Przygoda na Ostrowitym

/ 4 komentarzy / 3 zdjęć


Postanowiłem w tym roku odwiedzić Barbarę i Piotra Wachowskich. Administrowane przez nich łowisko w okolicach Golubia Dobrzynia półtora roku temu obdarzyło mnie naprawdę pięknymi rybami. Jadę tam z dwóch powodów. Sprawdzić, co zmieniło się na łowisku oraz czy można cokolwiek złowić w tak specyficznych warunkach pogodowych, jakie panują w tym roku. Do tego wolny termin wypadł podczas pełni. Przed wyjazdem obdzwaniam swoich licznych kolegów w kraju z pytaniem; „jak ryba”?

„Masakra” to najczęstsza odpowiedź! Jakby ktoś zarzucił na Polskę gigantyczną sieć i wyłowił wszystkie ryby albo… tak nakarmił, że cierpią na długotrwałą niestrawność. Dotyczy to wszystkich większych łowisk zarówno tych państwowych jak i komercyjnych. Brania sporadyczne, delikatne, takie bardziej przypadkowe. W sumie trudno się dziwić, że ryby oszalały. Cały maj to huśtawka ciśnienia, ogromna różnica temperatur pomiędzy dniem i nocą. Do tego wiatry uprawiające chocholi taniec. Jedynie Krzysiek Kumorek z Żywca wyłamuje się ze smętnego schematu. Na Zalewie Żywieckim „gryzą” karpie! Wyjeżdżamy z Gustawem. Autostrada dowozi nas na miejsce w półtorej godziny. Jeszcze kwadrans 15 – tką i jesteśmy na miejscu. 

Sympatyczny właściciel pan Piotr wita nas serdecznie, ale wieści nie ma najlepszych. Wędkarze połowili pojedyncze ryby. Padł jakiś leszcz, lin, płocie. Karp, amur na zero. Martwi go bardzo taki stan. Od razu odrzucam cięższe metody łowienia. Decyduję się na lekką spławikówkę. Gustaw zamierza zagrać jedną wędką w koszyk-ówkę. Połykamy obiad i nad wodę. Stan wody jest niższy od normalnego jakieś 30- 40 centymetrów. To wynik lekkiej zimy i zeszłorocznych letnich upałów. Ustawiamy się na około 4 metrach głębokości. Odkładam do lamusa „grube” zanęty. Jak będzie potrzeba, to do nich wrócę. Drobno zmielona leszczówka wymieszana z zanętą na karpiowate. Dodaję trochę atraktora piernikowego i ciemnego biszkoptu. Zalewkę robię z melasą. Na koniec garstka białych robali i drobnej kukurydzy. Do tego trochę klejowego spoiwa. Standard! Nie ma zbytnio co kombinować, bo najczęściej proste rozwiązania bywają najskuteczniejsze. Lądujemy z klamotami na pomoście. 

Po chwili 2 gramowe spławiki moszczą się na powierzchni wody. Chlap, chlap, chlap… Po trzy niewielkie kule lądują w wodzie. Mijają godziny wpatrywania się w spławik. Od czasu do czasu „zegarowa” płotka. Do godziny 23 bez brania! Brrr.. jak zimno. O 5 znów jesteśmy na łowisku. Ilość bąbli w nęconym miejscu świadczy, że tam pod woda coś „rąbie” nasza zanętę. A brania tylko sporadyczne i do tego niezacięte. Cholera jest to bardzo frustrujące! Do 11 duże nic. Nawet zbytnio się nie przykładam do kolejnego brania. Tnę trochę spóźnione. Kij wygina się w śliczny łuk. Serce pod językiem. Ryba wolno się podnosi z dna, ale praktycznie bez walki. Na powierzchnię wyjeżdża piękny leszcz. Szeroki, gruby pokryty… tarłową wysypką. Rzeczywiście zwariowany rok. Równe 50 cm. Trafiony za brzeg wargi. Wraca do wody. Pełni animuszu zarzucamy znów wędki. Nic! Dopiero o 19.30 holuję następnego. 54 cm. Do godziny 23 bez brań. Następnego dnia trochę zaspałem, a Gustaw odpuszcza. Dochodzi 7, gdy wchodzę na pomost. Na powierzchni kłębią się duże bąble. Z nadzieją zarzucam zestaw. Kwadrans nic, a później spławik wolniutko kładzie się na wodzie. Siedzi! Piękny miedziano-złoty leszcz! Jest największy. Wpuszczam go do wielkiej siatki, żeby nie wypłoszył być może reszty żerujących kolegów. To dobry pomysł, bo łowię kolejne 3 sztuki. 50, 55, 57 cm. Przed 9-tą koleje branie i opór dużo silniejszy. Wielka złota „łopata”, co najmniej 3 kilogramy! Jeszcze chwila i będzie mój. Pik, haczyk wyskakuje z pyszczka metr od podbieraka. Ryba opada w głąb wody. Szkoda, byłyby ładne zdjęcia. Koniec brań. Idę na śniadanie, a Gustaw nie może sobie darować, że odpuścił. Wczoraj 2, dzisiaj 4, będzie dobrze! Wieczorem nic, znowu zimno jak cholera. Rano będą brały. Następnego dnia żadnych bąbli. Moczymy wędki od 4 do 10. Nawet jednej większej sztuki. Same płotki. Nie mogę wprost uwierzyć, żeby w nęcone miejsce ryby nie podeszły. Może wieczorem? W dzień gorąco jak w piecu, po zmroku lodówka. Nie podeszły, do 23 bez brania. Wrzucamy trochę zanęty i idziemy spać. 

W nocy dojechał Błażej. Pierwsza naprawdę ciepła noc, 14 stopni. Znów wczesna pobudka. W miejscówce „bąblowisko”! Do 9 łowię 8 „grubych” leszczy, a Gustaw 6. Nie ma małych sztuk. Brania były wszędzie. Daleko i blisko. Płytko i głęboko. Błażej na sąsiednim pomoście trochę się spóźnił, ale też wyjął 3 sztuki. Nic nie rozumiem. Około 10 Gustaw ma branie na 4,5 metra. Pełna „klapa” pomimo, że obciążenie ma szeroko rozłożone na żyłce. Lin pod 40 cm!!! Dziwny rok!!! Po południu nic, ale chłopaki postanawiają zostać na noc, pomimo, że znów robi się zimno. Dobiję do nich rano. Ostatni ranek naszego pobytu. O 5 doczłapałem się do Gustawa na pomost. Przez noc złowili po 3 sztuki w rożnych godzinach. Błażej nad ranem pojechał do Łodzi. Totalne zero brań do 10 godziny!!! 

Spostrzeżenia. Największa złowiony leszcz – 61 cm. Ryby kompletnie nie trzymały się jakichś godzin żerowania, ani określonej przynęty. Wszystkie ryby zapięte były za sam brzeg wargi. Na 27 złowionych przez nas leszczy 6 miało świeżą białą opryszczkę tarłową, 4 brązową jakby były po tarle. Teraz kolejna ciekawostka! Z wziętych przez nas trzech 10 leszczy bez opryszki tarłowej, aż 8 miało ikrę!!! Łowiliśmy do 4 czerwca, a 2 czerwca zaobserwowałem jak przy brzegu tarły się liny i karasie złociste. Ryby (karpie, amury, leszcze) raz spławiały się często to znów jezioro było jak martwe. Dziwny rok!!! Jednak pomimo pełni, lodowatych nocy, upalnych dni, kłopotliwych wiatrów jezioro Ostrowite u państwa Wachowskich znów mnie nie zawiodło! Na pewno tu wrócę!

PS. Wybieram się teraz na moje ulubione łowisko, jezioro Miłoszewskie. Po powrocie zdam relację!

 


5
Oceń
(23 głosów)

 

Przygoda na Ostrowitym - opinie i komentarze

ZielanZielan
0
Mam rzut kamieniem do tego jeziora! A nigdy nie znalazłem czasu tam zajrzeć. Piękne łopaty! (2015-07-17 12:12)
SVTSVT
0
Piotrek wspaniałe sztuki. Powodzenia i pozdrowienia. (2015-07-17 12:13)
krisbeerkrisbeer
0
Wielkie gratulacje, piękne leszki. Co do specyfiki obecnego sezonu, całkowicie potwierdzam stwierdzenie ,,dziwny rok''. pozdrawiam (2015-07-17 13:10)
rysiek38rysiek38
0
Dziwny rok ? mało powiedziane,dziś od piątej rano bylem na doskonale znanym łowisku,na tyle małym że cała woda jest w zasięgu dwu-gramowego spławika,na dodatek drobnicy do "zabawy "jest tam więcej niż wody :-) i co ? do siódmej jedno niemrawe branie. a ryby i tekścik na piątal oczywiście (2015-07-19 15:06)

skomentuj ten artykuł