Polak, Węgier dwa bratanki - rzeka Aro

/ 13 komentarzy

Część I
ARO KAMIENNA RZEKA
Jak wspominałem we wcześniejszym wpisie, przygotowywałem się do następnej wyprawy wędkarskiej , wspólnie z moim znajomym Węgrem Gorgem. Bardziej trafne byłoby tu okreslenie survival, jako że postanowilismy nie zabierać ze soba prowiantu, jemy to co złapiemy lub upolujemy. Wzieliśmy oczywiście sprzęt wędkarski, naboje do strzelby, kawe, cukier,sól, woreczek manioku i kilka puszek sardynek na czarna godzine. No i pojechalismy.

Tego wyjazdu dlugo nie zapomnę. Pierwszy etap podróży , miasto Bolivar. Mieszkamy na wyspie Margarita , więc żeby dojechać do Bolivara musimy przeprawiś się promem na kontynent do Puerto la Cruz, a później autobusem do stolicy Stanu Bolivar. Czas podrozy ok 8 godz , jak dobrze pojdzie!. Ameryka ¡!! Ale Poludniowa, co znaczy że jeśli prom ma odpłynąć o 9.00 rano to równie dobrze może odpłynąć o 11.

Pozniej tak, na pewno nie wcześniej. Analogiczna sytuacja z autobusem. Pamietam jak kiedys jechalem rowniez do Bolivara, planowany odjazd 10 wieczorem. Bylo juz dobrze po jedenastej jak udalo mi sie zlapac przedstawiciela lini. Na moje pytanie czy ma jakas informacje odnosnie autobusu, ze stoickim spokojem odpowiedzial ze tak . Ma informacje ze autobus dzisiej nie przyjedzie ? Sugeruje mi dwa wyjscia, albo poczekac do jutra albo zwrot kasy. Pelna kultura… mnie malo szlag nie trafi a facio z twarza pokerzysty pyta ktora opcje wybieram ?? I tu sprawdza sie magiczne slowo ..trankilo..spokojnie, obok maniana ulubione slowo latynosow. Tak na marginesie tez mi sie podoba.

Ale wróćmy do naszej podróży. O dziwo dojechalismy do Bolivara bez wiekszych niespodzianek. Krotka instalacja w posadzie, kolacja, w miedzyczasie szybkie telefony do Aro lodge, rezerwacja transportu i lulu. Jutro wyjazd o swicie, pod warunkiem ze nasz kierowca nie zaspi..hahahaaa..trankilo….

I znowu mila niespodzianka, Pedro nasz kierowca przyjechal punktualnie o 6 rano. Zbieramy graty i w droge , czeka nas ok. godziny jazdy, i dwa punkty kontrolne Gwardii Narodowej. Przez pierwszy przjezdzamy bez problemow, zaspany wojak podniosl glowe , spojrzal metnym wzrokiem i machnal reka, mozemy jechac dalej. Na nastepnym niestety kontrola. Zjezdzamy na pobocze. Rutynowe pytania, bron macie ¿ nie, skad jedziecie? Z Bolivara, bezsensowne pytanie, tak jakby mógł to sprawdzić dokąd jedziecie? Nie wytrzymalem i wyrwalo mi się, do Pacanowa. Spojrzal na mnie pytająco, więc zacząłem mu tłumaczyć, ze to mala osada bardzo znana z tego że leczą tam kozy. Bardzo grzecznie z usmiechem na twarzy opisalem jak tam dojechac. Chyba bylem wystarczajaco przekonywujacy, bo mimo stwierdzenia, że nigdy nie słyszał o takiej wiosce pozwolil nam jechac dalej.

W drodze Pedro pyta, sluchaj Vlad a gdzie jest to Pacanowo? Mówiłeś, że jedziemy nad Aro teraz do Pacanowa, nic nie rozumiem. Nie wierzę Pedro , jedziemy do Aro, do Pacanowa zajrzymy w drodze powrotnej. Ok. No i jak tu sie smiać… wesoly kraj…

Plan mamy taki, 5 dni nad rzeka Aro, a później ekspedycja w górę rzeki Paragua. Zjechaliśmy z asfaltowej drogi i dalej polnym bezdrozem jakies 5 kilometrow. Jeszcze kilka minut i bedziemy nad rzeka. Rzeka Aro jest doplywem Orinoko i jedna z piekniejszych rzek Venezueli. W okresie pory suchej ma bardzo malo wody, ale kamieniste dno jest tak nieregularne ze tworza sie tzw. pozos/studnie/ o szerokosci ok 20m i glebokosci do 10 m. W okresie od lutego do maja w tych oczkach woda aż sie gotuje. Niestety jest już koniec drugiej połowy czerwca i moze być różnie.

Dojeżdżamy do ośrodka, w progu wita nas mój przyjaciel, wlaściciel haciendy i ośrodka Orlando.
Hola Vlad ,przygotowalem dla Was pokoj . Dziekuje bardzo odpowiadam, ale znasz mnie Orlando. Wyjechalem z cywilizacji nie po to zeby do niej trafic z powrotem ? Znasz mnie przecież. Ty zawsze z tymi Twoimi odlotami, mowi smiejac sie. Jeszcze raz dziekuje za goscine i idziemy z Gorgem nad rzeke. Szybko rozbijamy oboz i idę na rekonesans. Hmm, poziom wody bardzo niski ale widze pareciekawych miejsc miejsc . Wracam po wędkę i zaczynan biczować wodę. Jeden , drugi, trzeci rzut i nic. Na wodzie też nie widać spławiajacych się ryb, głucha cisza. Znaczy na kolacje sardynka z puszki i maniok, tez ma to swoj plus, dietka…

Oj coś na wodzie sie ruszyło. Podchodzę pod duży głaz i widzę na mieliźnie przy piaszczystym brzegu wir na wodzie. Pavon. Zmieniam przynętę na pływajacego slidera w kolorze brazowym. Rzut i ściągam wzdłuż brzegu, lekkimi szarpnieciami, znowu pokazal się wir na wodzie i czuję uderzenie na kiju. Zacinam i zaczęła sie zabawa. Prawie natychmiast po zacięciu wyskok z wody - w zachodzącym słońcu lśni srebrzysty wrzecionowaty ksztalt, ciemna płetwa ogonowa z czerwonym zabarwieniem - Picua ! Spodziewalem sie pavona, a tu niespodzianka, ryba co chwila wyskakuje z wody, akrobatka jakich malo. Potrafi wyskoczyc z wody na odleglosc 4-6 metrow. Walczy dzielnie ale powoli holuje ja do brzegu. Zaciela sie paskudnie, no coz przykro mi bardzo, prawo dzungli. Dzisiejsza kolacja uratowna. Madziar ¡!!! Krzycze, rozpalaj ognisko , robimy kolacje. Nie wiem czy cokolwiek zrozumial , chyba bardziej sie domyslil widzac w moim reku 2 kilowa rybe. Wracam do naszego obozowiska. Kolacje przygotuje ja, nie dowierzam umiejetnosciom kulinarnym Wegra, a glod juz powoli odbiera mi rozum. Zupka rybna po wenezuelsku, z ostra papryczka , limonka i nieodzownym maniokiem smakowala wybornie. Teraz mozna isc spac, jutro nowy dzien

Pavon z rzeki Aro
Wstaliśmy skoro świt, Gorge stanął na wysokości zadania i przygotował kawę. Nie ma jak poranna kawka. Wędka w dłoń i idziemy, a śniadanie pyta Gorge ? Była kawa , wystarczy odpowiadam. Jak zrzucisz pare kilogramow tez Ci nie zaszkodzi. Vamos, rybki czekaja. Idziemy wzdluz brzegu, wypatrujemy jakiegos ciekawego miejsca. Miedzy glazami blyszczy tafla wody, pozo. Azymut obrany, ale latwiej powiedziec niz zrobic. Glazy wypolerowane woda z piaskiem lsnia w sloncu. Powierzchnia gladka, poruszac sie po nich nielatwo, o czym za chwile mialem moznosc sie przekonac. Stanalem przez nieuwage na wilgotnym piasku, po czym probowalem sie wspiac na granitowy glaz by dojsc do wody. Noga zjechala po sliskiej powierzchni , gwizdnalem piszczelem o kamienny kant, o k……….. pomyślałem, ale nie zdążyłem wymowić. Ból odebral mi mowe i zabaczyłem wszystkie konstelacje gwiezdne.

Jak doszedlem do siebie , obmacalem noge, złamania nie ma. Tego by jeszcze brakowalo. Ale zaczął rosnąć calkiem okazały fanarek. Chwila przerwy dla nabrania werwy i w pieriod. Udalo mi sie przebrnąć przez kamienna zaporę i ….piekny widok. Z jednej strony skalno-kamienisty brzeg, z drugiej to samo a w srodku kanal zakonczony dosc duzym oczkiem . W przezroczystej z turkusowym odcieniem wodzie widac plywajace ryby.

Naturalne akwarium, pielęgnice, kolowe rybki , stada sumikow ,cos niesamowitego. Discovery chanel na zywo. Odłożyliśmy wedki i usiedlismy na brzegu urzeczeni widokiem. Z sielanki wyrwal nas glosny plusk. Na końcu kanalu cos zeruje. Gorge bierze wedke i idzie sprawdzic, ja postanawiam przeczesać woblerem przeciwlegly brzeg. Rzut , sciagam jakies dwa metry i gwaltowne pobicie. Zacinam i slysze swist odjezdzajacej plecionki, dokrecam hamulec. Jak wejdzie miedzy kamienie bedzie po herbacie. Ej ejejej, drze sie Gorge, spoglądam i widze wygietka wedke. Skok w powietrze, okazala payara zalsnila w sloncu. Zacinaj, krzycze, zapomnialem ze nie rozumie.

Jeszcze jeden wyskok i wobler szybuje w powietrzu , spięła się. Ja dalej walczę ze swoją, udaje mi sie podprowadzić bliżej, podciągam do góry i salto, piękny wyskok, ale nie payara. Lśnią kolory zielonej oliwki, czarne pręgi, lekka czerwień, Pavon. Po kilku minutach holu doprowadzam rybę do brzegu. Waga, 4,300..uf . Najpiekniejsza ryba tego kontynentu. Ale tak intensywnych kolorów jak u tego Pavona jeszcze nie widzialem. Wysłałem fotke koledze Jackowi Znajewskiemu, i co mi szelma odpowiedzial ¿ zebym mu nie wysylal zdjec sztucznych ryb ……… Z brzegu doszedl nas glos, to Orlando . Przygladal sie zmaganiom i wiedzac ze wypuszczam ryby drze sie ile sil w plucach, Vlad nie wypuszczaj! Oprocz tego, że to najpiekniejsza, to prz tym najsmaczniejsza ryba slodkowodna. No cóż, on tu jest gospodarzem. Z bólem serca zabieramy rybę. Na brzegu Orlando uśmiechnięty odbiera rybę. Mamy zaproszenie na kolację i na 18- letnią whisky. Trzeba to uczcić, mowi Orlando, jak do tej pory to najwikszy Pavon zlapany przez gościa osrodka.
Pozdrawiam Kolegów Wędkarzy
Vlad alias Payara

 


4.6
Oceń
(76 głosów)

 

Polak, Węgier dwa bratanki - rzeka Aro - opinie i komentarze

u?ytkownik1805u?ytkownik1805
0
No cóż ! Tylko pozazdrościć. Cały czas mam nadzieję, że kiedyś i mnie będzie dane zakosztować takiej przygody. Pozdrawiam! (2009-10-13 12:00)
jurekjurek
0
No nareszcie się odezwałeś Vladimirze .............. nie pisałeś tak długo , że pomyślałem , że jakiś egzotyczny gatunek wielkiej ryby Cię pożarł ................ A TU PROSZĘ ...OPOWIADANIE Z CUDNYCH WYPRAW ---JAK SIĘ PATRZY ---na pewno nie jeden wędkarz zazdrości i chciałby być na Twoim miejscu ----ODE MNIE MASZ 5+ . Pozdrawiam Cię serdecznie Jurek i czekamy na dalsze relacje z krainy marzeń . (2009-10-13 12:19)
łysy wążłysy wąż
0
Będąc jeszcze na studiach, zdałem egzamin na instruktora survivalu - kręcą mnie takie klimaty. Nie jakieś hotele, tylko właśnie hamaki, namioty i " złapiesz - zjesz, nie złapiesz - jesteś głodny ".
Zazdroszczę Ci Vladimirze wypraw.... Kurcze, co tu dużo pisać.... Mam nadzieję, że kiedyś ( może w przyszłym roku ... ? ) uda mi się popłynąć z Tobą na payary....

pozdr. i gratuluję rybek
(2009-10-13 14:22)
pawlobilopawlobilo
0
Ależ wspaniale i ciekawie Pan pisze. Tak chce się czytać ,że nawet baba by się pochełpiła do czytania takiej wędkarskiej przygody:)5 (2009-10-13 16:46)
KirisKiris
0
Gratulacje, to przede wszystkim. Bardzo ciekawy artykuł a łowisko (przepraszam) chyba jeszcze wspanialsze. Pozdrawiam (2009-10-13 17:05)
u?ytkownik6876u?ytkownik6876
0
Coś pięknego , gratuluję . (2009-10-13 21:10)
moczykij1moczykij1
0
Długo czekałem na opis kolejnej wyprawy,ale się opłaciło.Barwnie opisana.Gratuluję i pozdrawiam. (2009-10-13 21:21)
grzegorzk75grzegorzk75
0
O takiej przygodzie mogę tylko śnić - oczywiście 5*! (2009-10-14 08:42)
506058557506058557
0
Bardzo ciekawy artykuł, fajnie się czyta,szkoda że mało fotek. (2009-10-14 14:35)
salmiaksalmiak
0
Treściwe i ciekawe opowiadanie .Gratuluję (2009-10-14 22:34)
payarapayara
0
Dziekuje serdecznie za mile dla ucha komentarze i juz niedlugo nastepny wpis. Pozdrawiam brac wedkarska w kraju, Vlad (2009-10-25 14:40)
u?ytkownik26041u?ytkownik26041
0
co tu dużo sie rozpisywać następna super opisana wyprawa wędkarska , w bajecznej sceneri czekam na nastepny wpis na twoim blogu ***** (2011-02-02 13:41)
ekooloekoolo
0
SURVIVAL w wykonaniu Vladimira to mistrzostwo.Czytam Twój drugi wpis i znów jestem pod wrażeniem.Jednak musisz na siebie uważać,bo chciałbym coś poczytać,napisane Twoją ręką:)Pozdrawiam*****:)
(2011-09-09 11:27)

skomentuj ten artykuł