. Koniec gorączki. Następne wyjazdy to już nie to samo. Rutyna. Dla takich chwil wędkarz żyje. Przyroda, wędka i my. Cóż więcej potrzeba do szczęścia takim ludziom jak my?  
 

 


4.3
Oceń
(11 głosów)

 

Pierwszy wyjazd. Magia czy gorączka? - opinie i komentarze

kabankaban
+3
Biorąc pod uwagę ostatnie dwa zdania to mnie nic. Pozdrawiam:) (2017-12-19 08:36)
barrakuda81barrakuda81
+2
Zgadzam się z Grzegorzem - ostatnie zdanie to najlepsza puenta.Choć pstrągów nigdy nie łowiłem a już trochę łowię ( może to kiedyś nadrobię ) to klimat jest mi dobrze znany.Pierwsze słońce zawsze tak działa po długiej zimie.Nowe nadzieje, nowe siły i plany - nowy sens życia. (2017-12-19 11:21)
patagoniapatagonia
0
Dla prawdziwych wędkarzy taki jest sens życia. Dobrze piszesz. Do zobaczenia na łowiskach, może kiedyś , może gdzieś...... . (2017-12-19 12:37)

skomentuj ten artykuł