Pocałunek śmierci.

/ 13 komentarzy / 7 zdjęć


    Pocałunek śmierci, czyli mroczna strona świadomości.

-Rysiu, czy mogę?
-Tak, chodź!
Podszedłem, zdjąłem czapkę i poczekałem, aż sędzia odsłoni łysinę, wziąłem głęboki oddech i pocałowałem go soczyście w przetłuszczone czoło. Oblizałem się i posmakowałem: - słono, ale tak pewnie smakuje sukces - pomyślałem i poszedłem na swoje stanowisko. Rysiu przyczłapał za mną. (!?) Obróciłem głowę i przebijając się przez jego zamglone spojrzenie, zajrzałem mu głęboko do wnętrza duszy.
-No co, postoję trochę przy tobie, bo szczęście trzeba utrwalić.
-??!!
Niedziela, drugi dzień zmagań w wędkarstwie morskim na „Złotej Rybce” w Darłowie. Jesteśmy po zmianie stanowisk, po gorącym kapuśniaku z solidną wkładką, w postaci klopsa. Klops, to moja specjalność. (!) Szyper zadął w trąbę i opuściliśmy przynęty.
Po prawej mam Bogusia i Waldeczka, a po lewej Pawła, Grześka i Andrzeja. Wszyscy oni są w zdecydowanie lepszej niż ja sytuacji wyjściowej przed ostatnią, decydującą rozgrywką. Za plecami, Rysiu… . Ze śródokręcia przywędrowałem z jedną, jedyną rybką.
Determinacja tyleż duża, co bezsilna. Ambicja tyleż duża, co ślepa. Tak oto oddalałem się od celu. Runęły moje bajkowe wizje.
Skłonność do refleksji bardzo często oddala od rzeczywistości. To moja słabość. Co robić? Po występie na GPX Okręgu Mazowieckiego zmieniłem skalę oczekiwań, a zbiór elementów przypadkowych na usystematyzowane działanie.
Wygięły się wędy moich sąsiadów, Boguś mamrotał swoje –„ryybaaa”, a u mnie nic się nie działo. Gul powiększał mi się w golfie niczym wole przy zaniedbanej tarczycy. Rysiu odpuścił i poszedł na ławeczkę, bo pewnie uznał mnie już za przypadek beznadziejny.
Kiedy zrozumiałem, że szczęście już po mnie nie zawróci, to odpuściłem spinę. Odpuściłem milczenie i gniew. Przestałem blokować, niczym pies ogrodnika, Bogu ducha winnego Bogusia.
Ciągłe kontrolowanie się i naśladowanie innych nie leży przecież w mojej naturze. Pójdę w poprzek reguł, jak zwykle, bo te nigdy mnie przecież nie ograniczały. Nie będę się przecież męczył i czynił wbrew sobie, bo nie po to tu przecież przyjechałem. Przyjechałem się przecież wyluzować i odpocząć. Wyluzowałem.
Podniesiony na duchu wychodzącym z ukrycia słońcem ruszyłem do walki. Nawet nie walki, ale wędkowania i to takiego, jak lubię, po swojemu. Przestałem się stresować i myśleć o wędce, że nie jest taka, jak być powinna. Przestałem kontrolować kolegów.
- Je.ać te kultowe Kongery, SCRy, nieosiągalne Quantumy i inne bajery. Mam, co mam, przerobionego Yorka za 50 zł i też sobie poradzę. Odzyskałem wiarę i zacząłem czerpać przyjemność z sytuacji: jestem na kutrze, pośród kolegów, z dala od trosk życia codziennego. Nie boli mnie głowa, jestem zdrowy i przede wszystkim jestem na rybach! Zrobiłem się gibki (?!)
Mimo uszu puściłem kąśliwe uwagi kolegów, że brak oczekiwanych postępów spowodowany jest tym, że nie trafiłem z całusem i że powinienem go bardziej na antypodach rysiowego ciała umiejscowić. Kocimi ruchami stosowałem podwójne podbicia, niższe i wyższe, na kontrolowanej i luźnej plecionce, szurałem po dnie i operowałem powyżej. Kij zadrżał już w pierwszym napłynięciu, ale delikatnie. Wszystko o mojej wędce można powiedzieć, ale szybkości, to jej nikt nie odmówi. Zaciąłem malucha z szybkością światła! I kiedy tak sobie dyndał i podrygiwał, to postanowiłem potrzymać dłużej, to może szamocąc się zwabi większego pobratymca. Nie minęło 10 sekund i poczułem solidniejsze uderzenie. Czujny, zmotywowany i wyluzowany zareagowałem błyskawicznie. Podnosiłem spokojnie, bez pospiechu i czułem, że dosiadła ryba przynajmniej wymiarowa. Tak, jak podejrzewałem, wabiący dorszyk spadł przy zacięciu, bo pod powierzchnią wody pokazała się jedna ryba. Wyjąłem, przyłożyłem do miarki, potem w łeb i  … do kasty. Już chciałem zarzucać, kiedy usłyszałem sygnał: „wędki z wody”. Kolejne napłynięcie i na dochodzącej, z dalekiego opadu dostałem następną rybę, a zanim szyper zatrąbił, zdążyłem zaciąć jeszcze jedną. Dwie i pół godziny od pocałunku zleciało błyskawicznie i usłyszeliśmy znienawidzony sygnał: „koniec łowienia”. Zajrzałem do skrzynki. Rewelacja, około dziesięciu. Po dokładnym przemierzeniu okazało się, że 7 dorszy mogę przedstawić sędziemu do miary. Sześć dołapałem, więc wybroniłem się z beznadziejnego położenia. Boguś i Kotlet też po siedem, z tym, że ich ryby były zdecydowanie większe. Szczególnie te Bogusia. Złapał je rano na tajną przynętę. Mój najpoważniejszy rywal ( to jego oddech czuję ciągle na plecach podczas morskich rozgrywek) Darek – Kotlet –Kotela łapiąc o jedną rybę więcej ode mnie podczas dwudniowych zawodów spowodował prawdopodobnie, że mój występ w GPX OM, to będzie prawdziwy Blitzkrieg. Czyżby jedna imprezka i … do domu? Jeszcze szybciej, niż przed paru laty. Wtedy, to przynajmniej zaliczyłem trzy występy na Okręgu.
Szybko pozbawiłem się też w sobotę swojego asa, czyli superłownej wędki, którą złamałem jeszcze przed przejściem. Dała mi, co prawda 5 ryb, ale po jej stracie nie mogłem się już wstrzelić, znaczy wiarę straciłem. Próby z pożyczoną i długie myślówki spowodowały, że dopiero po pocałunku wiarę w sukces odzyskałem. Sobotnim piątym, i 6 - tym miejscem z niedzieli zapracowałem na dyplom. Dyplomy wywalczyli również: Piotrek Gęsior (6), Darek Kotela (4), Andrzej Stencel (3), Marcin Kubus (2) i Darek Stefanek (1). Darek zdeklasował nas pierwszego dnia, bo złapał ponad dwadzieścia dorszy, gdzie drugi, Andrzej Stencel miał ich czternaście. AS zawinął kolejny już puchar za największą rybę. Który to już? Chyba sam się już pogubił. W rozegranych 22 i 23 października w Darłowie zawodach w wędkarstwie morskim koła nr 28 Warszawa – Ursynów jego rekordowy dorsz miał 71,4 cm. Taka, to już nasza nowa, świecka tradycja: Prezes za I miejsce, a Andrzej za największą rybę. Naprawię wędkę, to pogadamy. Czujną i szybką. Wyczuwającą nawet morskiego diabła obwąchującego przynętę, czy inną meduzę. Zacinającą dorsza, zanim zamknie paszczę.   
Gościnnie wystąpiła na naszej imprezie trójka wędkarzy z Pruszkowa: Rusłana i Sławek z kolegą. Podobało im się bardzo i zapowiedzieli już, że w przyszłym sezonie przenoszą się do nas, bo ponad patriotyzm lokalny przedkładają atmosferę i dużą ilość imprez sportowych w naszym kole.
Tytuł pechowca zawodów zdobył bezapelacyjnie Waldeczek, który w niedzielę zamiast złapać dziewięć ryb, urwał 9 zestawów.  
Dziękuję wszystkim współuczestnikom rejsu, pani właścicielce pensjonatu w pięknej terenówce i z seksownym aparatem ortodontycznym, gratuluję zwycięzcom i przegranym. I wcale nas wiatr nie wypiździł, i wcale wartościowe nie okazało się aż tak trudne, i wcale łatwizna nie oznacza bylejakości.
Trzech naszych orłów - kadrowiczów rozgrywało równolegle zawody z cyklu GPX OM we Władysławowie i wcale nie mieli tak łatwo. Tomek, Michał i Marcin kolejny już raz zamieszali na liście najlepszych wędkarzy morskich Okręgu Mazowieckiego. Może któryś z nich w komentarzu uściśli tę informację, bo to nie moja liga i nie jestem godzien.
Rysiu, widzimy się 20 listopada na zawodach spinningowych.          
 

 


4.1
Oceń
(21 głosów)

 

Pocałunek śmierci. - opinie i komentarze

rysiek38rysiek38
+1
Artykuł to porostu relacja z wyprawy,coś poniekąd w moim stylu - stąd może tak niskie oceny. Ja osobiście dałem pionę bo chciałbym przeżyć jeszcze taką przygodę na Bałtyku ,niestety z kilku przyczyn jest to dla mnie nieosiągalne a czytając go zadziałała wyobraźnia,jak dla mnie ok. (2016-10-30 20:31)
StachuStachu
0
Dzięki Rysiu. Szkoda, że oceniający są utajnieni, bo może gdybym poczytał coś z ich twórczości, to miałbym się szansę podciągnąć. pozdrawiam (2016-10-30 20:54)
StachuStachu
0
Panowie Redaktorzy, Moderatorzy, Recenzenci ! Mam serdeczną prośbę: przestańcie mi wreszcie zmieniać i poprawiać tytuły moich wpisów. Skąd u Was pewność, że wiecie lepiej ode mnie? Przecież pieniążków żadnych za to nie biorę, więc póki co, to moja autorska własność. Pozdrawiam serdecznie (2016-10-30 21:03)
rysiek38rysiek38
+1
Zawsze bylem tego zdania że jak oceniasz to miej przyslowiowe jaja i się przedstaw,ja mam nawet mój nr telefonu na wizytówce jakby ktoś miał pretensje,, i kilku blogerów z niego skorzystało co obu stronom wysZło tylko na dobre (2016-10-30 21:51)
aldentealdente
+1
Fajnie napisane...tak od siebie ...przemyślenia, rozterki. Każdy z nas tak ma, szczególnie, jak w grę wchodzi współzawodnictwo. Ode mnie 5 :-) Pałami się nie przejmuj. Zakompleksiałych pajaców nigdzie nie brakuje. (2016-10-30 22:58)
StachuStachu
0
Dzięki Panowie za miłe słowa. Dajmy już spokój tym ocenom, bo nie jest to przecież średnia, która idzie na świadectwo maturalne. Miło mi bardzo, że Wam się podobało. Życząc zdrowia, pomyślności i sukcesów wędkarskich pozdrawiam serdecznie. Piszę, bo chcę i nikomu się nie narzucam. Nie pcham się ze swoimi wpisami na afisz. Uważam się za kogoś w rodzaju kronikarza naszego koła i wpisy te adresowane są raczej do uczestników naszych sportowych spotkań, niż do szerszej publiczności. A, że czasami ktoś wywlecze moje wypociny na stronę główną portalu, to ode mnie już nie zależy. Określone sytuacje i zdarzenia jedynie ich świadkowie są w stanie zrozumieć. Fajnie. Zabrzmiało to, jak tłumaczenie dowcipu ... . (2016-10-31 19:25)
DzikuDziku
+1
Jak zwykle świetna relacja Stachu !! Powinieneś prowadzić szkołę dziennikarstwa wędkarskiego ;) (2016-10-31 20:36)
StachuStachu
0
Dziku, żeby nie było, że my tu sobie pałki polerujemy. Nie ściemniaj mi tutaj, tylko bierz się i odciąż kolegę. Jasiek Gąsiennica ucichł jakoś, przestał jeździć, bo pewnie te swoje poematy wypisuje. Kosa wzbił się na wyżyny i nie chce się z pospólstwem zadawać. Zbychu odpuścił. Łysy Wąż też się odbił. Młodzież się jakoś nie garnie. Czarno to widzę. Pozdrawiam (2016-11-02 00:04)
dlugi82dlugi82
0
Stachu dzięki za super wyjazd i jak zawszę zaj... relację z Naszych zawodów - pogoda dopisała nie mieliśmy na co marudzić pod tym względem (2016-11-02 14:00)
StachuStachu
0
Dzięki Piotrze, do następnego razu. pozdro (2016-11-03 09:15)
Da-beerDa-beer
0
Relacja napisana przez Stacha jak zwykle sprawiła ,że miałem uśmiech na twarzy kiedy ją czytałem. Co do wyników z GPX Polski w Władysławowie to jak zwykle najlepiej wypadł Tomek ,,Kosa'' Kosiński zajmując 2 miejsce!!!! Mi udało się wywalczyć 7 lokatę ,a Marcin ,,Miller'' Milczarski zajął 28 miejsce. Do zobaczyska na morzu !!! (2016-11-03 16:42)
StachuStachu
0
Serdeczne gratulacje i wielki szacun. Nie odpuszczajcie! (2016-11-06 12:02)
StachuStachu
0
Serdeczne gratulacje i wielki szacun. Nie odpuszczajcie! (2016-11-06 12:04)

skomentuj ten artykuł