Płk Walenty Dacewicz 2015

/ 11 zdjęć


Raz w roku rozgrywamy w naszym Kole Garnizonowym zawody spławikowe o przechodni puchar im. płka Walentego Dacewicza i dlatego jest okazja, żeby przypomnieć, kim był dawca imienia dla wskazanego trofeum. Trzeba się cofnąć do początku lat 60-tych ubiegłego wieku. W Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Chemicznych w Krakowie jest grupa zapalonych wędkarzy, spośród których najwyższą pozycję w hierarchii wojskowej zajmuje płk Walenty Dacewicz. Jest kwatermistrzem, ma możliwości skupienia większej liczby kadry wokół zajęć hobbystycznych i czyni to ku swojej chwale. Zakłada w 1962 r. Koło Garnizonowe PZW w Krakowie i zostaje jego pierwszym prezesem. Pomagają mu mjr Lucjan Kindler i Robert Rachwał. Ci ostatni jeszcze niedawno brali udział w zawodach o puchar im. Dacewicza. Żaden z nich nie przypuszczał, że założone Koło Garnizonowe PZW jest ich trwałym i żywotnym wkładem na rzecz obronności. Bo o WSzOWChem. pamiętają tylko najstarsi górale. Koło Garnizonowe było i jest otwarte na kadrę. Dnia 13 września 2015 r. zebraliśmy się przy górnym zbiorniku w Podgórkach Tynieckich, żeby powalczyć o puchar im. płka Walentego Dacewicza. Pogoda nam sprzyjała. Mieliśmy umiarkowane wiatr i słońce. Wybrane przez nas łowisko jest typowo sportowe. Stąd ryb się nie zabiera. I późnym latem jest to wyraźnie widoczne. Nie ma żadnych ścieżek nad wodę, bowiem brak presji wędkarskiej spowodował, że brzegi wody zdziczały. Z ogromnym trudem, na raty, znosiliśmy sprzęt spławikowca, przedzierając się przez pokrzywy, jeżyny, powoje i inne zielsko wysokie na 1,5 m. Lekki wiaterek dmuchał w twarz i zagarnął do brzegu zielone zakwity na wodzie. Spławikowi i rybom to nie przeszkadzało, ale siatka na ryby i podbierak wymagały prania. W łowisku dominuje leszcz.Wiosną zarybiono jaziem, ale one późnym latem nie dają się łowić. Kto trafił na płytką wodę, ten łowił płocie. Tak było z Edwardem Bukowskim. Zniechęcony do chaszczy wybrał łatwiejsze dojście i trafił na wodę o głębokości 1 metra. Pozostali przygotowali się na leszcza i dlatego wybrali głębszą wodę. Używano lasek i batów. Zwycięskie okazały się laski, a to ze względu na punktowe nęcenie. Faworytem był i nie zawiódł Edward Gronowski. Jemu zawsze sprzęt wędkarski hula, a poza tym rozpoczął przewód doktorski z zanętologii. W moim przypadku wiedza o tym, jak łowić, spierała się z upodobaniami, które każą łowić szeroko i głęboko. Poza tym choruję na brak wiary i zaufania do wiedzy. Utrwalał mnie w tym sosie mentalnym fakt, że w czasie pierwszej godziny złowiłem ledwie dwie ryby. Zgodnie z wiedzą, odrzucając upodobania, zacząłem łowić dopiero w trzeciej i czwartej godzinie. Wróciła też wiara, że mogę złowić. To jest dla mnie szalenie ważne. Na 100% sprawdziłem, że jak w trakcie holu ryby pomyślę o tym, że się urwie, to ona zawsze wtedy się odhacza. W taki sposób straciłem dwa duże leszcze, jednego w połowie drogi holowania i drugiego przed samym podbierakiem, w czasie ostatnich 5 minut łowienia. Nie żałuję, ale szkoda. Mistrz Edward Gronowski złowił 41 ryb, co dało 7733 pkt. Moje 31 ryb dało nieco ponad 5400 pkt, a trzeci Józek Wydmański z 15 rybkami uzyskał nieco ponad 1100 pkt. Zawody były bardzo udane.Osiągnięto wyniki godne wyśmienitego wędkarza, jakim był pierwszy Prezes naszego Koła. Czołem Pułkowniku Dacewicz i koledzy - do okazjonalnego spotkania w następnym roku.
R.D.

 


5
Oceń
(4 głosów)

 

Płk Walenty Dacewicz 2015 - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł