Zaloguj się do konta

Primaaprilisowa bankówka

Zbrzydła mi już zima, czułem to w kościach. Końcówka marca wybitnie przybiła moją psychikę. Chciałem już wiosny, każdego dnia wypatrywałem optymistycznych prognoz pogody, oczekując zdecydowanego ocieplenia. Wiedziałem, że jeżeli szybko nie wyrwę się nad wodę, będzie tylko gorzej …








Minęło jeszcze kilka dni… Dźwięk mojego telefonu a konkretnie informacja jaką usłyszałem wyrwała mnie z apatii. Dzwonił mój brat Krzysiek.
- Stary mam bankówkę! - wykrzyczał niemal do słuchawki
Z wyraźnym entuzjazmem w głosie opowiadał, jak to dnia poprzedniego wyruszył na okonie. Złowił kilka sztuk, większych od ludzkiej dłoni i zachęcał mnie do wspólnej wyprawy.
- Gdzie tak połowiłeś - zapytałem
- Na Utracie - opowiedział

Na Utracie? Mocno zdziwiony zacząłem analizować, w którym miejscu mógł połowić pasiaki. Może przy ujściu kanału ze śluzą łączącą stawy hodowlane? W przeszłości zdarzyło się kilka razy, że ryby uciekły ze stawu … Sięgnąłem pamięcią do czasów mojego dzieciństwa, kiedy to Utrata była piękną i rybną rzeką. Wędkarze - między innymi mój tata - prawie nigdy nie wracali o przysłowiowym kiju. Złowienie w niej szczupaka, węgorza, płoci czy okonia, a w zimnej porze roku miętusa, nie było niczym nadzwyczajnym. Tak było jeszcze trzydzieści lat temu, obecnie wypuszczane, nielegalnie ścieki z okolicznych gospodarstw domowych, wywożone nieczystości stałe nad brzegi tej rzeki powodują jej systematyczną degradację. Dziś Utrata uznana jest za najbardziej zanieczyszczoną rzekę Mazowsza.
Z zadumy wyrwał mnie głos dobiegający ze słuchawki, powtarzany niczym mantra. - Jesteś tam, jesteś tam? Halo, halo..!
- Jestem, jestem - odparłem – Trochę się zamyśliłem.
- To jak jedziemy? - zapytał zniecierpliwiony już Krzysztof
- Pewnie, że jedziemy! – niemal wykrzyknąłem do słuchawki. - To zabieraj Artura, jutro o szóstej po Was przyjadę. - Jak będę pod domem puszczę ci strzałkę

Artur jest młodym, człowiekiem rodem z mazur. Jak znalazł się w zasięgu mojego towarzystwa to dość długa aczkolwiek ciekawa historia… Nadmienię, że jest to chłopak mojej córki. Pamiętam jego początki w naszym domu, w których to zabiegał o moje uznanie. Uderzając w mój czuły punkt, jakim jest wędkarstwo, robił prawie wszystko aby zbajerować starego capa. Opowieści o pięknych jeziorach, wielkich linach, szczupakach i leszczach, malowniczych krajobrazach klimatów Warmii i Mazur, spowodowało że zaliczyłem go do klubu pozytywnie „zakręconych”.
Nad ranem byliśmy na miejscu, otworzyłem drzwi samochodu. Do moich uszu wdarł się znajomy odgłos buzującej wody, to tama w Pęcicach. Przy niej zawsze wracają wspomnienia z dzieciństwa, za czasów dzieciaka często przyjeżdżałem tu z moim tatą.
Słońce wznosiło się nad stawem pęcickiego majątku, rozświetlając rozpuszczający się na gałęziach drzew, towarzyszący nam szron. Z minuty na minutę robiło się coraz cieplej, rozłożyliśmy wędki, uzbroiliśmy w przynęty i ruszyliśmy ku naszemu przeznaczeniu.
W drodze do magicznego miejsca, w którym to potężne okonie rzucają się na wszystko co wpadnie do wody, Krzysiek zaproponował abyśmy dokładnie spenetrowali cały odcinek powyżej tamy, przez miejscowych, potocznie nazywany „Księdza rzeką”.
Obecny widok tego miejsca, zapisany w mej pamięci, nie uległ większym zmianom. Gęsto porośnięte brzegi, zawisy gałęzi dotykały tafli wody, obumarłe powoje wszelkich odmian oplatały drzewa i krzewy. Konary uschniętych drzew powalone do rzeki, lśniły swymi grzbietami. Oj, kiedyś było tu mnóstwo okoni i płoci.

Idąc w górę rzeki, wyposażeni w przynęty okoniowe co klika kroków wykonywaliśmy rzuty do wody. W poszukiwaniu starych miejsc, które przed laty potrafiły sprezentować ładnego pasiaka, kilka razy przekraczaliśmy rzekę po porośniętych mchem, konarach powalonych w poprzek koryta rzeki. Doszliśmy do jednego z trudniejszych odcinków. Jest to część Utraty, która jest niezbyt dużym, w miarę płytkim, z nielicznymi dołkami o bagnistym dnie rozlewiskiem. Zmuszeni byliśmy je ominąć, by znów znaleźć się przy w miarę dostępnym korycie rzeki. Przedzieraliśmy się przez gęsto porośnięte krzewy. Koniuszki gałązek pchały się do oczu, pędy dzikich jeżyn budzących się do życia plątały się o buty a kolce czepiały nogawek.
Wreszcie wyszliśmy z krzaków, przed nami rozciągał się bijąc po oczach soczystą zielenią, piękny, równy jak stół, pas porastającej trawy. Z oddalonych na ponad sto metrów, złocisto szarych kniei okalających polanę, z wielkim krzykiem w powietrze wzbiły się dwa bażanty. Zauroczony tymi widokami odruchowo ruszyłem do przodu. Zrobiłem zaledwie dwa kroki i …. Przy próbie podniesienia stopy, zostawiłem prawego buta w rozpływającej się pod nogami darni … Moi kompani widząc jak stoję bez buta, z jedną nogą w górze, niczym bocian szukający żab, wręcz płakali się ze śmiechu. Korzystając z ich pomocy odzyskałem utraconego obuwie i ruszyliśmy dalej podążając obrzeżami polany.
Opowieści Krzyśka - z poprzedniej wyprawy - w której to okonie licznie wychodziły do przynęty, potęgowały moją wyobraźnię. To jej oczyma widziałem trzydziestocentymetrowe pasiaki na końcu mojego wędziska … ach tylko tam dojść.
Doszliśmy… W bezwzględnej ciszy skradaliśmy się do odkrytej, pozbawionej drzew i krzewów linii brzegowej. Pierwsze rzuty, kilka opadów i nic. Prowadzenie w toni, przytrzymanie, na wleczonego, z podbiciem, z prądem, pod prąd … cisza jak makiem zasiał.
Spojrzałem na Artura podpatrując jak mu idzie, w tym momencie nasze spojrzenia zbiegły się ze sobą. Mina jego była tak wymowna, że aż wstyd mi było „za rybność” wód co najmniej całego woj. mazowieckiego.

Nagle w wykonaniu Krzyśka, rozległo się donośne Siedzi! Z przerażeniem w oczach i dozą zazdrości podążyliśmy w jego stronę. Dochodząc widzieliśmy jak schyla się z nadbrzeża i podbiera rybę.
- To jest mój killer i moja barkówka … - odrzekł, pokazując niespełna dwunastocentymetrowego okonka. Przez chwile zaniemówiłem.
- Wszystkie tu takie killery?.... - zapytałem po chwili.
- A jak?!!! - usłyszałem w odpowiedzi, zakończonej głośnym, donośnym śmiechem…
Złowił takich braci bliźniaków jeszcze kilka. Po głowie krążyła jedna myśl, skoro są małe powinny być i większe sztuki. Próbowaliśmy jeszcze obrzucać zatoczki, ujścia rowów melioracyjnych oraz wszystkie inne podręcznikowe miejscówki … niestety bez rezultatów. Na koniec zrobiliśmy podsumowanie wędkarskiego dnia. Co poszło nie tak: woda za zimna czy niecelny dobór przynęty? A może to rzeka chciała nam coś przekazać, może chciała powiedzieć, że jest to efekt długich lat rabunkowej eksploatacji jej zasobów? Pytanie pozostawię otwarte.

Wyprawa na wielkie okonie okazała się primaaprilisowym żartem. Miała na celu wyrwać mnie z domu i zmienić na szaro postrzeganą rzeczywistość. Bankówka czy nie, w zasadzie co za różnica? Wypad był udany, przebiegał w miłej atmosferze a to chyba najważniejsze.
Nigdy nie zapomnę żartu Krzysztofa, jego „primaaprilisowej bankówki” i błota na moich butach. Z nadzieją na lepsze jutro wróciliśmy do domu. Tak naprawdę to cały czas wierzymy, że następnym razem będzie lepiej.

Opinie (8)

adler

Hee,hhee, he. No cóż miałem co nieco podobne zdarzenie, lecz nie z przyszłym zięciem tylko synem i jego przemądrymi koleżkami. Miło się czytało, przywróciłeś mi tym wspomnieniem kawał minionego pięknego czasu. Norbi, należny piątal i pozdrawiam. ***** [2014-04-01 15:10]

SVT

Dobry opis. Następnego razu, połamiecie kije. ;) [2014-04-01 16:43]

grisza-78

Bardzo mi się podobało. Takie wypady są super, ryby idą na drugi plan. Liczy się sam pobyt nad wodą, posmakowanie budzącej się na dobre przyrody.... ***** i pozdro!!! [2014-04-01 17:22]

rafalski06

Tak mi też się bardzo podobało, w ostatnią Niedziele z kolegą mieliśmy bardzo podobny przypadek tylko rybka była inna szczupaczek 12 cm. Ale całkowicie zgadzam się z przedmówcą nie tylko ryby się liczą, ważne jest dobre towarzystwo i atmosfera. ***** i pozdrowienia. [2014-04-01 19:34]

marciin 2424

Świetny wpis miło się czytało i jak widać bez rybek można się fajnie zrelaksować i odpocząć nad wodą. Pozdrawiam i *****:) [2014-04-01 21:15]

paawel1

Super wpis. A braciaka masz dobrego i nieźle sobie to wymyślił )))). Świetnie się czytało, oczywiście !@#$%. [2014-04-01 21:35]

t12tom

Pozdrów Krzysia, fajny tekst. Pozdro Norbi :) [2014-04-02 08:45]

Sebastian J

Przeczytałem z przyjemnością. :) Czasami zaglądam nad tą rzeczkę, żeby pobawić się z drobnicą. W zeszłym roku trafiła mi się prawie 30 cm płoć na przepływankę niedaleko Pruszkowa. [2014-04-02 18:47]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Z kartek kalendarza

Przenikliwy dźwięk budzika nie pozwalał mi spać. Wygramoliłem się z n…

Wędkuj z nami!

Mamy ogromną przyjemność poinformować Państwa, że w dniach 4-6 kwietn…