Przeprosiny z HALDEXSEM i reanimacja złomu

/ 3 komentarzy / 4 zdjęć


Zaczęło się niewinnie ,po ostatniej niedzieli na planetach już następnego dnia zaczęło mnie \"nosić\"bo wypad był niezły a szansa na następny dopiero za tydzień , ale noszenie narastało i kulminacja nastąpiła we wtorek po tym jak po robocie odpaliłem kompa i poczytałem sobie troszkę {m.in.wpisy Oli i oczywiście na pierwszym planie temat - OKONIE} a to mój czuły punkt,zawsze spin i właśnie ta rybka była dla mnie nr.1.
 Tylko mały problem : gdzie,kiedy i na co...no i czy wydolę, w końcu spina odstawiłem na rzecz stacjonarki tylko z powodów zdrowotnych no ale nie mając szans na razie na wypad postanowiłem przejrzeć co mi jeszcze zostało z błyskotek w razie jakby co.
 Przegląd wypadł średnio z tym że gorzej z kijkiem ale wiedząc że mam troszkę swojego i nie swojego (wędkarskiego złomu) wiedziałem już jak \"wędkarsko\" spędzę środowy wieczór nie będąc nad wodą.
 W środę profilaktycznie już z roboty wziąłem troszkę narzędzi i materiału i zaraz po szybkim obiedzie wszystkie \"kawałki \"czegoś co było kiedyś kijami spoczęło na dywanie- suwmiarka do ręki i do roboty. po jakiejś godzince wstępny plan gotowy , miejsca cięć naznaczone i czas na realizację, całość zajęła mi ok trzech godzin po których powstał wynalazek nieskładany o długości 185 cm i cw jak oceniam 5-20 ,na oko owo dziwadło miało sens z tym że wiedziałem że nie mogę nim pomachać na próbę bo kilka materiałów miało kilkugodzinny czas schnięcia .
 Czwartek..czas na kosmetykę ,pomalowanie szczytówki (coś czuje że na drgajacą też się sprawdzi) pozostało pokombinować z blaszkami ,skompletować spinningowe pudło i ? pytanie-
gdzie ów wynalazek ochrzcić.
 Po długim namyśle padło na Haldex (obok mojej roboty) na którym nie było mnie od kwietnia bo staw się zmienił i jakoś mi obrzydł i mimo dość sporej wielkości to miejsc na łowienie góra dla piątki miłośników cichowariactwa . drapieżnika wytrzaskali ale nadzieja jakaś jest a po za tym warto przeprosiś się z tym żabiokiem za zdradę :-) no i nie wytrzymam : postanowiłem ze sprzętem rano pojechać do roboty.
 Szychta minęła spokojnie , piętnasto minutowy spacer i JESTEM ,pierwsze co zauważyłem to brak pomostu z pompą ale \"tubylcy \" usunęli troszkę trzcinki i powstała całkiem fajna miejscówka -kilka rzutów i nic ale mój\" MADE IN JO\" zdał egzamin -niesie jak z procy i blachę czuć wspaniale.
 Zmiana miejsca i zaskoczenie kolejne -pierwsza przecinka od północy węższa niż była ale czystrza i tam dotarłem w tym samym czasie co sympatyczna para z gruntówkami i jakoś razem zmieściliśmy się tam po obopulnej zgodzie.
 Kilka rzutów i pauza na \"cygaryta\"a w miedzyczasie sąsiad posłał gruntówkę i troszkę zanęty spadło mu z koszyczka kilka metrów od brzegu,gdzieś po minucie delikatne oczkowanie drobnicy i zmasowany atak okoniowej \"młodzieży\" Natychmiast to wykorzystałem.
 Jeden rzut i jest i siedzi , co prawda mały ale ojciec chrzestny kijka (17cm).
Przemieściłem się na trzecie przedostatnie dostępne miejsce i dwa na dwa i przerwa i tu też pozytywna zmiana bo też ingerencja w trzinki a z wyciętego materiału ktoś zrobił całkiem pożyteczny szałasik np w razie deszczu czy wiatru ,oczywiście zaraz zagościły tam moje cztery litery w celu sprawdzenia owej konstrukcji-dałem w myślach 5* :-).
 Zostało ostatnie dostepne miejsce od wschodu i tez elegancko przycięte,kilka prób i znów pasiaczek ok20 potem cisza,wróciłem do nowo poznanych bo tam mialem sprzęt by zmienić blaszkę i poeksperymentować co w efekcie dało jeszcze kilka okoni no i zostałem poczęstowany wusztym z grila co bardzo doceniłem bo w końcu byłem prosto z roboty i bez obiadu.
 a teraz co i jak - gumy ryby olewały totalnie,sprawdził się oczywiscie mepsik i dam - wielkość1,2 z tym że na wolframie  zdecydowanie bardziej olewały przynęte i zaryzykowałem bez , na szczęście żaden szczupły się nie przypałętał a jest tam go jeszcze troszkę o czym przekonałem się dnia następnego -kumpel z rana na zwiadach był świadkiem jak wzięły dwa ok pół metrówki.
Umówiliśmy się na popołudnie,on grunt a ja spin i znów zaliczyłem cztery sztuki (jeden pod 30-ści) no i PRZYŁÓW w postaci trzech zerwanych czyiś  zestawów dzięki czemu moja skrzyneczka wzbogaciła się o dwa koszyczki a woda pozbyła się z 50metrów żyłki...  znów obrotówka na topie ,szczerze powiem że co prawda kiedyś brały większe ale nigdy w dwa dni nie zaliczyłem tam dwunastu sztuk pasiastych - łatwiej było ze szczupłym. W każdym razie staw nadal żyje i musze się z nim przeprosić no i z wędkarskim złomem.Dziś niedziela i jak się uda to za dwie godzinki znów tam zawitam .Na razie niestety jestem uziemiony :-)

 


4.9
Oceń
(16 głosów)

 

Przeprosiny z HALDEXSEM i reanimacja złomu - opinie i komentarze

Piotr 100574Piotr 100574
+1
***** (2015-08-23 17:30)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
+1
Brakuje mi foto z twoim kijaszkiem w pełnej krasie. Jak te z nasuwa mi się pytanie, z czego dokładnie on powstał. A co do okoni, u mnie jednak na ripery skubią a wirówki olewają. (2015-08-23 21:52)
ola_zrodelnaola_zrodelna
+1
Dobry wpis! 5* i czekam na kolejne :) Połamania! (2015-08-23 23:03)

skomentuj ten artykuł