Połamania kija, czyli historie wędkarskie...cz.II

/ 14 komentarzy / 4 zdjęć


Kontynuując temat przygód wędkarskich, może ciekawych, może mrożących krew w żyłach, ale takich, które utkwiły mi szczególnie w pamięci zacznę od przygody na lodzie. Nie będzie to miła historia, bo swój finał miała w szpitalu…

Nie pij na lodzie !

Dałem się namówić Rysiowi na wyprawę na J. Dargin i ma z nami jechać Wiesiek. Prawdę powiedziawszy, to nie przepadam za łowieniem spod lodu na tym jeziorze. Co prawda największe czasopisma wędkarskie wymieniają Dargin, jako jezioro, gdzie można złowić okonia na Rekord Polski, ale…
Nie lubię chodzić kilometrami w kopnym śniegu, albo po zupełnie śliskim lodzie i nie lubię łowić na głębokościach prawie 20-metrowych. A na Darginie dużego okonia, czy sieję można trafić wszędzie, ale przeważnie na dużych głębokościach.. No i jest to duże jezioro. Koledzy trafiali nie raz ładne garbusy, by następnego dnia w tym samym miejscu łowić tylko jazgarze. Zdecydowanie wolę „swoje” Jezioro Tejstymy. Ono odwdzięcza mi moją „wierność” , bo dało mi już 7 medalowych okoni…
Ale jak to mówią , dla „towarzystwa i Cygan dał się powiesić”...
Pojechałem z Rysiem i Wiesiem , tym bardziej, że inni nasi koledzy z koła wykupili kwatery i pojechali na trzy dni !
Wjechaliśmy na lód a poznałem to, jak maluch Rysia podskoczył na zamarzniętym pęknięciu. Rysio krąży i szuka drogi na otwarte jezioro a tu Wiesiek pyta, kiedy wjedziemy na lód..
- Toż już z 10 minut jesteśmy na jeziorze..
- A jaka tu głębokość ?
- No, ze 40 metrów
- Rysiek stawaj ! Ja wysiadam !
Wiesio niezwyczajny był do takich wycieczek autem po jeziorze, ale jak zobaczył autobus pełny ludzi skracający sobie drogę z Giżycka do Węgorzewa przez Kisajno i Dargin, to trochę się uspokoił. Ale i tak cały dzień chodził na miękkich nogach…
Pod wyspą spotykamy „naszych”. Oczywiście towarzystwo „wypite” i rozbawione na całego. Z pięciu , to tylko dwóch łowi. Reszta walczy z Jelcynem i są szczęśliwi, bo wyrwali się z domków. Co tam ryby…
Krzysiek jak tylko nas zobaczył od razu leci z kielichem, bo to „niezwykłość” spotkać się na tak wielkim jeziorze. A ledwie na nogach stoi… Rysio rozłożył świder, wykręcił kilka dziur i odłożył go na lód. Nawet nie zdążył spuścić mormyszki na dno a już jest przy nim Krzycho. No i oczywiście polewa. Wiatru wielkiego nie było, ale Krzyśkiem zachwiało i nagle…poleciał na plecy. Zawył tak, jakby go stado wilków rozdzierało… No nie… walnie łbem w lód , to jeszcze przytomność straci… No to fajne wędkowanie się zapowiada…Ale nie, podniósł się, by za chwilę znowu polecieć na plecy. Po chwili spod niego wypływa krew…
Andrzej zareagował najszybciej. Nauczyciel z liceum i trzeźwy zawsze na lodzie. Pobiegł na brzeg, wjechał busem na lód i po chwili Krzysiek wieziony jest do szpitala w Węgorzewie. Okazało się , że ma dwie rany cięte na plecach i pośladkach, bo dwa razy nadział się na ostrze świdra. Wszystko na szczęście szczęśliwie się skończyło i tylko dwie blizny zostały Krzyśkowi na pamiątkę. Do tej pory jak go spotykam, to korci mnie, by spytać, kiedy jedziemy na Dargin. Ale przecież ja nie kopię leżącego…

Przegięcie na granicy

Dzwoni do mnie Leszek…
- Mirek, ty…….. jeden ! Łowisz takie sandały a jeszcze mnie nie zabrałeś tam ? Taki z ciebie koleżka ?
No niestety, wieść o moich i Mironcia sukcesach w połowach drapieżników na granicy rozeszła się szybko. Przypomnieli sobie o mnie ludzie, których dawno skreśliłem z listy współtowarzyszy wypraw wędkarskich. Ale Leszkowi nie odmówiłem. Jego żona prowadziła sklep wędkarski ( c
zytaj dostawa akcesoriów na telefon , itp), no i Leszek to była taka barwna postać…Fajny, koleżeński gość, ale „naciągacz” niesamowity. To ten, co blachą w nurka rzucał, myśląc, że to metrowy szczupak…
Doprowadziłem do tego, że nawet w hurtowniach nie było „francuza”, czyli rippera nr 1 w tamtym czasie na sandacze. Ale mimo tego, że miałem ostatniego i wielce zdemolowanego Napoleona popłynąłem z Leszkiem. Przecież sandały brały i na Sharki Relaxa.
Łowimy już po ciemku, jak to po 18-tej w październiku. Mam 9 brań, ale zaciąć nie mogę. No zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Leszek próbuje innych gumek i nic. Oczywiście w końcu trafiam na zaczep i po francuzie. Godzina 19-ta dopiero a ja już mam dosyć. Taka porażka przy Leszku. Ale płakać przecież nie będę. Zakładam białego Sharka i ten też siedzi na zaczepie. Ale w miarę blisko. Postanawiam podpłynąć, bo mam odczepiacz. Po chwili na oderwanej gałęzi widzę swego Sharka i Francuza ! Wracamy na swoje stanowisko. Mówię Leszkowi, że mam Francuza z „odzysku”
- A jaki kolor przyponu ?
- Zielony
- To mój !
- Może i był twój, ale teraz jest mój z odzysku...
Zakładam tego farciarza. Poderwanie , dwa obroty korbką i opór… Oczywiście sandacz . Drugi rzut w koryto, prowadzę do łódki , już podnoszę i atak od dołu. Znowu sandacz !
Leszek prawie płacze. Bo na jego „Francuza”… Nie wytrzymałem. Daję mu tego killera. Ja mam już swoje sandacze, to niech i on połowi. Ale Leszek jak to Leszek, po ciemku i niecelnie rzuca i… po „Francuzie”. No kolego, po tego to ja nie popłynę, bo już jest na 'Ruskiej' stronie...
Leszek nie daje za wygraną. Przecież biorą ! Ja mam oczywiście dosyć, godzina 20-ta a on chce coś złowić. Zerwał kolejną gumę. Zapala latarkę, by zawiązać nowy przypon. Ruch na moście, czyli Ruscy nas zobaczyli.
- Gaś latarkę !
- A jak po ciemku zawiążę przypon ?
Nie czekaliśmy długo. Ruskie sołdaty zaczęli rozświetlać wodę racami…

Spływamy !
Leszek z wielkim bólem odpala silnik. Noc ciemna, nawet brzegu nie widać… Sam nie wiem jakbym prowadził łódź w takich ciemnościach.
Ale co to dla Leszka… płynie i układa sobie gumki w skrzynce. Nagle podbicie i gaśnie silnik.
Kur... wylądowaliśmy na zwalonej do wody sośnie…

Zaraz coś mnie trafi…październik, 6 kilometrów do przystani, jeden pagaj, godzina 20,30, pod prąd a ja rano do pracy…
Leszek pół godziny walczył z 2- konną Hondą, ale w końcu ją odpalił.

Pod domem zapomniałem o tych niesamowitych zdarzeniach dzisiejszego dnia. Godzina 22-ga. Odeszło ze mnie napięcie, mało tego, podzieliłem się z nim sandaczami, bo mówił, że jeszcze nawet nie próbował.
Po kilku dniach spytałem go jak smakował , a on , że nie wie, bo oddał go ojcu…

 


4.9
Oceń
(47 głosów)

 

Połamania kija, czyli historie wędkarskie...cz.II - opinie i komentarze

fizfiz
0
no to będę pierwszy w ten smutny dla nas dzień.. 5 oczywiście. (2012-06-28 19:53)
Zander51Zander51
0
Dzięki synuś... O naszych zwierzakach też napiszę... (2012-06-28 20:11)
piotrekelkpiotrekelk
0
Ty Mirku to miałeś przygody...a co do alkoholu na lodzie to też mam niemiłe wspomnienia i nie chodzi tu o mnie oczywiście, niestety niektórzy przez alkohol zatracili cały sens wędkowania... Mimo meczu, gdy zobaczyłem nowy wpis nie odpuściłem sobie...:) czekam na następne! (2012-06-28 21:13)
krzychu64krzychu64
0
Z tego Leszka niezły miglanc. Za wpis oczywiście ***** i pomyśl w końcu o książce. (2012-06-28 21:13)
Iras1975Iras1975
0
Życie okraszone przygodami, to życie przeżyte. Nie marnujmy ani chwili, bo drugi raz się nie narodzimy... Pozdrawiam.:) (2012-06-28 22:36)
Zibi60Zibi60
0
Te przynęty z odzysku mają coś w sobie, a może nasza w nie wiara czyni je łownymi. Zauważyłem, że ta forma przekazu ma wielu zwolenników, więc ... koledzy szlaki przetarte. Za świetny - jak zwykle - opis oczywiście 5* (2012-06-28 23:11)
kostekmarkostekmar
0
Zostawiam oczywiście 5***** za kunszt pisarski, przygody oraz rybki. A co do łowienia i alkoholu, to fakt kiepsko jest pogodzić jedno z drugim, a i o nieszczęście też łatwo. Pozdrawiam i połamania. (2012-06-29 11:52)
robbanrobban
0
Piateczka. Poraz kolejny , wsapaniale wspomnienia. Mam nadzieje , ze i ja kiedys bede mogl takie pisac. Pozdrawiam. (2012-06-29 18:51)
henryk58henryk58
0
Irek ma rację , nie marnujmy ani chwili ***** (2012-06-29 20:52)
camelotcamelot
0
Mirku ! - Twoje opowiadania zawsze tak pełne emocji ! Ale i nigdy nie bez puenty ! .............................. Chciałbym przyłączyć się jeszcze do słów Irka ; - Nie marnujmy chwil ! Bo i cóż były by warte nasze wędkarskie eskapady bez tych wszystkich nieplanowanych przygód ? Pozdrawiam serdecznie ! (2012-06-30 01:28)
użytkownik91939użytkownik91939
0
Mogę Ci tylko pozazdrościc i pióra i przygód,przygód miałem co nie miara ale opisac je tak jak Ty piszesz to już dla mnie trochę trudne.:)) (2012-06-30 17:28)
maras74maras74
0
Jak dla mnie bomba - napisane z humorem, czytając czuje się te emocje, do tego puenta - brawo ***** (2012-07-01 23:04)
ZanderHunterZanderHunter
0
Jak zwykle pięknie opisana przygoda Mirku ***** także chwytajmy dzień czyli po prostu Carpe Diem... Pozdrawiam. (2012-07-03 23:30)
TomekooTomekoo
0
Świetnie opisane ;) ode mnie piatal za te realia ,super się czytało ;) ***** (2012-07-13 17:11)

skomentuj ten artykuł