Popołudniowe linowanie

/ 4 komentarzy / 6 zdjęć


Nareszcie wykaraskałem się z paskudnego przeziębienia gardła i korzystając z wolnego popołudnia, zaraz po pracy zameldowałem się na swoim „linowisku”.
W plecaku puszka kukurydzy i pojemnik z pęcakiem, który w minionym wieczór zaparzałem z kurkumą i miodkiem i konopiami, do późnych godzin wieczornych. Przy okazji oberwało mi się od „mojego szczęścia”, gdyż podczas całej ceremonii szykowania ziarna niestety trochę ucierpiała płyta kuchenna.
Po dotarciu nad jezioro zamierzałem przedostać się w całkiem ustronne miejsce, znajdujące się na pograniczu szerokiego pasa grążeli, jednak kładka na bagienku została zerwana lub po prostu nie wytrzymała zimowej próby, więc ulokowałem się opodal na starym pomościku.
Zanim rozłożyłem zestawy i zanęciłem łowisko, zdążyłem nacieszyć swoje oczy śnieżnobiałymi kwiatami lilii wodnych oraz wystawionymi na wysokich łodyżkach pięknymi, chociaż jeszcze nie w pełni rozwiniętymi kwiatami grążeli. Jednym słowem miejsce wprost pachnące linami i karasiami.
Wędkuję ponad godzinę, dochodzi 17.00, a u mnie krąpik, wzdrążka, płoteczka i tak na zmianę. Na stanowisku obok wędkuje Wiesław, który chociaż od czasu do czasu zapina ładną płoć, a u mnie bez zmian krąpik, wzdrążka, płoteczka. Na dobitkę po godzinie Kolega łapie ładnego linka, a u mnie nadal bez zmian. Zacząłem kombinować z gruntem, zestawy kładę bliżej kapelonów, wszystko niestety bez pozytywnego skutku w postaci konkretnego brania.
Krótko przed dwudziestą Wiesław się zbiera, natomiast ja postanawiam walczyć jeszcze chociaż z godzinkę, Zmieniam ziarna pęcaku, zmniejszam odrobinkę grunt i posyłam zestaw pod upatrzone grążele. Mija niespełna dziesięć minut, gdy notuję lekkie przytopienie, odprowadzenie na wodę, a następnie pod kapelony. Zacinam i już wiem, że w końcu zapiąłem tak wyczekiwanego „zielonkawo-złotego smakosza”. Po niespełna godzinie zameldował się kolejny linek do pary.
Krótki wypad tym sposobem zostaje więc zaliczony, a z okazji złowienia pierwszych w sezonie linków buzia mi się uśmiecha od ucha do ucha.

 


3.4
Oceń
(27 głosów)

 

Popołudniowe linowanie - opinie i komentarze

zbych51zbych51
0
super wędkowanie a linki pierwsza klasa - gratuluję i zostawiam ***** )) (2015-05-27 18:45)
szuwarowobagiennyszuwarowobagienny
0
Pewnie kolega Wiesław lepszy i cichszy pomost załapał i ciął te płocie. A że się zwinął do chaty jak jeszcze słonko operowało, to niech żałuje, że linka większego nie zapiął. Śpieszno było do domku. Przy tym pomoście, gdzie płocie się zapinały, po kilkunastu minutach po zejściu, żerowały takie po 36-38 cm, linki oczywiście. Takie niepozorne, takie małe, ledwo wymiarowe, ale jakie przecudowne. Tubylcy to wiedzą i czują, że nie tubylcom (tu nie pracującym) płocie są przypisane. No może czasami linisko dla pociechy, takie wymiarowe wg PZW się zdarzy. Ale się nagadałem, przecież najważniejsze, że przyrodę się widzi i słyszy. No, i że spławik przed oczami stoi, nawet przy kwitach. Trocie i delfiny razem ! (2015-05-28 20:22)
wiekla42wiekla42
0
Drogi Marku, a te trzy liny które złapałeś przed moim przyjazdem to co? Zostawiam *****! (2015-05-28 23:23)
marek-debickimarek-debicki
0
Wiesławie! Zawsze w limicie i zgodnie z procedurami! Na te największe i najpiękniejsze (ponad 1kg) jeszcze trochę poczekamy. (2015-06-11 22:30)

skomentuj ten artykuł