Zaloguj się do konta

Poranna zasiadka nad Wisłą

Sobota, wieczór... Po całonocnym wędkowaniu z piątku na sobotę, głodni sukcesu ze szwagrem planujemy z teściem poranną wyprawę na sprawdzoną miejscówkę - Wisła, 545 km koło Czosnowa. Planujemy wyjazd wczesnym rankiem by o 5:00 zacząć swoja przygodę.



No i nastał ranek, 4:45 dzwoni budzik. Szybka pobudka, ubranie przygotowane, samochód spakowany dzień wcześniej. Szybka zbiórka i do samochodu. Pogoda piękna, słońce w pełni rozświetlone, żadnej chmury na niebie. Ale gdy zbliżamy się na miejsce nadciągają ciężkie chmury, które spowijają calutki horyzont. Wszystkim troche zrzedła mina, ale nie poddaliśmy się.



5:15 parkujemy i szybko docieramy na miejsce, każdy zajmuje miejscówkę z poprzedniego wypadu i zaczynamy zasiadkę. Zanęta w koszyk, robaki na haczyk i do wody. Brania nieco słabsze niż ostatnio, ale po kilku minutach ląduje na mojej wędce pierwsza uklejka. Niby nic, ale przynajmniej mydło potrzebne nie będzie :) Chwilę później szwagier wyciąga karasia koło 0,5 kg. Po niespełna godzinie mam już na koncie 2 uklejki, 2 płocie i krąpiaka, szwagier 2 leszcze i 2 karasie, teść pozostał tylko z jednym leszczem i ruszył w poszukiwaniu innego miejsca.


Mija kolejna godzina połowów, brania nie za częste, ale co jakiś czas udaje się wyholować rybę, bez rekordowych okazów, ale zawsze coś. Teść za to na innej miejscówce rozpoczął swą przygodę - 2 urwane zestawy i dwie ładne wyholowane karaski natchnęły nas do zmiany miejscówki.


Wmiędzy czasie zaczęło się przejaśniać, wiatr i słońce rozgoniło chmury. Tym razem zasiadamy już tylko z jedną wędką... u mnie brania słabe, szwagier nic, a teść wyciaga sztukę za sztuką. Myślimy w czym tkwi błąd... Szwagier uciekł miejscówkę obok i tam już pozostał do końca. Ja na szybkiego przewiązałem nowy przypon - zamiast żyłki cienka pleciona - 0,08mm, haczyk nr 6 i trzy białe robaki. W koszyczek zanęta, ale tylko do połowy... no i poszło w wodę. I po chwili zaczyna się przygoda. Praktycznie każde zarzucenie po chwili zaczyna zamieniać się w branie... Bierze wszystko - krąpie, płocie, ukleiki, karasie... Chwila spokoju i nagle odjazd hamulca ostry, ale nie przycięty. Myślę sobie co to, w końcu hamulec całkiem przyzwoicie skręcony, żyłka gółwna 0,25, mocny przypon do prawi 8kg... Do dziś nurtuje mnie jaki okaz zwiał... Zwinąłem, i ponownie w wodę... Chwila wytchnienia i szczytówka zaczyna szaleć. Po kilku chwilach na brzegu ląduje ryba tego dnia - piękny leszczyk 38cm, tak na oko nieco ponad kilo. Potem jeszcze kilka mniejszych okazów i przyszła pora zbierać się do domu.


Generalnie wyjazd po raz kolejny zaliczamy do udanych, nastawieni coraz bardziej optymistycznie do tego miejsca i okilicy. Mimo trudnych warunków terenowych (potworne błoto, podmoki, niezbyt przyjemna woń, do której jednak idzie się przyzwyczaić), z pewnościa wrócimy tu jeszcze nie raz.

Opinie (6)

Iwona709

BRAWO ROZWIJAMY SIĘ DUŻY UKŁON.....5.....I POZDROWIENIA [2010-06-30 17:20]

Arci70

Super opowiadanko. Właśnie zastanawiam się jak dojechać nad Wisłę w okolicy Łomianek, Czosnowa. Jestem z Bielan, Warszawskich, więc nad wodę miałbym zaledwie kilka/ kilkanaście kilometrów. Miło, że na Wiśle ryba się ruszyła.  [2010-07-01 09:40]

Norbert Stolarczyk

Gratuluję ciekawego wpisu, ***** [2010-07-01 11:03]

fazim

Gratuluję udanej wyprawy. [2010-07-01 13:20]

nanus

Witam 

Gratulacje z powodu udanej wyprawy.

[2010-07-01 14:45]

użytkownik

Konkretnie szybko i sprawnie opisałeś swoją przygode zakonczoną niezłymi efektami.

Należy się z całą pewnością piąteczka***** Brawo

[2010-07-02 14:48]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Łowisko Tuszynek

ŁowiskoNa Łowisko Tuszynek wybraliśmy się w drugiej połowie lipca na k…

Dziwna historia

W dniach 1.2.3 czerwca pojechałem do brata na wspólne wędkowanie. Chwila…