Zaloguj się do konta

Powrót do wędkowania – porażka czy sukces?

I stało się najgorsze… Mimo przygotowania, które mogłoby zwiastować przepiękne zdobycze, mimo wspaniałej pogody i dobrych prognostyk kalendarza brań znad wody wróciłem ”o kiju”… Nie tak miał wyglądać powrót do wędkowania po długiej (kilkuletniej) przerwie.
Zaczęło się wspaniale. Pobudka o godzinie 4.30. Co prawda nie jest to najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza kiedy wstać musi taki śpioch jak, ale myśl o wspaniałych okazach nie pozwala leżeć zbyt długo w łóżku. Szybka kawa, lekkie śniadanie, przegląd i sprawdzenie sprzętu i o 5.30 byłem nad wodą. Dzień przywitał mnie pięknym śpiewem ptaków, odgłosami budzącej się przyrody nadchodzącymi z otaczającego mnie lasu i delikatną mgiełką unoszącą się nad woda. Cóż więcej może oczekiwać wędkarz od otaczającej go natury. Upajając się pięknem otaczającego mnie krajobrazu przygotowałem i zarzuciłem wędki.
Jako pierwsza w wodzie wylądowała gruntówka zakończona haczykiem z kukurydzą i czerwonym, dorodnym robaczkiem. Jeszcze tylko ustawienie sygnalizatora brań i jestem gotów na walkę z rekordem życia…W oczekiwaniu na rekordową rybę uzbroiłem zestaw spławikowy i tuż za linię przybrzeżnej roślinności (miejsce które nęciłem przez dwa dni) posłałem smakowity kąsek ciasta na haczyku. Przede mną tylko delikatne donęcenie łowiska i oczekiwanie na brania.
Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy po upływie ok. 2 godzin nie miałem żadnych brań. Sygnalizator gruntówki tkwił w miejscu, zestaw spławikowy mimo wymiany przynęty na kukurydze, robaki i ponownie ciasto nie chciał zatańczyć w charakterystyczny sposób zwiastujący emocjonujący hol ryby. Dzban goryczy przelał wędkarz łowiący jakieś 100 metrów ode mnie, kiedy to po pięknym holu na brzeg wyciągnął rybę słusznych rozmiarów (najprawdopodobniej leszcza bądź lina). Rzecz niezmiennie miała się do czasu, kiedy pogodziwszy się z porażką postanowiłem wrócić do domu.
Droga powrotna była nieustannym zadawaniem pytań: Dlaczego? Co zrobiłem źle? O czym zapomniałem? Czego nie dodałem bądź czego było za dużo? Dlaczego mój powrót do wędkowania (które uwielbiam) nie zakończył się choćby jednym braniem? Pytania mnożyły się i mnożyły a do głowy nie przychodziła żadna sensowna odpowiedź. Odpowiedź, która pozwalałaby zrozumieć gdzie popełniłem błąd, odpowiedź, która pozwoliłaby optymistycznie spojrzeć w przyszłość. Na koniec tych rozmyślań nasunęły się ostatnie, drastyczne i decydujące pytania: Co dalej z wędkowaniem? Cze jest sens wyrzucać pieniądze na sprzęt i opłaty, czy jest sens „tracić” czas na wypady nad wodę? Odpowiedź przyszła szybciej niż się tego spodziewałem. Nim skończyłem zadawać ostatnie pytanie z tej serii na usta cisnęła się odpowiedź, jedyna możliwa i słuszna odpowiedź jaka mogła przyjść do głowy – TAK jest sens, TAK – będę wędkował dalej, NIE – czas spędzony na łonie przyrody nie jest czasem straconym. Piękno otaczającego nas świata i oczekiwanie na rybę naszych marzeń jest warte wszystkiego. Wierzę, że kiedyś spławik „zatańczy”, sygnalizator drgnie, a ja będę się emocjonował walką z rekordową rybą, rybą która gdzieś na mnie czeka. Tym optymistycznym akcentem kończę rozmyślanie nad „porażką” (czy aby na pewno porażką?) i zasiadam przed komputerem w celu przewertowania zawartości Internetu i prasy wędkarskiej. Skorzystam z Waszych doświadczeń, wskazówek, porad i wierzę, że następny wypad nad wodę będę mógł opisać i zatytułować – „ Rekordowy okaz po pięknej walce” ;).

Opinie (8)

conti

Fajny artykuł i mam nadzieję że kolejny wypad nad wodę będzie bardzo owocny dla Ciebie. Życzę powodzenia [2009-04-24 20:41]

użytkownik

sorka , nie ty jeden i nie pierwszy i nie ostatni . ja też ,choc przerw prawie wcale niemam często o kiju wracam do domu ale za stracony czas nie uważam porażki... pozdro dla kumatych [2009-04-24 21:35]

użytkownik

już sie bałem że w końcu dojdziesz do wniosku że trzeba zrezygnować bo kasa na to idzie. zły bym był na Ciebie ale na szczęście jest coś takiego jak szczęśliwe zakończenie [2009-04-24 21:54]

Ronald_Edward_McDonald

Nie! - dla nowego podatku od pojazdów!-Wielu może więcej! http://wmw24.pl/stop-auto-tax/ [2009-04-25 04:25]

użytkownik

I o to chodzi w prawdziwym wędkarstwie.Obcowanie z naturą,rozmyślanie i jak szczęście dopisze to i sukces.Wspaniały opis i twoja postawa.Odemnie otrzymujesz 5+ za tą refleksje.Pozdro [2009-04-25 09:02]

angler 5

witam w tytule zadales pytanie wiec mojoja odpowiedz brzmi sukces ,powiem ze wedkarstwo to piekny sport i czasami posiedziec nad woda to cos pieknego wiadomo ze czlowiek do tego chcial by cos wyciagnac z wody ale nie to jest najwazniejsze , jeszcze nie raz bedziesz musial sie zmiezyc z ryba twego zycia i tego ci zycze pozdro [2009-04-25 13:53]

rybkapl

Witam wszystkich ;-) też się zastanawiam nad tymi opłatami, innymi kosztami etc. (choćby koszty snu ;-) Też nie wędkuję już od 10-12 lat i się zastanawiam nad powrotem ku przyrodzie. W związku z tym, proszę o sugestie, gdzie najlepiej pomoczyć kijka na akwenach zamkniętych, w połowie zamkniętych, gdzie środowisko da odpocząć i do tego można coś "chwycić" Zastanawiam się nad: Rozlewiska Pyszka, Jezioro Pławęcino, Stawy w Niekaninie...chyba, że są miejsca ciekawsze, ale to już raczej rzeki. Dziękuję i pozdrawiam [2012-06-04 12:14]

jaroslaw-kuchni

Witam.Dla mnie w wędkarstwie ,ryby nie są najważniejsze. Od kiedy sobie to wmówiłem, powroty ''o kiju'' stały się łatwiejsze :) [2012-09-14 16:16]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej