Próba powrotu do wędkarskiej przeszłości...

/ 20 komentarzy / 7 zdjęć


Planowałem taką  wyprawę od kilku lat, ale zawsze znalazło się wytłumaczenie, że „może inny razem bo dziś to nie i coś tam”. W tym roku decyzja zapadła i odczyściłem moją kiedyś ukochaną łodyżkę trawy i nasmarowałem kołowrotek. Piszę tu oczywiście o bambusie z którym związane mam mnóstwo wspaniałych wspomnień z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Kij z drewnianym dolnikiem (coś jakby prymitywna muchówka) i kołowrotkiem oczywiście o ruchomej szpuli zamocowanym na oponkach z samochodów zabawek zapewniał mi pełnię wędkarskiego szczęścia. Kiedyś do tego kilka haczyków , Gorzowska dwudziestka i piętnastka na przyponie, ciężarki cięte z taśmy ołowianej lub mały ciężarek wytapiany w formie pożyczonej od starego wyjadacza i rękodzielnika oraz spławik z gęsiego pióra dopełniały całokształtu super zestawu.

W czasie kiedy mamy do dyspozycji mnóstwo dobrego sprzętu, który możemy kupić w dobrze zaopatrzonych sklepach i jak wielu obecnie korzystając z internetu taki wybór może wydać się dziwny i śmieszny.  Chciałem sprawdzić ile zapomniałem z tego jak łowiłem trzydzieści parę lat temu i jak przyzwyczajenie do nowości poniekąd wypaczyło moje spojrzenie na wędkarstwo które powinno być jak dla mnie ciągłym poszukiwaniem nowych rozwiązań ale i równocześnie dać mi spokój ducha bez względu na ilość i wielkość złowionych ryb.

Sprzęt przygotowany tyle, że zamiast oponek taśma izolacyjna (zakryta rzepami bo jakoś kuło mnie w oczy) , przynęty w zestawie jak kiedyś w postaci wiśni, porzeczek, chleba i chrząszczy stonki (sposób jak wykorzystać szkodnika w korzystnym celu), tylko żyłka nowa 0,16 mm bo choć mam jeszcze te stare kilkudziesięcioletnie to w zrozumiały sposób nie mogłem ich nawinąć. Wybrałem stare i sprawdzone miejscówki do których mam dość blisko z nastawieniem oczywiście głównie na klenie, ale również z myślą o niespodziankach jakie spotykały mnie dawno temu w postaci boleni, dorodnych jelców i płoci, a czasami pstrągów lub brzan.

Nastawiłem się głównie na łowienie z powierzchni i ewentualnie krótką zasiadkę ze spławiczkiem nad jakimś dołkiem  z kulką chleba na haczyku. Upał więc wchodzę do wody w starych adidasach i krótkich spodenkach a pierwsza czynnością jaką robię to moczę czapkę i koszulkę. Pierwsza na haku melduje się stonka i puszczona na płytkiej wodzie w nurcie kusi niewielkie klenie. Po kilku rybach nabieram wprawy w wypuszczaniu żyłki z kołowrotka i holu ryby-poniekąd coś jakby muchówka- zaczynam sobie przypominać niuanse tego typu łowienia. Kolejno próba z owocami i chlebem też przynosi zdobycz w postaci kilku kleników i może dwa wydają się zadowalające co do wielkości, bo jakoś o dużych nawet nie myślę i właściwie to chyba wolałbym z tym sprzętem na dzień dzisiejszy kontaktu nie mieć.

Docieram do sporego głębszego dołka więc siadam na kamieniu montuję spławik i ugniatam ośródkę chleba. Jako, że stosina z gęsiego pióra po trzydziestu latach nie nadawała się do użytku a tegoż ptactwa już się w okolicy nie hoduje więc zabrałem starą bombkę do przystawki, taśma ołowiana a haczyk już lepsiejszy,a kuleczka chleba ląduje w wodzie i czekam na branie. Długo to nie trwa i nieduży klenik jest tym pierwszym chętnym. Postanawiam zanęcić łowisko więc idę około 15m w górę rzeki powyżej dołka i starając się nie narobić zbyt dużego hałasu nogami próbujępodnieść z dna jak najwięcej iłu i wszelkich zawiesin. Podnoszę z dna kilka większych kamieni i ręką staram się zmyć z niego jak najwięcej osadu, pijawek i widelnic aby nurt ściągnął je w rejon mojego łowiska. Wracam na swój kamień i znów zarzucam tyko na haczyku zamiast chleba dwie małe pijawki z pod kamienia.

Pierwsza to niewielka płoteczka potem kilka kiełbików i okonek a to tylko dwie pijawki. Zachęcony szukam następnych pod kamieniami obok siebie nawet nie podnosząc tyłka z kamienia na którym siedzę, wymieniam na świeżyznę i zabawa zaczyna się od nowa. Ryby niewielkie, ale jest ich sporo a ja z bambusem w ręce i wydaje mi się, że mam trzydzieści parę lat mniej. Gdybym tylko obok siebie nie miał na brzegu kilkunastu plastikowych butelek, paru puszek po piwie i opakowań po chipsach byłbym w pełni szczęścia.

Wracam do łowienia z powierzchni, ale łowię tylko kilka małych kleni i jednego 35+ więc podejmuję jeszcze próbę zmiany metody na lekką gruntówkę. Kuleczka ołowiu jako obciążenie główne topiona w formie przez siebie trzydzieści lat temu ma zupełnie inną wartość niż te, które możemy teraz kupić w jakimkolwiek sklepie. Na haku kulka chleba i po chwili zaliczam kolejnego klenika. Po nim dwie płoteczki i kolejny klenik.

Próba złowienia jakieś nawet małej brzanki bądź leszcza spełzły na niczym a i jelczyka też nie dane mi było zobaczyć. Założenie kilku małych pijawek też nie daje żadnej większej ryby poza chyba kiełbiem na granicy mojej życiówki i jednym malutkim jazgarzykiem, który na czas obecny wydaje mi się gatunkiem ginącym na odcinkach Wisłoka na których łowię.

Wyrzucam pozostałości przynęt do wody, składam bambusik i wracam do domu. Po drodze przechodząc polną drogą zastanawiam się niesiony wspomnieniami jak obecne rolnictwo wpłynęło na to co dzieje się na rzeką bo zająca i kuropatwy nie widziałem od dawna, sarenki moją osobę mają w dalekim poważaniu i dopiero podejście do 20 m powoduje, że nie śpiesząc się odchodzą. Wszędzie pola uprawiane praktycznie od wielu lat rzepakiem i pszenicą non stop nawożone i opryskiwane. Dzika łąka która kiedyś była po drodze już nie istnieje bo trzeba było ja zaorać i posiać cokolwiek aby zyskać dotacje unijne… .

Ot zwykły bambus a tyle przemyśleń… .

Następnym razem może wezmę pałowatego szklanego Tokoza i spróbuję połowić klenie i okonie… .

Pozdrawiam.

 


5
Oceń
(44 głosów)

 

Próba powrotu do wędkarskiej przeszłości... - opinie i komentarze

pstrag222pstrag222
+1
***** (2015-09-06 20:56)
marek-debickimarek-debicki
+1
Z nutką wielkiego sentymentu takie materiały się czyta. Pozdrawiam (2015-09-06 21:00)
Piotr 100574Piotr 100574
+1
*****:) (2015-09-06 21:05)
filip2001filip2001
+1
Materiał super dał bym nawet 10 gwiazdek gdyby było to możliwe ale można dać tylko ***** więc tyle daje. Materiał bardzo wciągający czytałem go z wielkim uśmiechem na twarzy (2015-09-06 21:09)
ryukon1975ryukon1975
+1
Bezwzględne 5*****. (2015-09-06 22:01)
rysiek38rysiek38
+1
Ja od kilku lat co roku na tym naszym forum zachęcam do zorganizowania sobie zawodów w stylu retro właśnie na takim starym sprzęcie ale niestety po wstępnym zapale i odzewie wszystko szlag trafia ale widzę że jest nas już dwójka :-) (2015-09-06 22:02)
Benny7Benny7
+1
Fajny tekst. Sprowokował mnie do wspomnień sprzed 30 lat .... (2015-09-06 22:10)
zbynio 33zbynio 33
+1
Fajnie się czyta i wspomina. Mi jeszcze zostało takie retro mocowania do kołowrotka, które mocowało się tak jak przelotki. Ja mieszkam na południu Mazur i tyle co w tej chwili jest zwierzyny to ja nie pamiętam. Począwszy od bobrów po wilki.... Fakt faktem, że zwierzęta coraz miej płochliwe, a każda łączka jest uprawiana, a to własnie za sprawą rekompensat unijnych za utracony dochód przez rolników.... Pozdrawiam ***** (2015-09-06 22:39)
Pawelski13Pawelski13
+3
Jak najbardziej***** (2015-09-06 22:49)
kostekmarkostekmar
+1
Kolego Grzegorzu, takie teksty czyta się z czystą przyjemnością. I cóż więcej dodać, piątal jak nic!!! Pozdrawiam!!! (2015-09-07 12:56)
mulak1mulak1
+1
Super na piątkę (2015-09-07 13:19)
aDAMfORDaDAMfORD
0
Co do dopłat to największe dopłaty są za TUZ czyli Trwałe Użytki Zielone zatem to nie dlatego wszystko zasiane, przyczyna jest inna. Co do reszty się zgadzam. Nawozy i opryski "załatwiają" nam rzeki na cacy. W tym roku będzie jeszcze gorzej bo zimą/jesienią/wiosną do rzek spłynie mnóstwo niewykorzystanych przez rośliny nawozów bo te zostały posiane po pierwszym pokosie a trawa/uprawy nie rosła ze względu na suszę....Zatem miliony ton azotanów/fosforanów/potasu w skali kraju zasili rzeki i zbiorniki.... Ja też mam ciągle bambusowe kije i często używam bo nie chce się zestawów zmieniać. Pozdrawiam (2015-09-07 13:32)
zbynio 33zbynio 33
+1
aDAMfORD, Grzegorzowi chodziło o nieużytek, że był nie uprawiany, była dzicz.... Teraz nie znajdziesz kawałka nieuprawionego.... a co do dopłat to nie są największe na TUZ, tylko do wysokobiałkowych masz +. Do użytków zielonych masz dopłatę jak do zbóż i innych upraw..... (2015-09-07 13:53)
kabankaban
+1
Tak, zdecydowanie chodzi mi o zwykły nieużytek i naprawdę dziką łąkę... . Takich mi teraz brakuje. (2015-09-07 19:45)
ango13ango13
+1
Bardzo fajny tekst,miło powspominac stare dobre czasy.Prosty sprzęt wędkarski a rybki się łowiło.Obecnie niektórzy wędkarze prześcigają się kto ma lepszy czyli droższy sprzęt,cała gama akcesoriów,nowinek i wynalazków.Ale czy o to w wędkarstwie chodzi?Oczywiście za tekst ***** (2015-09-08 19:27)
ango13ango13
0
Bardzo fajny tekst,miło powspominac stare dobre czasy.Prosty sprzęt wędkarski a rybki się łowiło.Obecnie niektórzy wędkarze prześcigają się kto ma lepszy czyli droższy sprzęt,cała gama akcesoriów,nowinek i wynalazków.Ale czy o to w wędkarstwie chodzi?Oczywiście za tekst ***** (2015-09-08 19:30)
marciin 2424marciin 2424
+1
Pozdrawiam ***** :) (2015-09-09 21:00)
rush111rush111
+1
Łezka w oku się kręci bo przecież tak kiedyś się łowiło i ryb było tyle , że wystarczyło zanęcić jak w artykule + ew. jakiś chleb namoczony w siatce i ryba brała . A teraz zanęty firmowe , zapachy , atraktory , proteiny a na haczyku 0 :( (2015-09-11 16:40)
mscigniew-drapimscigniew-drapi
+1
Stare dobre czasy I dobry tekst. Ja za to w tym roku zacząłem przechodzić na kolowrotki z lat 79-82 tj Abu Cardinale na ślimaku oczywiście, i naprawdę żadne schimano czy daiwa nie wydaje takiego dźwięku trajkotki jak robi to Abu 157 podczas cholu ponad metrowego szczupaka. (2015-09-12 17:03)
rafal-idlerrafal-idler
+1
Ja, do mojego Tokoza (170cm, cw. do 15g) już lata temu "dorobiłem" szczytowkę od pickera tworząc wklejankę (ok 200cm) na okonie ;) Czasem fajnie wrócić do korzeni... (2015-09-12 20:46)

skomentuj ten artykuł