Przynętowy zawrót głowy - w poszukiwaniu ideału

/ 10 komentarzy / 2 zdjęć


Święty Graal spinningisty : przynęta idealna - czy istnieje? Niby każdy doświadczony wędkarz ma świadomość ,że jest to mit jak potwór z Loch Ness , Yeti czy Saskwatch... a jednak łapczywie "połykamy" te wszystkie nowinki którymi tak obficie "obdarowują" nas producenci. To nieomylny znak że zabawa w pogoń za legendą jest wpisana w naszą naturę. Nowe konstrukcje, super wibracje, grzechotki, unikatowe odcienie, wszelkie "smrodki"  - na rynku są tysiące przynęt oszałamiających często bardziej nas niż ryby... Skuteczność ich weryfikuje ostatecznie każdy z nas na swoich łowiskach. Część tych eksperymentów trafia do śmieci ale trafiają się prawdziwe perełki, które stają się absolutnym "must have" w naszych pudełkach. Każdy wędkarz ma swoje preferencje. Jeden woli błystki inny zaś ulega "silikonowemu" szaleństwu. Ktoś genialnie prezentuje wobler i wygarnia na niego ryby z każdej wody a ktoś inny łowi wyłącznie na koguty... Totalnym nieporozumieniem byłoby wskazywanie na jakiś konkretny rodzaj wabika i przypisywanie mu cudownych właściwości.  Osobiście w kwestii doboru przynęt jestem bardzo elastyczny. Wszystko zależy od czasu, miejsca, pory roku, rodzaju łowiska i aktywności ryb oraz... od stu tysięcy innych czynników z których chyba najważniejszym jest wiara w skuteczność tej jednej ,jedynej. Łowię zarówno woblerami jak i błystkami, próbuję swoich sił w posługiwaniu się kogutami , cykadami ale gdyby ktoś zapytał mnie o przynętę w którą wierzę najbardziej ( zwłaszcza jesienią ) bez wahania wymieniłbym gumę. Pojęcie szerokie jak horyzont na pustyni...  Dlaczego guma? Możliwości prezentacji przynęty silikonowej są niemal nieograniczone. Oczywiście nie każdej i nie wszędzie. Pod uwagę biorę tylko te które zdobyły moje zaufanie. To "wielozadaniowe" i niezwykle uniwersalne imitacje rybek, robactwa i wszelkich wodnych stworzeń, które pracują nienagannie w każdej płaszczyźnie i tempie prowadzenia. Dostępne we wszelkich możliwych kombinacjach kolorystycznych pozwalają na dopasowanie się do rybiego widzimisię.  Pięknie zasuwają w opadzie na ciężkiej główce jak również nadziane na wolny od obciążenia hak offsetowy. Poruszając się uwodzicielsko w toni kuszą naturalnym ruchem podejrzliwe okonie czy odpasione letnie szczupaki zalegające w kępach zielska... W razie potrzeby uzbrajam je w klasyczną jigową główkę o słusznej masie i posyłam z misją prowokowania mętnookich ukrytych w głębokiej rzecznej rynnie. To przynęty uniwersalne do bólu i skuteczne w każdym wydaniu. Jedynym ich ograniczeniem jest inwencja twórcza wędkarza. To on jest tu mistrzem drugiego planu i reżyserem. To co zaprezentuje zostanie surowo zweryfikowane przez podwodną widownię tego spektaklu... Moje ulubione gumy nie boją się także pracy na zestawie drop shot choć teoretycznie wydawać by się mogło że nie do tego zostały stworzone. Odpowiednia prezentacja, dobór wielkości do poławianego gatunku ryby czyni z nich skuteczną broń na okonie, sandacze a także szczupaki i inne gatunki które ( przynajmniej w teorii ) na gumki łowi się rzadziej. Tak - takie gumy istnieją. Czy czyni je to przynętą idealną? Z pewnością nie! W moich oczach jednak zdecydowanie przybliża je to w stronę tej definicji...  Celowo skupiłem się na przynętach silikonowych. Świeże jeszcze w pamięci wspomnienia jesieni pozwalają na ocenę na gorąco tego typu przynęt. Wiem, że wiosną i latem sięgnę po zaskakujące skutecznością obrotówki, wirujące ogonki, płytko schodzące woblery i dadzą mi one wiele frajdy z łowienia. Jednak to jesień jest dla mnie królową wszelkich pór roku a to bezapelacyjnie czas gumy. Prawdopodobnie z tego wynika mój sentyment do "gumisiów". Zresztą kto nie lubi tego sandaczowego pstryknięcia czy okoniowego skubania wyczuwanego dzięki idealnej koncentracji, plecionce i odpowiedniej wędce? Gumy mają do zaoferowania jeszcze więcej. Praca, kolor a także zapach ( raczej smród ) to ich główne atuty. Producenci obecnie fabrycznie "dosmradzają" i aromatyzują swoje wynalazki co w moim odczuciu jest dobrym pomysłem. Dziś nie ma już podziału na twistery, rippery i klasyczne kopyta. Chyba nie starczyłoby kilku godzin aby wymienić i opisać wszelkie typy i kształty przynęt miękkich. To prawdziwe szaleństwo kształtów i kolorów, totalny zawrót głowy - trudno nie zwariować! Guma z "żeberkami" czy gładka, z ogonem klasycznym czy glista a może "jaskółka"? Każdy z Was z pewnością ma te same dylematy. Jedno jest pewne - fajnie że jest w czym wybierać.  Na pewno każdy ma swój numer jeden, wunderwaffe, killera na każde łowisko  - gumę  ( lub inną przynętę ) powalającą skutecznością. To sekrety mistrzów, które należą do prawdziwych "mistrzów sekretów":-) To wiedza najbardziej cenna bo pozyskana "w boju". Nie każdy ma ochotę się nią dzielić bo przecież miło jest być w swojej podświadomości "o krok przed" tamtym facetem na drugim brzegu. Niech się męczy - a ja łowię swoje. I o to chodzi!:-)

 


4.9
Oceń
(26 głosów)

 

Wedkuje.pl poleca

 

Przynętowy zawrót głowy - w poszukiwaniu ideału - opinie i komentarze

ryukon1975ryukon1975
+1
Przynęta idealna? Z jednej strony powiedziałbym że to temat rzeka z drugiej zaś że taka nie istnieje i nigdy jej nie będzie. Wiele wód, wiele gatunków ryb i tak dalej. Oczywiście z drugiej strony mam swoje killery na dane gatunki w określonych warunkach. Idąc dalej powiem że nie boje się sięgać po nowości czyli po przynęt których jeszcze nie używałem niekoniecznie takie które są modelem na rok 2016. Jakie z tego wyciągnąć wnioski? (2016-02-03 13:50)
zbyszekrzepkazbyszekrzepka
+1
Jak już kiedyś napisałem,jeśli ryba jest w łowisku i na dodatek żeruje to byle co wrzucisz i masz.Rok temu szczupaka złapałem z gruntu na rosówkę. (2016-02-03 17:57)
marciin 2424marciin 2424
+2
Mam nadzieję ,że nigdy nie będzie przynęty idealnej , bo narobiła by więcej szkód niż korzyści ,a po za tym ciągłe poszukiwanie i ulepszanie naszych zestawów daje nam najlepszą frajdę przynajmniej ja tak mam :) (2016-02-03 22:45)
kabankaban
+3
Ja podobnie jak Marcin czerpię przyjemność w poszukiwaniu tej "jedynej" w danym dniu , na danej wodzie i oto w tym chyba chodzi:) Pozdrawiam. (2016-02-04 09:45)
w6i6e6w6i6e6
+2
Idealna przynęta to taka, którą znam i czuję najlepiej. Owszem mogą być woblery po 100 czy 150 zł, ale równie dobrze a nawet lepiej można łowić wobkiem, którym łowi się od lat, i który zna się od końcówki steru po koniec kotwicy. Takie przynęty to moje ideały, mogę je poprowadzić zawsze tak jak chcę, wiem jak się zachowują i na jakie ryby mogę liczyć posługując się nimi to właśnie moim zdaniem są przynętowe ideały. (2016-02-04 10:31)
Jakub WośJakub Woś
0
Wiara czyni cuda tak też jest z przynętami. Te w które wierzymy są najbliższe ideału. Jednak nigdy nim nie będą. Ileż to razy już myślałem że mam "pewniaka" bo ryby biły w niego bez opamiętania. Ale inna woda, inny czas i musiałem sięgać po inne przynęty. (2016-02-06 10:21)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
0
Dla mnie jak dla autora najlepiej łowi się na gumy. Idealne jest w nich to że odpowiedni je zbrojąc dopasowujemy do różnego typu łowiska.  A wadą to że nie są odporne na gryzienie przez rybki. Specjalnie nie powiedziałem zęby, bo okoń mimo ich braku też umie odgryźć ogonek. :-D wobków też mam parę sprawdzonych, kilka z nich to klasyki.Tylko że one mają swoje pewne ograniczenia, nie zmienimy obciążenia, tak więc nie zawsze poprowadzimy je tak jak chcemy na danej głębokości. choć widziałem takie z regulowanymi sterami ;-) (2017-12-19 17:22)
jacfarjacfar
+2
Artur jest kilka opcji regulacji głębokosci "chodzenia" wobków :D zwłaszcza tonących :D nie ma przynęt idealnych i uniwersalnych, hornety - moje ulubione okoniówki za cholerę nie sprawdzają się w nl chociaż w pl nie ma wody , z której nie wyjąłbym na nie pasiaka, na Renie uniwersalną gumą na okonie jest 15cm kopyto ciemny brąz z czarnym grzbietem, ale co kraj to obyczaj :D na jednym z większych kanałów trenowałem Yodę Lipińskiego , biły szczupaczki 3-6 kg, w desperacji zmieniłem na 15cm "kaczą łapę" Daiwy i strzelił 13,5kg, więc cały dowcip polega na dywersyfikacji i ciągłym kombinowaniu, co nie pozwoli nam popaść w rutynę starych wędkarzy, którzy jednym gnomem/algą/kalewą machali całe życie pod sztandarem pzw (2017-12-20 09:40)
SithSith
+2
Chociaż jestem, jak to określił Jacek "starym wędkarzem", to podzielam Jego zdanie. Wiele lat broniłem się przed gumami, preferując woblery, ale stwierdziłem że w niektórych sytuacjach i warunkach są nieocenione. Jednak niezależnie od tego czy łowię wędziskiem 10-35g, czy 5-15 g, zawsze w moim pudełku jest Alga, Kalewa i Droppen, bo gdy żadna rybka nie interesuje się Salmonami i Keitechami, blaszka potrafi otworzyć wodę. (2017-12-21 11:30)
jacfarjacfar
0
:D Alku, z wiekiem odszedłem od "żelastwa" na rzecz woblerów i po trochu gumiaków, ze względu na sandacze, a powód był prosty- stosunek objętości i ilości do wagi. większość arsenału trzymam w jednej wysłużonej torbie, zarzucam ją na ramię, podpieram się patykiem i ciągnę nad najbliższą wodę, aktualnie na wygnaniu, ale wody w bród, ryb jeszcze więcej,roczne zezwolenie za nieco ponad dwugodzinną stawkę, teoretycznie tylko pomarzyć, żeby wszędzie tak było.... ale po prawie roku uwierz, że to nudne.Nie mam mentalności forumowych ekshibicjonistów, foty raczej strzelam okolicznościom przyrody niż złowionym rybom, nie wstawiam pasjonujących relacji, wisimito. łowię dla siebie, kiedyś dla kota sąsiada :D i tyle, ale jeśli będziesz mieć okazję odwiedź holandię, ijmeer goimeer eemmeer almere na okonie czy ren w arnhem, przekonasz się, że wędkarstwo nie jest zabawą w apaczów - jedziesz i łowisz, jedynie pogoda jest czynnikiem warunkującym powodzenie lub jego brak :) pozdrawiam wszystkich świątecznie i życzę udanych połowów w nowym roku :) (2017-12-21 14:06)

skomentuj ten artykuł