Zaloguj się do konta

Potwór z Drawy

Pojechaliśmy z ojcem na Drawę do Drawna. Był ciepły i deszczowy sierpień, grzybów w lasach wysypało zatrzęsienie, a my zamiast jechać, tak jak większość do lasu, wybraliśmy się na nockę, na rybki. Pociąg powoli zbliżał się do mostu na rzece, a na tym odcinku było ograniczenie prędkości, więc chytrze wymyśliliśmy, że jak zwolni wyskoczymy w biegu.

Tato był maszynistą na kolei i dobrze znał tą trasę, rzeczywiście lokomotywa zaczęła ostro hamować. Przez otwarte drzwi delikatnie wyrzuciłem nasze plecaki i nałęcze wędzisk w wielkim pokrowcu, a za chwilę, tak jak pouczał mnie rodzic, opuściłem się ze stopnia wagonu, biegnąc wzdłuż torów. Było to na pewno niebezpieczne, a adrenalina trochę podskoczyła mi do góry, ale czego się nie robi z lenistwa. Pociąg przyspieszył, ojciec za długo się czaił i w rezultacie pojechał na dworzec w Drawnie, oddalony o cztery kilometry. Ja już dawno moczyłem kija w wodzie, a on spocony i zmęczony doczłapał się do rzeki. I co, złapałeś coś ? Pokazałem mu pstrąga, który skusił się na maleńką wahadłówkę, pod samym mostem.

To zostajemy tu, czy idziemy dalej ? Byliśmy na tym odcinku Drawy po raz pierwszy i nie bardzo wiedzieliśmy gdzie łowić. Wprawdzie sąsiad wspominał, że między mostami jest głębiej, niż w innych miejscach na rzece i w nocy można liczyć na suma i węgorza. Od kolejowego do drogowego mostu było około kilometra, a ciek faktycznie prezentował się wspaniale, dużo zarośli, meandrów i przeszkód wodnych, wszędzie aż pachniało rybą. Postanowiliśmy zakotwiczyć tu na dłużej, rozbiliśmy pałatki, tworząc dwuosobowy namiot i przygotowaliśmy stanowiska do wędkowania. Ojciec został na miejscu, a ja poszedłem ze spinningiem zapolować na dziadka wcześniej złowionej ryby.

Doszedłem do drogowej budowli i pod nią wziął mi, ale jedynie brat bliźniak. I tak byłem zadowolony, dwa 38- centymetrowe pstrągi, w godzinę, wróżyło to niezłe brania. Do tej pory było ciepło, komary za specjalnie nie gryzły, szykowała się ciemna noc Wróciłem do obozowiska, tato jeszcze nie łowił, właśnie naprawiał kołowrotek, który uszkodził się po upadku z pociągu. Pomogłem mu i jakoś udało się naprawić usterkę. Zarzuciliśmy do wody po dwie ciężkie gruntówki, za przynętę posłużyły po dwie rosówki na jeden zestaw, a ja zacząłem rozglądać się za małymi rybkami. Na żywca, na pewno, weźmie coś większego, może jakiś sumek ? W zakolu, blisko brzegu, na białego robaczka, udało mi się złowić kilka uklejek. Wpuściłem je do specjalnego sadza, zrobionego z metalowego filtra, od silnika lokomotywy. Miał on mnóstwo dziurek, był w kształcie walca, a rybki wpuszczało się z góry, przez specjalne drzwiczki zamykane skobelkiem.

Na dworze zrobiło się zupełnie ciemno, założyliśmy dzwoneczki na szczytówki wędzisk i postanowiliśmy przy lampie naftowej zjeść kolację. Rozpaliliśmy ognisko, oczyściliśmy pstrągi, które zawinięte w folię i upieczone w żarze, smakowały wyśmienicie, a do piwa pasowały jak ulał. Gdy zadzwonił dzwonek musieliśmy na chwilę przerwać ucztę, a za minutę mieliśmy pierwszego węgorza.

Do północy sześć dorodnych węży pływało w siatce przymocowanej sznurkiem do krzaka pochylonego nad samym lustrem wody. Zaczęła ,coraz bardziej, doskwierać nam senność, więc doszliśmy do wniosku, że zmienimy przynęty na żywce i położymy się w namiocie. Ja miałem czuwać pierwszy, a ojciec za minutę już smacznie chrapał.Za dwie godziny zamieniliśmy się rolami, ale miałem dziwne wrażenie, że tato długo nie wytrzyma w pozycji czuwającej. Jednak bardzo się pomyliłem. Obudził mnie krzyk. Szybko, dawaj latarkę ! Wygramoliłem się ze śpiwora błyskawicznie, ale było już za późno, ojciec cały ociekający wodą, bez swojego ulubionego kapelusza, szedł w moją stronę. Co się stało ? Sum mnie wciągnął do rzeki ! Było bardzo ciemno, gdy usłyszałem dzwonek, podbiegłem do wędki, podciąłem i wyobraź sobie nic, zupełny luz.

Pomyślałem, że za późno zareagowałem, zacząłem zwijać zestaw, już zbliżał się ciężarek, a tu nagle jak nie szarpnie, no i znalazłem się w wodzie. No tato, niezły bajer, przyznaj się, byłeś zaspany, pośliznąłeś się na mokrej trawie i wpadłeś do Drawy. Przysięgam że nie, idź i zobacz, sum zabrał mi wędkę. Rzeczywiście, po kiju nie było nawet śladu. Nie miałem czasu na poszukiwania, bo u mnie zadzwoniło i teraz ja zmagałem się z czymś dużym. Okazało się, że na uklejkę połaszczył się siedmiokilowy sumek i to w dodatku mój pierwszy w życiu. Ucieszyłem się ogromnie, lecz gdy spojrzałem na tatę radość przeszła mi w mgnieniu oka. Chodź podłożymy drewna do ognia, przecież trzeba cię wysuszyć, dostaniesz jeszcze zapalenia płuc i mama, swojego mężulka więcej na ryby nie puści. Synku, czy ci się role nie pomyliły ? Dobra, dobra, a wędki poszukamy jak się rozwidni, a ty się wysuszysz.

Rodzic rozebrał się do naga, wskoczył czym prędzej do śpiwora, przykryłem go też swoim i już przestał szczękać zębami. Rozwiesiłem mokre ciuchy przy ogniu na rozciągniętym między dwoma drzewami sznurku. Noszenie sznurka ze sobą zostało mi jeszcze z czasu, jak z kolegą wyciągaliśmy dwóch wędkarzy spod lodu. Kumpel, właśnie taką długą linką, prawdopodobnie uratował im życie, oczywiście przy mojej aktywnej pomocy. Kiedy z namiotu zaczęło dobiegać głośne, niespokojne chrapanie, chyba w śnie dalej walczył z sumem, postanowiłem nie czekać do świtu i poszukać ukradzioną przez rybę wędkę. Jeśli to prawda, to sumisko może jeszcze jest na haku, a kij gdzieś się zaczepił i pływa, zrobiony był przecież z niezatapialnego bambusa. Wziąłem latarkę i powędrowałem na poszukiwanie.

Łaziłem po chaszczach i straszyłem żaby, raz to chyba był szczur, ale nic nie znalazłem. Dotarłem do mostu samochodowego, pod nim rzeka mocno się zwężała, a za nim wytworzyło się duże oczko, ze wstecznymi prądami. Wędzisko pływało sobie właśnie tu, przy samym brzegu. Udało mi się , długim kijem, znalezionym w pobliżu, zahaczyć za żyłkę i tym sposobem mogłem już chwycić za dolnik. Adrenalina mi buzowała, bo w wyobraźni widziałem potężne rybsko na końcu zestawu, które wyciągam na brzeg i w pełni chwały wracam do naszego obozowiska. Lecz nie można mieć za dużo szczęścia, jak na jeden dzień, zestaw był zerwany, a końcówka żyłki cała w śluzie.

Może naprawdę wziął duży sum, a ojciec nie fantazjował ? Wróciłem do łowiska, tato szybko otworzył oczy, gdy zobaczył swoje narzędzie wędkarskie i spytał. Masz go ? Przykro mi, ale porwał całą linkę i zwiał, musiał być spory. Nie przejmuj się, jeszcze kiedyś go złowisz. Tak synu, machaj wędą , ryby będą, zakończył swoim ulubionym powiedzeniem kolejny, mimo wszystko, udany, wspólny wypad wędkarski.

Opinie (13)

adler

Super to wszystko napisałeś. Wspniała przygoda . Pogratulować wspaniałego OJCA ,nauczyciela , pzewodnika życiowego i po sztuce wędkarskiej .Za super opowiadanie 5 , a jak dołożysz zdjęć to będzie git. [2009-06-08 11:39]

stanley584

Fajne opowiadanie, czyta się jak powieść. Przeżyliście z tatą naprawdę ciekawą i pełną wrażeń przygodę. A rzeka jak widać z opowiadania naprawdę jest "rybna". Nie piszesz kiedy to było, myślę, że na pewno kilka ładnych lat wstecz. W dzisiejszych czasach nad wodę dotarlibyście samochodem. Nie było by problemu z "wysiadką" w biegu. Pozdro. Stawiam 5. [2009-06-08 11:47]

ryba2907

A kiedy to było chyba w latach 80 bo teraz raczej ludzie już nie łowią na bambusówkę a są to piękne wędziska bardzo wytrzymałe sam posiadam taką świetna opowieść życzę złowienia tego potwora pozdrawiam :) [2009-06-08 14:19]

użytkownik

no kolego,piękny opis!!!!Tylko pozazdrościć takich wypadów z ojcem na ryby.Mój tata nigdy nie chciał mnie brać ze sobą.Wolał sam.Musiało być super!!!!? Pozdrawiam [2009-06-08 16:04]

KaKa13

Nie ma to jak stary bambus :D też zaczynałem od takiego sprzętu, a bambus sześcio lub ośmio kotny to już była niezła wędka...Może następnym razem uda się coś wyholować ;) [2009-06-08 18:22]

spines21

bardzo ladnie napisane opowiadanie.wspaniale tak wędkować,piękne wspomnienia zostają po takich przygodach-5 pozdrawiam [2009-06-08 20:06]

PIO

Suuuperrr aż mneiw ciagło te opowiadanie :) liczyłęm na hapy end :) no ale moze nastepnym razem :) Gratulacje i życze powodzenia :) [2009-06-08 22:14]

dob12

Bardzo fajne opowiadanie ,lubię czytać takie wciągające historyjki.Bardzo fajna przygoda :) [2009-06-09 10:09]

użytkownik

Fajne opowiadanie -5 oczywiście . [2009-06-09 19:29]

dzik1

Nie tylko wspaniały naczyciel , ale także pilny uczeń który wykorzystuje cenne rady i wskazówki . Gratuluję i życzę wielu sukcesów wędkarskich ,a także sukcesów w przekazywaniu następnym pokoleniom SWOICH umiejętności oraz wiedzy wędkarskiej.Duża 5. [2009-06-10 11:29]

użytkownik

Bardzo fajnie to opisałeś i tylko jedno przychodzi mi do głowy

więcej nie mogę ale piątala zdecydowanie stawiam*****

[2010-07-14 14:28]

użytkownik

To jedno z najlepiej napisanych i najciekawszych opowiadań, jakie czytałem - a mam ich na koncie wiele... [2010-07-22 08:18]

użytkownik

5 [2013-05-24 11:10]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Dzień pstrąga

Poniższa opowieść jest relacją - wspomnieniem z jednej z wielu wypraw n…