Przez karasie do linów.

/ 9 komentarzy

W tym roku jeśli chodzi o rozpoczęcie sezonu, to byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. W kwietniu poławiałem piękne płocie o czym wspomniałem w jednym z moich artykułów, które zamieszczam na blogu, no a w maju - karasiowy raj. Łowiłem swoje pierwsze okazy - bo naprawdę były wielkie jak dla mnie - z gruntu metodą drgającej szczytówki. Przynętą była jakże niezastąpiona, wygodna i nie wymagająca przygotowań kukurydza konserwowa ;) Karasie brały od 1 do 6 maja zawsze wczesnym rankiem od 3.00 do 6.00. Pamiętam pierwsze karasiowe branie i ogromne zaskoczenie! Szczytówka zaczęła dosłownie "tańczyć", zacinam, i jest...odjazd na około 20 metrów! Myślę sobie - nooo to ładnie Marcinku, jest ładny karpik. Hol trwa już jakieś kilka minut a ten wariat nie chce oderwać się od dna, no uparty jak cholera. Tato już stoi za moimi plecami z podbierakiem na zmianie brzdąkając pod nosem : " Ale chodzi...tylko ostrożnie, powoli, ale chodzi...ostrożnie!". Przeżywał to bardziej niż ja;) Po tych kilku nerwowych minutach ów karp ląduje w podbieraku. Wzdycham i z uśmiechem spoglądam na tatę. Wyhaczam delikatnie mojego jakże ładnie zapiętego przeciwnika wyjmuję z podbieraka i mowie do taty z lekką ironią w głosie: "- Co...ładny "karp" ?" Na co ojciec odpowiedział: "- Po prostu piękny!. Czekaj...cholera to karaś! To karaś? Tak to karaś! Ja jeszcze takiego jak żyje nie widziałem! Brawo młody!" Chwytam za miarkę krawiecką ( no nie śmiejcie się, po prostu nie odczułem potrzeby kupienia innej skro ta też jest ok ;) i wynik wskazuje na prawi 44 cm! Dla mnie to gigant bo większego nigdy nie złowiłem, ba, nie widziałem nawet! Sądzę, że ważył niecałe 2,5 kg bo było co potrzymać. Po tych pięknych karasiowych wojażach nastał czas łowienia płoci i płotek oraz malutkich okonków, które dostawały szału na widok białych robaków.
Z początkiem czerwca postanowiłem spróbować złowić lina. Wiem, że są Ci panowie i panie w moim łowisku więc zacząłem się zastanawiać nad przynętą i zanętą. padło na : białe robaki, kukurydzę konserwową i czerwone robaki. Zanęta to Lin od Lorenca z dodatkiem biszkoptu, czerwonych i białych robaków oraz kukurydzy. Wyjazd wczesnym rankiem niestety nie uraczył mnie braniami tych cwaniaczków. Widziałem jak żerują - ale na hak nawet nie spojrzały. No cóż, trzeba chyba jutro zasadzić się na płoć i zrobić małe osobiste zawody. Zmieniałem zanętę na płoć od Lorenca, dodałem do tego coco-belge, konopie mielone, biszkopt miodowy, atraktor Dragon Lin-Karaś ( jakoś tak był na wierzchu w torbie to dodałem łyżeczkę;), pinka kolorowa i białe robaki. Płotki po pół godziny od zanęcenia jak ruszyły to koniec normalnie. Branie za braniem i tak ok 40 sztuk. Przyda się mieszanka na zawody. Ale...po godzinie6.00 płoć przestała brać. Do nęciłem 4 kulami i nadal miałem zamiar łowić. Po kilkunastu minutach po wrzuceniu kul, w okolicach moich spławików pojawiły się kępy banieczek, za którymi wypływały malutkie muszelki ślimaków. Wtedy już wiedziałem, że kolega lin w końcu się zadomowił na miejscówce ;) Szybka zmiana haków i przyponów, na hak kukurydza na drugi białe robaki i czekam. Nic. Druga seria baniek - wprowadzam zestaw w te banieczki, i dosłownie po kilkunastu sekundach patrzę jak spławik zaczyna jechać! Zacinam! Jest! Chyba lin bo na razie słyszę tylko jak hamulec mojej Okumy radzi sobie z odjazdami przeciwnika. W lewo, w prawo, do brzegu i tak na zmianę. Po 2-3 minutach wyłania się piękny "prosiaczek", łapie powietrze i znów odjazd. I tak kilka razy. Ale zlitował się nade mną i dał za wygraną;) Sunę go jak śledzika do podbieraka i z dumą podbieram! Aż sam do siebie krzyknąłem z zadowolenia!;) Zapięty był dość głęboko i pewnie dlatego czując ból szybko się poddał. Chwytam wypychacz, wyhaczam rybkę i mierzę - 44cm ;) Uśmiech na twarzy;) Co to była za zasiadka! Złowiłem wtedy jeszcze 4 "prosiaczki" powyżej 38 cm;) Skakałem z radości jak dziecko. Zwinąłem sprzęt, płocie od razu do wody po zliczeniu a linki na króciutką sesję fotograficzną o dopiero do wody.
I tak właśnie od łowienia karasi, poprzez płocie dotarłem do linów za pomocą mieszanki na płoć. To były moje pierwsze "prosiaczki" godne fotografowania i nie kryję - do pochwalenia się. Każdemu z nas wędkarzy życzę takich odjazdów na wędce i ostrzegam : linek, który miał 38 cm walczył najbardziej zacięcie! Mały, ale wariat ;) Połamania koledzy!

Morciaty.

 


4.9
Oceń
(28 głosów)

 

Przez karasie do linów. - opinie i komentarze

użytkownik104372użytkownik104372
0
Fajnie opisane ***** gratuluje polowu:) (2012-06-25 10:58)
MorciatyMorciaty
0
A dziękuje bardzo! W tym roku moje łowisko rozpieściło mnie wiosną;) (2012-06-25 11:04)
agremo998agremo998
0
Gratulacje i więcej wpisów:) (2012-06-25 18:51)
getkagetka
0
a u mnie woda wysoka i nie da się porostu łowić a ja normalnie nie mogę ju usiedzieć, super prosiaczki !! (2012-06-26 09:21)
kubik1kubik1
0
Gratuluję !! (2012-06-26 21:27)
fizbinfizbin
0
^^ Pozazdrościć ;) ***** (2012-06-27 19:05)
Zbyni3kZbyni3k
0
Gratuluję ! Opisane z emocjami :) j/w pozazdrościc :) ***** ! (2012-07-04 09:51)
camelotcamelot
0
Miło się czyta - tak napisaną relację ! 5***** Pozdrawiam serdecznie ! (2012-07-09 21:06)
darek300darek300
0
No tylko pogratulować koledze i pozazdrościć:)miło opisane, dużo szczegulów i to się chwali:)nie ma jak to odjazd na wędce!:D (2012-07-29 15:48)

skomentuj ten artykuł