Pourlopowy powrót nad Oderkę

/ 9 komentarzy / 2 zdjęć


W piątek prosto z pracy nad rzekę. Temperatura wreszcie spadła poniżej 30, więc jest szansa, że nawet jeśli nic nie złowię, to samo przebywanie nad wodą będzie miłe. Lekko rozkojarzony i zdezorientowany długą nieobecnością, nie bardzo wiem na co i z czym się nastawić, więc jak zwykle w podobnych sytuacjach wybieram zestaw uniwersalny, czyli kij do 20g ze świeżutką osiemnastką na kołowrotku. Jako cel wybieram szybki kamienisty odcinek Odry. Po cichu marzy mi się jakaś fajna brzana, ale jak znam życie - będę musiał zadowolić się polowaniem na bolenie, co też jest fajne. Bez względu na to, czy będę próbował łowic jedne, czy drugie ryby - mój sprzęt powinien to ogarnąć. Nad rzeką melduję się po siedemnastej. Obławiam chyba trzeci przelewik, agresywnym Siekiem. Przelewik to właściwie dwa warkocze, większy od strony nurtu, mniejszy od brzegu, a między nimi półmetrowy pas kręcącej się wody. Prowadzę woblera wolniutko po zewnętrznej stronie większego warkocza, gdy w koncu wbija się w warkocz zatrzymuję go na kilka sekund w miejscu. Następny ruch korbą wyprowadza przynętę z warkocza w spokojną przestrzen i w tym momencie mam pierwszy konkretny strzał. Nie mam wątpliwości co do gatunku. W takim miejscu z takim impetem musiała walnąć brzana. Gdy dodamy do tego niezbyt spieszny, ale nieuznający sprzeciwu odjazd na środek nurtu, a następnie "szybowanie" w nim prostopadle do wędkarza, to rozwiewamy wszystkie wątpliwości. W tym przypadku odjazd i szybowanie trwały kilkanaście sekund. Po nich był tylko smętny zwis. Okazało się, że jedna z fabrycznych kotwic nie wytrzymała. Nie wytrzymał też ster (co w Siekach nie jest ewenementem), na szczęście nie wypadł, a jedynie się przesunął. Po takiej dawce adrenaliny, musiałem chwilę posiedzieć i przemyśleć całą sytuację. Słonce schowało sie już za nabrzeżne dęby, więc do zmroku zostało niewiele, a tu i ówdzie zauważyłem pojedyncze uklejki wyskakujące z wody. Postanowiłem więc dać już spokój brzanom, bo przekładanie kotwic z woblerów, zmiana kółeczek itp. zajmą zbyt dużo cennego czasu, ekonomiczniej było spróbować oszukać jakąś rapkę. Miałem kilka wciąż nierodziewiczonych woblerków boleniowych. Nie będę podawał ich nazw, by nie robić antyreklamy, bo prawdopodobnie są łowne, tylko ja nie umiem się nimi posługiwać. Wnioski takie wyciągam z faktu, że głośno o nich w necie i na forach, a ja od wiosny nie potrafię ich odczarować. Nie odczarowałem też i tego popołudnia. Dopiero, gdy na agrafkę trafił zasłużony Hermesik i przedefiladował wzdłuż kamiennej opaski - pierwszy bolek zdradził swoją obecność. Gdy już zmierzchało, na koncu kolejnej klatki zameldował się drugi. Niby byłem wędkarsko spełniony, ale jednak ta brzana pozostawiła niedosyt.
Sobota z rodziną. Oczywiście fajnie pobyć z dzieciakami, gdy przez cały tydzien widziało się je tylko dając buziaka na dobranoc. Fajnie pogadać z żonką, tak na luzie, bez pośpiechu, fajnie pogapic się wspólnie w telewizor, ale ta brzana cały czas siedzi gdzieś z tyłu głowy. Niby od niechcenia i trochę tak z braku lepszego zajęcia poszedłem do auta, po pudełko z woblerkami. W swoim wczorajszym killerku wymieniłem kółeczka, kotwiczki i wkleiłem ster. Zacząłem to samo z innymi, potencjalnymi łowcami brzan i zeszło mi tak do obiadu. Po nim, gdy już nikomu nic się nie chciało (nikomu poza mną) nagle żona wyskakuje z pomysłem, że ma ochotę na jakiś dłuższy spacer, gdzieś za miastem w otoczeniu przyrody. Od razu czuję, że zaraz będzie chciała wciągnąć mnie na jakiś szybki szlak na Ślężę, czy Radunię, jak to ma w zwyczaju, a jednak nie. Pyta mnie czy mam jakiś pomysł! Oczywiście, że mam! Godzinę później już jestem nad Odrą. Moja ukochana spaceruje po okolicznych łęgach, a ja podkradam sie do swoich przelewików. Wczorajszy jest pusty, a przynajmniej niczym mnie nie darzy. Następny równie obiecujący jest trochę niżej. Tu warkocz jest pojedynczy, za to mocniej wgryza się w główny nurt. Taktyka ta sama. Zaczynam od zewnętrznej i ile kija starczy próbuję muskać ten warkocz nie wchodząc w niego przynętą, a gdy w koncu w niego wchodzi robię stop i czekam aż przejdzie na drugą stronę. W drugim rzucie, gdy Siek zaczął się już nieuchronnie kleić do warkocza następuje łuuup! Potem scenariusz jest taki sam jak wczoraj, z malutkim wyjątkiem - mój woblerek ma porządne kotwiczki :) Kij w górę i schodzę w dół jakieś dziesięć metrów. W tym miejscu nurt jest spokojniejszy, a woda głebsza. To dobre miejsce na ewentualne podebranie. Ale o czym ja myślę w momencie, gdy ryba szaleje jakieś 30 metrów niżej w głównym nurcie?! Gdy w koncu przycupnęła przy dnie poczułem to złowieszcze tarcie pyskiem o kamienie. Na to pozwolić jej nie mogłem. Za dużo brzan straciłem właśnie w tej fazie holu. Postanawiam zadziałać bardziej siłowo. Kij maksymalnie w górę, hamulec podkręcony i zaczynam pompowanie. Uwierzcie mi, że to nie był spacerek. To było naprawdę przeciąganie liny, ale tym razem zabrakło w moim zestawie słabego punktu i ślicznotka wylądowała w podbieraku. Oczywiście tak myślałem koncząc hol. W podbieraku brzana sama sie wypięła. okazało się, że grot na który była zapięta, może nie wyprostował się jak ostatnio, ale wygiął na tyle, że nie miała problemu, by się go pozbyć. Ostatnie pół metra żyłki również było w opłakanym stanie. Tarcie pyskiem zrobiło swoje. Podsumowując - gdybym pozwolił jej chwilę dłużej pogrzebać w kamieniach, lub później bawił się z nią dłużej - znów prawdopodobnie wracałbym na tarczy, a tak pierwsza medalowa brzana staje się faktem. Teraz mogłem się poczuć naprawdę spełniony wędkarsko. Nie chcą popsuć tego błogiego stanu złożyłem kij i dołaczyłem do żony, by o zachodzie słonca spacerować razem z Nią, jak na przykładnego męża przystało ;)
 

 


4.7
Oceń
(12 głosów)

 

Pourlopowy powrót nad Oderkę - opinie i komentarze

erykomerykom
+1
Z opisu wnioskuję że łowisz w okolicy Wrocławia :) ***** (2018-08-18 15:26)
barrakuda81barrakuda81
+1
Świetna wakacyjna przygoda z godnym przeciwnikiem.Gratulacje! Takie momenty budują wędkarza - aż się chce wracać nad wodę.*****. (2018-08-18 16:24)
pluszowypluszowy
0
@erykom - z informacji zawartych na Twoim profilu powiem nawet więcej - łowiłem wtedy w Twoich okolicach :) (2018-08-19 15:13)
erykomerykom
+1
No właśnie coś Twoja twarz wydaje mi się tak jakby znajoma odkąd tylko zobaczyłem główne zdjęcie :) A po zdjęciach wnioskuje że lowiłeś pod B.D:) Chyba że sie mylę ;))) (2018-08-19 16:14)
Jakub WośJakub Woś
+1
A któż to sobie hasło do wedkuje przypomniał po 4 latach :). Wpis świetny. (2018-08-19 17:43)
pluszowypluszowy
0
@erykom - dobrze wnioskujesz, bo gdzie jeszcze pod Wrocławiem znaleźć taki fajny uciąg? Może w końcu trzeba wymienić się informacjami nad rzeką, a nie tylko rozpoznawać po zdjęciach w necie? ;) @Jakub Woś - hehehe... jak powiem, że przez cztery lata nie było o czym pisać to pewnie mi nie uwierzysz? :) Powiem więc prawdę - szukałem informacji o pewnym kołowrotku i przypadkiem trafiłem na stronę sklepu wedkuje.pl, a że byłem świeżo po wędkowaniu, postanowiłem coś skrobnąć :) (2018-08-19 19:24)
erykomerykom
0
No dobrze przydałoby się gdzieś tam kiedyś wspólnie pospinningować :) Tym bardziej że wspomniany odcinek Odry potrafi obdarzyć rybami i to hojnie.A z której strony łowiłeś?Od B.D. czy od Głoski? (2018-08-19 20:51)
kabankaban
+2
Kto nie miał możliwości kotaktu z tą rybą nie do końca zrozumie sens tego wpisu. Mój sezon brzanowy legł póki co w gruzach ze względu na kolor wody. Ciągłe burze na niewielkich rzekach podkarpacia to kolor wody kawy z mlekiem. Miejsce na Sanie też odpadło póki co , ale jeszcze może zdążę przeżyć coś podobnego. Gratki i pozdrawiam. (2018-08-20 11:21)
zurawinowyzurawinowy
+1
Piękna brzana (2018-08-30 21:05)

skomentuj ten artykuł